Przy okazji Humble Bundle, w którym za niewielką kwotę mogłem kupić praktycznie wszystkie odsłony serii Borderlands, pierwszy raz udało mi się powstrzymać i ostatecznie ich nie kupiłem. Nie było to proste, bo walka z samym sobą to najczęściej najtrudniejsza walka, jaką można stoczyć. W końcu nie ma przeciwnika, który zna cię lepiej niż ty sam. Powstrzymałem się z kilku powodów. Po pierwsze jak już ochłonąłem to zdałem sobie sprawę, że mam w co grać. Po drugie zadałem sobie pytanie, czy nawet gdybym nie miał w co grać, to grałbym w Borderlands? Pewnie tak, choć nawet pisząc te słowa nie mam stu procent pewności. Nie byłbym sobą gdybym nie zaczął myśleć, dlaczego kupki wstydu rosną, a my kupujemy kolejne gry, w  której być może nigdy nie zagramy.

Jesteś nałogowym kolekcjonerem?

Kupno gier nie różni się za bardzo od kupna nowej bluzki czy butów. Mechanizmy jakie odpowiadają za decyzję są mniej więcej takie same. Jednak przy grach pojawiają się dodatkowe bodźcie, które powodują, że wraz z kolejnymi przecenami kupujemy coraz więcej. Bez znaczenia, czy w daną grę zagramy, czy nie. Liczy się to, że będziemy ją mieli. Owa chęć czy potrzeba nie jest niczym nienormalnym. Kiedy pojawia się nowe Humble Bundle w naszym mózgu rozpoczynają się procesy, nad którymi bardzo ciężko zapanować. Choć wiemy, że być może w ogóle tych gier nie uruchomimy, a nawet jak uruchomimy, to tylko na chwilę, to i tak wydajemy ciężko zarobione złotówki. Przede wszystkim dlatego, że racjonalizujemy swoją decyzję. Bo przecież nawet jak nie zagram, to pieniądze nie zostały wydane źle, w końcu ich część idzie na szczytny cel. Jak na Steam pojawia się promocja, a my znowu sięgamy głębiej do portfela to mówimy sobie potem, że to okazja, bo przecież ten tytuł zawsze chcieliśmy mieć, a teraz jest przeceniony o 75%, więc grzech nie wziąć. Co z tego, że gra ma już kilka lat i aktualnie nie mam czasu w nią zagrać. Co z tego, że w kolejce przed tą “starowinką” jest jeszcze kilka nowości, które przecież muszę sprawdzić. To nie jest ważne. Ważne, że jest tanio.

Z punktu widzenia psychologii, to zupełnie normalne. Nie ma powodów do niepokoju, jeżeli jesteśmy w stanie zachować umiar. Gorzej, gdy przekraczamy pewną granicę między okazjonalnym kupowaniem czegoś, co nie jest nam potrzebne, a kolekcjonowaniem rzeczy tylko dlatego, aby je mieć. Wtedy zaczyna się robić niebezpiecznie. Przyjmijmy jednak, że wszyscy mamy się dobrze. Niebo jest niebieskie, tęcza niezwykle tęczowa, a nasza półka z grami właśnie się powiększyła. Co sprawiło, że ją powiększyliśmy?

  1. Impuls – przynajmniej część decyzji jakie podejmujemy jest powodowane przez to, że jesteśmy impulsywni. Jedni bardziej, inni mniej, ale w przypadku zakupów ważną rolę odgrywa poczucie nagrody. W końcu kupujemy coś, co wiąże się z przyjemnością, a w tej przecież nie ma niczego złego. Spece od marketingu bardzo dobrze wiedzą, że można oddziaływać na naszą impulsywność i wykorzystują tę wiedzę z premedytacją. Ładniejsze opakowanie, atrakcyjna promocja, obietnica, że jak kupią jedno, to drugie dostaną za darmo – bez znaczenia, że koszt tej “darmowej rzeczy” jest wkalkulowany w koszty. Co się dzieje jak zadziała impuls? Zaczyna się wspominana racjonalizacja.
  2. Liczy się konkretny stan umysłu – wiecie dlaczego przeceny są ograniczone czasowo? Bo poinformowanie potencjalnego kupca o tym, że ma tylko dwa dni na podjęcie decyzji sprawia, że łatwiej jest wywołać w nas konkretny impuls prowadzący do kupna. Musimy się śpieszyć, czas ucieka, trzeba kupić, bo promocja przepadnie i tym samym zniknie szansa na to, że zrobimy złoty interes.
  3. Napędzamy się wzajemnie – tak popularny hype sprawia, że gdy obserwujemy ekstatyczne reakcje innych – nawet osób, których nie znamy – łatwiej nam jest powielić te zachowania. Często dzieje się to na poziomie podświadomości. Teoretycznie uważamy, że niby nic się nie zmieniło, ale jak wszyscy mówią o przecenach na Steam, to sami zaczynamy o nich myśleć i zerkamy na wirtualne półki, aby sprawdzić, czy nie pojawiło się coś nowego.
  4. Szczęście nie sprzyja racjonalnym zakupom – teoretycznie jak idziecie na zakupy, to nie powinniście być w zbyt dobrym humorze. Wynika to z tego, że jak jesteśmy szczęśliwi, to mamy tendencję do tego, aby podejmować mniej racjonalne decyzje zakupowe. Po prostu nie myślimy o negatywnych stronach takiego zakupu. Przecież wszystko jest ok.

Jak to wszystko do siebie dodacie, to nagle okazuje się, że nie ma wyjścia, trzeba kupować.

Wstyd

Moja kupka wstydu jest całkiem pokaźna. Pomijając fakt, że nie mam za wiele czasu na granie, często kupuję gry na przyszłość. Na moim koncie Steam około 30% znajdujących się tam gier uruchomiłem tylko raz, aby sprawdzić, co to. To znaczy ja wiem, co kupuję, ale prawie zawsze rytualnie uruchamiam swoje zakupy. Po tym fakcie gry grzecznie czekają na swoją kolej. Czasami nawet po kilka lat. Tak było na przykład z drugim Wiedźminem, którego skończyłem dopiero pod koniec ubiegłego roku. Tak było z serią Mass Effect i tak samo pewnie będzie z kilkoma innymi tytułami, które bardzo chcę skończyć, ale jeszcze do tego nie dojrzałem. Czy czuję się z tym źle? Czasami tak, szczególnie, gdy ktoś mi przypomni jak fajna jest dana gra, a ja wiem, że jest fajna, ale co z tego skoro w nią nie gram. I to znowu jest zupełnie normalne. Podobno 20% osób, które kupuje jakąś grę poświęci jej mniej więcej godzinę, a później da sobie spokój. Jakby tego było mało, to całkiem pokaźna liczba wszystkich sprzedawanych cyfrowo gier nigdy nawet nie została uruchomiana po tym, jak ktoś ją kupił. [g1_progress_icon icon_subset=”iconsmind-hardware” icon=”gamepad-2″ stop=”4″ max=”10″ size=”l” direction=”right” align=”right”]

40% kupionych gier nie zostaje uruchomione nawet przez rok od kupna

[/g1_progress_icon]

Ostatnio uparłem się, że zamiast kupować nowe gry będę kończył te, na których mi bardzo zależy. Lista może specjalnie długa nie jest, ale plan i tak jest bardzo ambitny. W chwili, gdy to piszę mam odhaczonego “Tomb Raidera”, do którego było to już moje czwarte podejście. Teraz czeka mnie długa droga poprzez przygody w “Might and Magic X”, a później “Sleeping Dogs”. Obie mam zamiar skończyć. Pytanie tylko czy mi się uda. Tym bardziej, że znając życie za chwilę pojawi się kolejna fantastyczna promocja, która sprawi, że z ambitnych planów zostaną wióry. Znowu zacznę racjonalizować swoje decyzje – tak jak wtedy, gdy kupowałem “Guild Wars 2” i wmawiałem sobie, że w taką świetną grę MMO to na pewno będę grać i znajdę czas – i znowu okaże się, że na koniec roku wydałem sporo pieniędzy na niepotrzebne mi do niczego gry. Choć nie, one przecież są mi potrzebne, bo ja nie podejmuję błędnych decyzji. Tylko szkoda, że mimo wszystko nie mam w co grać.

PS. Ciekawe jak to jest u Was? Czy kupujecie nałogowo, jak duże są Wasze “kupki wstydu”?

Przeczytaj:

[g1_button link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/jestes-frajerem-bo-wydajesz-kase-na-gry-f2p/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]Jesteś frajerem, bo wydajesz kasę na gry f2p[/g1_button] [g1_button link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/5-gier-ktore-sprawily-pokochalem-crpg/” linking=”default” size=”m” type=”standard” style=”simple” text_color=”#ffffff” background_color=”#dd3333″]5 gier, które sprawiły, że pokochałem cRPG[/g1_button]