Życie jest niesprawiedliwe. Paulo Coelho skończył pisać, odszedł od komputera i zainkasował kolejny tłusty czek. Tym wytartym komunałem należy rozpocząć historię człowieka, który przez dziesiątki lat był pomijany, gdy dochodziło do rozmów na temat Batmana. Milton Finger powoli coraz częściej pojawia się w świadomości tych, którzy dotychczas utożsamiali postać Człowieka Nietoperza z Bobem Kanem.

Facet w czerwonych gaciach

Milton Finger urodził się 8 lutego 1914 roku. Choć jeszcze o tym nie wiedział, gdy uczęszczał do szkoły wyższej (DeWitt Clinton High School) na korytarzach mijał swojego przyszłego kolegę z pracy Boba Kane’a. Nie wiedział, bo od Roberta był rok starszy. Los chciał, że w przyszłości tych dwóch miało stworzyć jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury. Niestety tak jak w przypadku muzyków i zespołów, które tworzą, tak i w przypadku twórców komiksów nie zawsze pamięta się o basiście czy perkusiście lub po prostu wygrywa ten sprytniejszy i bardziej zaradny. Kane i Finger uczestniczyli w tworzeniu historii, ale w pewnym momencie to właśnie Kane stał się gwiazdą, którą utożsamiano z postacią Batmana. Problem w tym, że jego projekt bardziej przypominał człowieka ptaka. To Finger nadał mu kształt jaki wszyscy znamy.

Batman według Boba Kane'a
Pierwsza wizja Batmana według Kane’a. WTF Bob?

W 1938 roku, kiedy na sklepowych półkach pojawił się Superman powstało zapotrzebowanie na kolejnych superbohaterów. Bob Kane wpadł na pomysł nowego herosa czym podzielił się Fingerem. Porozmawiali przez telefon i umówili się na spotkanie, podczas którego Bill pokazał mu szkice.

Kane miał pomysł na bohatera, którego nazwał Batmanem i chciał, abym zobaczył rysunki. Pojechałem do niego, a on rysował kogoś wyglądającego podobnie do Supermana w czerwonych rajstopach i z tego co pamiętam butach. Bez rękawic z małą maską, który bujał sie na linie. Miał dwa sztywne skrzydła wyglądającego jak te nietoperza. Pod tym wszystkim znalazł się wielki napis… BATMAN.

Batman
Batman według Billa Fingera

Finger zasugerował, że koncept jest dobry, ale nie ma zbyt wiele wspólnego z nietoperzem. Scenarzysta chwycił Słownik Webstera i zaczął szukać informacji na temat tych uroczych zwierząt. Liczył na to, że znajdzie rysunki. Te oczywiście tam były, więc zwrócił uwagę między innymi na uszy. Finger stwierdził, że czemu by ich nie skopiować? To nie był koniec. Maska powinna zakrywać większość twarzy. Otwory na oczy powinny być mniejsze sprawiając wrażenie ciągłego skupienia. Podobnie nos, który nadawał całości zwierzęcy wygląd. Skrzydła wyleciały z projektu, bo Finger uznał, że lepiej sprawdzi się długa czarna peleryna. Z kolejnymi modyfikacjami bohater z gościa w czerwonych rajtuzach zmieniał się w budzącego postrach detektywa. Zwróćcie uwagę na to, że postać Kane’a nie miała rękawic. Finger uznał, że jeżeli nie ma zostawiać po sobie śladów, to nie może zostawiać odcisków palców, więc rękawice są niezbędne.

To jednak nie był koniec. Pomysły Fingera bardzo się spodobały, a on sam miał okazję pracować przy pierwszych przygodach Mrocznego Rycerza. Wymyślił jego alter ego, czyli Bruce’a Wayne’a. Swoją drogą wiecie jak narodziło się to imię i nazwisko:

Połączyłem ze sobą Roberta I króla Szkocji, którego poddani nazywali Robert Bruce lub Robert the Bruce z generałem z czasów rewolucji Anthonym “Szaleńcem” Waynem.

Uczestniczył w tworzeniu całego uniwersum. Miał wpływ na to, jak wygląda Gotham jakie znamy. Zasiedlił miasto złoczyńcami i to tymi najbardziej ikonicznymi. To jego dziełem są m.in.:

  • Kobieta Kot
  • Pingwin
  • Człowiek Zagadka
  • Dwie Twarze
  • Clayface

Oczywiście przy większości z nich współtwórcą jest Kane, ale tak naprawdę to Finger bardzo często był motorem napędowym nadającym ostateczny kształt bohaterom. Jakby tego było mało, to on nadał nazwę pomocnikowi Batmana, czyli Robinowi i stworzył Jamesa Gordona. Cała otoczka tajemniczości wokół Batmana wynikała z fascynacji opowiadaniami detektywistycznymi. Tym samym Bill dołożył kolejny element do układanki jaka w całości tworzy ikonę.

Mój pomysł na Batmana był kombinacją Douglasa Fairbanksa (aktor znany z ról nieustraszonych herosów), Sherlocka Holmesa, Shadowa oraz Doca Savage’a.

Jego pomysł był tym, co pokochały miliony fanów komiksów na całym świecie. Jego pomysł był genialny.

Co poszło nie tak?

Jest takie stare przysłowie, które mówi, że jak masz miękkie serce, to masz twardą dupę. Bob Kane nie należał do ludzi, którzy nie potrafili dbać o swoje interesy. Wiedział, że jego wstępny pomysł z pomocą Fingera ma potencjał. Nie wiedział jeszcze jak wielki, ale pamiętał o tym w momencie, gdy podpisywał umowę z wydawcą.

Umowa ta jest jednak tajna i nie wiemy, co takiego zawiera. Na pewno Kane zagwarantował sobie prawo do występowania jako jedyny twórca postaci Batmana. Dlatego przez dziesiątki lat próżno szukać informacji o tym, który tak naprawę ją stworzył. DC Comics nawet, gdyby chciało zacząć uznawać Fingera za współtwórcę postaci to po prostu nie może. Kane tak negocjował kontrakt, że wydawnictwo ma związane ręce. O jego spuściznę dba jego rodzina. Marka jaką jest Batman warta jest miliardy dolarów, więc nic dziwnego, że nie ma chętnych do tego, aby dzielić się kawałkami tego słodkiego tortu z innymi.

Szkic batmana
Sfałszowany szkic Batmana

Sam Kane uchodził za niezłego artystę, ale według współpracowników nie był typem tytana pracy. Wiele rzeczy załatwiał poprzez swoich asystentów i sam nie specjalnie garnął się do roboty. Co innego Finger, który przez lata pracował przy dziesiątkach projektów często miewając problemy z terminowością. Jego sprytny kolega nie musiał być geniuszem. Ważne, że potrafił fantastycznie zabezpieczyć swoje interesy. Przez lata dbał o to, aby nie było wątpliwości, że odpowiadał za więcej niż sam wstępny pomysł. W tym celu sfałszował nawet szkic postaci, który jak twierdził był jego pomysłem. Niestety coraz częściej pojawiają się informacje wskazujące na to, że Kane tak naprawdę miał znikomy wpływ na to, jak wygląda uniwersum Batmana. Większość tego, co tworzy jego legendę jest w znacznej mierze dziełem Fingera.

Przed Robinem
Rysunek Alexa Raymonda

Oczywiście przy okazji należy wytknąć mu to, że powinien lepiej zabezpieczyć swoje prawa do bohaterów, których udało mu się wymyślić. Nie zmienia to jednak faktu, że Kane w ostatecznym rozrachunku okazuje się przebiegłą mendą, która żerowała na koledze z pracy i gdy tylko nadarzyła się okazja wykorzystał ją do maksimum. Zresztą Kane nie tylko skłaniał się ku kłamstwu. Wizerunek Robina po prostu ukradł. Twórca postaci Flasha Gordona – Alex Raymond – w jednym z komiksów umieścił rysunek, który mówi więcej niż 1000 słów.

Prawda, że wygląda znajomo? Dwa lata później Kane wykorzystał go w zasadzie w stosunku 1:1 tworząc Robina.

Bill Finger był główną siłą tworzącą Batmana od samego początku… Stworzyłem Batmana superbohatera walczącego ze złem, ale to Bill zrobił z niego fantastycznego detektywa – Bob Kane w jednym z wywiadów.

Kane mógł mówić takie rzeczy jak powyższy cytat, bo wiedział, że nikt nie może mu nic zrobić. To taka zasłona dymna, która miała pokazać, że owszem Finger brał udział w procesie kreacji i ja mu oddaję, co jego, ale w sumie i tak nie będzie partycypować w zyskach jakie zaczęły przynosić jego pomysły.

No dobrze, ale czy Finger zdawał sobie sprawę z tego, że Kane proponuje mu coś, co może go pozbawić przyszłych wpływów? Prawdopodobnie nie. Finger nie myślał w kategoriach przyszłości i pasowało mu zostanie autorem widmo, który nie jest wymieniany w podpisach. Alan Kistler – znawca komiksów – tak mówi o całej sytuacji:

Problemem jest to, że Finger przystał na propozycje Kane’a. Zgadzając się na to, akceptował, że nie zostanie uwzględniony w podpisach autorskich. Superherosi i komiksy to były wtedy nowe zjawiska. Nikt się nie spodziewał, że te postacie przetrwają dekady i że będą przenoszone na srebrny i duży ekran. Bill Finger zgodził się zostać autorem-widmo prawdopodobnie dlatego, że otrzymanie pieniędzy za swoją pracę wydało mu się ważniejsze od praw autorskich do superbohatera, o którym będą czytać dzieciaki.

W tym momencie większość z Was powie, że Finger jest sam sobie winny. To też nie do końca tak, bo nie tylko Finger miał problem z Kanem. Wielu jego późniejszych współpracowników go po prostu nienawidziło. Jego rozbuchanego ego i myśleniu tylko o zysku. W 1967 r., przy okazji zmiany właściciela DC Comics słynny scenarzysta nadal dbał o mit cudownego autora i był pewien, że trzeba pójść krok dalej. Renegocjował kontrakt i dzięki temu zaczął otrzymywać dodatkowe tantiemy ze sprzedanych praw do seriali, figurek i przyszłych filmów. Przytulił też milion dolarów zaliczki.

Bill nienawidził go. Tak naprawdę wszyscy go nienawidziliśmy – Carmine Infantino

Dla jednych Finger jest po prostu frajerem. Dla mnie jest kolejnym dowodem na to, że należy dbać o własne interesy. Siedemdziesiąte piąte urodziny bohatera są dobrą okazją do tego, aby uświadomić niektórych, że ktoś taki jak Finger w ogóle istniał i należy o nim pamiętać, bo gdyby nie on to zamiast Batmana mielibyśmy gościa w czerwonych gaciach z durnymi skrzydłami. Tym bardziej, że to nam powinno zależeć na pielęgnowaniu pamięci o nim, bo gra toczy się o zbyt wielkie pieniądze, by ktoś z DC czy rodziny Kane’a pochylił się nad spuścizną człowieka okradzionego ze swojego największego dzieła.