Na początek skupcie się. To, co napiszę może się wydać niewyobrażalne. Uwierzcie mi jednak, że zdarza się. W niektórych polskich domach, a może i domach w Burkina Faso czy na Szeszelach, są ludzie tacy jak ci opisani w mojej historii. Kto wie, może ktoś z Waszego otoczenia jest na to “chory”. Nie bądźcie obojętni. Reagujcie. Wyobraźcie sobie naprawdę hipotetyczną sytuację, w której nasz bohater – dajmy na to Mścisław – jest wielkim fanem książek. Tak wielkim, że kupuje kolejne książki, ale i o zgrozo, komiksy. Cieszy się. Kolejne paczki przychodzą, a Mścisław z uśmiechem na ustach odkłada ich zawartość na półki. W zasadzie w momencie, gdy odkłada książkę lub komiks na półkę do drzwi puka kurier z kolejną przesyłką. Książki piętrzą się. Miejsce na półkach dawno się skończyło, więc Mścisław układa książki jedna na drugiej. I jak tak układa, tak z jego twarzy nie znika uśmiech. Pomyślicie chory człowiek, wariat. Nic z tych rzeczy. Mścisław jest zupełnie normalny. On po prostu “uprawia” tsundoku.

Tsundoku dla początkujących

Japończycy to mądry naród. Pomijając kilka błędów, które popełnili, jak to, że dali się sprać w trakcie II Wojny Światowej, bo zaufali nie temu wariatowi, co trzeba, można brać z nich przykład. Dużo widzą i rozumieją też dużo. Za tym rozumieniem idzie coś jeszcze. Idzie za nim nazywanie. Różnych rzeczy i stanów. Bardzo długo żyłem w niewiedzy, że to, co robię – nie tylko z książkami i komiksami, ale i grami – ma swoją nazwę. Okazało się bowiem, że w swoim systematycznym kupowaniu dóbr kultury, których być może nigdy nie przeczytam lub w nie nie zagram, nie jestem sam. Jakby tego było mało okazało się również, że Japończycy na to zjawisko znaleźli określenie.

Jest nim wspominane już tsundoku. Nie wiem, jak można to dosłownie przetłumaczyć. Być może jest to niemożliwe, ale w skrócie chodzi o kupowanie książek oraz odkładanie ich na półkę lub układanie w stosu. Nie czytamy kupionych książek. One po prostu są i sama ich obecność sprawia, że czujemy się lepiej. Historycy próbowali dokładnie określić czasy, w których tsundoku weszło do powszechnego użytku. To, co ustalili to fakt, że owo określenie pojawiło się gdzieś między 1868 a 1912 rokiem. W dosłownym tłumaczeniu oznacza stos do przeczytania. Ewentualnie zapisany stos.

Oku oznacza zrobić coś i zostawić to na chwilę, a tsunde oznacza układać rzeczy w stos. – Sahoko Ichikawa z Cornell University

積ん読 – tak jest pojęcie TSUNDOKU znakami i wywodzi się od zwrotu TSUNDE OKU 積んでおく , czyli “odkładać na kupie rzeczy na później”. Po fonetycznym skróceniu w szybkiej mowie wychodziło TSUNDOKU. Podstawiając za DOKU pierwszy znak ze słowa DOKUSHO 読書 – oznaczającego “czytanie, czytelnictwo”. Wychodzi nam Odkładanie na kupie czytania na później – Mateusz Gołąb, GAMER.mag, studiował japonistykę, kolega.

Panie doktorze, czy to się leczy?

Mam tak przede wszystkim z komiksami. Kupuję je regularnie, a wiele z nich pojawia się na półkach i jak na razie tyle. Patrzę na ich grzbiety, gdy piszę ten tekst. Cieszę się. Czuję się lepiej, spokojniejszy, że spoglądają na mnie wytwory kultury, które często opisuję na blogu. Dla wielu ludzi to jest nienormalne. Po co wydajesz pieniądze? Przeczytasz te wszystkie komiksy lub książki? Być może nie. No właśnie. To po co to robisz?

Pourodzinowy prezent urodzinowy #deadlyclass #remender #image #imagecomics #komiks #komiksy #lekturaobowiązkowa

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marcin Tomaszewski (@realweefreeman)

Ten problem można rozpatrywać na kilku płaszczyznach. Jedną z nich jest fakt kolekcjonowania, które wynika z naturalnego dla nas zbieractwa. Alfred Edward Newton był amerykańskim pisarzem, wydawcą i zapalonym kolekcjonerem książek. W chwili śmierci jego kolekcja liczyła 10.000 woluminów. Oczywiście zdecydowanej większości nie przeczytał. Jednak nie o to w kolekcjonowaniu chodziło, co zresztą ładnie podsumował:

Nawet, gdy czytanie jest niemożliwe obecność zdobytych książek sprawia, że kupowanie większej ich liczby niż jesteśmy w stanie przeczytać jest niczym innym jak duszą zmierzającą do nieskończoności… wielbimy książki nawet, gdy są nieprzeczytane, sama ich obecność wywołuje komfort, a łatwy dostęp, pewność.

Rzecz w tym, że to zbieractwo może przerodzić się w coś niebezpiecznego. Jak wszystko, tak i kupowanie ma swoje granice. Szczególnie, gdy kupujemy rzeczy, których później nie używamy. Pomijam to, że Michał Szafrański pewnie dostałby zawału, ale sam fakt może niektórym wydawać się dziwny. Tym bardziej, że granica jest bardzo cienka. Dzisiaj uważamy, że wszystko jest ok i książki czy komiksy nam nie przeszkadzają, a jutro upychamy ich nadmiar pod umywalką w łazience, kładziemy je na blacie w kuchni lub wyściełamy nimi klatkę swojej ukochanej kawi.

Samokontrola

Ostatecznie podstawą jest samokontrola. Od jakiegoś czasu staram się ograniczać. Kupuję tylko te komiksy, które na pewno przeczytam – a przynajmniej na razie tak sobie powtarzam – oraz te, które chcę mieć w swojej kolekcji na przykład ze względu na sentyment. Przede mną daleka droga, która być może skończy się porażką. Żeby była jasność, nie jest tak, że tsundoku mi przeszkadza. Jeszcze nie, bo mogę się swobodnie obrócić w mieszkaniu. Jak przestanę się swobodnie obracać, to będę miał dwa wyjścia:

  • Przestanę kupować książki i komiksy,
  • Kupię większe mieszkanie.

Już nawet wiem, która opcja mimo wszystko będzie bardziej prawdopodobna. Jestem zgubiony.

Fot. tytułowa – craigfinlay/Flickr.com