Kiedy Bob Kane tworzył Batmana – a w zasadzie był to Bill Finger – pewnie nie przypuszczał, że właśnie wydał na świat jedną z ikon nie tylko świata komiksów, ale całej współczesnej kultury. Postać zamaskowanego mściciela ewoluowała przez dziesiątki lat wraz z kolejnymi historiami, scenarzystami, którzy te historie tworzyli i rysownikami, którzy oddawali mu cząstkę siebie. Bruce Wayne zmieniał się razem z nimi i to w takich kierunkach, które wcześniej były nie do pomyślenia. Batman mógł być brutalnym mścicielem, prawym rycerzem lub zmęczonym swoją rolą człowiekiem, ale zawsze jedna rzecz pozostawała niezmienna. Zawsze był dręczony przez przeszłość. Kiedy zastanawiam się nad tym, co sprawia, że Batman cieszy się taką popularnością to odpowiedź zawsze jest taka sama. Jest po prostu człowiekiem. Można go złamać – dosłownie i w przenośni – a każdy czytelnik znajdzie w jego postaci coś dla siebie. Każdy ma “swojego Batmana”. Mój Bruce Wayne zawsze był bardziej podobny do tych, których starał się powstrzymać przed wyrządzeniem innym krzywdy. Bliżej mu było do Jokera niż do Supermana. Relacja z jego nemezis jest zresztą świetnym przykładem tego, jak dwa teoretycznie przeciwstawne charaktery uzupełniają się. Batman i jego wrogowie to metafora walki dobra ze złem w najczystszej postaci. Mściciel nie jest krystalicznie czysty, a jednak walczy. Pytanie tylko o co?

Jestem już stary i zmęczony

Odpowiedzi na nie szukało wielu fantastycznych scenarzystów. Jednym z nich był Frank Miller. Jego “Powrót Mrocznego Rycerza” pojawił się w 1986 roku i… cóż nie wypada nie napisać o tej historii inaczej jak o ikonie. Kilka lat temu nie udało mi się przeczytać jej w całości. Przyszedł jednak czas i na to. Roku pańskiego 2014 udało się. Frank Miller mnie nie zawiódł. Wyobraźcie sobie, co będzie robił Batman za np. 30 lat? Prawdziwą mocą superbohaterów jest to, że my się starzejemy, a oni ciągle są piękni i młodzi. Czytając o ich przygodach po latach dotykamy pierwiastka własnej młodości, gdzie wszystko było głównie czarne i białe, a Batman zawsze – lub prawie zawsze – wygrywał. Miller postanowił tą sytuację zmienić. Zaprezentował dystopijną rzeczywistość, w której Ronald Reagan jest prezydentem, a Rosji jaką znamy nie ma. Zamiast niej jest po prostu Związek Radziecki. Batman Millera znika na wiele lat z pola widzenia i staje się legendą. Straszną historią opowiadaną niegrzecznym dzieciom przed snem. Przez dekadę nieobecności ukochane Gotham gnije od wewnątrz. Szaleje przestępczość i nawet ostatni sprawiedliwy James Gordon nie ma już więcej sił na to, aby coś zmienić. Bruce postanawia wrócić. Ten ostatni raz.

Batman Powrót Mrocznego Rycerza
Przemoc rodzi przemoc

Powrót ma w tym wypadku dwa znaczenia. Z jednej strony chodzi o walkę z nowym rodzajem przestępców. Bardziej brutalnych, przypominających dzikie zwierzęta. Z drugiej strony jest formą czyśćca dla Mrocznego Rycerza, który przy okazji wymusza na nim zmianę metod. Batman Millera jest podobny do tych, z którymi walczy. Brutalny, dziki, nie pozostawia czytelnikowi złudzeń, że choć niesie swoim przeciwnikom śmierć to przy okazji sam jest na nią gotowy. Zresztą cała plejada bohaterów znanych z kart komiksów została potraktowana w wyjątkowy sposób. Kobieta Kot jest podstarzałą, otyłą burdel mamą. Oliver Queen, kiedyś Green Arrow, a teraz terrorysta, który walczy z rządem USA. Joker zamknięty w zakładzie od kilku lat bierze udział w terapii, a Harvey Dent ma nową – jedną! – twarz. Miller wydobył z każdej znanej postaci jeden element decydujący o jej charakterze. To z tego powodu Superman w “Powrocie Mrocznego Rycerza” jest posłusznym pachołkiem amerykańskiego rządu. Zabija na polecenie prezydenta. Jego Dwie Twarze nie musi mieć dosłownie dwóch twarzy abyśmy uważali, że jest z nim coś mocno nie tak. Twórcom tej historii udało się w pewnym sensie pozostając wiernym uniwersum wywrócić sposób postrzegania tych bohaterów na drugą stronę.

Joker z Powrotu Mrocznego Rycerza
Joker według Millera

Weźmy postać Jokera, który został odarty ze swojej “klauniej” powierzchowności. Mimo to ciągle jest w nic coś bardzo niepokojącego. To jak patrzy, jak się porusza, jak zabija. Jedną z rzeczy, która łączy go ze swoim najbardziej znanym wcieleniem jest jego czerwona szminka. Nie wiem nawet, czy z wszystkich wcieleń Jokera jakie znam ta Millera nie jest moim ulubionym. Jest bardziej ludzki i to jest chyba najbardziej przerażające.

Seksizm i Zen

Pięknie podsumowała niektóre wcielenia Batmana Kim Fu – to jej zawdzięczam tytuł tego wpisu. Dziennikarka i pisarka napisała wprost, że nie przemawiała do niej wizja seksistowskiego, czasem wręcz mizoginistycznego bohatera. Dla niej był to wojownik Zen, którego dręczyły koszmary. Mojemu Batmanowi jest bliżej do jej wersji. Nigdy nie kupowałem całej tej historii o prawym obrońcy miasta. Bardziej prawdopodobne było to, że skoro Bruce Wayne widział śmierć swoich rodziców i miało to kolosalne znaczenie dla jego dalszego rozwoju, a ostatecznie ubrał się w kostium wielkiego nietoperza, to nie może być w stu procentach normalny. Batman jest chory psychicznie. Czy Wam się to podoba, czy nie mamy do czynienia z ciężką traumą i pielęgnowanym przez lata stresem pourazowym. Jego walka z całą plejadą psychopatów jest formą autoterapii. Batman nie walczy z nimi tylko dlatego, że oni są źli. Walczy dlatego, że boi się, iż jak tego nie zrobi to stanie się taki jak oni. Fryderyk Nietzsche napisał kiedyś jedno zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć, a które spokojnie może znaleźć się na nagrobku Batmana:

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem. Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również w nas.

Nie wiem, czy Miller czytał Nietzschego, ale ze swoją wizją trafił w punkt. Batman nie ma problemu z tym, by zabić. Choć przy okazji Miller daje nam nadzieję, że Wayne nie jest jeszcze stracony dla świata. Jest w komiksie scena, w której Batman pojawia się na koniu. Można w tym upatrywać odniesienia do najpopularniejszego określenia Batmana, czyli Mrocznego Rycerza. Oczywiście może to też być po prostu przypadek, coś co pasowało Millerowi do kontekstu wydarzeń prezentowanych w komiksie.

Batman na koniu
Na koń

“Powrót Mrocznego Rycerza” to okazja do tego, aby rozliczyć się z przeszłością. Wayne zdaje sobie sprawę z tego, że młodszy już nie będzie, a to oznacza, że musi zrobić coś ze śmieciami, które przez dekady upychał do kosza, a one ciągle z niego wypadały. W końcu dotarło do niego, że czasem trzeba postąpić radykalnie, aby rozwiązać problem. Czasem trzeba zrobić coś wbrew sobie, aby osiągnąć sukces. Czasem trzeba po prostu wyrzucić śmieci.

Komiks Millera to kwintesencja losów Batmana. Prezentuje symbiozę w jakiej przez dekady żył bohater ze swoimi przeciwnikami. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że przeczytać go powinno się dopiero w momencie, gdy poznamy jego losy z różnych perspektyw. Poznamy wszystkie jego wcielenia. Dopiero wtedy opowieść Millera zaczyna mieć większy sens. To świetna pozycja, którą trzeba znać, ale to już chyba wiecie. Jak ktoś nie chce czytać, to zawsze może obejrzeć ekranizację. Podzielona na dwie części dostępna jest np. na Amazonie. Animacja jest wierna komiksowemu pierwowzorowi i całkiem przyjemnie się ją ogląda – zwiastun macie na samej górze.

[tw-button color=”red” size=”big” alignment=”center” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/100-najlepszych-komiksow-w-historii-czesc-1/”]Najlepsze komiksy w historii[/tw-button]