Co by było, gdyby na świecie pojawił się wirus. Nie taki wywołujący grypę albo chroniczną biegunkę. Ewentualnie wypadanie włosów. Taki, który niektórych obdarza wyjątkowymi umiejętnościami. Wyobraźcie sobie to tylko. Niby katar, a tu dzień później okazuje się, że możecie latać lub jesteście kuloodporni. Świetnie prawda? Oczywiście gorzej dla tych, którzy w wyniki jego działania zmieniają się w galaretowate coś. To teraz sobie wyobraźcie, że coś takiego już powstało. Cały świat. Pełen superbohaterów i tych, którym znowu w życiu nie wyszło jak śpiewał jeden z wielkich bardów polskiej piosenki, czyli Krzysztof Cugowski. Świat, który narodził się dziesięć lat przed tym, jak George R. R. Martin pokazał nam “Pieśń Lodu i Ognia”. Taki, w którym albo jesteś potężny, albo jesteś nikim. No, może nie do końca.

Supergrupy

Muzycy tworzą supergrupy. Filmowcy też, jak spojrzymy na listy twórców niektórych produkcji filmowych. Pisarze od czasu do czasu postanawiają, że nie mogą być gorsi od swoich koleżanek i kolegów po fachu i też próbują. Stworzyć coś wspólnie. Dla dobra ogółu, czyli nas. Problem z supergrupami jest taki, że jak w muzyce za wspólny projekt zabiera się grupa indywidualistów, to w najlepszym wypadku efektem ich pracy jest album z zapisem dźwięków pisków pijanego kota. Z literatami jest podobnie. Tylko bez piszczących kotów, bo na szczęście czytając nie jesteśmy w stanie usłyszeć dźwięków, jakie towarzyszyły powstaniu ich dzieł. To dobrze. Naprawdę. Pewnie w przypadku serii “Dzikie Karty” mogliśmy usłyszeć wiele, ale jedno jest pewne, abstrahując od jej wartości powstanie “Dzikich Kart” to ciekawa historia.

Dzikie Karty
Okładka jednego z opowiadań/Rys. John Picacio

Jest rok 1983. George R. R. Martin jeszcze nie wie, że za kilkanaście lat czytelnicy nie będą pamiętać o fenomenalnych “Piasecznikach”, a zamiast tego będą modlić się o to, aby pisarz zdążył przed śmiercią napisać kolejną część sagi, którą wszyscy znają pod tytułem “Gra o Tron” – choć ona tak zatytułowana nie jest. Do pisarza, który dopiero co obchodził urodziny wpada jego znajomy. Też pisarz. Victor Milan. Na imprezę nie przychodzi jednak z pustymi rękami. Zamiast staropolskiej flaszki wódki ma ze sobą prezent w postaci gry RPG “Superworld”. Flaszkę wódki pewnie też miał, ale to nie ona stała się flaszką zamachową dla kolejnych wydarzeń. Martin wraz ze swoimi znajomymi grywał w RPG-i, a przede wszystkim w “Call of Cthulhu” i “The Morrow Project”. Jednak dopiero, gdy zaczęli grać w “Superworld” coś się zmieniło. Narodziło.

Gra, która stała się obsesją pisarzy z otoczenia Martina zakłada, że gracze wcielają się w superbohaterów. Obdarowany tym prezentem postanowił pełnić rolę mistrza gry i jak tylko zaczął pisać kolejne scenariusze sesji wszyscy ich uczestnicy nie mogli się doczekać kolejnych spotkań. Inne gry poszły w odstawkę. Z jednej strony mieliśmy wyobraźnię Martina, a z drugiej zaangażowanie i talent pozostałych pisarzy w stworzenie postaci, którymi grali. To właśnie w trakcie tych pierwszych sesji narodzili się bohaterowie, którzy później pojawili się w kolejnych tomach “Dzikich Kart”. Wszystko rozwijało się tak dobrze, że Martin wpadł na pomysł, aby zmienić efekty sesji w świat, który będzie rozwijany przez kolejnych autorów. I wiecie co? Jak powiedział, tak zrobił.

Prawie jak Marvel

To, że Martin zakochał się w “Superworld” nie powinno dziwić. W końcu uwielbia superbohaterów i wychowywał się na komiksach wydawanych przez Marvel i DC Comics. Kochał je do tego stopnia, że sam wymyślał historie, które mogły się w nich znaleźć oraz pisał listy do twórców pokroju Stana Lee. Niestety, kiedy Martin w końcu spotkał się z jednym ze swoich idoli ten nie kojarzył go. Zresztą trudno, aby miał go kojarzyć skoro listów Lee otrzymywał tysiące.

Wiele lat później przelał tę fascynację na ideę, która okazała się trwać wiele lat po wydaniu pierwszej powieści. Założenie było takie, aby stworzyć uniwersum, które jednostki obdarzone mocą pokazać w kontekście bardziej rzeczywistym, mroczniejszym, brudnym. Coś na kształt tego, co mniej więcej w tym samym czasie robili Alan Moore i Dave Gibbons w “Watchmen”. Swoją drogą to symptomatyczne, że w latach 1986-1987 pojawiły się trzy bardzo podobne do siebie dzieła, czyli:

  • Wspomniani “Strażnicy”,
  • “Powrót Mrocznego Rycerza” Franka Millera,
  • Pierwszy tom “Dzikich Kart”.

Oczywiście seria zainicjowana przez Martina nie jest tak przełomowa dla gatunku jak powyższe komiksy, ale na pewno jest interesująca właśnie na poziomie koncepcji. Martin założył bowiem, że do współtworzenia świata będzie zapraszać pisarzy, którzy faktycznie mogą wnieść coś interesującego do całego uniwersum. Wśród wielu nazwisk, które nie muszą wiele mówić polskiemu czytelnikowi znajdywały się takie, które zaliczają się do absolutnego topu lub po prostu są naprawdę znane, jak choćby Roger Zelazny, Daniel Abraham czy Chris Claremont – ten sam, który odpowiada za niektóre klasyczne historie o “X-Men” z “Sagą Phoenix” na czele.

Dzikie Karty
Okładka jednego z wydań komiksów

Historie spisywane przez kolejnych autorów wykorzystują wiele tropów znanych z komiksów. Bawią się motywami literatury pulpowej, ale przy okazji starają się zachować podstawy logiki. Tak, aby zbliżyć wydarzenia do naszej rzeczywistości tak bardzo, jak to tylko możliwe. W końcu świat “Dzikich Kart” to alternatywna wersja naszego z drugiej połowy lat 40. XX wieku. W ten sposób udaje się im rozwijać na pozór nie powiązane ze sobą historie z różnymi bohaterami, które ostatecznie wpisują się w większą całość i spójną narrację. W tym miejscu niektórym z Was zapali się lampka, że już gdzieś o tym słyszeliście. Faktycznie nie jest to nic nadzwyczajnego bowiem “Dzikie Karty” to powieść mozaikowa lub jak wolicie inne określenia, szkatułkowa. Na pewno słyszeliście ten termin na lekcjach polskiego.

Typ powieści, której fabuła składa się z kilku odrębnych opowiadań, połączenie których daje pełny obraz fabuły, a każde z opowiadań pojawia się w tekście w sposób nieprzypadkowy (np. fabuła powieści dotyczy historii A, ale jeden z jej bohaterów opowiada historię B, w którym występuje drugi bohater, opowiadający historię C). Powieść szkatułkowa łączy się z opowiadaniem ramowym, które występuje np. w Księdze tysiąca i jednej nocy. – Wikipedia

Co ciekawe przez wiele lat wydarzyło się w tym świecie wiele, ale mimo wszystko autorzy starają się nie bawić się linią czasu i narracji. Ta, wbrew swoim komiksowymi rodowodom, pozostaje nietknięta na tyle na ile jest to tylko możliwe.

Dzikie Karty
Brazylijskie okładki wyglądają tak/Rys. Marc Simonetti

Jaka jest Twoja supermoc?

Od 1986 roku pojawiły się 23 książki. Do tego autorzy dorzucili opowiadania. Wszystko po to, aby pokazać nam świat, w którym dobrze jest być Asem, ale gorzej być Jokerem. Ci drudzy to po prostu osoby, które w wyniku działania wspominanego na początku wirusa nie miały szczęścia i męczą się z deformacjami ciała i chorobami. To z kolei prowadzi do naturalnego podziału, frustracji i w ostateczności do konfliktu między grupami. Kwestią czasu było, aby ten zgrany, ale i nośny temat zainteresował inne dziedziny kultury. Tym samym “Dzikie Karty” to już nie tylko powieści i opowiadania. W 1989 roku pojawił się system RPG o nazwie GURPS Wild Cards. Rok później jeden z imprintów Marvela, Epic Comics, wydał krótką serię komiksów. Te pojawiały się i później. Najnowszy tytuł to wydany przez Dynamite “Wild Cards: The Hard Call” z 2008 roku. Gigantyczna popularność serialu “Gra o Tron” sprawiła, że na “Dzikie Karty” łaskawszym okiem spojrzała telewizja.

Mamy świetną wiadomość dla wszystkich fanów “Dzikich kart”. Wytwórnia Universal Cable Productions (UCP) nabyła właśnie prawo do adaptacji telewizyjnej naszej serii “Dzikie karty”, antologii powieści mozaikowych, którą wydajemy od wielu lat. Już niebawem rozpoczną się prace nad pierwszą z – mamy nadzieję – kilku powiązanych ze sobą serii.

Nazwa firmy pewnie wiele Wam nie mówi, ale nie jest to twór z pierwszej lepszej łapanki. Na koncie UCP ma m.in. takie tytuły jak:

  • Monk,
  • Caprica,
  • 12 Małp,
  • Suits,
  • Mr. Robot,
  • Childhood’s End – swoją drogą o tej krótkie serii chciałem napisać, ale jak zwykle nie wyszło. Wierzcie mi jednak, że to ciekawa propozycja dla fanów science-fiction.

To tylko wybrane pozycje i może wiele z pośród tego, co tworzyło UCP nie jest szczególnie warte uwagi, to i tak udaje im się stworzyć naprawdę dobre seriale. Jakie będą “Dzikie Karty” nie mam pojęcia. Wiem natomiast, że nim serial pojawi się w telewizji macie okazję sięgnąć po książki. O ile temat Was zainteresował. Pytanie tylko czy jesteście Jokerami czy Asami?

PS. Żeby nie było wątpliwości, serii nie czytałem, ale spodobała mi się koncepcja i fakt, że temat ciągnięty jest od kilkudziesięciu lat. Uznałem to za wystarczająco interesujące, aby o tym napisać. A nóż widelec tematyka komuś się spodoba. Jak ktoś czytał, to chętnie poznam opinię, szczególnie, jak czytaliście dalej niż to, co wydano na razie w Polsce.

Przeczytaj:

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/steampunk-co-to-jest-co-przeczytac/”]Steampunk – z czym to się je?[/button] [button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/najlepsze-ksiazki-science-fiction-cz-1/”]Najlepsze książki science fiction – Część 1[/button]