O Jokerze napisano już wszystko albo prawie wszystko. Swoje pięć groszy na temat tej postaci “dorzucało” wielu autorów, którzy czasem tworzyli rzeczy wybitne jak na przykład “Killing Joke” Moore’a czy “Arkham Asylum” Granta Morrisona i Dave’a McKeana. Nie wiem, czy do tej grupy zaliczyć historię stworzoną przez Briana Azzarello. Jego “Joker” reklamowany jako podróż wgłąb umysłu najsłynniejszego wroga Batmana w rzeczywistości z podróżą ma bardzo mało wspólnego. To raczej błyskawiczna przejażdżka kolejką górską.

Ukryć się za maską normalności

Joker opuszcza Azyl Arkham. Nie wiadomo dlaczego. Po prostu wychodzi na wolność i już. Niby znormalniał, pomogły mu leki. Jak sam mówi czuje się lepiej. Niestety dla jego wrogów tak jak lew zawsze pozostanie lwem choćbyście nawet prowadzali go na złotym łańcuchu, tak Joker pozostanie szaleńcem. Tym razem obserwujemy go z perspektywy zwykłej mafijnej płotki, która ma marzenie być kimś. Narrator towarzyszy Jokerowi od samego początku i to jego spostrzeżenia są punktem odniesienia dla naszego postrzegania szalonego klauna.

Azzarello postanowił pokazać realistyczny obraz przestępczego świata Gotham – być może tak właśnie będzie wyglądać miasto w serialu, na który czekam. Jego dawni współpracownicy i rywale tacy jak Killer Croc, Dwie Twarze czy Pingwin zostali odarci ze swojej lekko fantastycznej powierzchowności. W zamian za to obserwujemy ich popadające w groteskę wersje. Kluczowe dla historii i samego Jokera jest to, że wszyscy się go boją. Tak naprawdę można odnieść wrażenie, że on jest szalony, a reszta robi interesy. Szukanie cech wspólnych między tym Jokerem, a pamiętną kreacją Ledgera z “Mrocznego Rycerza” jest jak najbardziej na miejscu.

Joker
Bang, bang, jesteś trup

Poorana bliznami twarz, garnitur, krwawa rozmazana szminka. Tamten Joker ukochał chaos, a ten postanowił utopić Gotham we krwi. Festiwal przemocy, w którym nikt nie może czuć się bezpiecznie zaczyna się spokojnie. Tak jakby główny bohater dramatu chciał uśpić czujność czytelnika. W końcu podobno się zmienił, więc po co od razu psuć wszystkim zabawę?

Joker Azzarello
Niezapomniany styl

Diabeł w ludzkiej skórze

Gdyby się uprzeć, to Joker mógłby być kolejnym wcieleniem Szatana zaraz obok Mefisto czy Lucifera. Przynajmniej w tej wersji. To niesamowite, że z jednej strony Azzarello udało się go uczłowieczyć, a z drugiej tak blisko mu do demona, który chce tylko siać zniszczenie. Relacja między nim, a Jonnym Frostem, który opowiada całą historię przypomina relację między psychiatrą a pacjentem.

Johnny zadaje pytania i stawia diagnozy. Joker tylko na nie odpowiada, a przy okazji morduje z wyraźną satysfakcją każdego, kto wyda mu się “godny” śmierci. Na szczęście nie znajdziecie tutaj dekonstrukcji sposobu myślenia Jokera. To chyba jest niemożliwe i każda próba dokonania jednoznacznej oceny motywów i celów Jokera z góry skazana jest na porażkę. Choć jeden fragment może naprowadzić czytelnika na prawidłową odpowiedź. Nie przytoczę tu całej historii człowieka, który chciał objechać samochodem cały świat w jeden dzień, ale to ona jest dla mnie podsumowaniem tego, jak Joker myśli.

Joker Brian Azzarello
No właśnie, co myśli?

Jego demoniczny charakter jest zasługą warstwy graficznej komiksu, za którą odpowiadają Lee Bermejo (rysunki), Mick Gray (obrys tuszem) oraz Patricia Mulvihill (kolory). Szczególnie praca Mulvihill przypadła mi do gustu. Brudny, trochę zgniły klimat potęguje tylko wrażenia uczestnictwa w czymś, co nie może się dobrze skończyć. Szczególne miejsce na palecie barw użytych w komiksie ma czerwień, która momentami jest uwydatniona bardziej stając się osobną postacią. To czego nie do końca rozumiem, to fakt, dlaczego momentami kadry przechodzą od namalowanych jak na płótnie do klasycznych komiksowych wykańczanych tuszem. Nie wiem, co stało za tym pomysłem, który sprawia, że obok siebie mamy intrygujące wręcz malarskie kadry, a obok trochę “nudniejsze” ujęcia, które choć dobre to w tym zestawieniu wypadają gorzej.

Jest w tym komiksie taka scena, w której Joker krzyczy w ciemne niebo Gotham. Nie wiadomo, czy zwraca się do siebie, do Boga czy może do Batmana. Być może w jego głowie wszystko to tak naprawdę jeden byt, a może nie ma to najmniejszego znaczenia. Ta scena pozostawia czytelnika z myślą, że tylko od niego zależy to, jak będzie postrzegać i interpretować zachowanie nemezis Bruce’a Wayne’a. Jest to też najlepsza rekomendacja dla pracy jaką wykonali twórcy, którzy oddali w nasze ręce pozycję – by nie rzec lekturę – obowiązkową nie tylko dla fanów uniwersum Batmana, ale dla wszystkich, którzy cenią sobie ciekawe historie.

[tw-button color=”red” size=”big” alignment=”center” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-najgorszych-superlotrow-marvela/”]5 najgorszych złoczyńców Marvela[/tw-button]