Kiedy zapytacie kogoś o to, kim jest Ian Fleming odpowiedź najczęściej będzie zawsze taka sama. To ten gość od Bonda. Zgadza się, to on tchnął życie w postać najsłynniejszego Agenta Jej Królewskiej Mości – czasem mam wrażenie, że jedynego, który ciągle ma coś do roboty. Ze względu na to, że temat Bonda zawsze jest na topie, a w szczególności, gdy zbliża się premiera jakiegoś nowego filmu, postanowiłem zebrać w jednym miejscu kilka faktów, których pewnie o Flamingu nie wiecie. Nie robię tego bez celu. To wszystko po to, abyście mogli błysnąć jakąś anegdotką, gdy w trakcie alkoholowej libacji skończą się tematy polityczne, rozmowy o Bogu i sporcie, a zacznie temat Bonda.

Po pierwsze musicie wiedzieć, że Ian Fleming bardzo długo i bardzo dobrze maskował swój talent. Pierwszą książkę napisał dopiero w wieku 44 lat. Dwanaście lat później i dwanaście książek później zmarł z powodu ataku serca. O śmierci wspominam z tego powodu nekrologu ojca Fleminga. Valentine Fleming był dzielnym żołnierzem i przyjacielem późniejszego premiera Wielkiej Brytanii i laureata Nagrody Nobla, Winstona Churchilla. W trakcie I wojny światowej zginął, gdy Niemcy zbombardowali placówkę, w której stacjonował we Francji. Nekrolog napisał dla niego wspominany Churchill. Sam Fleming nie miał łatwego życia z powodu tego, że ciągle był w cieniu ojca bohatera. Jak to zwykle bywa w przypadku tego typu kompleksów próbował je wyleczyć udowadniając innym, że stać go na wiele. Niestety najpierw wyleciał ze szkoły w Eton, a później nie udało mu się zdać egzaminów do innej prestiżowej placówki jaką jest Sandhurst Military Academy. Coś musiał ze sobą zrobić – co często w domyśle oznacza znalezienie pracy. Znalazł ją w Reutersie. Tam zdobył szlify dziennikarskie, które później miały mu się przydać.

Po jakimś czasie okazało się, że dziennikarstwo nie jest tym na czym skupi całą swoją uwagę. Podobnie jak jego słynny kolega po fachu, Juliusz Verne, został maklerem. Nie wiem, jak on na to wpadł, ale Flemingowi nie można było odmówić pomysłowości. Co ciekawe okazało się, że jako makler radzi sobie świetnie. Na tyle dobrze, że zarobił kwoty pozwalające mu na życie zgodnie z maksymą “dziwki, koks, tajski boks”. Wybaczcie mój język, ale to najlepiej opisuje jak bawił się Ian. A musicie wiedzieć, że gdy zdobył pieniądze to bawić się potrafił jak mało kto. Zakrapiane imprezy do białego rana z wieloma pięknymi kobietami były tzw. standardem. Nie wiadomo, gdzie doprowadziłby go jego hulaszczy tryb życia, gdyby nie wojna. Być może najgorszy konflikt w historii świata odbierając miliony istnień przez przypadek jedno uratował?

II wojna światowa to bardzo ważny moment w życiu Fleminga. W 1939 roku dostał zlecenie od The Times na opisywanie działań handlowych ZSRR. Prawda jest jednak taka, że to całe “opisywanie” w rzeczywistości było szpiegowaniem na rzecz Wielkiej Brytanii. Fleming był w tym dobry, więc szybko doceniono jego pracę. Tak został osobistym asystentem admirała Johna Godfrey’a, czyli dyrektora Wywiadu Marynarki Wojennej. Jeżeli jeszcze te fakty nie łączą się Wam w jedną całość, która popija martini wstrząśnięte, a nie zmieszane, to nie wiem, co jeszcze będzie trzeba napisać. Tam dał się poznać, jako inteligentny i pełen werwy pracownik, który miał okazję pracować przy kilku ważnych projektach wywiadowczych. Jakby było tego mało Fleming miał swój udział w stworzeniu CIA – wyraził swoje poglądy na temat tego, jak w ogóle założyć organizację taką jak CIA. Do tego wspierał projekt operacji Golden Eye, która zakładała obronę Gibraltaru. Jak dobry był w tym, co robił? Bardzo dobry o czym najlepiej powiedział jego szef:

Ian powinien być dyrektorem, a ja jego asystentem.

Po wojnie rozpoczął pracę jako korespondent dla “The Sunday Times” i rozpoczął prace nad pierwszą książką. “Casino Royale” okazało się strzałem w dziesiątkę, a sam Fleming mógł zacząć pisać kolejne książki i żyć spokojnie z pieniędzy jakie na nich zarobił. Nic z tych rzeczy. Ojciec Bonda wcale nie zrezygnował z pracy dla “The Sunday Times” po odniesieniu sukcesu. Ciągle dla nich pisał z wyłączeniem dwóch miesięcy w roku. Styczeń i luty spędzał w swoim domu na Jamajce, by tam pisać kolejne książki o Bondzie. Dom nosił nazwę Goldeneye.

Przed śmiercią oprócz ostatniego Bonda zostawił po sobie coś jeszcze. Książkę dla dzieci pod tytułem “Nasz cudowny samochodzik”. Książka odniosła sukces i doczekała się ekranizacji z Dickiem Van Dykiem w roli głównej – wspominam o nim dlatego, że Pamela L. Travers uznawała go za beztalencie, które niestety dla niej zagrało w ekranizacji Mary Poppins. Teraz macie zestaw informacji, które pozwolą Wam błysnąć w towarzystwie jakąś barwną anegdotą, popisać się wiedzą. Pamiętajcie, komu to zawdzięczacie.

Źródło zdjęcia: Flickr.com

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/jrr-tolkien-ciekawostki/”]Czego nie wiecie o Tolkienie[/tw-button]