Ostatnio udało mi się obejrzeć film “Jesteśmy tym, co jemy”. Nie jest to wielkie dzieło, ale w kategoriach thrillera mieści się gdzieś po środku skali. Powoli stopniowane napięcie, trochę lepki klimat, a na koniec szalony i krwawy finał. Wcześniej zobaczyłem też “No one lives”, które też jest thrillerem, ale co bardziej czułe jednostki mogą się na nim trochę przestraszyć. W obu wypadkach głównym elementem rozrywkowym jest to, że w pewnym momencie oba filmy podnoszą nam ciśnienie. Co sprawia, że oglądając straszne filmy stajemy się jak małe dzieci, które chcą pogłaskać psa, a przy okazji się go boją?

Ten wspaniały mózg

Człowiek to zwierzę. Nasze genealogiczne korzenie sięgają głęboko do prymitywnego rdzenia, z którego wyrastają wszystkie zwierzęta. Psychologowie, behawioryści, filmoznawcy od lat spierają się, co tak naprawdę jest przyczyną naszej fascynacji filmami, których w sumie nie powinniśmy chcieć oglądać. Żeby dobrze to zrozumieć musimy pamiętać o kilku istotnych rzeczach i tu wrócimy do stwierdzeniu o tym, że jesteśmy zwierzętami. Strach jest w przyrodzie jednym z głównych uczuć, które sprawiają, że jednostki radzą sobie w trudnych warunkach. Chęć przetrwania u zwierząt jest czymś naturalnym. Ludzie stając się najsilniejszym z mieszkańców planety w wyniku ewolucji stłumili pewne instynkty, ale ciągle się ich nie pozbyli. Instynkt przetrwania jest tak silnie zakorzeniony w człowieku, że nawet dziecko, którego nie musimy uczyć, że coś jest niebezpieczne instynktownie boi się pewnym stworzeń. Badania na ten temat prowadził Nabuto Masataka. Kilka lat temu badając małe dzieci okazało się, że trzylatek jest w stanie szybciej wypatrzyć węża niż znaleźć na ekranie kwiat. Naukowcy doszli do wniosku, że nasz mózg jest zaprogramowany ewolucyjnie tak, żeby łatwiej radzić sobie np. z szybszym zauważaniem zwierząt potencjalnie niebezpiecznych. Przykładem mogą być węże lub istoty z wydatnymi kłami, które automatycznie informują mózg o tym, że kontakt z nimi może się skończyć tragicznie.

Badania nad ciałkiem migdałowatym – jedną z funkcji jest przetwarzanie emocji (w uproszczeniu) – dowiodły, że aktywność mózg zwiększa się w momencie, gdy obserwuje coś, co może być niebezpieczne. Okazało się na przykład, że “ucząc się strachu” mózg wyjątkowo reaguje właśnie na obrazy zwierząt. Czerpie z tysięcy lat ewolucji i instynktów, które chroniły naszych przodków. To z kolei wyjaśnia, jaki schemat stoi za tworzeniem filmowych potworów. Nawet straszne postacie ludzkie mają uwypuklone cechy drapieżnika. Sukces Hannibala Lectera – którego życie jakiś czas temu streściłem – nie był zasługą tylko rewelacyjnego Anthony’ego Hopkinsa. Boimy się go, fascynuje nas, bo ma w sobie coś z dzikiego zwierzęcia. Tym straszniejszego, że obdarzonego świadomością jakiej nie ma (?) np. lampart. Niestety nie wyjaśnia to w stu procentach fenomenu naszej fascynacji horrorami. Nie jest to takie proste. Nie możemy sprowadzić tego tylko do pierwotnych instynktów. Dowiodły tego badania, które prowadzono cztery lata temu na Uniwersytecie w Jenie. Zespół, w którego skład wchodził Thomas Straube sprawdził, czy ciałko migdałowate wykazuje zwiększoną aktywność na horrorach tak, jak reaguje na drapieżniki. Wyniki były zaskakujące, bo ciałko nie reaguje. Skoro ono nie reaguje, to co dzieje się w naszym mózgu?

Ciałko podczas horroru śpi. Zapalają się za to cztery inne miejsca:

  • Kora wzrokowa – odpowiada za reakcje na to, co widzimy
  • Wyspa – odpowiada za samoświadomość
  • Wzgórze – odpowiada za “przełączanie się” półkul mózgu
  • Kora przedczołowa – odpowiada m.in. za planowanie i uwagę

Badania doktora Davida Zalda udowodniły, że są osoby, których mózg wyrzuca w trakcie stresujących sytuacji większe niż u innych ilości dopaminy. Chodzi o to, że takie osoby po prostu podczas oglądania horroru czują się lepiej. Działa tu ten sam mechanizm jak przy wyrzutach adrenaliny. Zwróćcie uwagę na to, że ze swojego życia przede wszystkim pamiętacie te momenty, którym towarzyszą silne, pierwotne emocje. Strach jest jednym z nich, bo gdy się boicie mózg uwalnia bardzo silne hormony – wspomniana dopamina – a to poczucie napięcia w pewnym sensie sprawia, że gdy sytuacja stresująca minie zaczynacie czuć, że żyjecie. To truizm, ale tak w rzeczywistości jest. Emocje opadają, a my odczuwamy siebie bardziej i jest to coś uzależniającego.

Jesteś psychiczny

Wszystkiego działaniem mózgu wytłumaczyć nie można. Choć ma on swój udział w naszej fascynacji strachem, to przy okazji spora tu zasługa psychologii. Od lat psychologowie badają nasze reakcje i starają się wszystko wyjaśnić. Freud sprowadził to do walki id z ego, a Jung upatrywał w horrorach odbicia głęboko zakorzenionych schematów takich jak rola matki. Pod koniec lat 70. XX wieku doktor Dolf Zillman wskazywał na relację między poczuciem strachu a poczuciem triumfu w momencie, gdy udaje się nam przetrwać. Negatywne wrażenia z oglądania horroru działają jak dopalacz dla pozytywnych emocji. Pojawiła się też tzw. “The Snuggle Theory”. Zakłada ona, że horrory pozwalają nam lepiej realizować role przypisane do płci. Badania na nastolatkach dały ciekawy wynik, z którego wynikało, że chłopcy lepiej bawili się na horrorze, gdy widzieli, że ich dziewczyny się boją. Te z kolei czuły się lepiej, gdy widziały, że “ich faceta” to nie rusza. Teoria jest dość kontrowersyjna, bo zakłada realizację wizji silnego, twardego faceta i biednej potrzebującej kobiety.

Dodatkowo istotne jest to, że najlepiej odbieramy horrory, gdy mamy świadomość, że środowisko, w którym się znajdujemy jest bezpieczne. Doktor Margee Kerr przez wiele miesięcy obserwowała jak reagują bywalcy “Nawiedzonego domu” w Pittsburgu. Szybkość reakcji mózgu w różnych sytuacjach jest fascynująca. Błyskawiczne przejście od strachu i zaskoczenia do śmiechu, który czasami stanowi reakcję obronną. Psycholog David J. Skal wysnuł teorię, że horrory są odbiciem naszym społecznych fobii. Oglądając je udowadniamy, że jesteśmy w stanie dać sobie z nimi radę. Wspominana doktor Kerr zwraca uwagę na naszą obsesję na punkcie śmierci. Świadomość końca – choć wypierana – dyryguje nami i sprawia, że sporo z naszych działań kręci się wokół tego, aby dowiedzieć się, co z nami będzie – zombie, duchy etc. są m.in. wynikiem tej obsesji. Innym popularnym stanowiskiem jest to, że oglądanie brutalnych czy strasznych filmów jest pewnego rodzaju zaworem, który pozwala nam wypuścić głęboko skrywane uczucia. Oglądanie ma być aktem, który zastępuje faktycznie działanie, czyli zamiast zadawać ból patrzymy jak ktoś inny cierpi. Zwolennikiem tej teorii jest na przykład Stephen King. Niestety problem z wszystkimi teoriami opierającymi się na psychologii jest niestety taki, że żadna nie wyjaśnia w stu procentach, dlaczego kochamy się bać. To prowadzi mnie do konkluzji, że w przypadku każdej jednostki składają się na to różne elementy. Działanie mózgu, potrzeby, podświadoma chęć realizacji swojej pierwotnej roli.

To w końcu dlaczego lubimy horrory?

Pewnie zaczynając czytanie tego tekstu spodziewaliście się prostych odpowiedzi. Rzecz w tym, że nie ma prostych odpowiedzi. To mnie bardzo cieszy, bo sprawia, że wyjaśnienie naszej fascynacji horrorami jest niezwykle frapujące. Tak jak napisałem powyżej składając wszystko w całość wychodzi na to, że mamy do czynienia z miksem różnych reakcji i potrzeb. Nasze reakcje są różne, różne rzeczy sprawiają, że czerpiemy z czegoś przyjemność. Na koniec zostawię Was z ostatnią teorią. Zakłada ona, że oglądanie horrorów można porównać do snów. Pewnie każdy z Was miał taki, w którym ktoś go gonił. Uciekacie przed nieznajomym napastnikiem i w kulminacyjnym momencie budzicie się. Uczucia się tak silne, że długo dochodzicie do siebie. Filmy mogą być czymś z pogranicza takiego snu i jawy. Patrzycie na wydarzenia, ale w sumie nie jesteście w stanie nic więcej zrobić. Czujecie ulgę, gdy wszystko się kończy, tak jak po przebudzeniu.

[tw-button color=”red” size=”big” alignment=”center” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/ksiazki-erotyczne-najlepsze-ksiazki-erotyczne-czesc-1/”]Najlepsze książki erotyczne[/tw-button]