Chyba nie skłamię, gdy napiszę, że mamy tendencje do mitologizowania przeszłości. Te wszystkie stwierdzenia o tym, jak to kiedyś było lepiej, cieplej, weselej, miło. Wszystko było lepsze. Lata płyną, a my wspomnienia przepuszczamy przez sitko dobrego nastroju. Podświadomie pozbywamy się wszystkiego, co złe. Zostawiając tylko to, co dobre. Lata 70. i 80. XX wieku są świetnym przykładem wspomnianej mitologizacji. Tęsknoty za tym, co minęło. Szczególnie teraz, gdy na świecie zmieniło się tak wiele, żyje się nam lepiej, a mimo to spoglądamy w przyszłość z coraz większą niepewnością. Być może przez nią potrzebujemy jakiegoś punktu zaczepienia. Czegoś stałego, co można chwycić i czego można się trzymać, gdy wszyscy obok nas popadają w obłęd. Świetnie rozumie to Brian K. Vaughan, który wzorem braci Dufferów, twórców serialu “Stranger Things”, zabiera nas w nostalgiczną podróż w przeszłość. Na szczęście jest to podróż, która nie jest przesłodzona czy wyidealizowana.

Dziewczyny i ich gazety

“Paper Girls” tworzone razem z Cliffem Chiangiem, a wydane przez Image Comics szturmem wdarło się do wielu podsumowań najlepszych komiksów 2016. Czytając na temat serii zastanawiałem się, co tak naprawdę decyduje o jej sile? W końcu takie wyprawy w przeszłość to nie jest nic nowego. Brian K. Vaughan sięgnął po najbardziej znane motywy, które kojarzymy z popkulturą lat 80. Mamy więc kultowe rowery, na których przemieszczają się młodzi mieszkańcy amerykańskich przedmieść. I tak, jak w “Goonies”, “E.T.” czy ostatnio “Stranger Things” bohaterami byli przede wszystkim chłopcy, tak w “Paper Girls” najważniejsze są dziewczyny. Nastolatki* rozwożące gazety i borykające się z własnymi problemami. Czwórka, której losy śledzimy trafia w sam środek wielkiego konfliktu. Wielkiego i niezrozumiałego dla kogoś, kto dotychczas nie przypuszczał, że można udać się w podróż w czasie i przestrzeni.

Jestem na progu 40 lat, jestem ojcem. Rok 1988, w którym miałem 12 lat, nagle odbieram jak coś bardzo odległego. Chciałem napisać o wspomnieniach, gdy miałem 12 lat póki jeszcze to pamiętam. – Brian K. Vaughan w wywiadzie dla “Los Angeles Times”

Wyobraźcie sobie połączenie “Stań przy mnie” i “Wojny światów”. Tak w skrócie opisują swoją pracę Vaughan i Chiang i ten opis trafia do mnie w stu procentach. Komiks, który łączy w sobie nostalgię za latami 80. i motywy znane z literatury i kina science fiction. Stworzona przez nich grupa bohaterek wydaje się i czuje się niezwyciężona. Mimo tego, że mają swoje zgryzoty, to chwile spędzone razem, wspólny cel, sprawiają, że czują się lepiej. Przez te krótkie momenty nie boją się tego, co przyniesie przyszłość. Oczywiście aż do chwili, gdy przyszłość faktycznie coś przynosi. Coś nieoczekiwanego, co wystawi bohaterki na próbę i sprawi, że będą musiały zrewidować zdanie na temat własnej siły.

Jednak ciągle to co przeczytaliście powyżej nie odpowiada na podstawowe pytanie, dlaczego “Paper Girls” to coś, czym naprawdę warto się zainteresować. Odpowiedź jest bardzo prosta. Brian K. Vaughan nie prezentuje nam po prostu zestawu czterech przypadkowych dziewczyn, które nagle muszą się odnaleźć pośrodku czegoś, co zdecydowanie przerasta dzieciaka mieszkającego na przedmieściach Cleveland. Podobnie jak w poprzednich swoich komiksach oferuje nam złożone charakterologicznie postacie. Obdarzone osobowością. Narysowane na papierze, ale zdecydowanie nie papierowe. Interesujące kreacje, których los obchodzi czytelnika od momentu, gdy widzimy je pierwszy raz.

Pierwsza dziewczyna w okolicy, która “przejęła” męski biznes jakim jest rozwożenie gazet. Przywódczyni grupy, która pracuje głównie dla pieniędzy twierdząc, że wkrótce roznoszenie gazet będzie martwym zawodem. Porywczy, silny charakter.

Erin ma dwanaście lat i z reguły postępuje zgodnie z obowiązującymi regułami. Dotychczas jej życie nie było szczególnie porywające. Wszystko się zmienia w Halloween.

Uczęszcza do tej samej szkoły, co Erin. Adoptowana przez aktualnych opiekunów jest bezpośrednia, a jej największym zmartwieniem jest los walkie-talkie, które kupiła za ciężko zarobione pieniądze.

Na pierwszy rzut oka nie pasuje do pozostałej trójki. Przedstawicielka klasy wyższej, która dorabia rozwożąc gazety. Uczęszcza do Buttonwood Academy, a jej znakiem rozpoznawczym jest kij hokejowy, który często dzierży w swych na pozór delikatnych dłoniach.

 

Spójrz w przyszłość, a może nie zwariujesz

Całość zaczyna się jak wspominane “Stań przy mnie”. Rozleniwia czytelnika, spokojnie buduje napięcie. W końcu, gdy czujemy się już wystarczająco komfortowo Vaughan i Chiang wrzucają kolejny bieg. Dorzucają do równania podróże w czasie i przestrzeni, wojnę, kolejne tajemnice. Serwują nam popkulturowy miszmasz, w którym żywo rezonują zarówno potwory z filmów klasy B, jak i lęki pokolenia, które aktualnie od dawna tapla się w dorosłości. Ten miszmasz sprawia, że co uważniejsi czytelnicy dostrzegą kolejne symbole lat 80. “Monster Squad”, “Depeche Mode”, “Goonies”. Wybierajcie. Nie chodzi jednak tylko o nawiązania do filmów czy seriali, ale i ogólny klimat społeczny. Homofobia, wspominany lęk przed przyszłością wymieszany z chwilami euforii młodości.

Być może jesteście gotowi pomyśleć, że po prostu kolejny komiks, w którym ktoś chce zarobić na wspomnieniach. Fakt, to jest kolejny taki komiks. Rzecz w tym, że Vaughan ma bardzie misterny plan. Tak, jak “Stranger Things” było symfonią nawiązań i na nich się opierało, tak “Paper Girls” z przeszłości uczyniło fundament, na którym buduje coś większego. Nie chodzi tylko o nostalgię, ale o wielką przygodę, w którą możemy się zabrać razem z Erin, KJ, Mac i Tiffany. Komiks, który oferuje dobrą zabawę nie tylko takim starym ramolom, jak ja, ale i tym, którzy chcą od czegoś zacząć przygodę z komiksem. Tak, “Paper Girls” wydaje się świetnym komiksem na start. Tak po prostu.

Tym bardziej, że oprócz przygody i rozrywki z komiksu płynie też nauka. Po pierwsze przypomina, że nasza przeszłość zawsze wygląda lepiej niż to, co faktycznie się wydarzyło. Po drugie na naszą przyszłość lepiej patrzeć z dystansem. Rozpamiętywanie przeszłości i ciągłe skupienie na przyszłości sprawi, że dostatecznie dobrze nie przeżyjecie teraźniejszości.

Naukę mogłem wyciągnąć dzięki sklepowi Atom Comics, który dostarczył pierwszy tom “Paper Girls” pod moje drzwi. Tam też możecie nabyć drogą kupna opisywany komiks. Warto.

* Nastolatki to nie do końca precyzyjne określenie, bo bohaterki “Paper Girls” to tzw. preteens, co oznacza osoby w wieku między 11-12 rokiem życia. Już nie małe dziecko, ale jeszcze nie “pełnoprawny” nastolatek. Coś jak bohaterowie “Wodogrzmotów małych”.