Tytuł tekstu nie odnosi się do książek, których nigdy nie przeczytacie, bo nie będziecie mieli na to czasu. Nie przeczytacie ich, bo zwyczajnie nie da się ich przeczytać. Nawet nie dlatego, że są to książki, które nie istnieją, ale dlatego, że nie ma ich już wśród nas. Kiedyś były, ale ostatecznie odeszły. Zniknęły w czasie jak łzy na deszczu. Skoro giną filmy, to dlaczego nie mają ginąć i książki? No więc giną. Od dawna. Bez kozery mogę napisać, że od tysięcy lat. Nie przyjrzymy się jednak wszystkim. Wybrałem te najbardziej interesujące. Autorów, których zapewne kojarzycie i może nawet lubicie, ale może przy okazji nie wiedzieliście, że są dzieła, których nigdy nie przeczytacie.

Wiele wiedział, ale słabo

Na lekcjach języka polskiego na pewno spotkaliście się z jegomościem imieniem Homer. Później mieliście z nim kontakt jeszcze wiele razy. W końcu pracował w elektrowni atomowej, ale nim rozpoczął pełną wyzwań karierę zawodową profesjonalnego lenia i abnegata napisał to i owo wartego uwagi. Jednak jednego – kto wie, może w sumie nie tylko tego jednego – dzieła nie przeczytacie. Nim powstały “Iliada” i “Odyseja” Homer popełnił poemat heroikomiczny “Margites”. Opowieść, którego bohater był nieudacznikiem i głupcem. To drugie jest tu znaczące, bo całość zasadzała się na tym, że Margites nie wiedział, jak odbyć stosunek płciowy ze swoją żoną. Dzieło było popularne – seks sprzedaje już od wieków – ale ostatecznie zaginęło w mrokach historii. O jego istnieniu wiemy choćby za sprawą Arystotelesa, który wspomina o nim w swojej “Poetyce” i to wspomina bardzo pochlebnie:

Był pierwszym, który wskazał na formę przyjętą przez komedię, jego “Margites” łączy się z komedią tak samo, jak “Illiada” i “Odyseja” z naszymi tragediami.

Zresztą nie tylko Arystoteles odnosił się do o zaginionego dzieła Homera. Pisał o nim również Platon, który wspominał głównego bohatera poematu. Opisywał go jako człowieka, który wiele wie, ale cała ta wiedza do niczego się nie nadaje. To jednak nie koniec podróży w odmęty historii. Zapewne wiecie, że nie wszystko, co związane z “Biblią” w “Biblii” się znalazło. Z pośród wszystkich znanych nam ksiąg wielu nigdy nie zobaczymy, bo zwyczajnie już nie istnieją. Skąd wiemy, że istniały skoro nikt nie widział ich na własne oczy? Stąd, że w “Biblii” owe zaginione księgi są wspominane. Na przykład w “Księdze Liczb” pojawia się “Księga Wojen Jahwe” znana też jako “Księga Wojen Pana”, która miała być zapisem działań wojennych prowadzonych przez Izraelitów w trakcie podboju Kanaanu. Oczywiście niektórzy twierdzą, że zaginionych ksiąg nie ma, ale ciężko się z tymi stwierdzeniami zgodzić skoro w samej “Biblii” odniesienia do kilkudziesięciu ksiąg pojawiają się wiele razy.

Homer
Fot. Domena publiczna

Złoty Graal i rozwodnione mleko

Wykonajmy jednak szybki skok w czasie i spotkajmy się na chwilę z Szekspirem. Bez względu na to czy Szekspir był kobietą, wieloma mężczyznami, czy może mopsem, jest jedna sztuka, której nie jesteśmy w stanie poznać. Przynajmniej nic nie wskazuje na to, abyśmy mogli ją kiedyś przeczytać czy zobaczyć na deskach teatru. “Cardenio” miał być wystawiany przez Trupę Lorda Szambelana w 1613 roku w Londynie. Niestety jedyne, co wiemy, to fakt, że ktoś go widział oraz że akcja najpewniej nawiązywała do “Don Kichota”. Szekspir napisał ją z Johnem Fletcherem – który z kolei pomagał mu na przykład przy “Henryku VIII” – ale na tym nasza wiedza się kończy. Dlaczego to takie nieszczęście, że tej sztuki nigdy nie zobaczymy? Bo gdyby faktycznie potwierdzić jej istnienie mielibyśmy namacalny dowód na silny związek tradycji brytyjskiej i hiszpańskiej literatury. Z jednej strony wielkiego dramaturga, a z drugiej ojca powieściopisarstwa. Byłoby to wydarzenie bezprecedensowe, a tak możemy tylko liczyć, że może gdzieś zachował się choć jeden egzemplarz.

Herman Melville nie miał szczęścia do swoich dzieł. Na przykład “Moby Dick” tak naprawdę został doceniony po latach, a “Wyspy krzyża” nigdy nie przeczytamy. Manuskrypt historii o kobiecie, która ratuje marynarza, a później zostaje przez niego porzucona, został odrzucony przez wydawcę, a następnie zaginął.

Za zaginioną można też uznać powieść Jane Austen “Sanditon”. No może nie do końca zaginioną, co niedokończoną. Jane Austen zaczęła pisać “Sanditon” tuż przed śmiercią. Skończyła 11 rozdziałów, ale podróż na łono Abrahama przerwała pracę. Po wielu latach kilku pisarzy podejmowało się próby dokończenia dzieła genialnej autorki, ale umówmy się, że jak nie jesteś Jane Austen, to raczej nie uda ci się dobić do poziomu oryginału. Efekty prób ukończenia “Sanditon” były nawet porównywane do rozwodnionego mleka. I bynajmniej nie jest to komplement.

Nie ma nic straszniejszego od gniewu wzgardzonej kobiety

Czasami za zaginięciami istotnych dzieł stały emocje i silne uczucia. Tak było w przypadku Lymana Franka Bauma. Być może samego autora nie kojarzycie z nazwiska, ale na pewno kojarzycie jego najsłynniejsze dzieło, którym był “Czarnoksiężnik z Krainy Oz”. Choć pisarz tworzył głównie dla dzieci, to od czasu do czasu kierował swoje teksty do starszej grupy docelowej. Napisał trzy książki, których żaden dorosły nigdy nie przeczyta:

  • “Our Marred Life and Johnson”,
  • “The Mystery of Bonita”,
  • “Molly Oodle”.

Spotkał się z wydawcą, podpisał kontrakt i ustalił daty publikacji. Wszystko szło gładko do momentu, gdy Baum nie napisał jeszcze jednej rzeczy. Swojego testamentu. Pisarz nie był w nim zbyt hojny dla swojej małżonki, która niestety miała okazję przeczytać testament. Kobieta poczuła się dotknięta i w akcie zemsty chwyciła jedyne manuskrypty trzech powieści męża i wrzuciła je do kominka. A mogła zabić.

Robert Louis Stevenson pierwszą wersję “Doktora Jekylla i Pana Hyde’a” napisał w trzy dni. To był spory wyczyn, bo całość miała 30 tysięcy słów. Niestety nie wiemy, jak wyglądał pierwszy draft, bo żona pisarza, Fanny, skrytykowała jego zawartość, a on wziął jej zdanie do serca i tekst zniszczył.

Z kolei zazdrością miał kierować się mąż Sylvii Plath. Genialna autorka cierpiała na depresję i ostatecznie to choroba wygrała, ale nim autorka odebrała sobie życie udało się jej ukończyć drugą powieści zatytułowaną “Double Exposure”. Książka czekała już na publikację, gdy nagle pod koniec lat 60. XX wieku zniknęła. Nie wiadomo co się stało, ale badacze historii literatury snują domysły, że manuskrypt został zniszczony przez jej zazdrosnego męża Teda Hughesa. Podejrzenia są związane z tym, że sam poeta przyznawał się do zniszczenia ostatniego tomu pamiętników Plath, który opisywał ostatnie kilka miesięcy ich małżeństwa. Skąd zazdrość? Hughes choć uznawany za jednego z najważniejszych angielskich poetów czuł, że Plath przewyższa go talentem. Nie mi jednak oceniać czy słusznie.

Ta straszna wojna

Swoje żniwa zbierały nie tylko uczucia. Zbierała je również wojna. Karol Szymanowski jak przystało na wielu geniuszy był człowiekiem wielu talentów. Jednym z nich był talent pisarski, który zaowocował powieścią “Efebos”. Powieść kontrowersyjną, bo poruszał w niej tematy takie jak muzyka – mało kontrowersyjne, ale czytajcie dalej – homoseksualizm i religia. Miała to być pierwsza polska powieść homoerotyczna napisana przez autora, który wyżej ceniony był za muzykę niż pisarstwo, ale i na tym polu znajdował swoich obrońców. Najsłynniejszym apologetą talentu autora był Jarosław Iwaszkiewicz, który miał przechować manuskrypt podczas wojny. Niestety powieść spłonęła w trakcie oblężenia Warszawy w 1939 roku. W latach 80. XX wieku Teresa Chylińska odnalazła jeden z rozdziałów własnoręcznie przetłumaczony na rosyjski przez Szymanowskiego. Rozdział ofiarowany został tancerzowi Borysowi Kochno, który przez wiele lat przechowywał prezent od słynnego kompozytora.

Bruno Schulz
Fot. Domena publiczna

Wojenna zawierucha nie oszczędziła też Brunona Schulz a. Mistrz z Drohobycza napisał powieść “Mesjasz” tuż przed tym, jak miejscowość trafiła pod okupację Sowiecką. Przekazał ją przyjacielowi, ale ten najpierw stracił ją na rzecz gestapo, a później “Mesjasza” zdobyło KGB. Co ciekawe “Mesjasz” nie został zniszczony. Przynajmniej nie przez nikogo z obu stron konfliktu. Schulz był uznanym pisarzem i jedyny egzemplarz jego powieści był niezwykle cenny. Wiemy, że były podejmowane próby sprzedaży książki, a jedną z ofert miał otrzymać kuzyn pisarza, Alex Schulz. Niestety nie udało mu się jej kupić, bo nim to zrobił zmarł. Ostatnim miejscem pobytu “Mesjasza” miała być Ukraina, ale niestety nie wiemy, co się stało manuskryptem. Być może gdzieś leży i gnije, a może został zniszczony.

Potrafię lepiej

Jeżeli mieliście okazję przeczytać poradnik o tym od czego zacząć czytanie książek Philipa K. Dicka to trzech pozycji nigdy byście w nim nie zobaczyli. Niezwykle płodny literacko autor bywał też bardzo krytyczny w stosunku do swojej twórczości. Do tego stopnia, że potrafił zniszczyć całą książkę tylko dlatego, że nie podobał mu się efekt końcowy. W ten sposób nigdy nie przeczytacie:

  • A Time for George Stavros” – podobno bardzo przegada opowieść o imigrancie z Grecji, którego życie nie rozpieszcza.
  • “Pilgrim on the Hill” – wiemy, że istniała, a przynajmniej tak twierdził wydawca Dicka. Sam autor kolejny raz uznał, że całość jest przegadana. Powieść miała być istotna dla kariery autora, bo Dick całe życie marzył, aby zostać docenionym nie tylko przez fanów science fiction, ale i wszystkich innych. Chciał tworzyć wielką literaturę bez względu na gatunek.
  • Nicholas and the Higs” – Dick ukończył ją w 1957 roku, ale książka nigdy się nie ukazała, bo została odrzucona. Później pisarz najpewniej ją zniszczył.

Szkoda, ale na szczęście nie postępował tak z większością swoich książek i opowiadań. Podobnych przykładów historia zna więcej. Zaginione dzieła mają na swoim koncie też:

  • Ernest Hemingway,
  • Thomas Hardy,
  • Marquis de Sade,
  • Platon.

A to i tak raptem kropla w morzu zaginionych książek. Choć z drugiej strony i tak pewnie byśmy je kupili, a później kolejny raz zostałyby dotknięte przez tsundoku.