Seriale, o których musisz pamiętać po Comic-Con 2015

Wszyscy już przygotowali swoje podsumowania Comic-Con 2015, więc ja jak zwykle jestem mocno spóźniony. Nie martwię się tym jednak, bo jak to mówią gdy się Marcin śpieszy, to się Diablo cieszy. Dlatego nie śpiesząc się specjalnie przygotowałem dla Was krótkie podsumowanie tego na co zwrócić uwagę po Comic-Con 2015. Skupiłem się na serialach, bo w tej materii pojawiło się kilka tytułów, o których naprawdę warto pamiętać. Dlatego apeluję o uwagę i przygotowanie sprzętu do notowania.

Ash vs Evil Dead

Ash vs evil dead

Ash vs Evil Dead

Kiedy pisałem o horrorach na Halloween  jedną z propozycji było „Martwe Zło”. Wprawdzie wtedy wspominałem o nowej wersji filmu Raimiego, ale prawda jest taka, że „Martwe zło” w oryginale to pozycja obowiązkowa dla każdego fana horroru. To właśnie w tym filmie poznaliśmy Ashley’a „Asha” J. Williamsa, który jako jedyny przeżył starcie z wielkim złem, które on i jego znajomi uwolnili. Jeżeli jakimś cudem wychowywaliście się na Plutonie, ewentualnie spędziliście sporo czasu w schronie przeciwatomowym bez dostępu do czegoś więcej niż pełne sezony „Gotowych na wszystko” i nie obejrzeliście „Martwego zła”, to biegusiem musicie stracony czas nadrobić. Tym bardziej, że przed delektowaniem się serialem „Ash vs Evil Dead” wypadałoby poznać genezę problemu. Później powinniście sięgnąć po drugą część i koniecznie „Armię Ciemności”. W ten sposób obejrzycie trójcę filmów z Ashem i pokochacie tego bohatera całym sercem. Serial rozgrywa się 30 lat po wydarzeniach z pierwszego „Evil Dead” i właśnie okazało się, że Ash jest jedyną szansą ludzkości na ocalenie. To nie jest najlepsza informacja, ale z drugiej strony, jak nie on, to kto? W roli głównej oczywiście niezrównany Bruce Campbell.

Premiera: 31 października 2015 (USA)

Serial Childhood's End

Childhood’s End

Childhood’s End

Stacja SyFy dostarcza. Tym razem dostarcza serial, którego tytuł właśnie zapalił małą lampę z tyłu głowy każdego fana dobrych książek science fiction. Bo tytuł nie jest przypadkowy. „Childhood’s End” jest produkcją na motywach znanej powieści fantastyczno-naukowej pod tym samym tytułem, której autorem jest legendarny Arthur C. Clarke. Książka pojawiła się w 1953 roku, a jej fabuła przedstawia się w skrócie tak:

Na Ziemię przybywa obca cywilizacja, która kontaktuje się z nami i ma dla nas dar. Tym darem jest pokój, brak chorób i jednorożce rzygające tęczą. W teorii brzmi jak raj na ziemi, ale w rzeczywistości każdy dar ma swoją cenę. W tym wypadku jest tak samo.

Książka była dla Clarka wyjątkowa, bo to jego pierwszy wydawniczy sukces. Zresztą sam pisarz wspominał wielokrotnie, że to jedna z jego ulubionych książek, które napisał. Co ciekawe ekranizacją „Childhood’s End” już w latach 60. interesował się sam Stanley Kubrick, ale ostatecznie zdecydował, że weźmie na tapet inne jego dzieło, czyli „2001: Odyseję Kosmiczną”, jak to się skończyło wszyscy wiemy. Stacja SyFy nad serialem pracuje od kilku lat i choć nie jestem jakimś jej gigantycznym fanem, to po tej produkcji obiecuję sobie sporo właśnie przez wspaniały materiał źródłowy. To Clarke na litość boską, to musi być dobre, a jak nie będzie, to cała stacja idzie na przemiał, bo cytując Yeatsa:

Lecz biedny jestem: me skarby — w marzeniach, Więc ci rzuciłem marzenia pod stopy; Stąpaj ostrożnie, stąpasz po marzeniach. – fragment wiersza Williama Butlera Yeatsa „Poeta pragnie szaty niebios”.

Jedną z gwiazd jest Charles Dance, a odcinki mają być trzy, więc będzie do łyknięcia na jeden wieczór. Pełen emocji mam nadzieję.

Premiera: grudzień 2015 (USA)

The man in the high castle

The man in the high castle

The Man in the High Castle

No to jest rzecz ciężkiego kalibru. Skoro już piszę o serialowych ekranizacjach mistrzów science fiction, to „Człowiek z wysokiego zamku” jest jedną z najbardziej znanych powieści Philipa K. Dicka. Serial powstaje dla Amazon i po nim również obiecuję sobie wiele. Znowu przez wzgląd na książkę. Nie wiem jak będzie w serialu, ale wyjątkowość powieści polegała na tym, że akcja rozgrywała się na trzech płaszczyznach. Historii alternatywnej stworzonej przez Dicka, świata wykreowanego przez pisarza pojawiającego się w książce, czyli Hawthorne’a Abendsena oraz naszego świata. Ta alternatywna wersja historii sprowadza się do tego, że to naziści i ich sprzymierzeńcy wygrali drugą wojnę światową. Świat podzieliły między siebie zwycięskie państwa Osi. USA znajduje się częściowo pod okupacją niemiecko-japońską, a środkowa część kraju jest strefą buforową, zależną od obu mocarstw. Z kolei Europa i Afryka zostały podbite przez Rzeszę, a Rosjanie (i inni Słowianie) zepchnięci za Kaukaz. Dużą rolę w powieści odgrywa filozofia, istotne stają się pytania o prawdę i kłamstwo. Umiejętność rozdzielenia jednego od drugiego okaże się niezwykle cenna. Jednym z producentów serialu jest Ridley Scott. Pilot pojawił się w styczniu 2015 i z miejsca został najczęściej oglądanym materiałem jaki wypuściło Amazon.

Premiera: jeszcze w tym roku

Serial The Expanse

The Expanse

The Expanse

I znowu SyFy i kolejny raz z serialem opartym na literaturze. „The Expanse” bazuje bowiem na książkach tworzonych przez Jamesa S. A. Corey’a. Pod tym pseudonimem ukrywają się Daniel Abraham i Ty Franck. O czym opowiadają? Wyobraźcie sobie przyszłość, w której nasza rasa skolonizowała większość układu słonecznego. Zamieszkujemy, co się da, ale przy okazji nie mamy ochoty wybierać się dalej. Tymczasem rośnie napięcie między rządami poszczególnych planet i jak to się mówi kolokwialnie, coś wisi w powietrzu i bynajmniej nie jest to nic przyjemnego. Głównym bohaterem książek jest kapitan Jim Holden oraz załoga jego statku. Ten oczywiście jest kradziony, co z miejsca daje nam znak, że Holden to typ awanturnika. I tak, dobrze myślicie Holden szybko znajdzie się w środku spisków, zarówno tych, które są dziełem wielkich korporacji jak i polityków. Dzieje się, mówię wam i mam nadzieję, że w „The Expanse” będzie się działo równie dużo. Na ekranie pojawią się m.in. Thomas „Byłem Punisherem” Jane i Jared „James Moriarty” Harris. Ci, którzy mieli okazję zobaczyć serial piszą o połączeniu: Battlestar Galactica, Diuny i Firefly. To chyba wystarczająca rekomendacja. Choć może trochę na wyrost.

Premiera: w tym roku

Lucifer

Lucifer

Lucifer

Wyjaśnijmy coś sobie. Lucifer jako bohater „Sandman”, a później już samodzielny wymiatacz w swojej własnej serii komiksów, jest absolutnym mistrzem. Gaiman tworząc tego bohatera powiesił sobie przy biurku zdjęcie, na którym był David Bowie. To na nim wzorował wygląd zewnętrzny bohatera. Kim jest Lucyfer wszyscy wiemy. To upadły anioł, który trafił na Ziemię. Jednak nie przejął się tym specjalnie i zamiast taplać się w smole postanowił osiedlić się w Los Angeles. Wybór miasta był oczywisty, bo to w końcu Miasto Aniołów. Jest czarujący, seksowny i ma jedną koronną zasadę. Zawsze mówi prawdę. Uwielbia luksus, piękne kobiety, pija tylko najlepsze wina, a przy tym jest cyniczny i egoistyczny. Wcielający się w niego aktor Tom Ellis opisał go tak:

To Mick Jagger uprawiający seks z Noelem Cowardem (słynny brytyjski reżyser teatralny i dramaturg – przyp. Ja)

Po pierwszym zwiastunie byłem wyjątkowo źle nastawiony do tego serialu. Jednak jak się okazuje po Comic-Con 2015 kolejny raz stare porzekadło, aby nie oceniać książki po okładce może się sprawdzić. Według opinii osób, które widziały pilot pokazywany w trakcie targów czeka nas naprawdę dobry serial. Fani byli zachwyceni, a twórcy szybko dodali, że to, co zobaczymy w serialu to bohater, który ma wiele twarzy. Lucyfer ma być jak rasowy władca piekieł i mistrz występku. Raz śmieszkuje, aby za chwilę zmienić się w cynicznego drania. Mimo wszystko czekam, choć boję się, bo to FOX.

Premiera: 2016

Into the Badlands

Into the Badlands

Into the Badlands

Stacja AMC ciągle szuka kolejnej produkcji, która stanie się koniem pociągowym na miarę „The Walking Dead” czy „Breaking Bad”. Nie wiem, czy „Into the Badlands” ma szansę na to, aby zostać takim serialem, ale na pewno zapowiada się interesująco. Fabuła została oparta o jedną z klasycznych chińskich opowieści. „Wędrówka na Zachód” opowiada o podróży buddyjskiego mnicha Xuanzanga. Rzeczona podróż odbyła się naprawdę, ale to, co wydarzyło się w jej trakcie prawdą już nie jest, a przynajmniej nie wiemy tego na pewno. Serial bazuje na tej historii z tym, że podróżuje nie mnich, a wojownik i nie sam, a razem z młodym chłopcem. To, co od razu rzuca się w oczy to sceny walk, które przywołują na myśl najlepsze dokonania kina z Państwa Środka. Jeżeli będzie efektownie, to ja kupuję ten serial w całości.

Premiera: jesień 2015

The Shannara Chronicles

The Shannara Chronicles

The Shannara Chronicles

Jestem tak stary, że pamiętam czasy, jak na kanale MTv faktycznie leciały teledyski, a w zasadzie były tam przede wszystkim teledyski. To se ne vrati, jak mawiają na południe od Polski, a stacja już od lat nie ma za wiele wspólnego z muzyką. Ma za to coraz więcej wspólnego z pozostałymi gałęziami branży rozrywkowej. Najlepszym przykładem są seriale i choć jeszcze tydzień temu nie powiedziałbym, że jakiś z MTv będzie mnie interesować, to po tym, jak zobaczyłem zwiastun „The Shannara Chronicles” zmieniłem zdanie. Serial jest – UWAGA BĘDZIECIE ZASKOCZENI, BO TO COŚ NOWATORSKIEGO! – ekranizacją książek. Konkretnie na książkach Terry’ego Brooksa. Autor jest znany głównie fanom, którzy uwielbiają tzw. high fantasy. Co się kryje pod tym pojęciem? Najprościej mówiąc książki, którym bliżej do „Władcy Pierścieni” niż do „Malazańskiej księgi poległych”. O tej pierwszej książce wspominam przede wszystkim dlatego, że Brooks oberwał od niektórych znawców gatunku za to, że pierwszy tom „Kronik Shannary” to zrzynka z mistrza Tolkiena. Nie zraził się jednak tym i pisał dalej. No i teraz będziemy mieli serial. Fabularnie nie spodziewajcie się nowatorstwa. Oto w dalekiej przyszłości na ziemię władaną przez cztery obce rasy wracają elfy. Będzie wojna, świat do uratowania i śmiałkowie, którzy mają tego dokonać. Fabuła książek opisywana jest tak:

Elfom zagraża pradawne zło, bowiem obumiera drzewo Ellerys, które niegdyś stworzyła magia Elfów i zaklęcia powstrzymujące mściwe Demony przestają działać. Wówczas Allanon, legendarny stróż Ziemi, rozkazuje Wilowi Ohmsfordowi towarzyszyć elfiańskiej dziewczynie Amberk w niebezpiecznej misji mającej na celu odrodzenie Ellerys. W ślad za nimi podąża jednak Kosiarz, jeden z najstraszniejszych demonów…

WOW, szok. Widziałem to już przynajmniej miliard razy, ale chętnie zobaczę jeszcze raz. Na ekranie pojawi się m.in. Gimli, czyli John Rhys-Davis.

Premiera: styczeń 2016

Outcast

Outcast – fragment okładki komiksu

Outcast

Robert Kirkman jak już dostał się do telewizji, to dostał się na dobre. Kolejnym serialem, którym się zajmuje jest „Outcast” realizowany dla stacji Cinemax. Serial jest historią człowieka, który rusza w podróż – kino drogi normalnie – aby dowiedzieć się, dlaczego od lat jego rodzinę i tym samym jego samego gnębią złe siły. W zamyśle ma być mrocznie. W końcu egzorcyzmy to nie jest koncert Katy Perry, więc spodziewajcie się tryskającej krwi, wymiotów, łez i ludzi, których nie chcemy spotkać na koncercie Katy Perry. Kirkman powołał do życia komiks, na podstawie którego powstaje „Outcast”, w ubiegłym roku. Jeżeli chcecie sięgnąć po tę serię – choć nie wiem, jaka jest jej jakość – to wydaje ją Image Comics. Dla fanów horrorów jeden z ciekawszych seriali w przyszłym roku.

Premiera: 2016

The Bastard Executioner

The Bastard Executioner

The Bastard Executioner

Serial o rycerzach! Krzyknął Marcin i upadł. Jakoś brakowało mi seriali osadzonych w epoce dzielnych rycerzy i brudnych chłopów, więc teraz dostanę, co chciałem. „The Bastard Executioner” to serial, którego ojcem jest Kurt Sutter. Człowiek, który stoi m.in. za „The Shield” i „Sons of Anarchy”. Gangi motocyklowe mu się znudziły, więc wziął się za rycerzy. Opis fabuły nie zapowiada może wiekopomnego dzieła, ale jako coś do oglądania w wolnej chwili może wystarczyć. Mamy więc rycerza, który postanawia się ustatkować po tym, co przeżył na wojnie. Niestety spokój zarezerwowany jest dla martwych, więc długo się nim nie nacieszy. Znowu musi chwycić za miecz tylko tym razem będzie to miecz katowski. Serial reklamowany jest jako dramat historyczny. Nie wiem, czy to ma dla kogoś znaczenie, ale wspominam o tym, bo może mimo wszystko ma. Dobrze widzicie, jedną z ról gra Stephen Moyer, czyli wampir z mojego „ukochanego” serialu „Czysta krew”.

Premiera: podobno jeszcze w tym roku

Colony

Colony

Colony

I jeszcze jeden serial science fiction. Jego twórcą jest Carlton Cuse, czyli pan, który dał nam przede wszystkim „Lost”. A skoro „Lost”, to i Josh Holloway, który w „Colony” gra główną rolę. Akcja serialu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości w Los Angeles. Miasto znalazło się pod okupacją, ale nie taką zwykłą okupacją jakiegoś wkurwionego kraju czy mniejszości. W ryzach trzyma je tajemnicza siła. Jak zwykle w przypadku okupacji część współpracuje z nowymi szefami, a część stara się z nimi walczyć. Holloway jest głową rodziny, która stara się w tych warunkach przetrwać. Łatwo mieć nie będzie, ale powinien sobie poradzić, bo w końcu spędził tyle lat na bezludnej wyspie.

Premiera: w tym roku

Limitless

Limitless

Limitless

Pamiętacie film „Jestem Bogiem”, w którym Bradley Cooper miał dostęp do tabletek sprawiających, że każdy, kto je spożył stawał się królem świata? No więc powstaje serial. Pilot „Limitless” zaprezentowano podczas Comic-Con i podobno jest naprawdę dobrze. Wprawdzie tu głównym bohaterem nie będzie postać grana przez Coopera, to pojawi się on w serialu jako Eddie Morra. Brian Finch podobnie jak Morra wejdzie w posiadanie narkotyku NZT, ale zamiast stać się ósmym cudem kosmosu będzie korzystać ze swoich nowych zdolności do tego, aby odkrywać zagadki kryminalne. Wspierać go będzie właśnie sam Edward, który ma szansę zostać prezydentem USA i stara się wykorzystać Briana do własnych celów. Brzmi tak sobie, ale jak wyjdzie z tego sprawny procedural z ciekawą intrygą, to może być dobrze.

Premiera: jeszcze w tym roku

Damien

Damien

Damien

Kończę horrorem, który mam nadzieję nie będzie horrorem dla tych, którzy sięgną po serial. Dawno, dawno temu, tak dawno, że Gregory Peck był jeszcze młody, powstał film. Nosił tytuł „Omen” i jak się później okazało jest to jeden z najlepszych horrorów, jakie nakręcono w historii. Sprawcą całego zamieszania był tam mały chłopiec, Damien Thorn. Niewinna z pozoru istota była synem samego Szatana, więc tam, gdzie się pojawiał działy się rzeczy straszne. Serial, który pojawi się za sprawą stacji A&E, opowiada o tym, jak to Damien nie pamięta swojego dzieciństwa. Jest już dorosły, chce wieść normalne życie, ale niestety jego przeszłość i tatuś zaczynają go prześladować. Powoli odzyskuje pamięć i tak, będą się działy rzeczy straszne. Nie spodziewam się po nim zbyt wiele, ale sprawdzę przez wzgląd na to, że kontynuuje wątki z wspominanego świetnego horroru.

Premiera: podobno jeszcze w tym roku

I to tyle. Dwanaście pozycji, które możecie zakreślić w kalendarzach. Oczywiście nie są to wszystkie seriale, które pojawiły się na Comic-Con. Warto pamiętać też o „DC’s Legends of Tomorrow”, czyli bohaterowie seriali o superbohaterach stacji CW razem w jednej produkcji, o „Fear the Walking Dead”, czyli zgniłym kotlecie odgrzanym raz jeszcze tylko z perspektywy innych bohaterów czy „Con Man”, w którym Alan Tyduk i Nathan Fillion puszczają oko do fanów serialu „Firefly”. Jak kochacie seriale, to polecam też subskrybować kanał jakbyniepaczeć, aktualnie najlepszy kanał o serialach w polskim YT. Oni też przygotowali swój materiał o nowościach z Comic-Con: