Co jakiś czas dostaję na maila lub przez Facebooka pytania, czy wiem może, kiedy konkretnie swoją premierę będą miały “Wichry Zimy”. Przyznaję, że śledzę te informacje, choć wiele razy zaznaczałem, że nie jest to moja ukochana seria fantasy i jak już udowadniałem na łamach bloga możecie znaleźć wiele dużo lepszych. Rozumiem jednak potrzebę fanów, bo sam przywiązałem się do tej serii, a w zasadzie to Martin mnie do niej przywiązał i nie chce puścić. Stwierdziłem, że skoro tak często pytacie, to może wypada w krótkich żołnierskich słowach napisać świeży tekst z podsumowaniem, co dzieje się z kolejną częścią sagi.

Kołowrotek

Ponad rok temu pisałem, że premiera “Wichrów Zimy” nastąpi w 2015 roku. Tak miało być. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że dalsze losy tych bohaterów, którzy jeszcze żyją, poznamy w tym roku. A przynajmniej poznają je szczęśliwi mieszkańcy USA, bo tam książka miała pojawić się na początku. Miesiąc później od tego tekstu pojawił się fragment książki, który uspokoił fanów i sprawił, że starali się cierpliwie czekać na rozwój wypadków. Przy okazji śledzili doniesienia na temat serialu. Mniej więcej pod koniec roku do sieci zaczęły trafiać informacje na temat tego, że w sumie nie jest pewne, czy premiera w 2015 roku w ogóle się odbędzie. Było to o tyle mylące, że w tym samym czasie część źródeł podawała, iż książka jest praktycznie gotowa.

Niestety czarny scenariusz zaczął się potwierdzać, gdy na przełomie stycznia i lutego tego roku mogliście przeczytać, że “Wichry Zimy” przeczytamy dopiero w 2016. Do sprawy odniósł się najpierw sam Martin pisząc na swoim blogu:

Słuchajcie, powiedziałem wcześniej i powiem jeszcze raz, nie urządzam zabaw z newsami o książkach. Wiem, jak wiele osób czeka i od jak dawna, jak są spragnieni nowej książki. Ja nadal pracuję nad “Wichrami”. Kiedy ją skończę, ogłoszę to tutaj. Nie będzie żadnych tropów do rozszyfrowania, żadnych kodów lub ukrytych znaczeń, komunikat będzie prosty i na temat.

Co w sumie nie potwierdza tych rewelacji. Niestety wiele serwisów podłapało temat i dodatkowo zaczęto cytować redaktorkę Martina, Anne Groell, która potwierdziła, że prace nie postępują szybko, bo według niej ukończonych jest raptem 168 stron, o których wie. Rzecz w tym, że to jest stan faktyczny na dwa lata temu, więc jest szansa, że Martin mimo wszystko jest blisko końca – ale do tego odniosę się później. Takie przynajmniej notki mogliście przeczytać na temat premiery “Wichrów Zimy” w mainstreamowych serwisach. Okraszone one z reguły były obowiązkową porcją dywagacji, co się stanie jak serial wyprzedzi książkę? Gdybyście pytali, to nic się nie stanie, bo serial zgodnie z planami HBO i jego producentów idzie własną drogą i staje się osobnym bytem, który coraz bardziej zaczyna rozmijać się z wydarzeniami znanymi z książki. Wynika to z tego, że twórcy mają swobodę w kwestii rozwoju wątków i wbrew temu, co niektórzy sądzą nie są związani planami wydawniczymi książek. Wiedzą jak Martin planuje sagę zakończyć, ale to, jak do tego finału dojdą zależy w znacznej mierze od nich.

To jednak nie wszystko, co wiemy. Choć zaznaczam, że poniżej znajdziecie przede wszystkim plotki. Na pierwszy rzut idzie gwiazda serialu, Nikolaj Coster-Waldau, który stwierdził w wywiadzie dla “Men’s Health”, że wie o tym, iż Martin pisze książkę – no shit, Sherlock! – i zakłada, że wkrótce zostanie ukończona. To jednak może powiedzieć każdy z nas. Co na to sam Martin? Wbrew temu, co sugerowały media wcale nie jest powiedziane, że “Wichry Zimy” ostatecznie nie będą miały premiery w tym roku. Wynika to z tego, że sam pisarz podczas spotkania z dziennikarzami w ramach promocji kolejnego sezonu “Gry o Tron” miał mówić, że w zasadzie wszystko jest już skończone, a on celuje w premierę na październik 2015. Tyle plotki, więc przejdźmy do głównego problemu.

Winny jest człowiek

Pisanie na temat “Wichrów Zimy” jest trudne, tak jak i pisanie samej książki, bo Martin nie należy do ludzi, którzy dzielą się newsami na lewo i prawo. Ma swoje tempo i musicie wiedzieć, że z tym bywa u niego różnie od wielu lat. Dodatkowo sporo czasu pożera mu nie tyle pisanie, co odpowiednie prowadzenie wątków i rozwiązywanie problemów, w które sam się wpędził pewnymi decyzjami z wcześniejszych powieści. Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Przy okazji premiery “Uczy dla Wron” miał mieć gotowych 542 strony “Tańca ze smokami”. Tak było w 2006 roku. Super informacja, ale później przez rok ta liczba zmalała do 472 stron. Dlaczego? Bo przez dwanaście miesięcy poprawiał, modyfikował, wycinał fragmenty tekstu. Sporo kluczowych momentów książki zmienia w trakcie edycji. To powoduje, że trzeba przerobić coś dalej, aby zachować logiczną kolej wydarzeń. Efekt tych wszystkich zabiegów był taki, że w momencie premiery “Taniec ze smokami” liczył łącznie 1510 stron, ale najważniejsze jest to, że było to jeszcze raz tyle niż pierwotnie zakładał.

Ten scenariusz może się powtórzyć w przypadku książki, na którą tak czekacie. Jeżeli ktoś ma opóźnić premierę lub ją przyśpieszyć to będzie to sam Martin, który ma podstawowy problem każdego perfekcjonisty, nigdy to nad czym pracuje nie jest tak dobre, aby nie mogło być lepsze. Tym bardziej, że przez obszerność wątków organizm jakim jest “Saga Pieśń Lodu i Ognia” rozrasta się tak, że ciężko jednej osobie nad wszystkim zapanować. Pozostaje tylko czekać. Polecam śledzenie bloga Martina – linkowałem go w tekście – bo to tam są najbardziej sprawdzone i świeże informacje. Prosto od samego autora.

Lubisz George’a R. R. Martina? Sprawdź to:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/piaseczniki-najlepsze-napisal-george-r-r-martin/”]Piaseczniki – najlepsze, co napisał Martin[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/alfabet-georgea-r-r-martina/”]Alfabet George’a R. R. Martina[/tw-button]