Wiele razy jak widzę nowe gry powtarzam sobie, że ich nie kupię. Że mam w co grać. Wydam tylko pieniądze na coś, co będzie czekało na swoją kolej przez kolejne miesiące. Im mocniej sobie powtarzam, że nie kupię, tym bliżej jestem zakupu. Nie wiem, jak w psychologii nazywa się ten proces, ale na pewno ma swoją nazwę, a jak nie ma, to mogę zaproponować “syndrom Marcina”. W przypadku Heroes of the Storm zadziałał ten sam mechanizm. W głębi duszy powtarzałem sobie, że ta gra nie jest mi potrzebna i ostatecznie skończyłem z kupionym kluczem do bety. Pal sześć, gdybym wydał pieniądze na skończony produkt, nie, postanowiłem wydać je na betę! Na szczęście są dwa plusy tej sytuacji:

  • Mogę napisać ten tekst,
  • Ostatecznie nie kupiłem pakietu założycielskiego, ale byłem blisko.

Nim usiądziecie do czytania wyjaśnię kilka rzeczy. To tekst z punktu widzenia gracza, który nie spina się na to, aby wygrać w HotS złote gacie. Jestem casualem, ale mam bardzo dobrze wykształcony instynkt rywalizacji, więc w grach MOBA balansuję na krawędzi między wspomnianym typem, a tym gościem z II B, który na lekcjach WF-u miał do wszystkich pretensje, że w trakcie gry w piłkę partolą akcję za akcją. To w stu procentach subiektywna opinia – to oczywiste, ale kilka lat pisania dla przypadkowych czytelników wykształciło we mnie pewien mechanizm obronny – nie silę się na obiektywizm, bo ten jest w wielu sprawach nieosiągalny. Coś, co dla jednym jest wadą dla innych może być zaletą. Szanujcie to. Będę odnosił się do swoich doświadczeń w League of Legends – jak wypada bezpośrednie porównanie tych dwóch gier możecie sprawdzić na jestemgeekiem.pl – przy tytule od Riot Games spędziłem ok. trzech lat, godzin nie liczę, bo się nie da, ale wierzcie mi, że grałem bardzo intensywnie. Dodatkowo mam za sobą przygody z Heroes of Newerth i DOTA 2, ale to LoL jest dla mnie bazą do ewentualnych porównań. To chyba wszystko. Gotowi?

Zalety Heroes of the Storm:

1. Długość rozgrywki – w pewnym momencie swojego życia przekroczyłem granicę, w której mam czas i trafiłem do kraju o nazwie “absolutnie cholera nie mam czas”u. Choć to nie do końca prawda, bo nie tyle nie mam czasu, co jestem zmuszony lepiej nim zarządzać i organizować sobie ten, który mam do dyspozycji. League of Legends, choć nadal bardzo lubię ten tytuł, zabiera mi go zdecydowanie za dużo. Średnia długość pojedynków sprawia, że nawet jak mam ochotę zagrać, to nim zacznę szukać drużyny zastanawiam się kilka razy, czy aby na pewno chcę przywiązać się do komputera na ok. godzinę, aby rozegrać przynajmniej jedną partię. Odpowiedź jest prawie zawsze taka sama. Nie, nie chcę. Heroes of the Storm to gra idealna dla mnie, bo jest gatunkiem, który bardzo lubię, a dodatkowo mecze trwają z reguły 20 – 25 minut. Czasem po wszystkim jest i po kwadransie. Idealnie. W godzinkę przy dobrych wiatrach można rozegrać trzy mecze. Świetnie.

Thrall z Heroes of the Storm
Podobno jest OP

2. Intensywność rozgrywki – często przy okazji tekstów o Heroes of the Storm możecie przeczytać, że Blizzard tworząc ten tytuł wykastrował League of Legends i gry jej podobne z elementów “zbędnych”. Nie ma tu na przykład tzw. laning phase, czyli pierwszych kilkunastu minut gry, w których gracze starają się przejąć kontrolę nad liniami z pomocą swoich junglerów (z reguły jeden z graczy pełni rolę wolnego elektronu, który wspomaga drużynę zaplanowanymi atakami na linię). Przy okazji LoL-a ta faza gry może zadecydować o późniejszym wyniku i szczególnie na niższych poziomach skutecznie potrafi rozbić psychicznie członków naszej drużyny, jeżeli nic nie idzie po naszej myśli. Tu tego nie ma. Zamiast wyczuwania przeciwnika jak w trakcie walki bokserskiej od samego początku bierzemy się do roboty. Pchamy całą drużyną jedną linię? Proszę bardzo, w dwójkę polujemy na zbłąkanych herosów. Nie ma problemu. Ciągle coś się dzieje, ciągle jest coś do roboty. Od początku do końca. Przy pierwszych meczach wydawało mi się, że panuje tu chaos, ale później zdałem sobie sprawę, że i w Heroes of the Storm jest miejsce na dobre planowanie kolejnych posunięć, ale do tego potrzebna jest zgrana drużyna. Tak jak napisałem, League of Legends przypomina trochę walkę doświadczonych pięściarzy, a HotS średniowieczną rąbankę z cyklu każdy z każdym. Przynajmniej pozornie.

3. Mapy – pomysł na mapy, to zdecydowanie coś, co spodobało mi się od pierwszego kontaktu z grą. W tej chwili dostępnych jest sześć map (Sky Temple, Garden of Terror, Blackheart’s Bay, Dragon Shire, Haunted Mines i Cursed Hollow). Wszystkie są do siebie podobne, jeżeli chodzi o układ, ale na każdej czeka na graczy inne wyjątkowe zadanie. I to właśnie zadania decydują o tym, że Heroes of the Storm z rąbanki i wykastrowanego LoL-a staje się czymś więcej. Ma warstwy. W grze od Riot Games zdarza się, że jeden gracz może sam przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Jeden wariat z jeszcze bardziej szalonym buildem (ścieżką rozwoju postaci i odpowiednio do niej przystosowanym zestawem przedmiotów) potrafi być “one man army”. W HotS choć umiejętności indywidualne są ważne, tak naprawdę istotne jest to, jak potrafimy je wykorzystać do kontroli kluczowych elementów mapy i współdziałania z drużyną. Przykładowo na mapie Sky Temple są świątynie, które co jakiś czas stają się dostępne i można przejąć nad nimi kontrolę. Drużyna, która będzie pierwsza w pobliżu świątyni przejmuje kontrolę, ale żeby nie było zbyt łatwo musi w walczyć z jej obrońcami i jednocześnie odpierać ataki drużyny przeciwnej. Gra jest warta świeczki, bo świątynia w trakcie swojej aktywności błyskawicznie niszczy umocnienia przeciwnika. Z kolei na Blackheart’s Bay na środku mapy znajduje się piracki statek, który działa tak jak świątynia ze Sky Temple, ale tu kontrolę zdobywa się poprzez zbieranie dublonów, które ma otrzymać kapitan. Dublony można zabierać innym graczom, więc czasami wystarczy załatwić jednego herosa z pełnym kontem, aby odwrócić los na swoją korzyść. Oprócz tego Blizzard postawił na możliwość “wynajmowania” niektórych neutralnych potworów, które znajdują się na mapie. Jednak, aby przejąć ich obóz najpierw trzeba je pokonać. Odpowiednie zgranie tych wszystkich elementów połączone z dobrze skoordynowanymi starciami drużynowymi i mądrym poruszaniem się po mapie decyduje, że Heroes of the Storm jest trudniejsze niż na początku może się wydawać.

Heroes of the Storm - mapy
Taką grafikę oglądacie czekając na rozpoczęcie gry w Sky Temple

4. Wspólny poziom i gra drużynowa – w HotS nie awansujecie swoich bohaterów indywidualnie, a zdobywacie doświadczenie grupowo. Dzięki temu nawet w sytuacji, gdy na chwilę rozłączy Was z serwera nie stracicie poziomów, które w np. w DOTA 2 mogą być na wagę życia lub śmierci. Bardzo dobrym ruchem jest też to, że na czas wspomnianego rozłączenia kontrolę nad naszą postacią przejmuje sztuczna inteligencja – nie wnikam w to, czy jest ona inteligenta, bo nie jest, ale lepsze to niż nic. To ważne z powodu tego, że odnoszę wrażenie, że w HotS bardziej od jednostki liczy się drużyna. W innych MOBA też jest ważna, ale tam do współdziałania zmusza Was tylko główny cel, czyli zwycięstwo. Tu zmusza Was do tego konstrukcja mapy i to, co się na niej dzieje. Bez drużyny jesteście w ciemnej dupie i nawet jeden genialny gracz najpewniej nie pomoże Wam z niej wyjść.

5. Brak sklepu – nie ma tu sklepu, jest za to system talentów. Oznacza to, że zamiast składać odpowiedni zestaw przedmiotów dla naszego bohatera skupiamy się na odpowiednim doborze talentów. Dlaczego jest to zaleta? Bo po pierwsze nie trzeba się przejmować ilością złota na koncie i tym, że właśnie brakuje nam 100 monet do zakupu świecących skarpet +10 do prędkości poruszania. Po drugie, bo dzięki temu bardziej skupiam się na rozgrywce niż myśleniu, czy może zamiast miecza, który normalnie na tym etapie kupuję nabędę drogą kupna topór. Jego brak jest logicznym następstwem decyzji związanych z samym tempem i charakterem rozgrywki. Choć to ma swoją ciemną stronę, ale o tym za chwilę.

Heroes of the Storm - screen
Dzieje się

Wady Heroes of the Storm

1. Talenty są kiepskie – dyskutowałem na ten temat z Wojtkiem z bloga otlnd.pl i Wojtek słusznie zauważył, że system talentów niedomaga. Wiele z nich jest kompletnie nijakie. Sporo zwyczajnnie bezużytecznych, a to sprawia, że różnorodność jest tylko pozorna i kończymy z jednym żelaznym zestawem. Taki stan rzeczy mógłby naprawić jeden prosty zabieg, który Wojtek zaproponował w trakcie naszej rozmowy. Drzewko z talentami, ale takimi, które naprawdę zmieniają naszą postać. Sprawiają, że wybór któregoś zmusza gracza do zmiany myślenia o swojej postaci i tego, jak będzie grać w dalszej fazie gry.

2. Stara się być dla wszystkich – MOBA w swym rdzeniu mają mocno rozwiniętą płaszczyznę rywalizacji, samodoskonalenia i karania za najmniejsze błędy. To nie jest gatunek dla każdego, a gra Blizzarda przez to, jak została zaprojektowana stara się być tytułem dla wszystkich, a jak mówi stare przysłowie, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Oczywiście inne MOBA też są dla wszystkich, ale jak chcecie być naprawdę dobrzy musicie poświęcić grze bardzo dużo czasu. Analizować każdy swój ruch i błędy, które popełniliście. Od samego początku – nawet nie grając starć rankingowych – musicie być ostrzy jak brzytwa. Grając w HotS mam wrażenie, że nikt nie wymaga ode mnie maksymalnego skupienia i wielkich umiejętności. Jakby był większy margines na błędy. Tak jak w League of Legends wybór bohatera miał kolosalne znaczenie i np. tam specjalizowałem się w grze jako support i gracz górnej linii, tak tu nie skupiam się na tym, tylko raz gram zabójcą, raz wojownikiem. Plaża i kolorowe drinki. Nie czuję – przynajmniej na razie – konieczności maksymalnego skupienia i szlifowania umiejętności.

3.  Brak indywidualizmu – choć przyznaję, że jestem zwolennikiem drużynowego podchodzenia do gry, to odsunięcie indywidualizmu graczy na dalszy plan powoduje, że w HotS rzadziej niż w LoL-u zobaczycie niesamowite akcje, jakiś błysk geniuszu, który sprawia, że szala zwycięstwa właśnie przechyliła się na Waszą stronę. To dzięki takim akcjom:

gracze dyskutują o League of Legends. Emocjonują się kolejnymi rozgrywkami i to właśnie takie zagrania jak to xPeke’a działają na wyobraźnię tych, których je oglądają. Tym samym popychają ich do samodoskonalenia, coraz więcej ludzi gra, a maszynka kręci się coraz szybciej.

4. Ciężko grać solo – ten punkt wynika z zalet HotS i punktu trzeciego tej części tekstu. Nastawienie praktycznie każdego kluczowego aspektu (łącznie ze sposobem zaprojektowania bohaterów) gry na grę drużynową sprawia, że samotna rozgrywka potrafi być dużo bardziej frustrująca niż samotna gra w League of Legends czy DOTA 2. We wszystkich przypadkach świetnie jest grać ze znajomymi, ale to w HotS mam problem, gdy jestem sam, bo wiem, że zamiast potencjalnego zwycięstwa czeka mnie potencjalny chaos. Kiedy tytuł nastawiony jest tak mocno na współpracę ciężko samemu pociągnąć grę, co mimo wszystko w innych tytułach jest możliwe. U konkurencji machałem na samotność ręką, tym bardziej, że tworzenie drużyny jest tam świetnie pomyślane i można dołączyć do takiej drużyny, której skład odpowiada nam najbardziej.

Heroes of the Storm - screen 2
Mówią, że to brzydka gra

5. Potencjał e-sportowy jest mniejszy niż u konkurencji – jest trochę za wcześnie, aby stwierdzić, czy tak faktycznie będzie, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że wszystko prowadzi do tego, iż nie będzie to pierwszoligowa gra, jeżeli chodzi o e-sport. Mniej miejsca na indywidualne popisy, eksperymenty z rozwojem bohatera (chodzi tu głównie o próbowanie nowych zestawów przedmiotów) czy większy margines błędu sprawia, że nie jest to gra, którą chcę oglądać. Grać owszem, ale nie oglądać. Kiedy spędzałem przy streamach z League of Legends, czy to turniejowych, czy ulubionych graczy, długie godziny robiłem to głównie po to, aby podpatrzeć jak najlepsi na świecie radzą sobie konkretną postacią, jak się zachowują na mapie w konkretnych momentach gry. Tu mogę co najwyżej zobaczyć jak rozwinąć bohatera. Świadkiem cudów raczej nie będę. Choć zaznaczam, że mogę się mylić, a sam Blizzard powoli stara się wprowadzać HotS na salony e-sportu.

W szaleństwie Blizzard jest metoda. Nie chcieli po prostu zrobić gry MOBA. Stwierdzili, że stworzą tytuł po swojemu i tym samym przynajmniej w pewnym stopniu wyłączą się z rywalizacji z konkurencją. Nie wiem, czy jest to faktycznie MOBA dla tych, którzy MOBA nie lubią, ale wiem, że na pewno sprawia sporo frajdy przede wszystkim w trakcie gry ze znajomymi. Być może zmienię zdanie, co do wymienionych wad, gdy spędzę przy niej tyle czasu, ile spędziłem przy LoL-u. Pytanie tylko, czy tyle wytrzymam.

Sprawdź to:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/jestes-frajerem-bo-wydajesz-kase-na-gry-f2p/”]Jesteś frajerem, bo płacisz w grach f2p[/tw-button]