Kiedy na początku roku napisałem tekst o tym, jak zacząć i w ogóle uporządkować czytanie książek Terry’ego Pratchetta nie spodziewałem się, że ten tekst spotka się z takim odzewem. To właśnie pod nim pojawił się komentarz jednego z czytelników, że chętnie zapoznałby się z podobnym przewodnikiem, ale dotyczącym H. P. Lovecrafta. Prosi, więc ma. Tak to czasami u mnie działa. Stwierdziłem, że to dobry pomysł, bo jest z Lovecraftem pewien problem.

H.P. Lovecraft

Sprawca całego zamieszania/Fot. w domenie publicznej

Chodzi o to, że kiedy ktoś zapyta na przykład o to od czego zacząć czytanie pisarza tworzącego kolejne powieści umieszczone w jakimś konkretnym świecie, to odpowiedź jest najczęściej jedna. Od początku i po kolei. Lovecraft technicznie rzecz biorąc napisał dokładnie jedną powieść. Tu oczywiście można się sprzeczać, że w sumie były trzy pozycje zasługujące na miano powieści, ale ja przyjmuję, że pełnoprawna powieść była jedna, a dwa pozostałe sporne tytuły to publikacje w formie nowel, ale zostawmy na razie te rozważania i zbliżmy się do sedna problemu. Autor, którego książki są bohaterami tekstu cały swój bardzo rozbudowany świat i mitologię tworzył przede wszystkim za pomocą krótkich opowiadań i to właśnie jest główna trudność. Bo skoro jest ich tak dużo, to co najlepiej wprowadzi Was w ten nieprawdopodobny klimat świata, na którym swoje macki i inne odnóża chcą położyć pradawni bogowie? Mam pewną propozycję, ale pamiętajcie, że to tylko mój punkt widzenia. O ile w przypadku Pratchetta można zachować jako taką chronologię, to w przypadku Lovecrafta jest trudniej, ale być może komuś spodoba się moje rozwiązanie. Nie opiszę tu wszystkich możliwych pozycji. Zamiast tego oferuję konkretne zestawy. Reszta zależy od Was.

Opowiadania

Teoretycznie stajemy przed najtrudniejszym wyzwaniem, czyli zmierzeniem się z dziesiątkami opowiadań, które popełnił jeden z ojców horroru. To na szczęście teoria, bo według mnie opowiadania są właśnie najlepszym punktem startu. Dlaczego? Odpowiedź nikogo nie zaskoczy. Ba, ona będzie wręcz prostacka. Są krótkie. Wiele z nich czyta się bardzo szybko i bez problemu po skończeniu jednego opowiadania można sięgnąć po kolejne. Na dobry początek powinniście zainteresować się tymi, które eksplorują pewne istotne elementy twórczości pisarza. W szczególności chodzi mi o:

  • „Model Pickmana” – Lovecraft w swoich dziełach bazuje na stopniowym budowaniu napięcia. Czaruje czytelnika atmosferą osaczenia i tego, że tam w cieniu coś się kryje i łypie na nas, ale my nie wiemy, co to jest. Możemy się tylko domyślać. Ma określony styl, do którego bardzo dobrze wprowadza właśnie „Model Pickmana”. Opowiadanie powstało prawdopodobnie na początku 1926 roku i polecam je z tego powodu, że w stu procentach oddaje estetykę w jakiej poruszał się Lovecraft i w jakiej będziecie się poruszać razem z nim. Spotkałem się wręcz z opiniami, że „Model Pickmana” to po prostu manifest samego autora na temat tego, jak tworzył i co uważał za istotne.
  • „Widmo nad Innsmouth” – To tak zwana jazda obowiązkowa. Chcesz zacząć czytanie Lovecrafta, to sięgasz między innymi po to. Lovecraft wiele miejsca w swoich opowiadaniach poświęcał na temat tego, jak psuje się gatunek (musicie wiedzieć, że często były to teksty o wydźwięku rasistowskim). I to właśnie jest opowiadanie, które odnosi się do tego „problemu” najlepiej chyba z wszystkich innych jakie udało mu się napisać. Choć dla fanów jest to jedna z najlepszych pozycji mistrza, to on sam był z niej bardzo niezadowolony o czym pisał do jednego ze swoich korespondencyjnych znajomych, pisarza i wydawcę Augusta Derletha:

Nie sądzę, by te eksperymenty w czymś pomogły. Rezultat, długi na 68 stron, ma wszystkie wady, których staram się unikać — zwłaszcza w kwestii stylu, do którego mimo wszelkich środków ostrożności wkradły się schematyczne wyrażenia i rytmika. Praca z każdym innym stylem wyglądała jak zmagania z obcym językiem… znalazłem się więc w kropce. Być może spróbuję eksperymentów z inną fabułą — o tak przeciwnej naturze, jaką tylko mi się uda wymyślić — lecz pewnie najlepiej będzie, jak zrobię sobie przerwę, taką jak w 1908 roku. Zbyt wielką wagę przywiązywałem do wymagań rynkowych oraz opinii innych ludzi — jeśli zatem mam zamiar wrócić do pisania, muszę być pełen świeżości; muszę pisać dla samego siebie i wrócić do starego zwyczaju opowiadania historii bez świadomości, czym naprawdę się zajmuję i żadnych myśli technicznych. Nie — nie zamierzam starać się o publikację „Widma nad Innsmouth”. Nie ma szans, by je kupiono. – cytat pochodzi z „H. P. Lovecraft. Biografia”, s. 845.

Derleth odegrał dużą rolę w popularyzacji dzieł Lovecrafta, który często zwierzał mu się w listach ze swoich wątpliwości.

  • „Coś na progu” – skoro macie przeczytane „Widmo nad Innsmouth” to bierzecie się za to. Świetna pozycja z bardzo ciekawym głównym bohaterem. Edward Derby to miks cech samego Lovecrafta i jednego z jego przyjaciół.
  • „Szczury w ścianach” – to z kolei pozycja, która zaprezentuje Wam ideę Lovecraftowego protagonisty. Bohatera, który jest ze swoimi lękami zostawiony sam sobie. Coś go doprowadza do obłędu, ale z początku nie wiemy, cóż to takiego.

Skoro te elementy mamy za sobą, to teraz czas chwycić po coś, co wprowadzi Was w mitologię. Tytuł w zasadzie mówi wszystko:

  • „Zew Cthulhu” – to po pierwsze najsłynniejsze jego opowiadania, a po drugie pierwsze, w którym rodzi się to, co przetrwało swojego ojca. Tajemnicze istoty z kosmosu, księgi, których nie chcecie czytać i miejsca, w których nie chcecie się znaleźć. Mam przy tym jedną uwagę. „Zew” niektórym może się czytać bardzo ciężko z powodu tego, że jest to historia, w historii znajdującej się w historii. Taka trochę literacka incepcja.
Horror w Arkham

Pudełko, którego możecie szukać w sklepach

Muszę też Was zmartwić, że nigdy nie uda się Wam wymówić dobrze imienia Cthulhu. Tak przynajmniej uważał sam Lovecraft, który twierdził, że nie jest to możliwe, bo ludzie mają inaczej zbudowany narząd mowy niż ci, którzy to imię wymyślili. Kolejne opowiadania, po które warto sięgnąć to:

  • Okropność w Dunwich
  • Szepczący w ciemności
  • Muzyka Ericha Zanna

Ta pierwsza pozycja może nie jest najlepsza, ale jest ciekawa dlatego, że w przeciwieństwie do innych jego książek z góry wiemy, co jest wrogiem bohaterów. Nie ma tu atmosfery zaszczucia, a zamiast tego jest schemat dobrzy kontra źli. Z kolei drugie opowiadanie leży na przeciwległym biegunie. Mamy tajemnicze istoty, jest szaleństwo i groza. Co ciekawe to za to opowiadanie Lovecraft dostał najwyższe wynagrodzenie w swojej karierze. Choć męczył się z nim strasznie. Z kolei trzecie opowiadanie, to jedno z tych, które bardzo cenił sam autor. Znowu mamy tu do czynienia z zagrożeniem, o którym wiemy, że jest, ale nie za bardzo wiemy, jak je opisać. To też chyba jedna z najlepiej napisanych opowieści w jego karierze, jeżeli chodzi o styl i użyty język.

Opowiadań jest dużo więcej, ale po kolejne radzę sięgać po tym, jak przejdziecie przez następny etap, na który musicie się przygotować, czyli na coś dłuższego.

„Prawie jak” powieści

Tak jak wspominałem na samym początku w przypadku Lovecrafta nie ma wielu publikacji, które można nawet spróbować nazwać powieściami. Dlatego wybrałem dla Was trzy dzieła, którymi powinniście się zainteresować. Oto one:

  • „Przypadek Charlesa Dextera Warda” – to właśnie jest ta jedyna pozycja, którą bez problemu jestem w stanie nazwać powieścią. Jest długa, bardzo szczegółowa i co ważne dobrze napisana. Jest też tą książką, w której tak samo ważnymi bohaterami jak postacie, które poznacie jest otoczenie, w którym się znajdują. Głównie chodzi tu o miasto Providence, które Lovecraft opisał z kronikarską pieczołowitością.
  • „W górach szaleństwa” – to za tę historię chciał się zabrać Guillermo del Toro, ale jak na razie mu się to nie udało. To również z niej zrezygnował na rzecz filmu o wielkich robotach walczących z wielkimi potworami. Do teraz tego nie rozumiem, ale skupmy się na opowiadaniu samego Lovecrafta. „W górach szaleństwa” to pozycja, która po pierwsze rzuca więcej światła na sprawę kultu i mitologii Cthulhu, a po drugie jest udanym połączeniem horroru i fantastyki naukowej z odpowiednią ilością wierzeń w tajemnicze istoty i tak, konkretnej ilości szaleństwa. W końcu tytuł nie wziął się z powietrza.
  • „Cień spoza czasu” – uwierzycie, że jedna z pierwszych wersji tej historii mieściła się zaledwie na 16 stronach? Lovecraft dopracowywał historię tak długo, aż w końcu rozrosła się do rozmiarów, które pozwalają ją kwalifikować jako pozycję dłuższą niż zwykłe opowiadanie. Co w niej jest zajmującego? Lovecraft przed jej napisaniem myślał na temat konceptu podróży w czasie. Nie tyle przenoszeniem obiektów, ale możliwość przenoszenia na przykład myśli. Kolejny raz udało mu się stworzyć coś, co zdecydowanie jest warte polecenia i na czas, w którym powstawało było wyjątkową publikacją.

Co oprócz tego?

Call of Cthulhu RPG

Okładka podręcznika

Czytając m.in. „W górach szaleństwa” i „Przypadek Charlesa Dextera Warda” natkniecie się na pewną tajemniczą księgę, o której wspominałem przy okazji książek, które nigdy nie istniały, ale mimo to wydają się nam całkiem prawdziwe. Chodzi o „Necronomicon”. Być może będziecie chcieli przeczytać na jego temat coś więcej, co polecam zrobić. Wtedy warto zainteresować się „Historią Necronomiconu”. Opowieść jest pseudohistoryczną pozycją, która zawiera przede wszystkim chronologię wydarzeń, które były udziałem słynnego tomu oraz jak wskazuje sam tytuł jest to również jego historia. Ciekawe są też opowiadania takie jak „Coś na progu” i „Reanimator”. Choć im więcej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że w zasadzie większość z tego, co napisał nadaje się do polecenia.

Proza Lovecrafta i nawiązania do niej pojawiały się też w innych gałęziach popkultury. Wystarczy wspomnieć warte uwagi gry takie jak bardzo udane „Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth”, ciekawą przygodówkę „Prisoner of Ice” czy tytuł MMO „The Secret World”, który jest bardzo mocno inspirowany prozą autora. O ile w przypadku gier Lovecraft miał szczęście do udanych ekranizacji czy bardziej i mniej bezpośrednich nawiązań, o tyle gorzej jest w przypadku filmów. Tych przez lata kilka nakręcono, ale nie ma tytułu, który byłby wierną ekranizacją jego dzieł, a przy okazji byłby też sukcesem kasowym czy też projektem, do którego zaangażowano prawdziwe gwiazdy. Paradoksalnie z wszystkich, które powstały największe wrażenie zrobił na mnie obraz nakręcony przez Johna Carpentera, czyli ” W paszczy szaleństwa” z Samem Neillem, który nie jest oparty o żadne konkretne opowiadanie, ale świetnie nawiązuje do ich klimatu.

Fani gier RPG na pewno wspomną o systemie, który charakteryzują dwie rzeczy:

  • wysokie wymagania stawiane przed mistrzem gry, który musi być świetnym opowiadaczem historii oraz fakt, że tej gry nie można wygrać,
  • jeden z najlepiej pomyślanych sposobów na rozwój postaci. Niektórzy uważają, że wręcz jest to najlepszy system rozwoju bohatera jaki wymyślono w historii gier RPG.

Jeżeli nie macie warunków czy chęci do sesji w „Call of Cthulhu”, to zawsze zostaje Wam gra planszowa, która zdecydowanie zasługuje na uwagę nie tylko fanów prozy samotnika z Providence. Możecie ją zdobyć w angielskiej wersji językowej. Tak jak i przeznaczone dla niej dodatki.

Na koniec zostawiłem chyba najlepsze. Chodzi o to, że nie musicie iść do biblioteki lub szukać tych książek w sklepach. Jeżeli znacie angielski, to spokojnie możecie rozpocząć czytanie. W tym miejscu znajdziecie teksty w oryginale. Dodatkowo fanom aktualnym i przyszłym mistrza polecam stronę hplovecraft.pl, na której znajdziecie spis wszystkich publikacji, po polsku i angielsku. Informacje o każdej z nich, ciekawostki, newsy i wiele innych informacji, które mogą się przydać podczas podróży po umyśle jednego z najlepszych pisarzy grozy w historii literatury.

  • Bartek

    Polecam uwadze nową grę, której klimat oraz kilka elementów (stres bohaterów, popadanie w szaleństwo) pełną garścią czerpią z prozy Samotnika z Providence: The Darkest Dungeon.

    • Widziałem ją, ale nie miałem jeszcze okazji sprawdzić. Czy kondycja psychiczna bohaterów to najmocniejszy element gry, czy broni się gameplayem na innych płaszczyznach?

      • Bartek

        Gameplay jest mocny. Natomiast psychika bohaterów (a w zasadzie pionków – bohaterem jesteśmy my, a ludziki, które najmujemy do misji wariują, umierają, odchodzą w siną dal, a my najmujemy nowych. Których od nowa trzeba szkolić) jest w zasadzie elementem, na który musimy uważać z punktu widzenia dwóch rzeczy: w jakim składzie idzie się na misję i czy ten skład sobie poradzi; bo jeśli nie to wariacje albo i zgony pewne; jaką ilością forsy dysponujemy, by złagodzić ewentualne choroby psychiczne i własności bohaterów nabyte w lochach. Ogólnie jest to ciekawe, ale jak się grę pozna bliżej, to jest to po prostu kolejny parametr, którym trzeba zarządzać 🙂

        • Zainteresowałeś mnie, więc wczoraj usiadłem do gry. I ma rewelacyjny klimat. Bardzo mi się spodobała tylko muszę zacząć lepiej dysponować gotówką. Dzięki za polecenie. Właśnie zapewniłeś mi trochę rozrywki w klimatach HPL 🙂

          • Bartek Bednarczuk

            Nie ma sprawy. Tylko uważaj, strasznie wciąga i połyka czas szybciej, niż ferrari bak benzyny 🙂

  • Krakatoa

    Co do ekranizacji „W górach szaleństwa”, to del Toro „pożarł” się ze studiem o rating. On chciał erkę, studio oczywiście pg-13, del Toro się uparł przy swoim, więc producenci stwierdzili, że oni to leją i w takim razie filmu nie będzie, bo za drogi, a kasa się nie zwróci.

    • Rating, ten cholerny rating. Przy „BioShocku” też rating okazał się problemem 🙁

      • Nox

        Jakieś pół roku temu pojawiła się informacja, że del Toro powraca do projektu i film ukaże się w dwóch wersjach: dla nastolatków i dla dorosłych. Ta dla młodszych ma być mniej wizualna (wycięte lub przemontowane będą najkoszmarniejsze sceny), ale wciąż oddawać nastrój prozy Lovecrafta. Ciekawy czy i co się z tego wykluje.

        • Dwie wersje? Dziwna decyzja, ale jeżeli miałoby to spowodować, że film w ogóle powstanie, to ja jestem za 🙂

  • Bartek

    A jeszcze odnośnie filmów, to polecam znakomitą produkcję http://www.imdb.com/title/tt0478988/?ref_=fn_al_tt_1 która, choć trąci myszką (zamierzenie i niezamierzenie), to jest świetna po dziś dzień.

  • Wojciech

    Zamurowało mnie. Ktoś przeczytał mój komentarz to już coś ale TEGO SIĘ KOMPLETNIE NIE SPODZIEWAŁEM!

  • Wojcieh

    Zamurowało mnie. Nie spodziewałem się, że ktoś przeczyta mój komentarz, ale TO przekracza wszelkie granice. Dzięki 🙂

  • Wojciech

    Za każdym razem kiedy chcę napisać komentarz z podziękowaniami ,,czeka na modernizacje” więc po prostu dziękuję.

    • Nie ma za co. To był po prostu świetny pomysł. W końcu się zebrałem i mogłem napisać. Zastanawiałem się nawet, czy przeczytasz. Korzystaj, czytaj, bo zdecydowanie warto HPL poznać, więc tym bardziej się cieszę, że przynajmniej jedna osoba z tego skorzysta, bo nawet dla jednej osoby warto coś napisać 🙂

  • Pingback: 60 faktów, które nie zmienią twojego życia, ale na pewno dostarczą ci sporo zabawy - Lektura Obowiązkowa()

  • Pingback: Edgar Allan Poe oraz alkohol i narkotyki()

  • człowiek róża

    właśnie tego szukałam i nie sądziłam, że ktoś popełnił taką notkę! super!

  • Inaya

    Co się komu podoba to rzecz jasna kwestia indywidualna, ale do zestawu godnych uwagi opowiadań dodałabym jeszcze „Kolor z przestworzy”. Lovecraft jako pisarz ma dwie wady – po pierwsze, w nieskończoność powiela jeden schemat narracyjny (co po przeczytaniu kilku opowiadań staje się nużące), a po drugie, nie potrafi tworzyć wyrazistych, aktywnych bohaterów (często ich rola sprowadza sie do przejawiania niepohamowanej ciekawości, a potem uciekania z krzykiem albo popadania w obłęd. Meh.). „Kolor z przestworzy” jako jeden z nielicznych tekstów autora nie ma tych wad, jest świetnie skonstruowany, a przy tym wcale nie traci atmosfery niesamowitości 🙂

  • Lovecrafta przeczytałem tylko zbiór opowiadań: „Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści” – jak dla mnie bardzo dobry zbiór, który mi się marzy 🙂 Niedługo wychodzi drugi tom, więc będzie na rynku całkiem fajnie zebrane opowiadania w 2 tomach 🙂

Nie ma więcej wpisów