Nie mogłem się powstrzymać i sięgnąłem po pierwszy epizod “Game of Thrones: A Telltale Games Series”. Chociaż pierwotnie postanowiłem sobie, że poczekam na wszystkie odcinki i po prostu przejdę je jeden po drugim, zmiękłem i wiecie co? Dobrze mi z tym.

Uwaga! Recenzja będzie aktualizowana po premierze kolejnych epizodów.

Dla fanów

Na początek bardzo ważna informacja. Seria jest skrojona przede wszystkim z myślą o fanach “Gry o Tron”. O tych samych, którzy z wypiekami na twarzy czekają na “Wichry Zimy” czy czytają ciekawostki na temat George’a R. R. Martina. To oni będą się bawić przy niej najlepiej. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie po sesji z pierwszą odsłoną, czyli “Iron From Ice”.  Tak jak zapowiadano głównymi bohaterami gry jest ród Forresterów, którzy na kartach powieści Martina pojawiali się, ale tylko informacyjnie, że ktoś taki w ogóle istnieje. Każdy z nas będzie miał okazję poznać fabułę z perspektywy kilku członków rodu, co jest bardzo dobrym posunięciem, bo pozwala wpleść w grę wiele wątków i tym samym upodobnić ją zarówno do książki, jak i do serialu, do którego dziełu Telltale zdecydowanie bliżej.

Już od pierwszych minut zacząłem odnosić wrażenie, że ród Forresterów kogoś mi przypomina. Skojarzenia są na miejscu, bo scenarzyści Telltale zdecydowali się wzorować na Starkach. Mamy dumnego lorda, który jest mentorem dla giermka, na którego barkach spocznie spora odpowiedzialność. Jest jego pełna dumy żona i dzieci przypominające pacholęta wilków z północy. Z jednej strony to dobrze, bo wzorzec cieszy się sporą popularnością, a z drugiej strony odczułem delikatny zawód z powodu tego, że w sumie to wszystko już widzieliśmy. Forresterowie tak bardzo przypominają Starków, że gdzieś po drodze gubią – a może jej nie mają – własną tożsamość. To jednak okaże się wraz z kolejnymi epizodami. W końcu sporo fabuły pozostało jeszcze do odkrycia.

Na początku napisałem o tym, że jest to gra skrojona z myślą o fanach. Wynika to z tego, że wydarzenia rozpoczynają się w momencie, gdy dochodzi do [spoiler] zdrady Freyów, czyli pamiętnych Krwawych Godów, w trakcie których zginą dwie bardzo ważne postacie dla fabuły “Pieśni lodu i ognia” . [/spoiler] W trakcie gry spotkacie znanych z kart powieści bohaterów, którzy będą nawiązywać do wydarzeń z książek i tym samym serialu, co sprawia, że zupełnie “zielony gracz” nie będzie w stanie załapać od początku, co w tym takiego ważnego i tym samym straci część frajdy.

Co działa

Fabularnie pierwszy epizod naprawdę daje radę. Wątki zawiązane zostały w interesujący sposób, a gracz, co jakiś czas przenoszony jest w inne miejsce świata wykreowanego przez Martina, bo dzieje się dużo i ciągle jest coś do roboty. Na brawa zasługuje to, jak zręcznie udało się wprowadzić gracza w wydarzenia. W zasadzie wsiąkamy w nie od pierwszego dialogu. Poznajemy motywacje bohaterów, układamy w głowie to, jak ci bohaterowie mogą się zachowywać i kim tak naprawdę są. To ważne, bo w świecie intryg i spisków, gdzie często słowo jest mocniejsze od miecza liczy się to, aby sprawnie się nim posługiwać.

W pierwszym epizodzie kilka razy będziecie musieli podjąć istotne dla dalszego rozwoju fabuły decyzje. Staniecie twarzą w twarz z królową regentką czy będziecie musieli zręcznie lawirować między wybronieniem się od oskarżeń o zamordowanie żołnierzy a  nie ściągnięciem na siebie gniewu nowego namiestnika północy. Dialogi są jak zwykle dobrze napisane i co ważne dobrze zagrane przez aktorów, których znamy z serialu. Całe szczęście, bo rozmowy między bohaterami stanowią sól serii. Działa również to, że gracz zaczyna czuć odpowiedzialność za skromny ród, którego losy obserwujemy. W świecie Martina najmniejszy błąd może oznaczać śmierć i mam dziwne wrażenie, że tutaj jest tak samo. Dlatego sporo emocji wzbudza podejmowanie kolejnych decyzji. Co wpłynie na losy rodu? Jak potoczy się fabuła? Na te pytania odpowiedź znajdziemy już wkrótce.

Co z działaniem ma niewiele wspólnego

Boże, jakie to jest brzydkie. Niestety największy mankament gier Telltale Games ciągle jest wśród nas. Ich gry choć fabularnie stoją na wysokim poziomie, to technicznie są reliktem zamierzchłych, z technologicznego punktu widzenia, czasów. Tekstury są paskudne. Poszczególne elementy na ekranie przenikają się, a animacja większości z nich jest szczątkowa. Otoczenie to mało śmieszny żart, a jedyną rzeczą jaka pozwalała mi o tym na chwilę zapomnieć to ręcznie malowane tła, które czasami przyjdzie Wam podziwiać.

Pół biedy tła, gdy to nie one stanowią clue całej zabawy. Modele bohaterów też pozostawiają sporo do życzenia i to nie tylko pod względem tekstur, ale i ich podobieństwa do serialowych odpowiedników. Jedne wyglądają lepiej, a inne gorzej, ale wszystkie mają jedna cechę wspólną. Kiepską mimikę. Wiem, że w grach nie chodzi o grafikę, ale skoro Telltale stało się studiem realizującym coraz większą ilość projektów opartych o bardzo dochodowe licencje, to może przyszłaby pora na jakieś zmiany w temacie technologii?

To dopiero początek

“Iron from Ice” dostarcza sporo rozrywki i jest zwiastunem bardzo udanej serii. Choć na razie nie wiemy, co tak naprawdę się stanie po każdej z naszych decyzji, to czujemy, że gra toczy się o sporą stawkę. Tym samym powinniście w nią zagrać szczególnie, gdy lubicie książki Martina. Ja już czekam z niecierpliwością na kolejny epizod.

Ocena pojawi się po premierze wszystkich planowanych odsłon.

Sprawdź:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/ksiazki/piaseczniki-najlepsze-napisal-george-r-r-martin/”]Piaseczniki – najlepsze, co napisał Martin[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/5-gier-w-ktore-musze-zagrac-po-e3-2014/”]5 gier, w które muszę zagrać w 2015[/tw-button]