Mam z “Crossed” spory problem, bo to, co zobaczyłem zrobiło na mnie wrażenie, ale nie w takim sensie w jakim chciałbym, aby komiks na mnie działał. Gdyby narysować granicę, która nie ma zostać przekroczona, to “Crossed” jest dość daleko za tą granicą. Seria wymyślona przez Gartha Ennisa i Jacena Burrowsa sprawia, że historie takie jak “The Walking Dead” to opowiastki ze szkółki niedzielnej.

Uwaga. Poniższy tekst zawiera treści nieodpowiednie dla osób, które nie ukończyły 18. lat. Czujcie się ostrzeżeni.

Jednorazowy strzał

Garth Ennis ma łeb. W zasadzie nie wiem, czy jest z nim wszystko w porządku, ale nie można mu odmówić kreatywności. Nawet mimo tego, że jego zasługą jest to, że twórczo rozwinął pomysł George’a A. Romero z “The Crazies”. Razem z Jacenem Burrowsem stworzył jedną z tych rzeczy, do których już więcej nie wrócę. Przeczytałem, odfajkowałem, ale o “Crossed” zwyczajnie nie chcę pamiętać. Pierwotnie miał to być jednorazowy strzał. Krótka seria, która skupia się na jednej grupie ludzi w samym środku apokalipsy. Sytuacja szybko się zmieniła i dziesięć numerów nagle rozrosło się o kolejne, co samego Ennisa bardzo zaskoczyło:

Szczerze to nigdy nie miało być drugiej odsłony. William zapytał mnie o taką możliwość, a ja wiedziałem, że nie mam już więcej siły na kolejne historie w “Crossed”. Nie chciałem też się zmuszać, bo jestem zadowolony z “Crossed”, a nie chciałem psuć tytułu sequelem, na który nie mam pomysłu.

Wspomnianym przez Ennisa Williamem był William Christensen, redaktor naczelny i wydawca Avatar Press. Zapytał Ennisa, czy w takim razie nie będzie mu przeszkadzało, aby ktoś inny wziął się za “Crossed”. Nie przeszkadzało choć sam scenarzysta miał dwa warunki. Po pierwsze zespół kreatywny miał być stworzony od zera, a po drugie mieli zostawić bohaterów wymyślonych przez Ennisa w spokoju. To była jego historia i jego postacie, więc jak coś miało powstawać, to tylko z innymi bohaterami, ale w tym samym świecie. Christensen zgodził się na takie rozwiązanie.

W ten sposób “Crossed” pojawia się nadal i spokojnie można napisać, że jest dla wydawnictwa Avatar Press jedną z ważniejszych serii. Ma swoją, bardzo konkretną, grupę odbiorców i tym samym wypełnia pewną niszę. Tak jak filmy gore czy torture porn. Nie wszyscy je oglądają, niektórzy nawet nie wiedzą, że takie tytuły w ogóle istnieją, ale one są i potrafią być jak drzazga pod paznokciem.

Krzyż i masturbacja

“Crossed” opowiada historię bohaterów, którzy starają się przeżyć w świecie po apokalipsie. Ta przybrała formę tajemniczej choroby, która objawiała się dwoma głównymi symptomami:

  • Zarażony ma na twarzy wysypkę układającą się w kształt krzyża.
  • Daje upust swoim najdzikszym, najbardziej mrocznym pragnieniom.

W skrócie chodzi o to, że choroba zmienia ludzi nie tyle w zombie, co w najgorszego sortu psychopatów, których egzystencja sprowadza się do gwałtów, masturbacji, przekleństw, tortur i masowych mordów. Co istotne nosiciele nie przenoszą choroby za wszelką cenę. To się dzieje “przy okazji” przez ślinę, spermę, krew, gdy zarażeni oddają się swoim sadystycznym pragnieniom. Tak jak we wspominanym “The Walking Dead” w “Crossed” apokalipsa jest pretekstem do tego, aby pokazać jak ludzie radzą sobie w ekstremalnej sytuacji. Jak zmieniają się ich postawy, relacje, co się z nimi dzieje, gdy świat zmienia się w piekło. O ile komiksy Kirkmana trzymają się pewnych granic, o tyle “Crossed” te granice przekracza. Po prostu dla tej serii nie ma żadnych świętości. Jeżeli szukaliście tytułu, w którym znajdziecie:

Crossed "Badlands"
Dzieci, dorośli, to bez znaczenia
  • Gwałty,
  • Zbiorowe gwałty,
  • Gwałty za pomocą narzędzi ogrodniczych,
  • Zoofilię,
  • Dendrofilię,
  • Kanibalizm,
  • Kazirodztwo,
  • Masowe mordy,
  • Rozrywanie niemowlaków,
  • Jedzenie noworodków,
  • Mordowanie noworodków zaraz po narodzinach,
  • Masturbację,
  • Pissing,
  • Koprofilię,

i jeszcze kilka innych rzeczy, które teraz mi nie przychodzą do głowy, ale one na pewno tam są, to “Crossed” jest komiksem dla Was. To oczywiście nie jest tak, że co drugą stronę oglądacie rzeczy, których nie mógł wymyślić ktoś o zdrowych zmysłach. Zdarzają się numery, w których takich scen praktycznie nie ma, bo skupiają się stricte na relacjach między bohaterami. Jednak, gdy w końcu pojawiają się zarażeni, to musicie się przygotować na to, że będzie się działo. Kadr na którym matka jest gwałcona obok swojego męża, a nad nią rozrywane na kawałki jest jej dziecko? Czemu nie. Wspomniany mąż też jest gwałcony, ale aby urozmaicić doznania przy okazji jego oprawca zajada na surowo jego jelita. To wszystko w jednym miejscu. Seks z sępem albo delfinem? Proszę bardzo. Wycięcie ust kobiety, które następnie oprawca zakłada na swoje przyrodzenie i tak z nimi chodzi po świecie? Tak, to też tu jest.

Crossed komiks
Niezła impreza, prawda?

Po co?

Zapytacie po co to wszystko? Ano po to, że takie tytuły jak “Crossed” nawet jeżeli przekraczają granicę dobrego smaku, to my jako czytelnicy możemy się czegoś o sobie dowiedzieć. Ja na przykład dowiedziałem się, że choć zdarza mi się obejrzeć naprawdę mocne filmy, to przy “Crossed” trochę się męczyłem. Wiem, że to komiks, wiem, że to tylko wizja zespołu kreatywnego, który pracuje nad serią, ale jest to tak wymownie zrobione, że nie bardzo widzę w sobie potrzebę, aby to oglądać. To przeładowanie obrzydliwości – często na jednym kadrze – też nie jest przypadkowe. Komiks przez tak intensywne emanowanie bardzo niepokojącymi wizjami sprawia, że zaczyna wpadać w autoironię. Przez to – choć to może wydać się paradoksalne – spada ciśnienie, które dla czytelnika w pewnych chwilach staje się nieznośne. Po prostu tego jest tak dużo i jest tak ekstremalne, że przestajemy zwracać na to uwagę.

Crossed nr. 1
Za dużo wszystkiego

Oprócz tego seria bierze na warsztat całe zło świata i stara się je upchnąć na kartkach papieru. Tym samym uświadamia nam pewne oczywiste prawdy o tym, że to nie jest tak, że takie rzeczy nie mają miejsca. One się dzieją. Dzieci są gwałcone i mordowane, kobiety, mężczyźni, bez różnicy. Gdzieś na świecie, kiedy piszę te słowa mają miejsce sceny, które “Crossed” traktuje jako znak rozpoznawczy. Może nie w tej skali, ale to nie skala jest ważna, a fakt, że to nie jest takie science fiction jakbyśmy sobie tego życzyli. Mówił o tym między innymi scenarzysta drugiej odsłony serii, czyli “Family Values”, David Lapham:

Na co dzień obserwuję jak wiele złych rzeczy, krzywdy potrafią sobie wyrządzić normalni ludzie, przyjaciele, rodziny. Widzę również, jak się mimo wszystko trzymają albo przynajmniej starają się jakoś przez to przebrnąć. Bez względu jak jest źle ludzie i tak starają się trzymać razem i wytworzyć jakieś rodzinne więzy.

Z “Crossed” jest po prostu tak, że ten kto ma zobaczyć drugie dno tej opowieści, to je zobaczy. Inni będą czytać je głównie dla coraz bardziej postrzelonych pomysłów na to, jak to zło pokazać. Twórcy spotkali się z wieloma głosami krytyki wymierzonymi w ich koncepcje. Czytelnicy często byli zniesmaczeni. Jacen Burrows uważa, że to dobrze, bo:

Głównym celem horroru jest zadziałać na czytelnika. Dla mnie “Crossed” zawsze było historią o naturze przemocy, która siedzi wewnątrz ludzi z pozoru przestrzegających prawa i porządku. Mamy wielkie szczęście, że możemy żyć swoje życia na zachodzie, a szczególnie w USA. Jesteśmy chronieni przed prawdziwą przemocą, dlatego kiedy jesteśmy jej świadkami tak nami wstrząsa. […] Jedyne komentarze jakimi się przejmuję, to te, gdy ktoś sugeruje, że staramy się być brutalni bez żadnej konkretnej potrzeby. Natura komiksu wymaga od czytelnika wysiłku, dlatego jestem w stanie zrozumieć, że są tacy, którzy nie zaglądają głębiej tylko skupiają się na tym, co widzą na powierzchni. Choć to nie oznacza, że nic więcej pod nią nie ma.

Raz lepiej, raz gorzej

Przebrnąłem przez run Ennisa, “Family Values” i “Psychopath” Laphama i większość “Badlands”, przy którym pracują różni scenarzyści. Fabularnie jest momentami bardzo nierówno. Pierwsza historia Ennisa jest mocna i nie dziwię się, że odniosła sukces. Od tego momentu do powrotu Ennisa w “Badlands” raz bywa lepiej, raz gorzej. Podstawowy problem jaki mam z tą serią jest taki, że nie bardzo wiem, dlaczego mam ją czytać dalej. Ma swoich bohaterów, ale żadnego nie jestem w stanie polubić na tyle, aby obchodziło mnie, co się z nim dalej stanie. Dla porównania wydawana przez Image Comics seria “Spread” choć operuje podobnymi środkami wyrazu, co “Crossed”, dystansuje ją pod względem bohaterów. Główna postać, która mało mówi i przypomina Wolverine’a to typowy antybohater, który znalazł się w roli, w której znaleźć się nie chciał. Jest interesujący, a krwawe orgie do jakich dochodzi na kartach są odpowiednio przerysowane i groteskowe.

Crossed
Nie ma świętości

W “Crossed” odnosiłem momentami wrażenie, że scenarzysta i rysownicy prześcigają się w pomysłach na to, co jeszcze można pokazać. Tracąc przy tym to, co stanowiło o sile runu Ennisa, czyli bohaterów i ich próby przetrwania, zachowania człowieczeństwa. Mogę i nawet muszę pochwalić pomysł jaki kryje się za serią, ale niestety w kwestiach psychologii i samych postaci przegrywa z “The Walking Dead”. Kirkman powiedział w jednym z wywiadów, że najlepsze historie to takie, w których zombie nie muszą się pojawiać. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem, bo zawsze najbardziej ceniłem horrory, w których nie wiemy, co nas czeka. Zło czai się w mroku. W “Crossed” tego nie ma, wszystko jest wyłożone jak na tacy i w pewnej chwili przejmuje pierwszy plan machając nam przed oczami uciętymi ludzkimi kończynami.

Nie chcę jednak, abyście myśleli, że komiks jest zły. Nie, cała seria trzyma konkretny poziom i absolutnie nie zalicza się do tytułów, których nie warto sprawdzić. Po prostu musicie się przygotować na tak potężną dawkę brutalności, że nie każdy sobie z nią poradzi. Choć z drugiej strony to dobrze, że “Crossed” jest takie jakie jest, bo sprawia, że czytając je w ciepłym, bezpiecznym domu czujemy niepokój i wiercimy się niespokojnie. Nie pozostawia czytelnika obojętnym, a o to chyba w sztuce chodzi.

Na koniec obserwacja. Choć komiks nie ma problemu z pokazywaniem scen przemocy czy gwałtu, to nigdy nie pokazuje zbliżeń genitaliów w momencie samego aktu seksualnego. I ciekawostka. Jeżeli zastanawiacie się, czy ktoś kiedyś nakręci na podstawie “Crossed” film lub serial, to musicie wiedzieć, że prawa do ekranizacji zostały sprzedane firmie Trigger Street Productions, której właścicielem jest Kevin Spacey. O ekranizacji myślą od kilku lat, ale na razie nie wiadomo, czy projekt w ogóle powstanie. Scenariusz według pierwszych planów miał napisać Garth Ennis.

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/spread-komiks/”]Szukasz czegoś podobnego? Sprawdź “Spread”[/button]