Lubimy mówić o tym, że nasi górą. Nawet jak mimo wszystko górą nie są, to zawsze możemy powiedzieć, że walczyli. Że starali się, ale coś tam nie wyszło i w przyszłości będzie lepiej. Choć wcale lepiej być nie musi. To jednak na dłuższą metę nie ma żadnego znaczenia, bo wszak liczy się to, że Polak odcisnął swoją stopę, rękę, twarz w historii świata. Jeżeli zapytałbym Was o to, jakich wybitnych twórców komiksów pochodzących z Polski znacie, na pewno pojawiliby się przede wszystkim Grzegorz Rosiński i Tadeusz Baranowski. I świetnie, bo twórczość obu panów wielbię, ale jak mawiał Leonardo DiCaprio w filmie “Incepcja”:

We need to go deeper. – hołd złożony górnikom przez Leo jeszcze przed tym jak zdobył Oscara.

Ok Leo, będziemy kopać. Nim przejdę dalej uprzedzam jednak, że efekty tego kopania nie mają ambicji zostania najbardziej pełną i aktualną listą twórców komiksów, którzy mają polskie korzenie. To raptem wybór tych bardzo oczywistych, ale i tych o których być może nie wiedzieliście w kontekście powiązań z naszym pięknym krajem. Na pewno wiele nazwisk pominąłem lub zwyczajnie o nich zapomniałem. W końcu w wyniku splotu wielu historycznych wydarzeń pewnie z pół świata ma polskie korzenie i ustalenie wszystkich będzie nie lada wyzwaniem.

Francuski łącznik

Myśląc o komiksowych mistrzach, których z Polską łączy coś więcej niż fakt, że wiedzą, gdzie nasz kraj znajduje się na mapie, jednym z pierwszych, którzy przychodzą do głowy jest René Goscinny. Współtwórca serii o “Asterixie i Obelixie” urodził się w Paryżu, ale jego rodzice pochodzili z Polski. Ojciec Stanisław Gościnny pracował jak inżynier chemik w Warszawie, a matka, Anna Bereśniak-Gościnna pochodziła z Chodorkowa. Małego miasteczka, które obecnie znajduje się na terenie Ukrainy. Goscinny był w świecie komiksu ewenementem. Wbrew kolegom z USA takim jak Jack Kirby czy Bob Kane nie miał problemu do przyznawania się do swoich żydowskich korzeni. Jego córka Anne zaznaczała wręcz, że polsko-żydowskie korzenie uwidaczniały się przede wszystkim w kuchni, podczas gotowania.

Rene Goscinny
Goscinny/Fot. Hans Peters, licencja CC BY-SA 3.0

Jest mnóstwo artystów, którzy tworzą razem, ale nad projektem pracują osobno. Goscinny wiedział, w jaki sposób coś narysuję, a ja wiedziałem, czego on oczekuje ode mnie. – Albert Uderzo o swoim przyjacielu

Francuski mistrz nie wypierał się swoich związków z Polską i być może byłyby one silniejsze, gdyby nie przedwczesna śmierć. Całkiem zabawna, gdyby doszukiwać się w śmierci czegoś, co może nam poprawić humor. Mianowicie Goscinny zmarł z powodu ataku serca u swojego kardiologa w wyniku rutynowego testu na wytrzymałość. To smutne wydarzenie pięknie podsumowała wspominana już córka artysty, która uznała, że to piękna śmierć dla humorysty.

Miałam bardzo szczęśliwe dzieciństwo, rodzice się kochali, nie było problemów materialnych. Ojciec, naznaczony tym, co spotkało jego rodzinę, zdążył nauczyć mnie tolerancji . Pamiętam jak tłumaczył mi, że wszyscy ludzie są jednakowi, że rasizm czy antysemityzm są złe. – Anne Goscinny

Myszy i ludzie

Najwięcej na związkach z Polską zyskał komiks amerykański. Rodzice Arta Spiegelmana to podobnie jak w przypadku Gościnnego polscy żydzi, którzy opuścili nasz kraj i trafili do USA. Tragiczne wydarzenia Holocaustu przedstawione w jego wybitnej powieści graficznej “Maus. Opowieść ocalałego” są nierozerwalnie związane z Polską. Zresztą komiksowi stworzonemu przez Spiegelmana mocno się u nas dostało przede wszystkim za fakt, iż Polacy zostali tam przedstawieni jako świnie. Rzecz w tym, że ta konotacja w zamyśle autora nie miała być odbierana negatywnie, a wręcz przeciwnie.

Złożyłem podanie o wizę – to musiało być gdzieś w 1987 roku – i zadzwonili do mnie z polskiej ambasady w Waszyngtonie z prośbą, żebym wpadł do konsulatu w Nowym Jorku, bo chcieliby przysłać kogoś z Waszyngtonu, żeby ze mną porozmawiał. Przyszedł ten dzień, poszedłem na rozmowę i facet był bardzo miły. Zaznaczył, że wizę dostanę, ale chciał też wiedzieć, czemu przedstawiłem Polaków jako świnie. Najpierw odpowiedziałem niezbyt serio: “Próbowałem przedstawić ich w postaci szlachetnych jeleni, ale za dużo było roboty z rogami”, ale potem zacząłem mu tłumaczyć, że w amerykańskiej tradycji komiksowej świnie nie wywołują żadnych negatywnych skojarzeń – na przykład Świnka Porky jest równie sympatyczną i lubianą postacią co Myszka Miki. Chociaż nie przeczę, że z punktu widzenia moich rodziców najważniejszą cechą świń była ich niekoszerność. Ale poza tym, jeśli chodzi o narracyjną konwencję mojego tekstu, główną cechą świń jest to, że nie należą one do metaforycznego łańcucha pokarmowego, który dominuje w książce. Koty jedzą myszy – ale nie świnie. Z punktu widzenia myszy świnie są stosunkowo nieszkodliwe

Tym bardziej, że bohaterowie i poszczególne nacje traktowane są bez taryfy ulgowej. Wśród Polaków są zarówno bohaterowie jak i kolaboranci. Tak samo jest w przypadku Żydów, którzy w komiksie przedstawieni zostali jako myszy. Sam Spiegelman wielokrotnie podkreślał, że były świnie, które zachowywały się godnie i takie, które zachowywały się podle, podobnie jak myszy czy inne zwierzęta, które pojawiają się w jego komiksie.

Ale na polskim wydaniu zawsze szczególnie mi zależało, bo – jak by to powiedzieć – Polacy czują się dość niepewnie wobec pewnych aspektów własnej przeszłości i ze mną jest podobnie. Kiedy wychowywałem się w Rego Park, moi rodzice często mówili coś złego o Polakach, ale zawsze mówili to po polsku, tak że choć znam ten język tylko biernie, jest on właściwie moim językiem rodzimym. Wychowałem się w kulturze, na którą Kaczka Dziwaczka wywarła równie wielki wpływ co Myszka Miki. Nie mieliśmy tej książki, ale matka recytowała mi ten wiersz z pamięci jako rodzaj kołysanki i wciąż jeszcze pamiętam, jak to szło. Tak więc polskie wydanie jest dla mnie bardzo ważne.

Holocaust wywarł też swoje piętno na Joe Kubertcie. Przez lata związany z kultem superbohaterów, współtworzący ich przygody, a aktualnie uważany za jednego z najważniejszych artystów w historii amerykańskiego komiksu ostatnie dziesięć lat życia spędził sięgając do swoich korzeni. Kubert urodził się na terenie Polski w miejscowości o nazwie Jezierzany, która aktualnie znajduje się na terytorium Ukrainy. Wyrazem tego powrotu była powieść graficzna “Yossel, Kwiecień 19, 1943”, która skupiała się na wydarzeniach z Getta Warszawskiego. Co ciekawe bohater jego komiksu zostaje oszczędzony z powodu swojego talentu do rysowania śmiesznych historyjek. Zapytacie, co w tym ciekawego? Ano to, że Kubert po publikacji komiksu dowiedział się, że Dina Babbitt przetrwała w Auschwitz dzięki swemu talentowi malarskiemu. W obozie namalowała obrazek Królewny Śnieżki w baraku dziecięcym. Obrazek zobaczył Josef Mengele i tak mu się on spodobał, że wydal polecił jej namalować akwarelami portrety Romów, których wykorzystywał w swoich bestialskich eksperymentach.

Nigdy nie słyszałem o takim prawdziwym przypadku, ale wiedziałem, że to mogło się wydarzyć. – Joe Kubert o związku Yossela i Babbitt

Nobel dla Polaka

Nie ma zbyt wielu Polaków, którzy mogą się poszczycić tym, że mają w rodzinie noblistę. Bill Sienkiewicz nie dość, że jest bardzo utalentowanym artystą, to przy okazji zalicza się do tego grona. Choć oczywiście nie jest Polakiem, to z naszym krajem łączą go bardzo poważne relacje. W końcu bycie prawnukiem Henryka Sienkiewicza to wysoko postawiona poprzeczka. Jak mawiają niektórzy, wręcz zajebiście wysoko.

Bill Sienkiewicz
A tak wygląda prawnuk Sienkiewicza/Fot. theillustrationacademy

Nie, nigdy nie byłem w Polsce, ale to jest jeden z tych krajów, którzy naprawdę chcę zobaczyć. Bardzo chcę odwiedzić miejsce, w którym mieszkał Henryk Sienkiewicz. To jest na mojej liście marzeń. Zostałem raz zaproszony na imprezę w Warszawie, podobną do San Diego Comic Con. Organizatorzy liczyli, że będę w tym czasie w Polsce i będę miał czas wpaść na ich imprezę niestety nie miałem takich planów. Nie było mnie nawet w Europie. – Boleslav Felix Robert Sienkiewicz w wywiadzie z Januszem M. Szlechtą

Sienkiewicz przez całą swoją karierę miał okazję pracować przy komiksach o całej ekstraklasie superbohaterów. Wystarczy wspomnieć Supermana, Batmana czy Kapitana Amerykę. Jak sam mówi kontakt z przodkami z Polski stracił po śmierci dziadka, który przybył do USA w 1912 roku. Sienkiewicz wspomina, że szczególnie w szkole musiał znosić zaczepki kolegów, którzy często zwracali się do niego “głupi Polak”, a powodem żartów często było jego długie i trudne do wymówienia nazwisko.

Skoro o nazwisku mowa, to kontakty z naszym krajem zdradza też J. Michael Straczynski. Laureat nagród m.in. Eisnera i Hugo podobnie jak Sienkiewicz urodził się w USA, ale jego korzenie sięgają terenów Polski i Białorusi. Jednak w przeciwieństwie do swojego kolegi nie miał  i raczej nie ma specjalnej potrzeby, aby podążać za swoimi korzeniami choć z Polską związana jest pewna anegdota. Twórca przede wszystkim przygód “Spider-Mana” i serialu “Babylon 5” opowiedział o swoim pierwszym kontakcie ze sztuką:

Jego babcia zamówiła u malarza obraz, który ośmioletni urwis postanowił upiększyć. Uznał bowiem, że czegoś mu brakuje i gdy malarz poszedł na chwilę na górę domalował kota. Babcia była wściekła i jak wspomina scenarzysta rzuciła coś po polsku i rosyjsku, czego nigdy wcześniej nie słyszał. Malarz z kolei rozumiał, dlaczego chłopiec namalował kota mówiąc krótko, że ten obraz faktycznie go potrzebował.

Bardziej z Polską niż Straczynski związany jest Simon Bisley, którego matka była Polką. Artysta znany przede wszystkim z pracy przy przygodach pewnego kosmicznego najemnika nie kryje swoich związków z krajem nad Wisłą:

Wiem, że jest taki kraj na mapie (śmiech). A poważnie mówiąc, to moja matka jest Polką, pochodzi z Krakowa. Mam w Polsce rodzinę, chociaż nie miałem okazji jej poznać. Mój dziadek podczas II wojny światowej walczył w polskiej armii, brał udział w bitwie o Monte Casino. Po wojnie razem z babcią wyjechali do Anglii. Moja mama do dzisiaj kłóci się z siostrami po polsku, znam jedno polskie słowo – „cholera” (śmiech). Tak więc zdecydowanie mam polskie korzenie i cieszę się z tego.

Na własną rękę szukał informacji o swoich przodkach, a wizyty w naszym kraju wspomina naprawdę ciepło.

Alfabet Neila Gaimana
Neil Gaiman/Fot. Mika Stetsovski/Flickr.com

Amerykański splendor na sam koniec

Na sam koniec zostawiłem sobie trójkę artystów, którzy wcale nie przychodzą do głowy przy okazji dyskusji o polskim pochodzeniu. Pierwszym z trójki jest Neil Gaiman. Rodzina Gaimana pochodzi z Polski, ale podobnie jak to miało miejsce w innych przytaczanych przykładach ostatecznie wyemigrowali z tą różnicą, że nie do USA, a do Anglii. Sam pisarz wspomina czasami o swoich korzeniach.

Chciałbym kiedyś przyjechać do Polski na dłużej. Mieć czas na cokolwiek poza udzielaniem wywiadów i podpisywaniem książek. Moi przodkowie stąd pochodzą. Nie miałem jeszcze okazji złożyć takiej wizyty, ale mam nadzieję, że jeszcze będę miał. – Gaiman w wywiadzie dla WP.pl

Nie wiem, czy o Polsce cokolwiek mówił Harvey Pekar, ale rodzice twórcy “Amerykańskiego splendoru” byli imigrantami pochodzącymi z Białegostoku. Podobnie jest z Williamem Steigem, którego być może nie kojarzycie, ale na pewno znacie przynajmniej jedną postać, którą stworzył. Tą postacią był Shrek. Tak jak pisałem na samym początku być może można wymieniać tak jeszcze bardzo długo. Dla mnie najważniejsze jest to, że prawie wszędzie na świecie unosi się odrobina polskiego ducha i naszej historii. Bez względu na to czy dotyczy to bujającego się między budynkami Petera Parkera czy historii o amerykańskich bogach.

Fot. tytułowa to rysunek Billa Sienkiewicza prezentujący Elektrę i Daredevila