Jak zwykle trochę to trwało, ale udało się. Oto następca zestawu seriali anime dla początkujących. Zgodnie z obietnicą w tej odsłonie pojawią się filmy. Różne filmy. To, co je łączy to fakt, że są animowane. Przy okazji poprzedniego tekstu pojawiły się głosy, a dlaczego to, a dlaczego nie tamto. Dlaczego jesteś idiotą. Ależ jesteś przemądrzały. Rany, co za debil. Idiota. Ja wiem lepiej. Nie, to ja wiem lepiej. Przestań, wiadomo, że ja wiem najlepiej. Zamknij się. No już, już. Skończcie. Ludzie patrzą.

Wybaczcie. Głosy w mojej głowie przeszkadzają mi w pisaniu. Wróćmy do powodu, dla którego się tutaj spotkaliśmy. Powodu prostego. Zapewne chcecie się dowiedzieć, jakie filmy anime wstrzyknąć w swoją korę mózgową na początek. Nim wystartuję z propozycjami przypomnę to, co przypominałem przy okazji tekstu o serialach, czyli:

  • To jest subiektywny wybór. Może się to okazać szokiem dla niektórych, ale to oznacza, że kieruję się swoim gustem, a nie jakąś uważaną za ogólnie pożądaną normą. Można się ze mną nie zgadzać, ale przecież o to w potencjalnych dyskusjach często chodzi.
  • Pozycji na pewno może być więcej. Zawsze może być więcej. 20, 30, 40 itd., ale pytanie po co? Po co zalewać czytelnika pierdyliardem tytułów skoro i tak ostatecznie okaże się, że nadal będzie zagubiony. Trzeba go odgubić*, i ja w tym odgubieniu mam mu pomóc, ale nie ma problemu, aby dopisywać kolejne tytuły – najlepiej z argumentacją dlaczego – w komentarzach.
  • W jednej pozycji oszukuję. Dlaczego? BO MOGĘ! – w tym miejscu można usłyszeć śmiech jak z horroru, wiecie takiego bardzo strasznego. Śmieję się jak maniak, kiedy to piszę. Naprawdę. Musicie mi wierzyć na słowo.

Poniższa lista powstała dzięki czytelnikom bloga. Przejrzałem wszystkie propozycje i wybrałem te, które i tak pewnie bym wpisał. Kwestie formalne mamy za sobą, więc możemy przejść dalej.

Filmy anime, które nie wiesz, że chciałeś obejrzeć, a ja ci mówię, że chciałeś, ale tego nie wiedziałeś, więc przyszedłeś do mnie i teraz słuchasz, czytasz, wydajesz opinię. Usiądź na chwilę i posłuchaj, niech ten śródtytuł już się skończy…

Tytuł: Studio Ghibli
Reżyser: Różni

Wspominałem powyżej, że w jednej z pozycji oszukuję. To jest właśnie to oszustwo i jednocześnie coś zupełnie oczywistego. Nie potrafię wybrać jednego filmu Studia Ghibli, od którego warto zacząć. Na przykład jakiś czas temu usiadłem ze swoją córką – w chwili pisania i oglądania lat 4 – i obejrzeliśmy “Ponyo”. W trakcie seansu powiedziała, że film jest świetny, a potem dodała, że mnie kocha. Ten ckliwy fragment pojawia się tutaj, aby pokazać jak bardzo dzieła Ghibli potrafią poruszać, a musicie wiedzieć, że bardzo rzadko się zdarza, abym usłyszał, że jakaś animacja jest naprawdę świetna. Cały katalog Ghibli jest idealny na początek w zależności od potrzeb, bo są tam filmy i dla starszych, i dla młodszych widzów. Próbowałem wybrać jeden, ale to mi po prostu nie wychodzi. Jednak, gdybym miał wskazać przynajmniej trzy to rzucam następujące tytuły:

  • “Mój sąsiad Totoro”
  • “Szkarłatny pilot”
  • “Księżniczka Mononoke”

Ghibli to amalgamat emocji. Filmy, które nie traktują widzów jak idiotów. Mądre, zmuszające do refleksji i chwytające po wcale nie oczywiste rozwiązania fabularne. Swego czasu nagrałem cały film, w którym podkreślałem na czym polega magia Studia Ghibli:

Wykwity wyobraźni ludzi odpowiadających za te historie kocham całą swoją wątrobą, a to moi drodzy coś znaczy.

Tytuł: Perfect Blue
Reżyser: Satoshi Kon

Jeżeli szukacie czegoś cięższego niż twórczość Studia Ghibli, to być może dobrą propozycją będzie “Perfect Blue”. Psychologiczny thriller, w którym główna bohaterka postanawia sprawdzić się jako aktorka. Niestety jej wyobrażenia na temat przemysłu filmowego okazują się rozmijać z rzeczywistością. Z czasem zaczynają nawiedzać ją demony przeszłości. Produkcja była jedną z inspiracji dla “Czarnego Łabędzia” w reżyserii  Darrena Aronofsky’ego. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że fabuła jest bardzo prosta, ale to tylko pozory. Dzieje się tutaj sporo, a sam film nie nadaje się do tego, aby oglądały go dzieci. Tak tylko uprzedzam.

Tytuł: O dziewczynie skaczącej przez czas
Reżyser: Mamoru Hosoda

W sumie ta pozycja powinna pojawić się przed “Perfect Blue”. Głównie przez to, że gwarantuje spokojniejsze wejście w świat anime. Oto bowiem dostajemy historię, w której główna bohaterka zyskuje możliwość przenoszenia się w czasie. Kto by nie chciał zmienić coś, co wydaje się już nie do zmiany. Niewiele myśląc zaczyna korzystać z szansy manipulowania czasem i jak zwykle w takich sytuacjach na początku wykorzystuje ją do własnych celów. Niestety szybko przekonuje się o tym, że wszystko ma swoją cenę. Nawet własne szczęście. Do bólu prawdziwe i pięknie zrealizowane.

Tytuł: Ghost in the Shell
Reżyser: Mamoru Oshii

Jako psychofan GitS nie mogłem pominąć tego tytułu. Nie jestem wprawdzie do końca przekonany, czy to jest dobry film na start przygody z pełnometrażową japońską animacją, ale warto sprawdzić przed premierą aktorskiej wersji amerykańskiej. O filmie Oshiiego napisano już wiele. Sam wyjaśniałem na łamach bloga dlaczego “Ghost in the Shell” to absolutny klasyk kina. Nie tylko z powodu tego, że inspirował i nadal inspiruje twórców na całym świecie, ale przede wszystkim dlatego, że porusza tematy, które zawsze są aktualne. Choćby to, gdzie zaczyna i kończy się człowiek. Co nas kształtuje i decyduje o tym, że możemy nazwać się istotą ludzką. W “Ghost in the Shell” wszystko się zgadza pod względem realizacji. Od świetnej muzyki po narrację aż do bardzo dobrze zarysowanych bohaterów.

 

Tytuł: Rakuen Tsuihou: Expelled From Paradise
Reżyser: Seiji Mizushima

Alternatywne wejście dla tych, którzy postanowili nie sięgać jeszcze po “Ghost in the Shell”. Nie jest to najbardziej ambitne fabularnie anime w historii, pewnie niektórzy z Was w ogóle by go nie umieścili na żadnej liście, ale z drugiej strony dlaczego nie? Jest dobrze zrealizowane, zadaje pytania z gatunków tych ważnych, ale przy okazji jest po prostu efektowne. Seans z gatunku:

Niczego nie żałuję. Nietzschego też.

Dużo ładnie animowanej akcji. Ładnie to nie jest może słowo, które sprawi, że literaci będą się rozpływać nad tym zdaniem, ale postanowiłem trochę ich zdenerwować.

Tytuł: Akira
Reżyser: Katsuhiro Ōtomo

Znowu można się kłócić, czy to dobry film na początek. Wydaje mi się, że tak, bo sam zaczynałem właśnie od “Akiry”. Zresztą nie miałem wyjścia, bo winą za ten stan rzeczy obarczam moich znajomych, którzy ciągle mówili, że koniecznie muszę ten film obejrzeć. Dodatkowo zmotywowany opiniami w “Secret Service” nie miałem wyjścia. Podobnie jak w przypadku “Ghost in the Shell” mówimy tutaj o klasyku. Filmie, który broni się pod każdym względem i działa na wyobraźnię do teraz. Choć można się rozwodzić nad fabułą, to mnie film Ōtomo kupuje walorami wizualnymi. Dbałość o szczegóły powala i sprawia, że ręce same składają się do oklasków.

Tytuł: Wilcze dzieci
Reżyser: Mamoru Hosoda

To jest ciekawy przypadek filmu, który na pewno nie jest wybitny, ale ma jedną bardzo ważną cechę. Bardzo dobrze się go ogląda. Jest sympatyczny. To chyba będzie najlepsze określenie. W końcu mówimy tu o dzieciach kobiety, która zakochuje się w wilkołaku. Choć śmierdzi to “Zmierzchem” na dwa kilometry, to zapewniam Was, że produkcje, w których pojawia się Kristen “Gdzie się zapodziały moje mięśnie twarzy” Stewart, zostawiają daleko w tyle. Bo, kiedy to drugie było infantylną historią o miłości, tak film Hosody to na pozór dziwna opowieść o trudnym macierzyństwie. Zresztą nie tylko relacje matki z dziećmi są tu istotne. Dorzućcie kwestię odmienności, akceptacji i odrobinę humoru, a otrzymacie film, który może obejrzeć każdy.

Tytuł: 5 centymetrów na sekundę
Reżyser: Makoto Shinkai

Skoro była mowa o miłości matki do dzieci to czemu nie zaproponować czegoś o miłości nastolatków. Tylko takiej trudnej. Chwytającej za serce i wyciskającej łzy? Takim filmem jest właśnie “5 centymetrów na sekundę”. Dramat, który być może spodoba się nawet tym, którzy na co dzień wolą przelewać krew swoich wrogów. Jak zwykle w moim wypadku muszę zaznaczyć kunszt z jakim zrealizowano ten film. Wizualnie bije na głowę wiele innych animacji nie tylko japońskich, ale w ogóle. Fabularnie nie ma startu do pozostałych tu zaproponowanych tytułów, ale jak wielokrotnie już podkreślałem nie zawsze fabuła musi być najwyższych lotów. Grunt, aby film coś po sobie pozostawił.

Tytuł: Rodzice chrzestni z Tokio
Reżyser: Satoshi Kon, Shôgo Furuya

Co byście zrobili, gdybyście na ulicy znaleźli dziecko? Konkretnie niemowlę. Ja pewnie poszedłbym na policję. I tak z początku chcieli też zrobić bohaterowie filmu, ale ostatecznie postanawiają odszukać matkę niemowlaka. Ruszają w drogę, a my razem z nimi. Oglądamy ich przemianę. Poznajemy historię trójki, która w Boże Narodzenie została obdarzona największym cudem. “Rodzice chrzestni z Tokio” udowadnia, że czasami sporo nas łączy z nieznajomymi. To w końcu mądra opowieść o miłości, przebaczeniu i rodzinie.

Tytuł: Cowboy Bebop: Knockin’ on Heaven’s Door
Reżyser: Shinichirō Watanabe

Bebop pojawił się przy okazji seriali, więc nie może go zabraknąć również, gdy mowa o filmach. Szczególnie warto po niego sięgnąć, gdy zdecydowaliście się oglądać serial, bo film jest jego uzupełnieniem. W wielkim skrócie to po prostu kolejna przygoda uwielbianych przez moją skromną osobę łowców nagród. Tak samo dobra jak serial, dlatego nie rozpisuję się więcej, bo wszystko już napisałem.

Tytuł: Jin-Roh: The Wolf Brigade
Reżyser: Hiroyuki Okiura

Żeby nie było, że ciągle tylko miłość, płacz i cierpienie, choć to pierwsze odgrywa w filmie sporą rolę. Dla fanów fantastyki mam “Jin-Roh”, czyli opowieść o tym, co by się stało, gdyby Japonia przegrała II wojnę światową, ale nie z USA, a z Niemcami. Oczywiście Japończycy nie byliby sobą, gdyby i przy tej okazji nie zaprezentowali jakiegoś ważnego problemu. W tym wypadku chodzi o syndrom stresu pourazowego, o którym ostatnio wspomniałem choćby przy okazji komiksów, w których królują choroby i szaleństwo.

Tytuł: Dom z małych kostek
Reżyser: Kunio Kato

Na koniec coś dla tych, którzy chcą zacząć, ale nie mają za dużo wolnego czasu. “Dom z małych kostek” to krótkometrażowy film, który ma na koncie Oscara. Przejmująca historia o przemijaniu, w której to samotny wdowiec rozbudowuje swój dom o kolejne poziomy po to, aby rzeczony dom nie zatonął. Wizyta na tych niższych poziomach sprawia, że powracają wspomnienia. Do obejrzenia tutaj:

Swoje propozycje oczywiście możecie wrzucać poniżej, do komentarzy. Jak skończycie czytać to możecie też obejrzeć film z niezawodną listą od Ichaboda. Zawsze aktualna.