Baśnie są bar­dziej niż praw­dzi­we, nie dla­tego iż mówią nam, że is­tnieją smo­ki, ale że uświada­miają, iż smo­ki można pokonać.

Ładne zdanie prawda? Autorem jest Gilbert Keith Chesterton. W tym jednym zdaniu tak naprawdę zawiera się prawie wszystko, co chciałbym przekazać tekstem, który za moment – mam nadzieję – przeczytacie. Bo baśnie moi drodzy nie są dla dzieci. One są dla nas, dorosłych. Zawsze tak było i teraz coraz częściej łapię się na tym, że potrzebujemy ich jeszcze bardziej niż w dzieciństwie. Dlaczego?

Jaka jest twoja baśń?

J.R.R. Tolkiena i C.S. Lewisa oprócz przyjaźni łączyło również przekonanie, że baśnie są nam potrzebne do życia jak powietrze. Ten pierwszy ubolewał wręcz, że powiązanie baśni z dziećmi jest dla nich krzywdząca. Dla baśni rzecz jasna, bo sugeruje niektórym, że nie ma tam nic wartego dokładniejszej analizy. Nic bardziej błędnego, bo przecież od setek lat baśnie związane są z dorosłymi. Nie tylko przez fakt, że to dorośli je wymyślali, a następnie opowiadali dzieciom. Głównie przez to, że ich zadaniem było wyjaśnienie nam, jak sobie radzić z najpoważniejszymi problemami, jakie spotykają nas w życiu. Były jak drogowskaz. Co robić, co jest dobre, co jest złe. Były sposobem na to, aby wyjaśnić nam świat. W przystępnej formie. Marina Warner, brytyjska pisarka i specjalistka od mitologii, zauważa, że baśnie współcześnie przekształcają się w mity. Dzieje się tak dlatego, że baśnie stają się dla nas jedynymi znanymi nam sposobami na poradzenie sobie z codziennymi dylematami jednocześnie będąc wiedzą, która jest dla nas, jako ogółu, wspólna.

Komiks Baśnie
Grafika z okładki komiksu “Baśnie”/Rys. Mark Buckingham, Vertigo

Baśń nie musiała kończyć się dobrze. Nie musiało być jasnego podziału na to, kto jest dobry, a kto zły. Często mogło się to mocno rozmywać. Jak mówi Warner miały w sobie coś, co można nazwać “surową szczerością”. Jednak w takim stopniu, który jest w stu procentach zrozumiały dla dziecka. Jeden z wybitnych badaczy tematu, Bruno Bettelheim, zauważył, że baśnie ludowe w sposób uczciwy przedstawiają dziecku problemy egzystencjalne, które dotykają nas w dorosłym życiu. Przy okazji są jedynymi dziełami literackimi, które dziecko w pełni rozumie. Tym samym pomagają dziecku w rozpoznawaniu własnych trudności. Zwracają uwagę na problemy, które go dotykają i jednocześnie serwują rozwiązanie. Bettelheim opierał swoje spostrzeżenia na psychoanalizie. Dziecko nieświadomie wie, że coś jest nie tak, ale nie potrafi sobie samo poradzić z chaosem, jaki rozgrywa się w jego wnętrzu. W tym miejscu konieczne jest pojawienie się rodzica i baśni, która pozwoli ten chaos okiełznać.

No dobrze, wiemy, że baśnie są dobre dla dzieci, ale gdzie tu miejsce dla dorosłych? Choć zabrzmi to niezwykle banalnie, to opowieści, które teoretycznie mają w prosty sposób dostarczyć rozwiązanie problemu dla dziecka świetnie sprawdzają się jako odpowiedź i dla nas. Zapominamy, że tak naprawdę wspomniane drogowskazy mamy przed nosem, że na wiele pytań znamy odpowiedzi od wielu lat, ale banalizujemy je. Uznajemy, że są mało ważne, dziecinne. Zabijamy pierwiastek dziecka w sobie twierdząc, że coś nas nie dotyczy. Czasami w banałach i rzeczach oczywistych znajdują się jedyne słuszne odpowiedzi.

Bogactwo znaczeń osobistych dających się czerpać z baśni tłumaczy się tym, że baśń umożliwia dziecku dokonywanie różnych identyfikacji, w zależności od tego, jaki jest w danym momencie główny problem dziecka. Ponieważ nie możemy wiedzieć, jaka baśń będzie miała dla konkretnego dziecka najwięcej wagi w danym okresie życia, nie możemy też sami decydować, jaką baśń i dlaczego mamy mu w określonym momencie opowiadać. Rozstrzygnąć o tym może jedynie samo dziecko, ujawniając uczucia, jakie budzi dana baśń w świadomej i nieświadomej sferze jego umysłu. – B. Bettelheim, “Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni”, Warszawa 1985, t. I, s. 61.

Powyższy cytat jest niezwykle cenny, bo zwracam nam uwagę na to, że z baśni można czerpać wiedzę na temat tego, jak myśli dziecko. Zwraca uwagę na to, że dzięki nim możemy poznać ich emocje. Czasami pozwala na to, aby zrozumieć też i własne emocje.

Stare kontra nowe

Zrozumienie jednak nie jest takie proste. Głównie przez to, że same baśnie się zmieniają. Jeżeli weźmiecie do ręki baśnie braci Grimm, ale w wersji, która nie była wygładzana przez kolejne edycje, to zauważycie jak bardzo różnią się od tego, co znamy dzisiaj. Z biegiem lat złe matki stały się “tylko” macochami, zniknęła przemoc, która chcąc nie chcąc była i jest częścią naszego świata. Powiecie, że to bardzo dobrze, bo przecież śmierć czy nieszczęście nie powinny być serwowane dziecku. Nie zgadzam się z tym. W “mojej wersji” Czerwonego Kapturka myśliwy zabija wilka. Rozcina mu brzuch, napełnia kamieniami, zszywa, a następnie wrzuca do studni. W wersjach współczesnych nikt wilka nie chce zabić. Wygania się go lub zamyka. Izoluje. Takie wygładzanie baśni powoduje, że znika element terapeutyczny. Według Carla Junga niosły one ze sobą zbiór archetypów, które są wspólne dla każdego z nas.  Aktualnie powoli dochodzi do tego, że ich znaczenie jest coraz mniejsze. Coraz mniej osób posługuje się baśniowością. Nie powstają historie, które mają ten sam ciężar gatunkowy, co choćby baśnie Charlesa Perraulta.

Najlepszym przykładem tego jak baśnie popadają w banał są ich disneyowskie wersje. Kiedy Hans Christian Andersen pisał “Małą syrenkę” – wiedzieliście, że to on jest autorem oryginału? – nie pisał jej po to, aby pokazać nam rozterki młodej księżniczki szukającej księcia. Głównym celem tej baśni jest pokazać każdemu, że decyzje mają swoje konsekwencje. Nie przestrzegają przed działaniem i decyzjami, bardziej ostrzegają, że musisz liczyć się z tym, że jak coś zrobisz, to będziesz musiał żyć z konsekwencjami swojej decyzji. Skoro jesteśmy przy syrenach, to warto też wspomnieć o Oscarze Wildzie. Autor “Portretu Doriana Graya” był wspaniałym baśniopisarzem. W historii zatytułowanej “Rybak i jego dusza” opowiedział o młodym rybaku, który chcąc poślubić syrenę wycina zaczarowanym nożem swoją duszę. Ta wraca do niego po roku i cała historia kończy się śmiercią. Choć na pozór jest to opowieść brutalna, to w rzeczywistości u Wilde’a śmierć nie sprawia, że zapominamy o tym, iż to miłość była głównym tematem opowieści i to właśnie ona wymagała ostatecznej ofiary. Gigantycznego poświęcenia, ale w imię czegoś, co jest wartością najwyższą.

Jeżeli chcecie, aby wasze dzieci były inteligentne czytajcie im baśnie. Jeżeli chcecie, aby były jeszcze bardziej inteligentne, czytajcie im jeszcze więcej baśni. – Albert Einstein

Znowu powstaje pytanie, jaka jest ich rola w życiu dorosłego człowieka? Moim zdaniem istotna jest nadzieja. Wydaje mi się bowiem, że tak jak napisał Chesterton nie chodzi o to, że macie problem, chodzi o to, że ten problem można rozwiązać. Nawet w sytuacji, gdy lata, zionie ogniem i śmierdzi siarką. To właśnie nadzieja jest wartością dla dziecka, które owszem boi się złej wiedźmy, ale jednocześnie ta wiedźma jest pociągająca. Wie, że wiedźma może przegrać. Idąc ciemnym lasem czuje strach, ale jednocześnie wie już, że zawsze jest wyjście z na pozór beznadziejnej sytuacji.

"Labirynt Fauna"
Kadr z filmu “Labirynt Fauna”

Wielki zły wilk

W “Baśniach” Billa Willinghama postacie, które się tam pojawiają są swoimi “oryginalnymi” wersjami. Sinobrody, Ichabod Crane, Pinokio, Śpiąca Królewna, wszyscy zebrani w jednym miejscu, w którym znajdziecie też śmierć, występek i okrucieństwo. Kolejny dowód na to, że zło istnieje, ale i informacja, że można je pokonać. Bo w starych baśniach rodzice porzucali dzieci, ktoś kogoś zabijał z zimną krwią – a czasami musiał zabić, aby samemu przeżyć – wiedźmy piekły dzieci itd., itd., ale jednocześnie dawano jasny sygnał, że trzeba stawić czoło problemom. Dzieliły się tą nadzieją z dzieckiem i z rodzicem.

Jednocześnie pamiętał też o tym, że morał nie musi być jednoznaczny. Tak jak w przypadku seriali przyzwyczailiśmy się, że zakończenie powinno nami zamiatać podłogę i dostajemy wysypki na samą myśl o tym, że coś się kończy normalnie. Tak w przypadku baśni szokujące jest to, że morał może być niejednoznaczny. Baśń nie jest po to, aby służyć jako element odpoczynku po stresującym dniu. Nie musi nieść ze sobą jednoznacznego moralnie przekazu. To my musimy usiąść i zastanowić się, czy aby na pewno rozumiemy to, co autor miał na myśli. Dlatego pamiętajcie, że baśnie są dla każdego z nas i teraz, gdy jesteśmy dorośli, potrzebujemy ich jeszcze bardziej niż jak byliśmy dziećmi. Nawet dla samej nadziei, że może być lepiej.

Pentameron
Kadr z filmu “Pentameron”/Fot. M2 Films

PS. W kinach możecie obejrzeć film “Pentameron”, czy też jak głosi oryginalny tytuł “Baśń baśni”. Materiałem źródłowym dla tego filmu były baśnie, których autorem jest Giambattista Basile. Włoch, o którym mało kto słyszał, jest niezwykle ważnym autorem, bo na jego twórczości opierali się później wspominani w tekście braci Grimm i Charles Perrault. Jego historie to kwintesencja tego, czym jest baśń. Pani na górze jest na zachętę.