Książka jest to mędrzec łagodny i pełen słodyczy; puste życie napełnia światłem, a puste serca wzruszeniem, a trudowi ujmuje ciężaru, a w martwotę domu wprowadza życie, a życiu nadaje sen – Kornel Makuszyński

Kiedy czytam teksty na temat najwybitniejszych pisarzy z naszego kraju odnoszę wrażenie, że w większości z nich jest biała plama. Miejsce, które wygląda, jakby ktoś wymazał jedno z nazwisk gumką. Wiecie, taką jaką kiedyś używało się w szkołach. Ja taką miałem, ba, nawet piórnik miałem. Niestety nie wiem, czy teraz nosi się piórniki, a w nich gumki. Wiem natomiast, że mało który pisarz dał mi w życiu tyle radości, co Kornel Makuszyński. Autor trochę zakurzony, zapomniany przez przeciętnego czytelnika. Wymazany.

Uśmiechnięty szatan

Kojarzony z twórczością dla dzieci Makuszyński jako dziecko miał swoje za uszami. Urodzony 8 stycznia 1884 roku w Stryju, a później związany ze swoim ukochanym Lwowem, z pierwszego gimnazjum, do którego uczęszczał został wyrzucony za to, że napisał wiersz na temat jednego z księży uczących w szkole. Wiersz oczywiście był z tych złośliwych. Brzmiał on tak:

Na próżno jędza/ w ubraniu księdza/ z lodu nas spędza!/ W pierwszej b klasie/ w zimowym czasie/ nikt mu nie da się!

Kornel Makuszyński
Karykatura Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego/Fot. Domena publiczna

Prawda, że uroczy? W drugiej, w innym gimnazjum, postanowił zmierzyć się z rywalem w pojedynku o względy ukochanej. Pojedynek miał się odbyć honorowo, czyli z uwzględnieniem odpowiedniej broni. Padło na pistolety, a później padło na samego Kornela, który wyleciał i z tej szkoły. Miał więcej przygód, które pewnie starczyłyby na osobny tekst, ale ja skończę na jednej. Gdy w wieku 14 lat na własne oczy zobaczył Henryka Sienkiewicza, pisarza popularnego, noblistę, wzór literata dla ludzi takich jak Makuszyński, którzy roili sobie, że i na nich czeka “Quo Vadis”, napisał wiersz. Na cześć pisarza. Wiersz, który został opublikowany w gazecie trafiającej do młodzieży uczącej się. Od tej pory pisał regularnie, a przynajmniej starał się. Jego wiersze publikował sam Jan Kasprowicz, który gdy w końcu spotkał Makuszyńskiego nie mógł pojąć, że ktoś tak młody – dokładnie siedemnastoletni – może tak dobrze pisać. A trzeba Wam wiedzieć, że już wtedy pisał świetnie. Studia odbył we Lwowe i Sorbonie. Publikował regularnie, narzucał sobie konkretny rytm pisania, który sprawiał, że udawało mu się wydawać przynajmniej jedną książkę rocznie.

Mieszkając w Warszawie stał się jednym z najbardziej cenionych dziennikarzy i pisarzy w Polsce. Jego renoma była tak duża, że w zasadzie bez przerwy dostawał teksty do oceny od młodszych, mniej doświadczonych kolegów. Czasami trafiali na jego próg, a on chcąc nie chcą starał się wysłuchać, co mają mu do powiedzenia. Problemem był jego charakter człowieka, który uważany był za osobę niezwykle pogodną, tryskającą wręcz dobrym humorem, która dodatkowo nie zwykła odmawiać starając się znaleźć dla każdego chwilę czasu, a przynajmniej być dla niego miłym. Kazimierz Czachowski, historyk literatury i krytyk, opisywał go w taki sposób:

Kornel Makuszyński jest zjawiskiem na tle swego pokolenia wyjątkowym. Z natury liryk o głębokiej i szczerej uczuciowości, organizacja na wskroś poetycka, stał się Makuszyński przede wszystkim humorystą o wybitnie radosnym poglądzie na świat. W utworach Makuszyńskiego rzeczywistość ludzka jest przedmiotem zawsze wybornego dowcipu, charakteryzującego swoisty i własny, aczkolwiek wpadający niekiedy w manierę, styl autora. Makuszyński nawet gdy szydzi, czyni to z pobłażliwością szczeropolskiego komizmu, ale również głęboko nas wzrusza, uśmiechając się przez łzy lub niekiedy w poważnym tonie przenosząc się w kraj baśniowej ułudy. Okazał się również znakomitym piosenkarzem żołnierskim, w tych utworach swoich dając prawdziwe arcydziełka rodzaju – być może – najgłębiej i najbezpośredniej odczutymi w całej jego twórczości.

Jego radość i ciepło odbijały się w jego twórczości. Pamiętam, że wśród lektur obowiązkowych były m.in. “Awantura o Basię” i “Szatan z siódmej klasy”, a przynajmniej te dwie przeczytałem. O ile pierwszą wspominam bez większych emocji, o tyle druga to jedna z tych książek, do których siadałem i nie mogłem się od nich oderwać. Czytając nie wiedziałem, jak autor wiele wiedział o dzieciach. bardziej zainteresowany byłem postaciami i historią tajemniczego skarbu. Rozwiązywałem zagadkę razem z tytułowym Szatanem, który dzięki talentowi autora jawił się jako kolega, którego bardzo chciałbyś mieć. Makuszyński świetnie odnajdywał się w pisaniu dla najmłodszych i o najmłodszych, bo doskonale rozumiał jak myślą i funkcjonują. Nie zapomniał, jak wielu dorosłych, o tym, co stanowi o wyjątkowości dzieci. Jest w jego dziełach jakiś pierwiastek jego wesołej duszy. Wystarczy spojrzeć na najsłynniejszych bohaterów jacy wyszli spod jego pióra, aby zobaczyć, że łączy ich z autorem pogoda ducha. Dbanie o nią było jednym z celów Makuszyńskiego. Starał się przez swoje teksty z jednej strony wlać w serca czytelników odrobinę radości, a z drugiej też ich czegoś nauczyć. Jego książki, to przecież świetny przykład na to, jak zręcznie można przemycać ważne dla młodego czytelnika treści. Zwracał uwagę na dobro, próbował odkryć piękno nawet tam, gdzie teoretycznie go nie ma.

Koziołek Matołek
Nie wiem, jak ten Koziołek sobie radził

Powiecie pewnie, że ta to jego zrozumienie natury dziecka, to przez to, że sam był wspaniałym ojcem. Otóż nic z tych rzeczy. Autor “Panny z mokrą głową” nie dostąpił przyjemności zostania tatą. Miał dwie żony, ale w jednym i drugim wypadku o dzieciach nie było mowy. Był jak literacka gwiazda rocka, której książki kupowały miliony, po poradę przychodzili uznani pisarze, a on sam był znany i szanowany w zasadzie przez wszystkich. Był. Do momentu zakończenia II wojny światowej.

Pana tu nigdy nie było

Łatka pisarza dla dzieci, która z jednej strony może być uważana za nobilitującą, okazywała się jednym z narzędzi, które władze Polski Ludowej wykorzystywały, aby pisarza zdyskredytować. Makuszyński ze statusu gwiazdy rocka stoczył się do stopnia persona non grata. Lub sprawiedliwiej będzie napisać, że go tam zepchnięto. Jeżeli już o nim mówiono lub pisano, to z reguły pogardliwie. Właśnie jako pisarzynę od historyjek dla dzieci. Przyjemnych, wesołych, ale bez większego znaczenia literackiego. Władza stopniowo eliminowała jego obecność ze świadomości czytelników. W 1951 roku jego książki zostały uznane za ideologicznie szkodliwe, a to oznaczało, że czytanie ich może stanowić dowód na działalność wywrotową czytającego.

Przyjaciel wesołego diabła
Mówcie, co chcecie, ale bałem się go jak cholera

Nim tak się stało wydał tylko jedną książkę. “List z tamtego świata”, który ukazał się w 1946 roku. Gdzieś na półkach mam stary egzemplarz tej książki. Dostałem go od swojej babci. Zresztą nie tylko ten tytuł sprezentowała mi babcia, która poprzez swój wrodzony wręcz dydaktyzm wybierała mi książki w jej rozumieniu wartościowe. Tak było z “I ty zostaniesz Indianinem” Wiktora Woroszylskiego, z wspominanym tu “Szatanem z siódmej klasy”, ale i “Listem”, który choć jest książką dobrą, to jednocześnie gdzieś stracił pogodę ducha charakterystyczną dla dzieł Makuszyńskiego sprzed wojny. Przynajmniej tak to pamiętam.

Szkoda, bo Makuszyński w całej swej dobrotliwości i afirmacji życia był świetnym obserwatorem. Owszem uważano, że wszystko dla niego jest żartem, ale jednocześnie udawało mu się przemycać bardzo zrównoważone sądy nie tylko na temat ludzi, ale i kraju, który bardzo kochał. Jego humoreski są absolutnym mistrzostwem i ciężko znaleźć innych autorów, którzy zbliżyliby się do jego poziomu. W odbiorze, ale i ocenie jego twórczości, największy problem mieli ci, którzy nie potrafili zaakceptować tego, że nie uwierał go żaden kij lub inny przedmiot, który mógłby ten kij zastąpić. Umberto Eco napisał w “Imieniu Róży”, że książka potrafi być niebezpieczna, jeżeli prowadzi do śmiechu. Śmiech z kolei odciąga od tego, co ważne, bo wiele osób ze śmiechem nie potrafi sobie poradzić. I to był podstawowy problem Makuszyńskiego, który starał się tego niebezpiecznego śmiechu przemycać, ile tylko się da. Niebezpieczne było też to, że Makuszyński kreował świat takim, jakim go sam chciał oglądać. Jednocześnie jest w tym wszystkim jakaś ironia i złośliwość losu, że człowiek naznaczony uśmiechem umierał skazany na zapomnienie w okropnych męczarniach po zatruciu jadem kiełbasianym. Jakby ten ostatni raz los postanowił z niego zakpić.

Czytajcie i pamiętajcie

Moi rodzice wychowali się na jego twórczości, podobnie jak i ich rodzice. Później wychowałem się na niej i ja, więc siłą rzeczy będę chciał, aby moja córka poznała “Koziołka Matołka” czy “Małpkę Fiki Miki”. Jest w nich i zabawa, i dydaktyzm, ale bez wbijania w głowę jakichś pustych fraz, o których teoretycznie już wiemy. Jego bohaterowie naprawiają świat, nawet jeżeli jest to świat w skali mikro. Idą pod prąd, są nieustępliwi, ale przy okazji cenią drugą osobę. To jest w tym wszystkim najpiękniejsze, że można pogodzić indywidualizm i walkę o swoją rację z poszanowaniem drugiego człowieka. Za to powinniśmy o nim pamiętać. Za to powinniśmy uzupełnić tę białą plamę.

Sprawdź:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/najdrozsze-ksiazki-na-swiecie/”]10 najdroższych książek[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/tanie-ksiazki-w-internecie-gdzie-kupowac/”]Gdzie kupować książki w internecie[/tw-button]