Wiem, że czekaliście. Ja też czekałem. Jak dziecko na pierwszą gwiazdkę. Jak prawiczek na pierwszy seks. Jak kamper na frajera, którego będzie mógł ustrzelić ze swojej odpicowanej wiatrówki snajperki. Doroczna ćwiartka z najlepszymi filmami roku miała powstać później, bo ciągle mam kilka filmów do obejrzenia, ale uznałem, że jak tak dalej pójdzie, to będzie połowa roku, a najlepsze filmy 2015 ciągle nie zostaną wybrane. Jak w ubiegłym roku, tak i teraz nim rzucicie się w wir czytania musicie przyswoić kilka reguł związanych z tym rankingiem:

  • Lista jest subiektywna – NA RANY CHRYSTUSA! NIEMOŻLIWE. A jednak. Przyznaję, że nie mam monopolu na prawdę, więc nie, moja lista nie jest tą, którą Mojżesz dostał od Boga. Jak się z nią nie zgadzasz to świetnie. Napisz mi o tym w komentarzu. Jak się z nią zgadzasz, to też super. Też o tym napisz, od tego są komentarze.
  • Kolejność filmów jest przypadkowa – nie bawię się w wartościowanie, który jest lepszy, który gorszy. Po prostu to zestaw najlepszych filmów, jakie udało mi się obejrzeć w 2015 roku i tyle.
  • Mogą pojawić się pozycje z 2014 – bo np. miały swoją premierę na jakimś festiwalu, a później trafiły do kin. Tak się zdarza. Naprawdę.
  • Nie obejrzałem wszystkich filmów – płaczę z wzruszenia, chlipię ze smutku, ryczę z bólu. Nie udało się. Psy szczekają, a Marcin pisze dalej.

Interpelacje, zażalenia, problemy, porady sercowe i kulinarne można kierować bezpośrednio za pomocą wszystkich kanałów social media na świecie. Mam na dzieję, że wszystko jest jasne, bo od teraz już nic nie będzie takie samo.

Mad Max: Na drodze gniewu

Mad Max: Fury Road/Fot. Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.

Mad Max: Na drodze gniewu

Zaczynamy od mocnego ciosu w potylicę. Najlepszy remake, który jest sequelem, rebootem, startupem i mashupem jednocześnie. Majsterszyk. Pieprzone arcydzieło kina akcji. George Miller, który jest żywą skamieliną i ma jakiś milion lat, zawstydził tym filmem wszystkich, którzy myślą, że wszystko powinno wybuchać – nawet miska z wodą dla psa. Kiedy pytają mnie, dlaczego Mad Max jest tak dobry odpowiadam:

Bo rozwija uniwersum Maxa, a nie ślepo powiela to, co sprawdziło się kilkadziesiąt lat temu. – Marcin, czyli ja. Możecie mnie cytować. Pozwalam.

Naprawdę tu wszystko się zgadza. Od montażu, przez muzykę, efekty specjalne, bohaterów. WSZYSTKO.

5 powodów, dla których Mad Max to film o niebo lepszy od Avengers 2
W głowie się nie mieści

W głowie się nie mieści/Fot. Pixar/Disney

W głowie się nie mieści

Jaki to jest dobry film. Pixar popełnili najlepszą animację ubiegłego roku. Film mądry, zabawny, mądry, z ciekawymi bohaterami, mądry i zmuszający do jakiejkolwiek autorefleksji. Jeden z kilku filmów 2015, na których płakałem i się tego nie wstydzę. I niby mówią o oczywistościach, ale za to jak mówią. Co ciekawe kilka miesięcy później to samo studio wypuściło co najwyżej średniego „Dobrego dinozaura”, ale niech będzie, że to wypadek przy pracy.

Przeczytaj więcej o „W głowie się nie mieści”
Marsjanin

Samotność Matta Damona/Fot. Twentieth Century Fox Film Corporation

Marsjanin

Jedna z najlepszych książek science fiction, jakie ostatnio czytałem i żywy dowód na to, że Ridley Scott potrafi jeszcze kręcić dobre filmy gatunkowe. Oczywiście pod warunkiem, że nie będzie kombinować z własnymi pomysłami na poprawianie scenariusza. Jeżeli szukacie filmu, który jest jak „Śmierć w Wenecji” tylko nie w Wenecji, a na Marsie. I nie o śmierci, ale w sumie o walce o życie, to uderzajcie jak w dym. Jest humor, rewelacyjna obsada – zestaw gwiazd na co najmniej dwa blockbustery – i emocje. Na szczęście ich poziom przerasta to, co możecie doświadczyć podczas wypadów na grzyby.

Recenzja książki „Marsjanin”
Amy

Kto zabił Amy?/Fot. Playmaker Films

Amy

Nie będę przed Wami ukrywać, że nie byłem gigantycznym fanem Amy Winehouse. Nie zmienia to jednak faktu, że cenię jej talent i to, co udało jej się osiągnąć. Nigdy jednak nie mogłem zrozumieć ludzi, którzy patrząc na artystów, którzy zmarli z powodu uzależnień wypowiadają się o nich z pogardą. To przede wszystkim oni powinni obejrzeć „Amy”, bo może uda się zmienić ich punkt widzenia. Film wyreżyserowany przez Asifa Kapadię to kawał solidnego dokumentu, który traktuje swoją bohaterkę sprawiedliwie. Bez czołobitności, ale i bez znęcania się.

It Follows

Coś za mną chodzi/Fot. Animal Kingdom

Coś za mną chodzi

Przyznajcie, że jesteście zaskoczeni. No dalej, przyznajcie. Uszami wyobraźni słyszę jak nerwowo stukacie w klawiatury przygotowując się do napisania komentarza, że ten gniot nie powinien być na liście najlepszych filmów 2015. No cóż, zmartwię Was. To moja lista. Po tym ciosie z liścia wyjaśnię dlaczego „Coś za mną chodzi” się tu w ogóle pojawia, bo mistrzowsko poprowadzono narrację. Podręcznikowo wręcz. Zgoda, że sama historia nie należy do najlepszych – choć i tak jest o niebo lepsza od setek innych horrorów/thrillerów – ale to właśnie za sprawność realizacji horror Davida Roberta Mitchella trafia do zestawienia. Za to i za skojarzenia z komiksem „Black Hole” Charlesa Burnsa.

Widzę widzę

Widzę cię mamo, widzę/Fot. Ulrich Seidl Film Produktion GmbH

Widzę, widzę

Horror Severina Fiala i Veroniki Franz to jeden z tych filmów, o których pisałem, że miały swoją premierę jeszcze w 2014, ale głównie była to premiera na festiwalach. Do szerszego widza trafił za sprawą wydania na DVD. Historia bliźniaków, którzy odkrywają, że ich matka, która wróciła ze szpitala chyba nie jest do końca ich matką ma w sobie coś z „Funny Games” Hanekego i kina M. Night Shyamalana – na szczęście tej lepszej części jego dzieł. To estetycznie zrealizowany film, który nie śpieszy się z wciągnięciem widza w wir wydarzeń. Traktuje nas trochę jak podglądacza, ale gdy już się rozkręci to otwiera drzwi na oścież i zaprasza do środka.

Sicario

Emily cierpi/Fot. Lionsgate

Sicario

Wow. Po prostu wow. Po fantastycznym „Pogorzelisku” Denis Villeneuve złapał zadyszkę i nie zbliżył się do poziomu swojego ciągle najlepszego filmu w karierze, ale „Sicario” jest blisko. Przede wszystkim za sprawą klimatu, który jest tak gęsty, że można go mieszać łyżką lub łokciem, zależy od preferencji. Zaczyna się od mocnego uderzenia, a później atmosfera stopniowo gęstnieje. Aktorsko wszystko się zgadza. Jest Emily Blunt, który z minuty na minutę coraz bardziej tonie w gównie. Jest Daniel Kaluuya, który bez przerwy nie wie, co się dzieje. Jest w końcu para Josh Brolin i Benicio Del Toro, którzy mają więcej testosteronu niż Artur Szpilka przed walką. Jak dorosnę chcę być jak Del Toro, którego szykuję jako kolejnego kandydata do roli Szatana.

Ex Machin

Ex Machina/Fot.
DNA Films

Ex Machina

Podobnie jak w przypadku „Coś za mną chodzi” pewnie pukacie się w głowę. No cóż. Pozwólcie, że wyjaśnię. „Ex Machina” zasługuje na miano jednego z najlepszych filmów 2015, bo dawno nie było w kinie tak zrealizowanego thrillera science fiction. Macie tu wszystko. Od rozprawki nad człowieczeństwem, rozwój sztucznej inteligencji, popadanie w szaleństwo, przemoc. Wiem, że to trochę taki „Blade Runner” dla ubogich, ale i tak to ciągle dobrze zrealizowane kino. Zarówno w kwestii obrazka jak i narracji.

Dzikie Historie

Dzikie historie/Fot.
Gutek Film

Dzikie historie

Kilka opowiedzianych w tym filmie historii to nic innego, jak nasze życie w pigułce. Oczywiście odpowiednio podkręcone. To jest graficzne przedstawienie sytuacji, gdy puszczają nam nerwy. Z tą różnicą, że tutaj bohaterowie przekraczają granice, których my często staramy się trzymać. Jest zabawnie, dziko i przy okazji inteligentnie. Damián Szifrón udowadnia, że można nakręcić komedię – choć ta jest czarna jak smoła – w której nie musi być dowcipów o pierdzeniu. Chwała bogu.

Creed

Młody wilk i jego mentor/Fot. New Line Cinema

Creed: Narodziny legendy

Na początek wyjaśnienie dla najmłodszych czytelników. „Rocky” to film, który powstał w czasach, gdy na preriach hulały mamuty. To również film, za którego Sylvester Stallone otrzymał dwie nominacje do Oscara. Choć pewnie trudno w to uwierzyć, to Sly jako Rocky zdecydowanie broni się aktorsko. To wreszcie film, który jest synonimem kina sportowego. Wzorcem, od którego później powstało wiele podobnych produkcji. „Creed” to powrót do korzeni. Bezpośrednie nawiązanie do pierwszego filmu i okazja do tego, aby młodsze pokolenie zobaczyło, że dziadek Sly potrafi grać. Bo znowu jako Rocky daje radę. Nominacja dla Złotego Globu za rolę drugoplanową, jak najbardziej zasłużona, a sam film to jeden z najlepszych filmów sportowych jakie oglądałem w ciągu kilku ostatnich lat. Ma swoje wady, ale na szczęście jest ich dużo mniej niż zalet. Koniecznie musicie sprawdzić.

Dar

Dar/Fot. Blue-Tongue Films

Dar

Uwielbiam filmy, w których bohaterowie nie są zaprezentowani w sposób:

  • Ci są dobrzy
  • Ci są źli

Nie ma nic po środku. Nie ma szarości. Jest tylko czerń i biel. „Dar” nie idzie tą drogą. Jest tu bardzo dużo szarości i tak naprawdę zastanawiamy się, kto jest czarny charakterem, a kto ofiarą. Kto zasługuje na karę, a kto na przebaczenie. Grający jedną z głównych ról Joel Edgerton jest jednocześnie reżyserem i scenarzystą. Jeżeli planuje kolejne podobne produkcje, to czekam z niecierpliwością. „Dar” zdecydowanie jest warty tego, aby poświęcić mu dłuższą chwilę.

Rok przemocy

Oscar i jego płaszcz/Fot. Participant Media

Rok przemocy

Drugi raz na liście pojawia się Oscar Isaac – nie ostatni. Nowe bożyszcze kobiet na całym świecie i powód zazdrości wielu facetów miał świetny rok. Choć zaczęło się od sporej ilości przemocy, gdy jako ambitny biznesmen stara się rozwinąć swój biznes. Niestety nie jest to takie proste i przez cały film obserwujemy jak pokonuje kolejne przeszkody. Jak w życiu wszystko ma swoją cenę i czasami trzeba sobie zadać pytanie, czy efekt jest jej warty. Isaakowi partneruje na ekranie Jessica Chastain, która dzielnie trwa przy swoim mężczyźnie walczącym z bezduszną maszyną jaką jest system. „Rok przemocy” to trzeci film w karierze J.C. Chandora. Zapamiętajcie to nazwisko, bo jak na razie ma skuteczność 100%. Wcześniej nakręcił „Chciwość” i „Wszystko stracone”. Tak, celuje w bardzo optymistyczne tytuły.

Sól ziemi

Sól Ziemi/Fot. Against Gravity

Sól ziemi

Szukacie mocnego dokumentu? Takiego, który ściśnie Was za gardło i wytarmosi za jaja – o ile je macie. Już nie musicie szukać. Juliano Ribeiro Salgado razem z Wimem Wendersem serwują obraz ludzkości i dramatycznych zmian, które przechodziliśmy na przestrzeni kilkudziesięciu lat. To nie jest świat dla maminsynków. To jest sól ziemi i sól dokumentów. Paskudna strona naszego gatunku.

Beasts of no nation

Idris w dżungli/Fot. Participant Media

Beasts of no nation

Teraz, gdy Netflix jest w końcu dostępny w Polsce każdy może obejrzeć ten film. Zdecydowanie warto. Już nawet nie ze względu na Idrisa Elbę w roli przywódcy komanda składającego się głównie z dzieciaków. Głównie z powodu tego, że to przejmujący zapis tego, co wojna robi z dziećmi. Główny bohater jest dzieckiem i ze swoją naiwnością stara się nam wytłumaczyć okrucieństwo świata, który go otacza. Jako wyznawca „Władcy much” z reguły nie mogę przejść obojętnie obok historii, w których dzieci muszą dorosnąć szybciej niż by sobie tego życzyły.

The Big Short

The Big Short/Fot. Regency Enterprises

The Big Short

Filmów opartych na prawdziwych wydarzeniach jest od groma i ciut ciut. „The Big Short” nie jest wyjątkiem. Opowiada o przyczynach i skutkach wielkiego kryzysu na rynku nieruchomości w USA w roku 2008. Opowiada z perspektywy ludzi, którzy ten krach przewidzieli i zarobili ogromne pieniądze. Większość filmów na tym by skończyła. Na opowiadaniu. „The Big Short” ma jednak misję i stara się nas czegoś nauczyć. Ostrzec i pokazać jak działają wielkie instytucje finansowe. Tak, po tym filmie znienawidzicie panią w okienku bankowym.

Lobster

Lobster/Fot. Element Pictures

Homar

Uwaga! Film Giorgosa Lanthimosa to melodramat, który jest groteskowy i przejmujący, ale jednocześnie niemiłosiernie wręcz nudny. Dlaczego w takim razie jest na liście najlepszych filmów 2015, a nie na tej drugiej z najgorszymi produkcjami? Bo mi ta nuda nie przeszkadza. „Homar” zmusił mnie do refleksji. Zadałem sobie pytania o sens relacji między ludźmi. O to, jak łatwo stajemy tylko po jednej stronie. Nie dostrzegamy potrzeb drugiej osoby. Obejrzyjcie, może i Wy zadacie sobie te pytania, a może zrodzą się jakieś nowe.

The Walk

The Walk/Fot. Sony Pictures Entertainment

The Walk. Sięgając chmur

Pogłoski o śmierci talentu Roberta Zemeckisa okazały się przesadzone. Reżyser „Powrotu do przyszłości” i „Forresta Gumpa” dostarczył zajmującą historię o szaleńcu, który postanowił zrobić coś, co nie powinno się udać. O kunszcie reżysera niech świadczy fakt, że trwająca bodaj dobre 20 minut sekwencja spaceru na linie między wieżami WTC trzyma w napięciu bardziej niż oglądanie spożywającej swój obiad na sali obrad posłanki Pawłowicz. Jest się czym zachwycić i przy czym zjeść odrobinę popcornu zapijają go odrobiną coli.

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy

Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy

Choć wylałem swoje żale odnosząc się do nostalgii, na której „Przebudzenie Mocy” bezlitośnie żeruje, to nie zmienia to faktu, iż jest to jeden z najlepszych filmów 2015. Warto było czekać na powrót Jedi. Nawet na taki, który wygląda trochę jak „Nowa nadzieja” na sterydach. To, co Abramsowi nie udało się przy okazji „Star Treka”, udało się przy okazji „Gwiezdnych Wojen”. Kino nowej przygody znowu żyje, a to zdecydowanie powód do świętowania. To również trzeci raz Isaaca na liście!

20 rzeczy, których być może nie wiedziałeś o Gwiezdnych Wojnach
Ant-Man

Ant-Man/Fot. Disney

Ant-Man

Znam osoby, które uważają „Ant-Mana” za jeden z najgorszych filmów powstałych w ramach MCU. Szanuję ich zdanie choć stoję po drugiej stronie barykady. To zdecydowanie jeden z najlepszych filmów. Głównie dlatego, że bierze się za bary z konwencją heist movie i wychodzi z tej walki zwycięsko. Jest humor, są bohaterowie, którym chcemy kibicować, są w końcu świetnie zrealizowane sekwencje akcji. I tylko główny wróg posysa niczym najmocniejszy odkurzacz.

Kingsman

Kingsman/Fot. Twentieth Century Fox Film Corporation

Kingsman: Tajne służby

Mark Millar jest prawdziwą kopalnią pomysłów na filmy akcji. Z kolei Matthew Vaughn to idealny reżyser do tego, aby te pomysły przenosić na wielki ekran. Reżyser jest wielkim fanem komiksów i naprawdę czuje klimat historii w obrazkach. Bez względu na to, czy są to superbohaterowie, czy szpiedzy pokroju Jamesa Bonda. „Kingsman: Tajne służby” to czysta akcja okraszona humorem i podlana jeszcze odrobiną akcji. Jest tu wszystko, co powinno się znaleźć w filmie, w którym James Bond nie nosi kija w dupie. Czekam na drugą odsłonę.

Most szpiegów

Tom zawsze jest dobry/Fot. DreamWorks

Most szpiegów

Steven Spielberg i Tom Hanks. W zasadzie to powinno wystarczyć. I wystarczy, ale do tego duetu dorzucono fantastycznego Marka Rylance’a i scenariusz, przy którym grzebali bracia Coen. Czy to się mogło nie udać? Nie. Steven znowu to zrobił.

Slow West

Problem?/Fot. DMC Film

Slow West

Gdyby na planie westernu spotkali się  John Ford, bracia Coen i Sergio Leone, to pewnie w wyniku kompromisu nakręciliby „Slow West”. Nie lubicie westernów? Trudno, sporo tracicie. Na ekranie można podziwiać trójkę Kodi Smit-McPhee, Michael Fassbender i Ben Mendelsohn i mi to wystarczy. Naprawdę.

Pentameron

Ładna pani leży/Fot. Archimede

Pentameron

Film  Matteo Garrone nie jest najlepszym filmem jaki obejrzycie w swoim życiu, ale na pewno jest jednym z najlepszych filmów, które pojawiły się w ubiegłym roku. Głównie dlatego, że Garrone postanowił sięgnąć po baśnie w wydaniu takim, jakie znano setki lat temu. Bez upiększania, idealnych księżniczek, pięknych rycerzy na białych koniach. To baśń w stanie czystym. To tu zobaczycie Salmę Hayek pałaszującą serce na surowo, to tu Vincent Cassel uprawia seks z pomarszczoną staruszką i to tu ulubienicą króla jest wielka pchła. Dzieje się.

Straight Outta Compton

NWA jak żywe/Fot. Legendary Pictures

Straight Outta Compton

Legendarna grupa N.W.A. doczekała się filmu, który okazał się czymś więcej niż tylko formalnością. Nie został nakręcony na siłę. Wręcz przeciwnie. Jest dobrze zagrany, trzyma w napięciu i powinien zainteresować nie tylko fanów rapu z pod znaku nawijania o policji i blokowiskach. Mocna rzecz.

Młodość

Para dziesięciolecia/Fot. Gutek Film

Młodość

Jest na świecie kilka pewników. Śmierć, podatki, nagie zdjęcia celebrytów, eurowpierdol polskich klubów w europejskich pucharach i fakt, że Paolo Sorrentino dowiezie świetny film. Można narzekać na to, że jest egzaltowany. Że gustuje w finezyjnym prezentowaniu akcji i tej finezji jest wręcz do przesady. Jego kino, to kino totalne i „Młodość” jest kolejnym dowodem, że mówimy o reżyserze, który już jest na absolutnym topie. Mimo, że ociera się tym filmem o arcydzieło, to odnoszę wrażenie, że ciągle stać go na więcej. I tak, Harvey Keitel i Michael Caine wygrywają główną nagrodę na męską aktorską parę dziesięciolecia. Genialni.

Tym filmem kończę ćwiartkę. Czekam na wasze propozycje, a ja idę odpocząć. Należy mi się.

Batman v Superman, to naprawdę kiepski film Filmy, które warto obejrzeć w 2016
  • azazel82

    „To, co Abramsowi nie udało się przy okazji „Star Treka”, udało się przy okazji „Gwiezdnych Wojen”.”
    Jestem ogromnym fanem SW, ale ze Star Trekiem wyszło 5 razy lepiej 😉
    btw. fajny blog

    • Star Trek Abramsa to takie „Szybcy i Wściekli w Kosmosie”. Mnie osobiście się podoba i z niecierpliwością czekam na „Jeszcze Szybszych i Bardziej Wściekłych w Kosmosie – ostatnią częśc trylogii), ale rozumiem osoby które są nim rozczarowane, zwłaszcza w kontekście oryginalnych serii.

      • StacjaKosmiczna

        Ja mam dokładnie tak samo …

  • Kurcze, jakby tu coś dodać, jak sama widziałam w tym roku mało widziałam, a to mnie zachwyciło już jest – Mad Max, inside Out, pandemonium, gwiezdne wojny…
    No i kolejna opinia zachęca mnie do Big Short :p

  • Nox

    Kilku pozycjom muszę się przyjrzeć, ale co do większości pełna zgoda. 🙂
    Pixar jest ok, ale uważam zachwyty nad „WGSNM” za trochę przesadzone. Mieliśmy w tym roku piękne „Skerety morza” i fenomenalnego „Baranka Shauna”, które zasługują na miejsce na tej liście.
    Jednym z największych pozytywnych zaskoczeń było „Disco Polo” – genialny mix kiczu, kampu, luzu i zabawy konwencją z fenomenalną muzyką.
    Dodałbym do listy „Steve’a Jobsa” – świetnie rozegrana rzecz. (pozwolę sobie w tym miejscu na okrutną autopromocję: http://www.film.gildia.pl/filmy/steve-jobs/recenzja)

  • StacjaKosmiczna

    Ex Machina – „…Wiem, że to trochę taki „Blade Runner” dla ubogich…” ??? Muszę przyznać, że tym stwierdzeniem mnie mocno zaskoczyłeś…

  • Moim zdaniem zabrakło „Eskorty” T. Lee Jonesa puszczanej w naszych kinach w 2015 r. Widziałeś?

  • Muszę nadrobić „Widzę, widzę”. Uwielbiam horrory, o tym nie słyszałam, ale nastawiam się na perełkę. Także wiesz, znajdę Cię jak film nie dowiezie >:3

    • To bardziej thriller flirtujący z horrorem. Boję się, że nie dowiezie, bo to bardzo nieśpieszne kino. Urzekło mnie, więc wrzuciłem 🙂

  • Zgadzam się ze znaczną większością (może oprócz Kingsman, których końcówki nie mogłam znieść), a co do reszty – już wiem co będę oglądać w najbliższym czasie.
    Swoją drogą – właśnie czytam „Marsjanina” i jestem absolutnie zachwycona. Jeśli film okaże się choć w połowie dobry jak książka, to zdobędzie moje serce na długie lata!

    • Film jest naprawdę dobry. Książka nie jest może lepsza – bo to mimo wszystko dwa różne media – ale na pewno jeszcze ciekawsza, bo nie jesteśmy ograniczeni przez czas trwania filmu. Moja żona właśnie czyta książkę – wcześniej obejrzała film – i już zapowiedziała, że musi go obejrzeć raz jeszcze 🙂

      • Cóż, film wciąż przede mną. Skłamałabym mówiąc że nie czekam na moment kiedy będę mogła go zobaczyć (choć z drugiej strony będzie to oznaczało że będę już po lekturze książki. A baaardzo nie chcę się rozstać. Za bardzo polubiłam głównego bohatera).

  • grim fandango

    Nie ma „Suburry”. Łuuu

  • StacjaKosmiczna

    Dokładnie tak.