Emocje jakie wzbudził zwiastun aktorskiej wersji “Ghost in the Shell” udowadniają, że film z 1995 roku ciągle żyje wśród fanów popkultury. To fantastyczna informacja, bo dla mnie to istotna część mojego dzieciństwa. Jeden z pierwszych kontaktów z cyberpunkiem i poważnym anime. Obejrzany poza oficjalną dystrybucją. Poza świadomością rodziców, którzy gdyby wiedzieli, co oglądam nigdy by na to nie pozwolili. To nie miało jednak znaczenia, bo żyliśmy w układzie wzajemnego zaufania, ale i niewiedzy. Wszystko działo się tak szybko, że moi rodzice nie mieli prawa wiedzieć, co konsumują ich synowie pod względem kultury. Ufali nam, a my tego zaufania nie tyle nadużywaliśmy, co wykorzystywaliśmy otrzymaną wolność nieświadomi tego, co przyniesie nam nowy film czy gra. Wspomnienia związane z “Ghost in the Shell” są żywe, ale czytając dyskusje na temat trailera filmu Ruperta Sandersa doznałem chwili olśnienia. Prawie wszyscy zainteresowani zgadzają się, że pierwowzór to film ważny. Wręcz kultowy. Jednak nikt nie odpowiada na jedno bardzo proste pytanie, dlaczego? Nie wpadłem na nie sam. Zauważyłem po prostu samotny komentarz czytelnika pod tekstem o tym, jak to jeden z autorów bardzo popularnego bloga technologicznego argumentuje, dlaczego jak na razie wizja Sandersa mu nie odpowiada. Proste pytanie, dlaczego ten film to taki klasyk. No właśnie…

Gdzie kończy się człowiek

Pierwszą rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę to fakt, że kiedy w 1995 roku film objawił się widzom na całym świecie był to jeden z żywych obrazów naszej przyszłości. Obrazów bardzo sugestywnych i jak się okazało wcale nie tak odległych. W końcu przeprowadzane na masową skalę cyberataki, wszechmocni hakerzy, coraz większy wpływ sieci na nasze życia nie jest już tylko wymysłem szalonego fantasty. Owszem do prawdziwego ducha w pancerzu jeszcze daleka droga, ale część z tego, co jest motorem napędowym fabuły “Ghost in the Shell” już jest. Namacalne. I choć teraz tak nie szokuje i nie fascynuje, to ponad 20 lat temu stanowił powód ekscytacji dla tych, którzy wychowali się na “Neuromancerze” Gibsona, który z kolei wpłynął na Shirowa, gdy ten pisał pierwsze odcinki swojej mangi. Z kolei na Gibsona wpłynęła twórczość Philipa K. Dicka, a wszyscy czytali Isaaca Asimova i w sumie możemy dalej ciągnąć nić powiązań i inspiracji udowadniając jak powstające po sobie dzieła wzajemnie na siebie wpływały. Z mojej perspektywy najważniejsze były nie tyle wzajemne inspiracje, a to, jak Oshii pokazał, co może nas czekać w przyszłości. Połączenie transhumanizmu z tak naprawdę naszą rzeczywistością, którą tutaj reprezentuje Japonia. Kraj w filmie z jednej strony nam znany, a z drugiej przedstawiony jak wielka globalna wioska przyszłości. Sama sekwencja początkowa zainspirowała przynajmniej jeden film istotny dla historii kina i popkultury w ogóle, który na pewno oglądaliście.

Siostry Wachowskie nie kryły nigdy, że “Ghost in the Shell” stanowił istotną inspirację podczas tworzenia serii “Matrix”. Jednak tak naprawdę uderzające w filmie Oshiiego jest to, jak wizja naszej relacji z maszynami się rozwija. Wyobraźcie sobie sytuację, w której nagle ktoś uświadamia Wam, że Wasze wspomnienia szczęśliwego życia to blaga. Rzeczywistość jest smutna, bo nijak ma się do tego, co myśleliście. Ktoś wgrał Wam wspomnienia, zhakował umysł i gdy poznaliście prawdę okazało się, że konsekwencje kradzieży tożsamości wskoczyły na zupełnie nowy poziom. Zresztą patrząc na jeden z głównych wątków, czyli rozważania, czy Motoko jest/była człowiekiem nie sposób nie zadać sobie kolejnych pytań. Gdzie tak naprawdę rozpoczyna się człowiek, gdzie się kończy? Czy osoba, która będzie wspierać swoją egzystencję o “części” nie posiadające biologicznego rodowodu jest jeszcze istotą ludzką czy może wymyka się już tej klasyfikacji i trzeba ją kategoryzować inaczej?

Transhumanizm – klasa filozofii, które próbują kierować nas w stronę kondycji postludzkiej. Transhumanizm dzieli wiele elementów z humanizmem – przede wszystkim szacunek dla rozumu i nauki, nacisk na postęp i docenianie roli człowieczeństwa (czy transczłowieczeństwa) w życiu. Transhumanizm różni się od humanizmu przez przyzwolenie (a nawet oczekiwanie) na radykalne zmiany w naszej naturze i dostępnych nam możliwościach oferowanych przez różne nauki i technologie. – jedna z definicji transhumanizmu autorstwa Maxa More’a

Te pytania rodzą się nie tyle z powodu tego, że to film, w którym główną rolę odgrywa cyborg, a z powodu tego, że osią napędową “Ghost in the Shell” nie jest sama intryga, a cały koncept odnoszący się do źródeł i niektórych z założeń cyberpunku. Głównie mam tu na myśli relację między człowiekiem a maszyną. O to, czym jest nasza dusza i czy faktycznie powinniśmy mieć absolutną wolność w decydowaniu o tym, jak modyfikujemy swoje ciało – w odniesieniu do modyfikacji, które mogłyby nas zbliżyć do klasyfikowania nas jako, no właśnie, jako co? Ciekawe w kontekście nas samych i wielu toczących się dyskusji są rozważania na temat płci. Oglądając “GitS” można odnieść wrażenie, że Motoko choć określana jest na zewnątrz poprzez ciało kobiety, to w rzeczywistości wydaje się być najbardziej męską z wszystkich bohaterów. Przynajmniej ona sama przejawia silne cechy męskie, co z kolei wynika z pytania zadawanego przez twórców na temat tego, czy płeć w dobie transhumanizmu w ogóle będzie miała znaczenie. W sumie już przestaje mieć – choć niestety ciągle nie odnosi się to do równego traktowania kobiet i mężczyzn, ale to temat na inne rozważania.

Filozofia obrazu

Brnąc w filozoficznych rozważaniach możemy dalej i nie tylko transhumanizm jest ich przejawem. Weźmy dualizm psychofizyczny, który w filmie zostaje mocno zaznaczony już w samym tytule. Ciało może być tylko skorupą dla tego, co według niektórych stanowi esencję człowieczeństwa. Dla naszego “jestestwa”. Duszy czy jakkolwiek inaczej zdecydujemy się to nazwać.

Dualizm psychofizycznystanowisko w metafizyce i filozofii umysłu. Według dualistów umysł (mind) i ciało (body) są od siebie całkowicie odrębne i niezależne.

Mocne miejsce zajmuje teoria ewolucji, która musi się pojawić w momencie, gdy mówimy o usprawnianiu tego, co stworzyła natura. Przecież patrząc nawet na Batou zdajemy sobie sprawę z tego, że jego możliwości wykraczają daleko poza możliwości każdego z nas. Zestawiając go z Motoko znowu powinniśmy sobie zadać pytanie, kto jest człowiekiem, a kto nie? Z naszej perspektywy może się pojawić konkluzja, że Batou nie jest bardziej ludzki od Motoko właśnie przez to, że tak bardzo różni się od nas samych. Oprócz wspomnianych można pójść jeszcze dalej dotykając tematu przekraczania doliny niesamowitości. W końcu w wizji rzeczywistości przedstawianej w filmie mam do czynienia z zatarciem się granicy między robotem a człowiekiem. Dochodzi nawet do sytuacji, w której istota w ogóle nie przypominająca człowieka w swoich zachowaniach jest jak najbardziej ludzka. Jeżeli w ogóle można tak powiedzieć.

Filozoficzne rozważania poparte są obrazem. Strona techniczna filmu w momencie premiery była klasą samą dla siebie. Nadal ogląda się to z wypiekami na twarzy. Szczególnie sceny, w których twórcy zrezygnowali z dialogów. Dłuższe sekwencje pokazujące miasto, momenty w których postępowano zgodnie z zasadą, aby pokazać zamiast opisywać. Bez względu na to czy mówimy o relacji między bohaterami czy o “zwykłych” widoczkach. Zresztą wizja przyszłości serwowana przez Oshiiego sprawia, że czujemy się zarówno obco jak i u siebie. Pamiętajmy też, że “Ghost in the Shell” to film akcji, a przynajmniej akcja stanowi ważną jego część. Ta też została pokazana sugestywnie – szczególnie sceny przemocy – nie ma w nich przypadku, ale co najważniejsze był na nie pomysł czego brakuje w wielu tytułach starających się reprezentować gatunek.

Ghost in the Shell
Ghost in the Shell/Fot. Kadr z filmu

Wielkie filmy nie są wielkie tylko dlatego, że potrafią poruszyć widza czy to losem bohaterów, czy jakimś chwytającym za wątrobę twistem. Są takie, bo twórca wie, że to, co tworzy jest dziełem składającym się z mniejszych części. Zespoły pracujące przy realizacji “Ghost in the Shell” zdawały sobie z tego sprawę, bo schodząc na poziom szczegółu widać, że każdy aspekt filmu został przemyślany i dopracowany. Zarówno konstrukcja bohaterów – którzy naprawdę nie są nam obojętni – intryga, czy zapadająca w pamięć muzyka. Najbardziej charakterystyczną jej próbkę możecie posłuchać powyżej, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliście. Warstwa dźwiękowa jest tu tak samo ważna jak część wizualna. Bardzo dobrze uzupełnia to, co widzimy na ekranie i dzięki temu jeszcze bardziej zostajemy pochłonięci przez opowiadaną historię.

Dlaczego?

Niektórzy patrząc na tekst będą oczekiwać bardzo prostej i krótkiej odpowiedzi, dlaczego “Ghost in the Shell” to klasyka kina. Jeżeli nie wynika to z tego, co napisałem powyżej, to ostatni akapit mam nadzieję rozwieje te wątpliwości. Film Oshiiego to odważna próba pokazania jak może, ale nie musi, wyglądać nasza przyszłość. Przy czym tak naprawdę największą wartością są pytania, które przed nami stawia. W tym, to najważniejsze i już wspominane, czyli czym tak naprawdę jest człowiek i co nas definiuje. Chodzi o przyjrzenie się naturze człowieczeństwa. Coś, co wydaje się jasne, ale w rzeczywistości już jasne być nie musi. Jako całość jest po prostu dobrze przemyślanym i zrealizowanym filmem, którego celem nie jest tylko dostarczenie rozrywki. Na szczęście dla nas twórcom w tych wszystkich filozoficznych rozważaniach udaje się uniknąć popadania w bełkotliwy ton pseudofilozoficznych rozważań podobnych produkcji. Być może dlatego film, którego głównym bohaterem jest cyborg mówi więcej o nas samych niż w rzeczywistości zdajemy sobie sprawę.

PS. W tekście odnoszę się tylko do filmu, kwestia mangi, serialu etc. to temat na zupełnie inną historię.