Rzadko pojawia się serial, który pod względem poczucia humoru, konstrukcji fabuły, bohaterów i ogólnej prezencji odpowiadałby mi w stu procentach. Rzadko, bo rzadko na ekranie można oglądać ekranizacje prozy Douglasa Adamsa. Na szczęście “Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego” wypełnia tę lukę. Bardzo zręcznie wypełnia i pod pewnymi względami kojarzy mi się z fantastyczną “Utopią”. Choć może lepiej będzie napisać, że to “Utopia” kojarzy się z prozą Adamsa. Wszak w serialu stworzonym przez Davida Kelly’ego czuć inspiracje “dziwnościami” zrodzonymi w umyśle Adamsa.

Czy macie kotka?

Problem – o ile można to nazwać problemem – z twórczością Adamsa jest taki, że bardzo ciężko przenieść na ekran jego dzieła w taki sposób, aby nie straciły niczego ze swojej oryginalności. To trochę jak z Terrym Pratchettem. Pełnię talentu i jakość jego pomysłów docenia się przede wszystkim czytając, a nie oglądając. Stąd byłem sceptyczny, gdy usłyszałem, że Dirk Gently pojawi się na małym ekranie. Na szczęście po obejrzeniu pierwszego sezonu mogę uderzyć się w pierś i powiedzieć, że nie jest źle. Jest momentami bardzo dobrze.

“Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego” jest tym, czym chciałem, aby była. Pokręconą, absurdalną opowieścią o pewnym detektywie i jego “asystencie”, którzy decydują się rzucić w wir wydarzeń, jakie przygotował dla nich wszechświat. Jak dobrze podsumował to mój brat, dawno nie czerpałem takiej radości z oglądania serialu. Uczucie jakie mi towarzyszyło nie było związane z tym, że trzymał mnie w napięciu, sprawiał, że muszę dowiedzieć się, co będzie dalej. Nie. Nic z tych rzeczy, choć ciekawość była obecna. Zamiast tego oferował coś czego nie poczułem od czasów wspominanej “Utopii”. Najpierw przez pierwsze odcinki nie wiedziałem w zasadzie, co oglądam. Jednak było to na tyle absurdalne i dobrze zrealizowane, że koniecznie chciałem się dowiedzieć, co będzie dalej. Kiedy już pojawiło się to wspomniane dalej, to nagle okazało się, że wszystko staje się jasne.

Wyobraźcie sobie bowiem splątany kabel. Na pierwszy rzut oka sytuacja jest beznadziejna. Jak macie go rozplątać? Nie widać początku, ani końca, wszystko zbite w jedną masę. Zaciskacie zęby i zaczynacie szukać. W końcu trafiacie na początek lub koniec. Rozpoczynacie rozplątywanie kabla. Początkowo powoli, ale z czasem idzie Wam coraz lepiej. Zbliżacie się do końca. Wszystko stało się jasne. Kabel został rozplątany. “Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego” jest takim kablem. Beznadziejną sytuacją na początku, by na końcu okazać się rozsądnie i logicznie poprowadzoną intrygą, w której wszystkie karty układają się w całość. Wszak jak powtarzają bohaterowie serialu wszystko się ze sobą łączy. Nie ma tam przypadków. Jednak wzór dostrzegą tylko ci, którzy naprawdę uważnie potrafią patrzeć.

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Genlty'ego
Fot. BBC America

Jest na co, bo to, co dzieje się w serialu ciężko opisać słowami. Weźmy bohaterów. Na ekranie pojawiają się takie ananasy jak:

  • Dirk Gently – holistyczny detektyw, który wierzy w wielkie połączenie wszystkich rzeczy. Jest medium tylko, że nim nie jest. Jest genialnym idiotą. Przynajmniej takie sprawia wrażenie.
  • Todd Brotzman – bardziej interesująca wersja doktora Watsona. Straszny dupek, a przynajmniej tak o sobie mówi, który wbrew schematowi absolutnie nie chce ruszać na wielką przygodę.
  • Farah Black – neurotyczna ochroniarz, która mogłaby służyć w jednostkach specjalnych, gdyby nie to, że w sytuacjach kryzysowych zachowuje się niezwykle asekurancko. Dominująca, ale i mocno wycofana, gdy popełnia błąd lub nie wszystko idzie po jej myśli.
  • Bart Curlish – holistyczna zabójczyni. Coś jak Dirk, ale zamiast rozwiązywać zagadki morduje tych, których podsuwa jej wszechświat. Grana przez córkę Brada Dourifa, która wykreowała bohaterkę równie porąbaną, co role jej ojca.
  • Dzika trójka – w rzeczywistości czwórka. Czterech mężczyzn, jeżdżących zdezelowanym vanem i rozwalających wszystko, co napotkają na swojej drodze. Ekipa do szybkich wyburzeń, podpaleń, pobić i wszystkiego, co sobie wymyślicie.
  • Gordon Rimmer – spocony typ o aparycji gwałciciela pedofila. Powłóczysty krok, przetłuszczone włosy, brudny podkoszulek. Zaufania nie wzbudza i raczej nikogo nie powinno to dziwić.
  • Zwierzęta – które nie są tymi zwierzętami, za które możecie je wziąć. Jest na przykład naprawdę zabójczy kotek.

To raptem kilka przykładów. W “Holistycznej agencji detektywistycznej Dirka Gently’ego” wachlarz herosów nie pozostawia złudzeń, że normalnie już było. Pytanie tylko, co rozumiem przez słowo normalnie.

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Genlty'ego
Fot. BBC America

Wszystko jest połączone. Chyba że akurat nie jest

Największym pozytywnym zaskoczeniem jest to, że scenariusz trzyma się kupy. Dwa pierwsze odcinki – pierwszy szczególnie – wyglądają jak strumień świadomości, w którym tylko, co jakiś czas da się wyłapać odrobinę sensu, ale później poszczególne elementy układanki zaczynają do siebie pasować. Jest tutaj sporo tajemnicy, pewna teoria, z którą kino często sobie nie radzi, ale nie zdradzę Wam o co chodzi, bo brzydzę się spoilerami. To oczywiście jest ściśle związane z tym, jak skonstruowane są książki Adamsa. Na pierwszy rzut oka kompletnie bez sensu. Dlatego potrzebujecie czasu i wielu rzutów oka, aby doznać olśnienia. To nadejdzie, bo nagle okazuje się, że zniknięcie córki milionera, morderstwa holistycznej zabójczyni, masakra w hotelu, działania Dzikiej trójki i wiele innych rzeczy okazują się częścią większej całości.

Fabularnie jest bardzo dobrze, ale inscenizacja to już małe dzieło sztuki. Zaczynając od muzyki, za którą odpowiada Cristobal Tapia de Veer, czyli autor muzycznej ilustracji do “Utopii”, poprzez sceny akcji, których jest w serialu sporo, a te z udziałem Bart zapadają w pamięć łącząc absurd i pozorny przypadek ze świetną realizacją. Istotne jest również to, że pod płaszczem abstrakcji kryje się głębszy sens, co bardzo dobrze wiedzą fani Douglasa Adamsa. Nie inaczej jest w “Holistycznej agencji detektywistycznej Dirka Gently’ego”, w której oprócz wielkiego spisku, pewnej maszyny, czarnego humoru i absurdów goniących inne absurdy jest wiele sensu. Jest tu bowiem sporo o konsekwencjach kłamstwa, o odpowiedzialności za własne czyny i o przebaczeniu. Jest to w końcu serial o przyjaźni. Takiej, która nie jest przyjaźnią łatwą, lukrowaną przez amerykańskie czy polskie produkcje. Szorstka, trudna, do której trzeba dorosnąć, aby w pełni docenić to, co ze sobą niesie. Bez moralizowania i dzielenia wszystkich na dobrych i złych. Bardziej na tych, którzy mają swoje racje i cele. Ocenę często zostawiając nam.

Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Genlty'ego
Fot. BBC America

Zmarszczki czasu

W całym moim zachwycie nad “Holistyczną agencją detektywistyczną Dirka Gently’ego” nie można zapomnieć o wadach. Po wstępnym zachwycie nie sposób nie zauważyć, że całość wypada bardziej jako hołd dla Adamsa niż dzieło, które w stu procentach potrafi uchwycić to, czym są jego książki. Owszem, tak jak napisałem, jest tutaj głębszy sens, ale sporo jest też krzyku w stylu popatrzcie na nas, udało się, jest “głupio” jak u Adamsa, udało się! Serial potrafi być niezwykle męczący, jeżeli akurat nie znaleźliście się w grupie docelowej. Z tego powodu nie mogę z czystym sumieniem polecić go absolutnie każdemu. Gdyby seriale porównać do kotów, to “Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego” jest sfinksem wśród rasowców. Musi znaleźć swojego amatora, a reszta będzie pukać się w czoło i uzna, że zamiast niego wolą dachowca. Dzieje się tu sporo, ale jeżeli mam być zupełnie szczery, to wiele z wydarzeń jest po prostu kolejnymi MacGuffinami, których jedynym zadaniem jest przytrzymanie widza na dłużej. To nie musi być oczywiście nic złego, ale mimo wszystko może być męczące, bo gdzieś po drodze od jednego do drugiego kamienia stracimy sens.

Dirk Gently
Tak, są komiksy z Dirkiem wydane przez IDW

Na dłuższą metę nie każdy doceni postacie. Może nie tyle doceni, co zauważy, że większość z nich – jeżeli nie wszystkie – wygrywane są na jedna nutę. Todd grany przez Elijaha Wooda jest umęczony. I bardzo dobrze, bo Wood świetnie sprawdza się w takich rolach, ale tak naprawdę przez osiem odcinków nic wielkiego się nie zmienia. Podobnie Dirk, który choć pełen energii jako bohater jest do bólu wręcz jednostajny. Pojawiają się drobne wyjątki, jak Bart czy Estevez, ale dla wielu z Was będzie to zdecydowanie za mało. W końcu ostatnią rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to fakt, że serial stara się być wszystkim jednocześnie. Komedią, dramatem, fantasy, kryminałem, science fiction, thrillerem. Brakuje tylko musicalu choć wątek muzyczny jest w serialu bardzo istotny. To może męczyć, bo nie każdy lubi bigos.

W tym momencie niektórzy mogą poczuć się skołowani. Jak to? Przecież na początku jesteś zachwycony, a teraz piszesz, że bohaterowie są tacy, fabuła taka, a cała reszta odbiega od tego, co opisałeś w pierwszych akapitach. Zgadza się. Ja po prostu jestem i czuję się targetem tego serialu. Przymykam oczy na wady, które wymieniłem, bo dałem mu się porwać. Oceniając bilans zysków i strat wyszło na to, że tych pierwszych jest więcej. Trafia do mnie absurd, humor, fakt, że bohaterowie nie przechodzą znaczących przemian na podłożu charakterologicznym. “Holistyczna agencja detektywistyczna Dirka Gently’ego” jest serialem dla mnie. Popieprzonym, utrzymującym moją uwagę, dającym czystą rozrywkę, ale i angażującym w to, co dzieje się na ekranie. Rzecz w tym, że gdy postawić go obok produkcji uznawanych za obiektywnie dobre wypada blado. To bardziej transakcja kupuj albo spadaj. Przy czym jak już kupicie, to pretensje możecie mieć tylko do siebie. Ja kupiłem. Nie żałuję.