Przekornie, wbrew obowiązującym trendom, postanowiłem, że pisząc tekst o filmach, na które warto zwrócić uwagę w 2016 roku, ominę te, w których pojawiają się superbohaterowie. Nie dlatego, że nie warto na nie czekać. Warto, ale ostatnio targają mną sprzeczne emocje. W zalewie informacji o kolejnych filmach z superherosami ciężej wyłuskać informacje o tytułach, które są równie ciekawe, ale mogą zginąć gdzieś w zalewie newsów o tym, kto walczy o rolę tego gościa, który pluje radioaktywną śliną. Można po prostu odnieść wrażenie, że w Hollywood nie kręci się już nic innego niż kolejny film z trykociarzami. Podobnie jak w przypadku ostatniego tekstu o nowych serialach w 2016 tak i teraz czeka Was dziesięć pozycji, które warto zanotować. Zaznaczam jednak, że próżno tu szukać informacji o kolejnym wyjątkowym osiągnięciu kinematografii prosto z Wysp Zielonego Przylądka. To musicie znaleźć na własną rękę.

Siedmiu Wspaniałych – Antoine Fuqua

Fuqua nie ma ostatnio szczęścia, bo udają mu się filmy, które można uznać tylko za przeciętne. Brakuje mu mocnego ciosu jakim był rewelacyjny ‘Dzień próby”. Z tego powodu jestem zaskoczony, że sięga po materiał źródłowy, na podstawie którego ciężko nakręcić coś równie dobrego, jak oryginał. Bowiem “Siedmiu wspaniałych” to po pierwsze Kurosawa, a po drugie, John Sturges, który przygotował remake japońskiego filmu jako western, który okazał się legendą i jednym z najlepszych remaków w historii. Fuqua nie ma w swojej obsadzie Steve’a McQueena, Yula Brynnera czy Charlesa Bronsona. Ma za to m.in. Chrisa Pratta, Denzela Washingtona i Vincenta D’Onofrio. Też dobrze choć moim skromnym zdaniem nie tak dobrze. Bo kiedy myślę o westernie, to myślę o Eastwoodzie, McQueenie czy Jamesie Coburnie. Gościach, którzy mieli wkurwienie wypisane na twarzy. Facetach, którzy nie musieli nic mówić. Operator robił najazd na ich skąpane w słońcu, upierdzielone piachem, twarze i już wiedziałeś, że zaraz poleje się krew i nie będzie to ich krew. Źle zaczynam tekst skoro już w pierwszej propozycji zaczynam kwestionować jakość filmu. Nie zrozumcie mnie źle. Czekam na nowych “Siedmiu wspaniałych”, bo może się okazać, że to jest właśnie ten scenariusz, którego Fuqua potrzebował. Może to jest ta jedna historia, która zbliży go do wspomnianego “Dnia próby”. Życzę mu tego i radzę czekać, bo westernów z taką obsadą, jak ta, która pracuje przy tym filmie ciągle mało. Gdyby ktoś potrzebował krótkiego opisu fabuły, to polecam po prostu sięgnięcie po film Sturgesa.

The Free State of Jones – Gary Ross

Jeżeli Matthew McConaughey wam się jeszcze nie przejadł, to powinniście zaznaczyć sobie ten tytuł, jako jeden z najważniejszych filmów w 2016. Gary Ross, który jako reżyser ma na koncie raptem trzy filmy:

  • Miasteczko Pleasantville,
  • Niepokonany Seabiscuit,
  • Igrzyska Śmierci,

Bierze się za obraz rozgrywający się w czasie wojny secesyjnej. Największą gwiazdą produkcji jest oczywiście Matthew “Pozwólcie, że opowiem Wam o życiu” McConaughey, który zagra Newtona Knighta. Newton jest biednym farmerem z Mississippi, który stanie na czele grupy rebeliantów z armii Konfederatów. Knight zbierze wokół siebie ludzi, którzy tak jak i on uważają niewolnictwo za coś z czym trzeba walczyć. Na ekranie zobaczymy również Keri Russell i Gugu Mbathę-Raw. Historia, na której bazuje jest prawdziwa, bo Newton Knight istniał naprawdę i faktycznie walczył przeciwko Konfederatom. Jakby tego było mało postanowił stworzyć tytułowe “Free State of Jones” na terenach hrabstwa Jones County. Tym samym na południu miała powstać społeczność, która nie miała problemów z równym traktowaniem każdego bez względu na kolor skóry. Jego działania odbiły się szerokim echem w kraju i ostatecznie usłyszeli o nim najważniejsi przedstawiciele władz. Chaos jaki powstał sprawiał, że nie bardzo wiedziano, co zrobić. Generał porucznik Leonidas Polk poinformował ówczesnego prezydenta USA Jeffersona Davisa, że mieszkańcy “Jones County” nazywali się południowymi jankesami i są w stanie otwartej rebelii przeciw władzom stanu. Problem jednak w tym, że nie bardzo widziano, jak się w tej sytuacji zachować. Ross obiecuje, że film nie będzie tylko pretekstem do pokazania walki, ale i do skupienia się na bohaterach i ich motywacjach. I tym właśnie mnie kupił.

Story of Your Life – Denis Villeneuve

Denis Villeneuve i science fiction? Jak mawiają Eskimosi “I’m in”. Reżyser trafił na listę reżyserów, których śledzę z uwagą po tym, jak obejrzałem “Pogorzelisko”. Dawno żaden film nie wstrząsnął mną tak jak film z 2010 roku. Wszystko w nim zagrało jak trzeba. Od aktorstwa, przez scenariusz, tempo narracji aż po wyjątkowo mocny finał. Później bywało różnie, ale filmy Villeneuve’a mają w sobie pewien rodzaj mroku, który spogląda na widza ukradkiem. Mam nadzieję, że i w “Story of Your Life” uda mu się wzbudzić w nas trochę niepokoju. Film powstaje na podstawie opowiadania Teda Chianga. Wydane w 1999 roku zgarnęło m.in. Nebulę dla najlepszego opowiadania science fiction. Chiang napisał historię o tym, jak obca rasa postanowiła nawiązać z nami kontakt. Problem w tym, że nikt jej nie rozumie, więc nie wiemy, czy przybyli w pokoju, czy może wolą bawić się trochę inaczej. W tym celu doktor Louise Banks (Amy Adams) rozpocznie pracę nad zrozumieniem języka, którym posługują się nasi goście. Oprócz Adams na ekranie pojawią się m.in. Jeremy Renner i Forest Whitaker. Nie oczekujcie od tego filmu laserów i pojedynków pośród gwiazd. Opowiadanie Chianga zwróciło uwagę krytyków przede wszystkim dlatego, że skupił się na kwestii języka. Z reguły zakładamy, że jak ktoś do nas przyleci, to będzie posługiwać się naszym językiem, a w zasadzie będzie w stanie się z nami skomunikować. Skoro mogli przylecieć, to muszą mieć możliwość zrozumiałej komunikacji. Rzecz w tym, że rzadziej zastanawiamy się nad tym, co się stanie, gdy będzie inaczej. Oprócz tego Chiang zwrócił uwagę na hipotezę Sapira-Whorfa, która zakłada, że:

Używany język wpływa w mniejszym lub większym stopniu na sposób myślenia. Jej dwa główne założenia to determinizm językowy oraz relatywizm językowy: pierwsze z nich uważa, że język (jako system wytworzony przez społeczeństwo, w którym wychowujemy się i myślimy od dzieciństwa) kształtuje nasz sposób postrzegania otaczającego nas świata; drugie mówi, iż wobec różnic między systemami językowymi, które są odbiciem tworzących je odmiennych środowisk, ludzie myślący w tych językach rozmaicie postrzegają świat.

Brzmi ciekawie.

The Big Short – Adam McKay

W 2010 roku pojawiła się w USA książka napisana przez Michaela Lewisa “The Big Short: Inside the Doomsday Machine”. Po wydaniu spędziła 28 tygodni na liście bestsellerów “The New York Timesa”. Nie opisywała fikcyjnej sytuacji i to było najbardziej w niej pociągające. Lewis opisał jak powstawała bańka finansowa, która ostatecznie pękła i wpłynęła w zasadzie na każdego z nas. Śledził losy ludzi, którzy przestrzegali przed katastrofą, ale nikt ich nie słuchał. Opowiadała też o ludziach, którzy wykorzystali fakt, że ona w ogóle powstała. Ludziach takich jak założyciele Cornwall Capital, funduszu hedgingowego, który zaczynał od kwoty 110,000 dolarów. Firma powstała dosłownie w garażu i bardzo szybko stała się warta nie 110,000 dolarów, a 120 milionów. Na podstawie książki w przyszłym roku pojawi się film Adama McKaya, w którym główne role grają Brad Pitt i Christian Bale. Panowie wcielą się w obrotnych ludzi biznesu, którzy zarobią miliony na kryzysie. Oprócz nich na ekranie pojawią się również: Ryan Gosling, Steve Carell, Marisa Tomei i Melissa Leo. Nie wiem czy będzie z tego drugie “Wall Street”, ale temat na pewno jest ciekawy.

War Machine – David Michôd

Jak zapewne wiecie bardzo cenię Davida Michôda. Filmy takie jak: “Hesher”, “Królestwo zwierząt” czy wspominany przy okazji najlepszych filmów 2014 “The Rover”, to kawał świetnego kina. Ciężkiego, chwytającego za jaja kina. Tym razem reżyser z zabierze nas na wojnę w Afganistanie. W zasadzie nie tyle wojnę, co kulisy prowadzenia kampanii z nią związanej. Bazując na książce napisanej przez Michaela Hastingsa szykuje się ostra satyra na mechanizmy, którymi władza nie chce się specjalnie chwalić. Warto dodać, że Hastings dwa lata temu zginął w wypadku samochodowym. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wypadek miał miejsce dzień po tym, jak kontaktował się z prawniczką demaskatorskiego portalu WikiLeaks. Pikanterii sprawie dodaje też fakt, że kilka godzin przed śmiercią wysłał e-maila skierowanego do przyjaciół i współpracowników, w którym pisał, że czuje się zagrożony i jest przekonany, że jest na celowniku FBI. W rolach głównych Brad Pitt, Topher Grace i Anthony Michael Hall. Czuję, że będzie zacnie.

Hail, Caesar! – Ethan Coen, Joel Coen

Zostawmy na chwilę ciężkie klimaty i pozbądźmy się nieco pary. Głównie za sprawą braci Coen, którzy szykują komedię. Oczywiście w gwiazdorskiej obsadzie. Lista wygląda następująco:

Eddie Mannix
Tak wyglądał Eddie Mannix – fot. w domenie publicznej
  • Josh Brolin,
  • George Clooney,
  • Channing Tatum,
  • Tilda Swinton,
  • Ralph Fiennes,
  • Jonah Hill,
  • Frances McDormand,
  • Christopher Lambert,
  • Scarlett Johansson,

Mnie szczególnie cieszy fakt, że pojawia się Christopher Lambert, do którego mam słabość od czasów “Greystoke. Legenda Tarzana” i “Nieśmiertelnym”. Skupmy się jednak na fabule. Głównym bohaterem jest Eddie Mannix. Postać jak najbardziej prawdziwa. Mannix był producentem w Hollywood, który potrafił “załatwiać” pewne sprawy. Zasadniczo chodziło o to, że dbał o interesy gwiazd ukrywając ich ciemne sekrety przed opinią publiczną. Był trochę jak Mr. Wolf z “Pulp Fiction” na co Amerykanie mają konkretne określenie, które sprowadza się do jednego słowa “fixer”. W filmie Coenów Mannix będzie starał się dowiedzieć, co się stało z aktorem, który zaginął podczas zdjęć do jednego z filmów. Wydaje mi się, że za rekomendację wystarczy fakt, że biorą się za to bracia Coen.

The Lost City of Z –  James Gray

W 1925 roku słynny podróżnik i odkrywca, Percy Fawcett, zaginął w trakcie poszukiwań “Zaginionego miasta Z”. Fawcett wyruszył do Brazylii, konkretnie na tereny Mato Grosso, aby odnaleźć tajemnicze miasto, które według innych badaczy mogło być częścią działającego na wyobraźnię miłośników przygód i tajemnic El Dorado. Fawcett razem ze swoim synem oraz pomocnikami ruszyli w podróż, ale nigdy nie dowiedzieliśmy się, co się z nimi stało. Ekspedycja wyruszyła 20 kwietnia z miejscowości Cuiabá. Ostatnią wiadomość przekazali pod koniec maja. Niestety od tamtej pory słuch po nich zaginął. Przez kolejne lata podejmowano próby odnalezienia Fawcetta. Niestety i one zakończyły się niepowodzeniem, a jakby było mało łącznie ponad 100 osób zaginęło lub zginęło próbując dowiedzieć się, co się stało z podróżnikami. W 2009 roku ukazała się książka napisana przez dziennikarza Davida Granna, który postanowił samodzielnie sprawdzić wszystko, co wiadomo o historii Fawcetta. Spisał to czego się dowiedział i opublikował jako “The Lost City of Z: A Tale of Deadly Obsession in the Amazon”. Na podstawie jego publikacji James Gray przygotowuje film, w którym zobaczymy m.in.: Charliego Hunnama, Siennę Miller i Roberta Pattinsona. Jak lubicie tajemnice oraz powieści przygodowe, to może być film dla Was. Dla mnie na pewno.

The Neon Demon – Nicolas Winding Refn

“Tylko Bóg wybacza” to jeden z tych filmów, których powstanie faktycznie może wybaczyć tylko bóg. Choć nie był to najgorszy film jaki w życiu widziałem – o to mimo wszystko trzeba się postarać – to Refnowi udało się koncertowo mnie zmęczyć. Oczekiwania po wcześniejszych “Drive”, “Pusherze” czy “Bronsonie” były spore, dlatego przez ich pryzmat byłem zawiedziony. Teraz Refn ma szansę, aby znowu wszystkich zaskoczyć. Tym bardziej, że zaskoczeniem jest już fakt, iż wziął się za horror, a przynajmniej tak zapowiadano na początku. Film opowie o młodej dziewczynie, która bardzo chce zostać modelką i gdy przybywa do wielkiego miasta jej uroda i aspiracje zostaną wykorzystane przez inne kobiety. W ogóle w “The Neon Demon” kobiety będą stanowić niezwykle istotny punkt dla fabuły, bo jak powiedział sam reżyser:

Pewnego ranka obudziłem się i zdałem sobie sprawę, że jestem otoczony i zdominowany przez kobiety. Co dziwne pojawiła się potrzeba stworzenia horroru o niebezpiecznym pięknie. Po nakręceniu “Drive” zakochałem się w klimacie Los Angeles i wiedziałem, że wrócę, aby opowiedzieć historię “The Neon Demon”.

Już sam tytuł sugeruje, że możemy otrzymać coś zbliżonego klimatem do “Drive”. Mam nadzieję na sporo dobrej muzyki, wyjątkowe zdjęcia i klimat mrocznych części Los Angeles. Nie wiem, jak widzi to Refn, ale liczę, że będzie to wyjątkowy horror. Choć zawsze istnieje ryzyko, że będzie to po prostu guano z przerostem formy nad treścią. Wtedy trudno. Zawiodę się.

Triple Nine – John Hillcoat

Kolejny reżyser z Australii i kolejny, na którego warto zwracać baczną uwagę. “Droga”, “Gangster” czy “Propozycja” to filmy wyjątkowe nie tylko przez to, że są napędzane przez muzykę Nicka Cave’a. Hillcoat tym razem opowie o tym, jak członkowie gangu razem z grupą skorumpowanych policjantów postanowią zabić innego stróża prawa. Wszystko po to, aby stworzyć zasłonę dymną odciągającą uwagę od planowanego napadu, który ma zostać przeprowadzony po drugiej stronie miasta. Na planie spotkają się Aaron Paul, Woody Harrelson, Chiwetel Ejiofor i Kate Winslet. Dlaczego warto pamiętać o tym filmie? Bo Hillcoat potrafi świetnie opowiadać historie. Dodatkowo robi to w swoim stylu, który charakteryzuje się wszechobecnym brudem. Jego postacie nie są jednowymiarowe, mają charakter, a dodatkowo dobrze wie, jak odpowiednio rozłożyć akcenty między akcję i chwilę wytchnienia, w której skupimy się na dialogach. Przeczuwam hit i obym się w tych przeczuciach nie pomylił.

Film Kevina Smitha

Jeżeli nie dojdzie do wojny atomowej, a Kevin Smith się nie rozmyśli, to w przyszłym roku obejrzymy film Kevina Smitha. Piszę film, bo delikatnie zgłupiałem, co on w zasadzie ma zamiar nakręcić. Opcje są podobno dwie. Albo będą to “Sprzedawcy 3”, albo “Szczury z supermarketu 2”. Jeżeli chodzi o “Sprzedawców”, to pierwsza część to w zasadzie legenda. Druga choć słabsza, to i tak broni się po latach choćby dzięki scenom takim jak ta:

Czy ta:

Według Jeffa Andersona, który wciela się w Randala, trzecia część ma być czymś pomiędzy pierwszą a drugą odsłoną. O ile ta pierwsza była naturalistyczna, a druga bardziej pogodna, to trzecia ma być wypadkową poprzedniczek. O fabule wiemy niewiele. Tak czy inaczej liczę na to, że będzie dobrze. Jeżeli chodzi o “Szczury z supermarketu” to też jest to dobra informacja, bo w tym roku przypada 20. rocznica premiery pierwszej części, którą powinien znać każdy fan kina. Poważnie, to jest ten film, który trzeba obejrzeć. Jak go nie oglądaliście, to biegusiem nadrabiać. Mówiąc krótko coś Kevina Smitha pojawi się w przyszłym roku. Jest na co czekać.

Trochę się rozpisałem, więc na koniec polecę jeszcze dwa teksty, które możecie sprawdzić po przeczytaniu powyższego:

[g1_button link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/10-filmow-na-kazdy-mezczyzna-moze-plakac/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]10 filmów, na których mężczyzna może płakać[/g1_button] [g1_button link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/filmowe-uniwersum-dc-powstaje-od-dupy-strony/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]Filmowe uniwersum DC powstaje od dupy strony[/g1_button]