Wyobraźcie sobie, że siedzicie na lekcji w szkole podstawowej. Jesteście uczniami pierwszej klasy tej szkoły. Młodzi, niewinni, uśmiechnięci. Dzisiaj na lekcji wychowawczyni przeczyta Wam “Tomcia Palucha” Charles’a Perraulta. Bierze książkę, zaczyna czytać. Wszystko wydaje się być jak zwykle. Z tym, że niestety nie jest. Bohaterowie zaczynają umierać, a na twarzach Waszych koleżanek i kolegów maluje się przerażenie. Na twarzy nauczycielki również, bo nie taką wersję chciała przeczytać. Przerywa więc i kontynuuje lekcję. Nie ma wyjścia, bo uczniowie mogli kontaktu z oryginalną baśnią nie przetrwać, a na pewno nie przetrwaliby go ich rodzice, gdyby się dowiedzieli o czym dziecko słuchało w szkole.

Powyższy akapit nietrudno sobie wyobrazić. Osobiście nie muszę go sobie wyobrażać, bo opisywana sytuacja miała miejsce naprawdę, a doszło do niej, bo bibliotekarka pomyliła się wydając książkę. Jednak nie to w tym wszystkim jest najistotniejsze, a to, że coraz częściej zapominamy jakie były oryginalne baśnie. Pisałem o tym, gdy pytałem komu potrzebne są baśnie. Napiszę raz jeszcze, ale tym razem skupię się na pewnych słynnych braciach, u których Tomcio Paluch pojawił się kilka razy choć nie oni tego bohatera wymyślili.

Pomocnicy braci Grimm

Choć celem większości baśni była edukacja młodego pokolenia, które dzięki nim dowiadywało się na przykład dlaczego próżność jest niepożądana – oczywiście przekazywano to w obrazowy sposób – to nie jest tak, że te od słynnych braci w swojej oryginalnej wersji nie wzbudzały silnych emocji. Kiedy w 1812 roku został wydany pierwszy zbiór ich opowieści opinia publiczna przeżyła szok. Dzieła Wilhelma Karla Grimma i Jacoba Ludwiga Karla Grimma nazywane były różnie i choć uznawane są za jeden z najważniejszych owoców jakie wydało drzewo niemieckiej kultury, to spotkały się też z inwektywami i zdaniem, że propagują przemoc – jak widzicie w tym temacie nihil novi od lat. Wynikało to jednak nie z tego, że przeznaczone były dla dzieci – a musicie wiedzieć, że nie były i nie taki był cel ich powstania – ale dlatego, że nawet jak na standardy historii dla dorosłych były wyjątkowo brutalne i jednym słowem paskudne.

Bracia Grimm
Wilhelm i Jacob Grimm na dagerotypie z 1847 autorstwa Hermanna Blowa

Wilk obrał drugą drogę i jako pierwszy dotarł do domu babci. Zabił ją, jej krew wlał do butelki, a kawałki ciała pokrojone w plastry umieścił na półmisku. Następnie przebrał się w babciną nocną koszulę, położył się w łóżku i czekał. – ta wersja “Czerwonego Kapturka”, której rodzice na pewno Wam nie czytali

W tym miejscu powinienem się na chwilę zatrzymać, bo jest pewna bardzo istotna kwestia, o której warto wspomnieć. Mianowicie baśnie, które pojawiły się w pierwszym zbiorze historii spisanych przez Grimmów nie były tylko ich autorskimi dziełami. Bracia zlecenie przygotowania solidnej porcji tekstów otrzymali od poety Clemensa von Brentano. Clemens – nie wiem, czy uwierzycie, ale moi kochani rodzice chcieli, abym miał na imię Klemens – zarabiał na życie jako wydawca ludowych pieśni. Kiedy Niemcy zebrali srogi łomot w bitwie pod Jeną za sprawą armii pewnego niewysokiego cesarza, morale w kraju dalekie były od euforii. Von Brentano uznał, że mogłoby je podnieść baśnie, opowiadania, które są częścią kultury i niemieckiej tożsamości. Jednak, żeby tak się stało trzeba sięgnąć do źródła. Do ludzi. I tak von Brentano dał Grimmom wolną rękę, a jak dajesz komuś wolną rękę, to musisz się liczyć z tym, że albo coś pójdzie nie tak, jak trzeba, albo wykonawcę poniesie wyobraźnia i efekty mogą cię zaskoczyć. No i bracia ruszyli w teren. Razem ze swoimi współpracownikami spotykali się z mieszkańcami wsi i miast. Warto zaznaczyć, że większość z tego, co usłyszeli wcale nie pochodziło od chłopów – co jest dość powszechnym przekonaniem – a od wykształconych ludzi, których bracia znali z powodu tego, że sami należeli do inteligencji. Notowali kolejne opowieści, przeszukiwali stare księgi i z nich też spisywali historie. Zbierali ich coraz więcej, a z czasem część z nich ewoluowała, ktoś coś dopisał, ktoś coś zmienił i tak ostateczna wersja zasłyszanej historii różniła się od tej pierwotnej. Bracia większość z nich redagowali, więc siłą rzeczy coś musiało się w nich zmienić, ale niestety nie jesteśmy aktualnie pewni w jakim stopniu wszystkie historie się zmieniły.

Seks, przemoc i baśnie

Jedno jest jednak pewne, zdecydowanie nie były to opowieści skierowane do młodego czytelnika. Pierwsze wydania wzbudzały niepokój wielu czytelników głównie ze względu na wszechobecny seks. W pierwszej wersji “Roszpunki” z 1812 roku przystojny książę po dwóch upojnych dniach z tytułową bohaterką zostaje szczęśliwym ojcem. Podobnych przykładów jest więcej, a wynikało to po prostu z tego, że jakbyśmy nie zaklinali rzeczywistości, to seks towarzyszy nam od zarania dziejów, a sprośne historie żadną nowością nie są. Dlatego baśnie braci Grimm też nie mogły być wolne od seksu skoro spisywali historie ludzi, dla których tego typu opowieści były formą rozrywki w trakcie męczących podróży. To jednak musiał się zmienić, bo jak się okazuje nie tylko Amerykanie nie mają problemu z przemocą, gdy mają wybierać między nagością a zdjęciami ze strzelanin w nocnych klubach. Z powodu emocji jakie wywoływały pierwsze wydania bracia powoli “ukrywali” seksualność niekiedy decydując się na rezygnację z całych opowieści – tak było na przykład z baśnią zatytułowaną “Hans Dumm”, która wypadła z kolejnych wydań. Nie oznacza to jednak, że nadal nie wzbudzali emocji. Wzbudzali tylko zamiast seksu pojawiła się przemoc i kilka innych rzeczy, o których lepiej swoim latoroślom nie czytać. Przynajmniej w momencie, gdy są bardzo młode.

Siedź tutaj i ani mru-mru! – rzekła – Jeśli cię usłyszą, zginiesz! Później, gdy zasną, uciekniemy. Ledwo wypowiedziała te słowa, gdy do domu wróciła banda morderców, wlokąc schwytaną dziewczynę. Krzyczała i szlochała, ale byli pijani i nie zwracali uwagi na jej błagania o litość.  Zmusili ją, aby wypiła kieliszek czerwonego wina, potem kieliszek białego, a następnie żółtego. Po trzecim kieliszku nie mogła już wytrzymać – pękło jej serce. Bandyci zerwali z niej piękne suknie, położyli ją na stole, porąbali na kawałki i posypali solą. Biedna narzeczona siedziała za kadzią i dygotała na całym ciele, wiedząc, jaki los chcą jej zgotować mordercy. – “Narzeczona mordercy” z “Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży. Bez cenzury” Philipa Pullmana, s. 215

Podobne sceny do tej powyżej zaczęły pojawiać się i w innych historiach. W pierwszych wersjach “Kopciuszka”, kiedy do domu macochy trafiają służący księcia wraz z pantofelkiem, jedna z przybranych sióstr Kopciuszka obcina sobie palec i piętę, aby noga zmieściła się do buta. Z kolei w “Królewnie Śnieżce” zła czarownica ginie, ale sposób w jaki dochodzi do zgonu musiał prędzej czy później zniknąć z kolejnych wersji baśni, bo u braci Grimm zostaje zmuszona do tańca na płonących węglach tak długo aż wyzionęła ducha w okropnych męczarniach. Przemoc była do tego stopnia wszechobecna, że objawiała się w najmniej oczekiwanych momentach. Jak w “Żabim królu”. Powszechnie znana wersja jest taka, że księżniczka ostatecznie zmienia żabę w księcia pocałunkiem. W rzeczywistości przedstawianej przez braci Grimm zmiana dokonuje się po tym, jak sfrustrowana księżniczka ciska żabą o ścianę. Przyznacie, że ma to znikome walory edukacyjne.

Idąc dalej niepokój odbiorców wzbudzał też fakt, że jeżeli przemoc już się pojawiała, to często dotyczyła dzieci. Wspomniana Śnieżka ma przecież w oryginale raptem siedem lat. Czerwony Kapturek, Jaś i Małgosia itd., itd. to wszystko dzieci, które w przeżywają przygody, przez które na pewno nie chcielibyśmy się z nimi zamienić miejscami. Choć to szokujące, to zarówno Jung jak i Freud uważali, że jest w tych historiach coś wyzwalającego, a oryginalne opowieści braci Grimm miały wartość terapeutyczną. Jak to możliwe? Ano tak, że przemoc na przykład wobec złych postaci, czy bardzo drastyczne kary sprawiają, że dziecko może opanować własne uczucia, gdy samo postrzega rodziców a to jako dobrych bohaterów, a to jako tych złych. Ta irracjonalna przemoc przeciągnięta czasami do granic absurdu miała sprawiać, że dzieci w nich znajdywały ujście dla swoich silnych emocji oraz pozwalały im na lepsze rozumienie rzeczywistości.

Zresztą choć bracia Grimm starali się wyrugować seks ze swoich opowiadań, to i tak gdzieś on się pojawiał. Długo jedną z wersji “Kopciuszka” była ta, w której bohaterka nie traci ojca, bo ten zmarł, a dlatego, że ucieka przed nim z powodu jego nieopanowanej żądzy. Tak moi drodzy, kazirodztwo obok przemocy pojawiało się często i było kolejnym powodem, dla którego baśnie braci ewoluowały w kierunku, który znamy teraz. Stopniowo dodawali do nich kolejne elementy – na przykład odniesienia do chrześcijaństwa – które ostatecznie sprawiły, że w 1857 roku wydali siódmą edycję baśni i to one są tymi najbardziej znanymi przez współczesnego odbiorcę. Wspomniane zmiany od 1812 do 1857 roku nie były wymuszone tylko przez odbiorców, ale i przez samych braci, którzy najzwyczajniej w świecie starali się dopracować je do tego stopnia, że sami będą z nich zadowoleni. Dlatego, gdy zestawicie te same historie z pierwszego i siódmego wydania, to zdacie sobie sprawę z tego, że te w wydaniu pierwszym bliższe były ustnym przekazom czymś na kształt efektów pracy historyka i antropologa, a dopiero kilkadziesiąt lat później zaczęły przypominać baśnie. To ważne, bo chcąc nie chcąc bracia Grimm w pewnym sensie uratowali baśnie.

Niespodziewane efekty własnej pracy

Wszystko prędzej czy później umiera. Nawet baśnie. Są setki historii, które kiedyś rozbudzały wyobraźnię naszych przodków, a teraz nawet o nich nie wiemy, bo popadły w zapomnienie. Według braci Grimm te, które spisali mógł czekać podobny los, bo ludzie coraz bardziej się bali o przyszłość, a coraz mniej dbali o przeszłość i przekazywanie sobie tych historii dalej. Jak sami mówili:

To był chyba właściwy moment do tego, aby spisać te historie, bo ludzi, którzy powinni je zachowywać, było coraz mniej.

Wiedzieli, że opowieść żyje tak długo, jak jej na to pozwalamy. Bez względu na to, czy jest dobra, zła, czy to poezja czy coś brutalnego. Czasami jednak trzeba pomóc ludziom w tym, aby je zachować. Z tego wynikało to, że pierwsza wersja była bliska kronikom, które miały zachować przekaz maksymalnie zbliżony do tradycyjnej wersji. I to właśnie ta pierwsza wersja, która tak szokowała jednocześnie była tą, która niosła ze sobą najwięcej wartości. Pokazywała bowiem, jak możemy się zmieniać, aby było nam łatwiej żyć, jak przezwyciężać przeciwności losu. Bracia Grimm wierzyli, że ich praca ostatecznie wpłynie na nas na wielu płaszczyznach. Ciężko nie przyznać, że mieli rację.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/rozwazania-po-drugiej-stronie-muru/”]Rozważania o śmierci po drugiej stronie muru[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/najlepsze-sagi-fantasy-cz-1/”]Najlepsze książki fantasy[/button]