Gdybym nie robił tego, co robię, najpewniej robiłbym coś innego. Chciałem rozpocząć bardzo głęboką myślą, bo poniżej będzie sporo kropek do połączenia. Skoro kropki, to Włodek Markowicz, a skoro Włodek Markowicz, to głębokie myśli i spostrzeżenia, które zmieniają życie. Spoglądanie w głąb siebie i inne takie, przy czym nie pytajcie mnie o to, co to są te inne takie. Dość jednak o Włodku. Wróćmy do mnie. Tematu zdecydowanie bardziej interesującego. W końcu LO to blog osobisty, a jak osobisty, to stoi za nim osoba, czyli ja. No więc, gdybym nie zajmował się zawodowo tym, czym zajmuję się aktualnie, to najpewniej naprawiałbym pralki albo nakręcał wieczka na słoiki. Mógłbym też być rysownikiem. Zawsze kochałem rysować. Nawet nieźle mi szło, choć podstawowy problem jaki miałem to fakt, że byłem dobry w powielaniu. To znaczy patrzyłem na rysunek i potrafiłem go odtworzyć. Rysowałem wszystko. Od postaci z Asterixa do Spider-Mana. Zawsze na podstawie wzorca. Kiepski to talent choć przydatny, gdy zawodowo zajmujemy się fałszerstwem. Tak czy inaczej rysowanie uwielbiam.

Jest bowiem w rysunku coś stałego. Coś, co przynajmniej w teorii pozostanie po nas, gdy nas już zabraknie. Rzecz w tym, że nic z tego nie wyjdzie, jeżeli nie mamy talentu do rysowania. Być może od podobnego wniosku wyszedł Thomas Pavitte, gdy wpadał na pomysł, aby udostępniać ludziom takim jak ja rysunki, które mogą stworzyć samodzielnie. Łącząc kropki. Tak. Dobrze widzicie. Cholerne kropki.

Zacznijmy jednak od początku, czyli od pierwszej kropki

Wszystko ma swój cel. Niektóre rzeczy go nie mają, co automatycznie podważa słuszność poprzedniego zdania, ale ja nie o tym. Kropki też mają swój cel. Na przykład małe dzieci uczy się liczyć za pomocą prostej zabawy w łączenie kolejnych kropek. Ja też się w to bawiłem. I nawet mi się podobało. Choć rysunki, które powstawały z ich łączenia nie były szczególnie ekscytujące. No i dodatkowo jako dorośli w ogóle nie myślimy o tym, aby do łączenia kropek w ogóle wrócić. W końcu nie ma takiej potrzeby. Liczyć już umiemy. Najczęściej przede wszystkim na siebie. Rysunki też nie muszą nas interesować. Na szczęście nie wszyscy myślą tak jak większość.

Głównym powodem, dla którego to robię, jest chęć samospełnienia. Kocham eksperymentować i mierzyć się z czymś. Od jakiegoś czasu jestem bardzo zainteresowany tym, co jestem w stanie stworzyć ograniczając się do podstaw – czasami technik stosowanych przez dzieci. Wiele moich dzieł wydaje się dużo bardziej skomplikowana niż jest w rzeczywistości. – Thomas Pavitte w wywiadzie dla “Don’t Panic Online”

Thomas Pavitte jest urodzonym w Nowej Zelandii grafikiem, który wpadł na bardzo prosty pomysł. Tworzy rysunki łącząc kropki i przy okazji daje szanse poczuć się artystą przeciętnemu człowiekowi. Żeby osiągnąć ten cel potrzebujecie chwili czasu, najczęściej około godziny, cierpliwości, długopisu lub niezbyt grubego pisaka oraz 1000 kropek do połączenia. Aha, potrzebujcie też jednej z książek, które powstały dzięki kreatywności Thomasa.

Jeszcze tydzień temu wydawało mi się, że nie może być nic ekscytującego w łączeniu kropek. Tym bardziej w łączeniu kilkuset rozsianych bardzo gęsto do tego stopnia, że można dostać oczopląsu. Postanowiłem jednak sprawdzić jak bardzo się mylę biorąc na warsztat rysunki Thomasa przygotowane na podstawie prac takich artystów jak:

  • John Romita,
  • Steve Peting,
  • Art Adams,
  • Jack Kirby,
  • Angel Medina
  • Joe Quesada.

Towarzystwo doborowe szczególnie dla kogoś, kto kocha superbohaterów. Bo umówmy się narysowanie “Mona Lisy” może i jest ekscytujące, ale na pewno nie tak ekscytujące jak własnoręczne wykonanie rysunku z Squirrel Girl z dwiema wiewiórkami. Nawet w sytuacji, gdy to co nam ostatecznie z tego wyszło nie do końca musi przypominać Doreen Green.

Myliłem się i nauczyłem się czegoś o sobie

To zaskakujące, ale w łączeniu kropek jest coś wyjątkowo uspokajającego. To znaczy przy okazji bywa też frustrujące, ale mimo wszystko wygrywa satysfakcja, którą odczuwam, gdy udaje mi się dobrnąć do ostatniej kropki i spojrzeć z dystansem na to, co zrobiłem. Pavitee ma rację mówiąc o sprawdzaniu samego siebie, bo każdy z tych kilku rysunków, które na razie udało mi się wykonać jest formą testu, czy jestem w stanie osiągnąć efekt, który mnie zadowoli. Oczywiście jeszcze ani razu mi się to nie udało, ale składam to na karb bycia manualną pierdołą. Mimo wszystko. Oprócz tego, że pomysł Pavittego jest intrygujący, to dodatkowo jest też wciągający. Po przebrnięciu przez pierwszy rysunek, którym był oczywiście Kapitan Ameryka, bo przecież nie mogę nie zacząć od początku, miałem ochotę na kolejny. Tym razem postanowiłem przełamać wzorzec i zacząć znowu od początku. Drugiej z książek z bohaterami znanymi z komiksów ze Spider-Manem.

Co w takim razie nauczyło mnie łączenie kropek po trzydziestce? Kilku rzeczy:

  • Nie potrafię wykonać prostej linii od jednego do drugiego punktu.
  • Bywam niewidomy.
  • Mam problemy z liczeniem.
  • Myślałem, że rysuję Iron Mana, aby po 30 minutach przekonać się, że to jednak Kapitan Ameryka.
  • Potrafię popełnić błąd łącząc nie te kropki, co trzeba, a później wmawiam sobie, że tak będzie lepiej, bo będzie to efekt cieniowania. Kto tak nie ma ręka do góry.
  • Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę przeklinać z powodu wiewiórki, a jednak tak się stało.
  • Przekonałem się, że nigdy nie będę pracować w Image Comics. Chyba, że będą szukać pomywacza lub dokręcacza wieczek.

Powyższe nie napawa optymizmem, jednak niech Was owe punkty nie zmylą. Łączenie kropek, szczególnie, gdy na końcu powstaje z nich Venom, to cholernie dobra zabawa. Prawda, że jest cień szansy, że wypłyną Wam oczy, ale to niska cena za satysfakcję płynącą z dobrnięcia do tysięcznej kropki. Oczywiście nim to nastąpi jednym z najczęstszych pytań będzie:

Gdzie jesteś ty cholerna kropko o numerze [tu wpisz numer kropki, na którą patrzysz, ale której nie widzisz]?

No dobrze, ale co dalej? Jeszcze nie wiem, co zrobię z rysunkami, które dotychczas powstały pracą tych rąk, których nie widzicie, oraz z pomocą mojej kochanej żony i równie kochanego brata, który przeklinał rysując Venoma. Na pewno mam zamiar je pokolorować, a te najlepsze może nawet oprawię. Z daleka będą wyglądały, jakby narysował je na przykład Jack Kirby, więc będę mógł się chwalić, że mam oryginalnego Kirby’ego. Tak jakby.

Jeżeli zdecydujecie się sprawdzić, czy jesteście prawdziwymi kobietami oraz prawdziwymi mężczyznami, to nim to zrobicie mam dla Was kilka wskazówek:

  • Zawsze zaczynajcie od pierwszej kropki. Wspominam o tym, bo to ważne.
  • Bądźcie cierpliwi.
  • Zadbajcie o dobre światło.
  • Jak połączycie coś nie tak jak trzeba, to zawsze możecie powiedzieć, że tak miało być i ta pomyłka to taki Wasz autorski wkład w rysunek.

Jak proces rysowania wygląda, przyśpieszony odpowiednio, zobaczycie tutaj:

Tymczasem ja wracam do łączenia kropek. Teraz mam zamiar zmierzyć się z 1700 punktami, które ostatecznie mają pokazać starcie między Peterem Parkerem a Doktorem Octopusem. Ten drugi ewidentnie wygrywa choć i tak wiemy, jak wszystko się skończy. Na stronie Amazingmarveldots.com znajdziecie rysunek Kapitana Ameryki z okładki “Niesamowite 1000x połącz kropki. Superbohaterowie Marvela”. Drukujcie i próbujcie sami.

PS. Książki możecie znaleźć za 27,99 zł w księgarni Livro.pl, a tutaj link do książki z superbohaterami.

Tekst sponsorowany przez wydawnictwo Insignis, wydawcę książek “1000x połącz kropki. Spider-Man” i “Niesamowite 1000x połącz kropki. Superbohaterowie Marvela”