Jestem bardziej niż pewien, że każdy kto interesuje się kulturą i nowościami natrafił na przynajmniej jeden tekst, który porusza sprawę czwartej części serii “Millennium” Stiega Larssona. Serii, która rozpoczęła boom na kryminały z północy i każdy następny pisarz z Norwegii, Szwecji czy Danii nazywany był kolejnym Larssonem. Nawet jak to była kobieta. Sprawa jednych bulwersuje, innych zupełnie nie obchodzi. Nie wiem, czy ta książka jest potrzebna. Wiem natomiast, że to dobry punkt wyjścia dla tekstu, którego temat podrzuciła jedna z czytelniczek Lektury, Daria. Jak napisałem w tytule będzie o śmierci, bo śmierć sprzedaje.

Pieniądze nie śmierdzą

Stieg Larsson czy tego chciał, czy nie, stworzył postać, która stała się elementem kultury masowej oddziałującym na wyobraźnię nie tylko czytelników, ale i innych autorów. Każdy chciałby tchnąć życie w kogoś podobnego do Lisbeth Salander. Kogoś tak wyrazistego, kto zapada w pamięć. W zasadzie wrzyna się w świadomość czytelnika i zostaje z nim na bardzo długo. Paradoksalnie kreacja takiego bohatera nie jest zadaniem prostym. Trzeba się mocno napocić i mieć pomysł. Koncepcję, która będzie miała – nomen omen – ręce i nogi. Larssonowi się udało, ale nie miał okazji uczestniczyć w świętowaniu premiery kolejnych napisanych przez siebie książek. Zmarł nagle i jak się okazało jego śmierć dała początek wydarzeniom, o których w przyszłości powstanie kilka książek. Jego partnerka Eva Gabrielsson zostaje z niczym. Wszystko przez to, że prawa do wydania książek przechodzą na najbliższą rodzinę Larssona – ojca i brata. Niby tak powinno być, ale tak się składa, że Larsson z jednym i drugim kontaktów nie utrzymywał od wielu lat. Miał za to u boku Gabrielsson, która przez cały ich związek wspierała pisarza i dzieliła z nim radości i troski.

Ronney Mara
Rooney Mara jako Lisbeth/Fot. materiały promocyjne

Można się sprzeczać czy to ma jakieś znaczenie, czy też nie. Prawda jest jednak taka, że z dnia na dzień ojciec i brat Larssona stają się zamożnymi ludźmi. Książki przetłumaczone na inne niż szwedzki języki ostatecznie sprzedają się w liczbie sięgającej 80 milionów egzemplarzy. Po prawa do ekranizacji zgłasza się sam David Fincher i jeden film faktycznie powstaje – wcześniej mogliśmy obejrzeć trylogię, w której w rolę Lisbeth wcieliła się Noomi Rapace. Kontynuacja powinna pojawić się już w kinach, ale tak się nie stało. Wszystko przez spór w jakim trwają Eva i spadkobiercy Larssona. Eva nie będzie miała udziału w sukcesie serii napisanej przez człowieka, z którym spędziła ponad 30 lat. Co z tego, że okazuje się, iż jej partner rozmawiał z nią o tym, jak mają kształtować się poszczególne wątki. Napięcie rośnie, a przy okazji fani literatury dowiadują się, że Lisbeth miała docelowo pojawić się w aż dziesięciu książkach. Żeby było jeszcze ciekawiej, to Larsson przygotował już obszerne notatki, w zasadzie gotowy skrypt, czwartej powieści. Nic tylko wydawać.

Tyle, że nie jest to możliwe, bo skrypt posiada Eva, która nie chce, aby kolejna książka się pojawiła. Co robi rodzina Larssona? Zatrudnia kogoś, kto dalsze losy Lisbeth napisze bez pomocy tych notatek. Tym kimś zostaje David Lagercrantz – dziennikarz i pisarz, którego powinni kojarzyć fani piłki nożnej, bo to właśnie on opisał szalone życie Zlatana Ibrahimovića. Jak się wywiązał z zadania nie wiem, bo “Co nas nie zabije” jeszcze nie czytałem. Wiem natomiast, że dla literatury nie ma rzeczy niemożliwych i to zupełnie normalne, że bohaterowie żyją własnym życiem pomimo śmierci ich stwórcy. Owszem, powstaje pytanie, czy takie zarabianie na końcu żywota jest moralne czy nie. Każdy ma swoje zdanie na ten temat. I dobrze, choć ono gówno obchodzi tych, dla których książki to biznes. Czy nam się to podoba, czy nie podobne sytuacje będą się zdarzać nadal. Wspominałem już, że śmierć sprzedaje?

Wydać czy nie?

W zasadzie przy okazji opuszczenia ziemskiego padołu przez każdego znanego pisarza pojawia się pytanie, co dalej. Jeżeli zostawił notatki na potrzeby kolejnych powieści, to czy z nich skorzystać? Może sięgnąć po kogoś, kto będzie pisać dalej wykorzystując świat stworzony przez zmarłego? Opcji jest wiele. Sam Lagercrantz zapytany, czy wydawanie książek po śmierci autora jest ok, odpowiedział:

Tego nie wiem, ale wiem, że to coś dobrego dla Stiega Larssona jako autora. Aktualnie jego stare książki znajdują nowych czytelników w ramach nowej generacji. Kolejny raz odkrywamy jego życie, w czasie którego walczył z rasizmem i toczył boje o prawa kobiet.

Cóż miał powiedzieć innego skoro jest zleceniobiorcą. Nie powie przecież, że to błąd, skoro przyjął zlecenie i je wykonał, a nawet, o zgrozo, dostał za to pieniądze. Rodzina twierdzi, że takie decyzje tylko wzmacniają markę jaką jest Larsson. Przeciwnicy grzmią, że to zwykły skok na kasę. Co na to fani? Fani kupują choć nie jest tak, że nie są podzieleni. Co do tego wystarczy wspomnieć o przypadku Terry’ego Pratchetta, którego cykl “Świat Dysku” jeszcze za życia pisarza miał zostać przejęty przez jego córkę. Ta podjęła jednak decyzję, że nowych książek nie będzie. Wielu fanów przyklasnęło tej decyzji, ale znaleźli się też tacy, którzy nie kryli zawodu. W końcu spędzili w Świecie Dysku lata swojego życia.

Pan Samochodzik
Kadr z filmu “Pan Samochodzik i Templariusze”

Nie zawsze problem z tym, czy kontynuować czy nie jest tak poważny jak w przypadku Larssona. Kiedy w 1994 roku zmarł Zbigniew Nienacki otoczenie pisarza zadało sobie pytanie, które już w tekście przytaczałem. Wdowa po twórcy Pana Samochodzika dała zielone światło, aby inni pisarze tworzyli w świecie wykreowanym przez jej męża. To nie była zła decyzja biorąc pod uwagę fakt, że bohaterom Nienackiego przydałoby się trochę świeżości. W 1997 roku pojawiła się pierwsza po śmierci pisarza powieść, „Testament rycerza Jędrzeja” , którą Nienacki rozpoczął, ale pisanie zakończył pisarz z Olsztyna ukrywający się pod pseudonimem Jerzy Szumski. To tam pojawia się partner Tomasza i jest to zapowiedź zmian, które szykowało wydawnictwo. Dwa lata później angaż do prac nad serią otrzymuje nie jeden, a trzech pisarzy. Andrzej Pilipiuk, Sebastian Mierzyński i Arkadiusz Niemirski. Jerzy Przeracki, współwłaściciel Wydawnictwa Warmia, wspominał, że:

Pierwszy zgłosił się do nas pan Pilipiuk. Przysłał swoją powieść, spodobała nam się i nawiązaliśmy współpracę.

Ostatecznie autor przygód Jakuba Wędrowycza napisał kilkanaście powieści w ramach serii. Kolejne dorzucili wspomniani koledzy. Każdy z nich dodał coś do postaci Tomasza od siebie. Na przykład Mierzyński stawiał na akcję, więc jego Samochodzik to typ faceta, który potrafi sobie poradzić w różnych sytuacjach. Z kolei Pilipiuk charakteryzuje się absurdalnym poczuciem humoru. Mówiąc krótko, dzięki nim postać i seria zmieniły się. Czy na lepsze, to już kwestia sporna. [g1_quote author_name=”Linwood Barclay” author_image=”http://lekturaobowiazkowa.pl/wp-content/uploads/2015/09/Linwood_new.jpg” author_description_format=”%link%” align=”right” size=”s” style=”solid” template=”01″]

Jeżeli czytelnikom podoba się nowa książka, to jest to dobry pomysł.

[/g1_quote]

Dobrymi przykładami na to, jak zmiana autora może pomóc serii są przypadki powieści o Jamesie Bondzie czy kryminały tworzone pierwotnie przez Roberta B. Parkera. W oby wypadkach przejęcie serii przez innych autorów po śmierci oryginalnego twórcy wychodziło jej na dobre. Szczególnie ciekawy jest przykład Parkera, którego książki przez niektórych fanów uważane są za gorsze niż napisane przez jego następców kontynuacje. Warto też zwrócić uwagę, że nie każdy pisarz myśli tylko o tym, że decyzja o wydaniu książek po śmierci jest skokiem na kasę. Linwood Barclay – autor thrillerów, które na świecie znalazły kilka milionów nabywców – uważa, że ostatecznie wszystko i tak rozbija się o to czego chcą fani. To dla nich wydawane są książki, a to, że ktoś na tym zarabia. Trudno, wypadek przy pracy. Ian Fleming napisał łącznie 14 książek o najsłynniejszym agencie na świecie, ale to nie oznaczało, że James Bond umarł wraz ze śmiercią ojca. Sukces kasowy serii filmów wydatnie wpłynął na kolejne publikacje, które przygotowywali m.in. John Gardner czy Raymond Benson. Nawet Jeffery Deaver napisał jedną powieść o Bondzie. Jako fan mogę napisać, że bardzo się z tego cieszę.

Licencja na zabijanie
“Licencja na zabijanie” powstała na bazie książki napisanej przez Johna Gardnera

Takie emocje, że aż się gotuje

Na każdego, kto zgodzi się, że Barclay ma rację znajdzie się taki, kto stwierdzi, że tak się nie godzi. Pytanie tylko, co zrobić, kiedy ktoś zostawia pisaną latami serię bez zakończenia. Tak jak miało to miejsce w przypadku “Koła Czasu” Roberta Jordana. Plan był taki, że cykl miał liczyć 12 tomów, jednak w trakcie pisania ostatniego Robert Jordan zmarł. Można było to tak zostawić, ale można też było zdecydować się na znalezienie kogoś, kto zacznie pisać dalej i zakończy epopeję. Ostatecznie zadanie zakończenia cyklu powierzono Brandonowi Sandersonowi. Pisarz podjął decyzję, że jeżeli ma to zrobić tak jak trzeba, to będzie potrzebna nie jedna, a trzy książki. Bazując na notatkach samego Jordana dobrnął do końca.

Nie wiem, jak w tym wypadku reagowali fani Jordana. Wiem natomiast, że gorąco nadal robi się w momencie, gdy fani “Diuny” Franka Herberta wspominają o książkach, które powstały po śmierci mistrza. Za kolejne publikacje w świecie stworzonym przez Herberta zabrali się jego syn, Brian, oraz autor znany przede wszystkim z książek ze świata Gwiezdnych Wojen, Kevin J. Anderson. Krytycy zwracają uwagę na to, że udało im się coś niebywałego. Przez kilkanaście książek, które napisali, udało im się nie wnieść nic wyjątkowego do świata Arrakis. Duża sztuka biorąc pod uwagę liczbę prób, które podejmowali. Seria uważana jest za cios w twarz wymierzony oryginałowi i dla wielu jest to koronny dowód na to, że naprawdę nie warto wydawać kolejnych powieści po śmierci. Podobne odczucia mieli fani Roberta Ludluma, którzy ciągle raczeni są sequelami przygód Jasona Bourne’a czy tymi dotyczącymi Covert-One. Książkami, które nijak mają się do kunsztu pisarza, a które ciągle powstają, bo Ludlum był kurą znoszącą złote jaja, więc może nikt się nie zorientuje, że kurę ktoś nieudolnie sklonował. Czasami świat stworzony przez danego autora jest na tyle pojemny, że bez problemu przyjmuje nowych autorów. Takim światem jest ten, w którym Conan jest królem. Dziedzictwo pozostawione przez Roberta E. Howarda żyje za sprawą kolejnych autorów, którzy chcieli pisać powieści utrzymane w duchu tych tworzonych przez Howarda. Swoje trzy grosze do legendy Conana dorzucali m.in. wspominany tutaj Robert Jordan, ale i Jacek Piekara publikujący pod pseudonimem Jack De Craft. Znowu można się zastanowić po co? W końcu sam Howard sporo napisał. Niby tak, ale skoro sami autorzy byli jego fanami, to czemu nie dać im szansy na obcowanie ze swoim idolem?

Nie można też zapominać o tym, że czasami problemem jest nie tylko śmierć. Marion Zimmer Bradley zmarła w 1999 roku, ale nim zmarła poprosiła o pomoc Dianę L. Paxson. Paxson miała jej pomóc dokończyć cykl avaloński w czym coraz bardziej Bradley przeszkadzała choroba. Ostatecznie śmierć pisarki sprawiła, że Paxson chcąc nie chcąc musiała radzić sobie sama, co odbiło się na jakości serii. To jest ten moment, który jest zdecydowanie najmniej przyjemny, gdy myślimy o tym, czy warto wydawać książki po śmierci. Choć jak wskazuje Barclay zdarzają się wyjątki, to chyba tego najbardziej boją się fani. Że następca nie poradzi sobie z ciężarem gatunkowym. Legendą swojego poprzednika. To trochę jak z graniem tej samej postaci przez aktora. Uczucia są tak silne, że wolimy, aby status quo zostało zachowane i nikt nie niszczył nam wspomnień o tym, jak pięknie było, gdy dany autor żył. Niestety wbrew naszym uczuciom podobne sytuacje będą miały miejsce. Z nami czy bez nas, ale to już wiecie, jeżeli uważnie czytaliście tekst.

PS. Lista serii kontynuowanych po śmierci jest bardzo długa. Siłą rzeczy nie chciałem przytaczać wszystkich. Te, które wspomniałem wybrałem pod kątem przypadków, gdy decyzja jest zw. z sukcesem np. filmów czy chorobą autora.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/pisarze-w-reklamach/”]Pisarze w reklamach[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/tanie-ksiazki-w-internecie-gdzie-kupowac/”]Gdzie kupować książki w Internecie?[/button]