Jak już wiecie baśnie są nam potrzebne. Jak powietrze. Tylko takie prawdziwe baśnie. Te, które nie boją się być czymś więcej niż kolejną infantylną opowiastką o miłości. Te, które z jednej strony straszą, a z drugiej fascynują zawsze niosąc za sobą głębsze przesłanie. I choć takich baśni nie powstaje wiele, to jest jedna, z którą chciałbym Was zapoznać, ale żeby to zrobić musicie zajrzeć w pewne miejsce. Miejsce…

…po drugiej stronie muru

Wszystko, co ostatnio piszę o animacjach w jakimś stopniu się ze sobą spina. Przede wszystkim osobami, które owe animacje tworzą. Tak jest z Patrickiem McHalem, który nie tylko dobrze zna się z Pendletonem Wardem, ale i pracował z nim przy serialu “Pora na Przygodę”. McHale’a zna też twórca “Wodogrzmotów Małych”, czyli Alex Hirsch, a sam McHale użyczył nawet głosu Hectorgonowi, którego poznajmy pod koniec wspomnianego serialu. Jednym słowem jest w USA grupa ludzi, którzy dzielą nie tylko pasję do popkultury i animacji, ale przede wszystkim pasję do tworzenia czegoś wyjątkowego i opowiadania historii, które na długo zapadają w pamięć. I taką historią jest wyprawa dwóch braci w poszukiwaniu domu, którą McHale rozciągnął do 10 odcinków mini-serialu “Po drugiej stronie muru”. Podstawowe założenie jest bardzo proste. Mamy bowiem dwóch przyrodnich braci, którzy gubią się i starają się odkryć drogę powrotną do wspominanego domu. Nie wiemy gdzie jest ten dom, kim oni są, gdzie tak naprawdę są i dlaczego znaleźli się w miejscu, w którym się znaleźli. Na początku mało wiemy, ale im dalej w las, tym ciemniej, ale i jaśniej.

Po drugiej stronie muru
Będziecie zaskoczeni, gdy dowiecie się, dlaczego on to nosi na głowie

Po pierwszym odcinku nie wiedziałem, co myśleć. Przygoda Wirta i noszącego na głowie czajnik Grega jawi się jako groteskowa opowiastka dla dzieci, w której trochę śpiewają, trochę straszą, ale i trochę bawią. Nic szczególnego. Jednak każdy kolejny odcinek, to dodatkowa cegiełka, która ostatecznie buduje dzieło alegoryczne. Pełne nawiązań nie tyle do popkultury, jak to miało miejsce w przypadku seriali stworzonych przez kolegów McHale’a, ale do baśni, religii czy klasyki literatury i to tej klasyki przez wielkie K. Jest bowiem “Po drugiej stronie muru” upstrzone fascynacją anglosaskim folklorem, ale i bezpośrednim nawiązaniem do “Boskiej Komedii” Dantego. Wszystkie metafory i symbole wyłapie tam tylko ten, kto naprawdę uważał na lekcjach polskiego i historii. Weźmy jedną z ważnych bohaterek, która pojawia się w pewnym momencie w serialu, a która z jednej strony może być rozumiana jako wspominane nawiązanie do “Boskiej Komedii” – swoją drogą jedno z wielu – a z drugiej jako zwiastun dobrej nowiny biorąc pod uwagę jej wygląd i to, kim jest. Wszystko ma tutaj znaczenie – nawet tak niepozorne rzeczy jak nazwy. Przykładowo chłopcy na samym początku swojej przygody trafiają do miejscowości o nazwie Pottsfield. Gdy obejrzycie ten odcinek i zobaczycie, kto miesza w tym miejscu to być może wyłapiecie nawiązanie do potter’s field, co jest niczym innym jak cmentarzem dla biednych oraz tych, których nie udało się zidentyfikować. Albo tawerna, do której zawitają chłopcy. Miejsce, w którym musisz określić kim jesteś, co jest mocno związane z mitologią starożytnego Egiptu, gdzie goście oceniani byli przez swoje czyny. A jest jeszcze Ezop, przypowieść o Kainie i Ablu i wiele, wiele innych rzeczy, które czynią ten serial wyjątkowy.

No i jest też on. Bestiusz. Istota, której prawdziwe oblicze dane Wam będzie zobaczyć dosłownie przez ułamek sekundy, a która jest tym, kto prześladuje chłopców. Jego wygląd i sposób działania przywodzą na myśl Lucyfera. Diabła, który sam nie posiada mocy, ale kieruje ludźmi za pomocą kłamstw i występku. Skłania ich do robienia tego, czego oczekuje tak, by ostatecznie to człowiek był sprawcą własnych nieszczęść. Bestiusz jest przerażający, ale i wzbudzający odrobinę litości, co nie jest bez znaczenia w kontekście całej opowieści, którą McHale snuje przez wszystkie odcinki “Po drugiej stronie muru”. Więcej na temat fabuły i tego, co można w niej wypatrzyć nie zdradzę, bo musiałbym wnikać w szczegóły do tego stopnia, że istniałoby realne zagrożenie utraty przez Was zainteresowania serialem, a to byłoby z mojej strony grzechem śmiertelnym.

Przerażać, aby czegoś nauczyć

Na pierwszy rzut oka wyprawa Wirta i Grega to nic innego jak kolejna opowieść o poszukiwaniu drogi do domu, ale w rzeczywistości jest to coś więcej. To historia mocno związana ze śmiercią, której temat dla młodego widza może wydać się zbyt przytłaczający. Z tego powodu McHale sięga po zabiegi takie jak slapstick czy musicalowe piosenki, aby dać nam chwilę wytchnienia. Absurdalny humor, zarówno słowny jak i sytuacyjny, skierowany do młodszych ma stanowić przeciwwagę dla makabreski, której coraz więcej wraz z biegiem narracji. Wzorem starych baśni McHale sugeruje, że nie każdy, kto na pierwszy rzut oka wygląda jak potwór faktycznie tym potworem jest, a ci, którzy na zewnątrz są piękni nie zawsze muszą skrywać piękne wnętrza. Opowiada o braterskiej miłości i przyjaźni nie zapominając o zdradzie i popełnianiu błędów. Unika przesadnego lukrowania wydarzeń, aby były strawne dla młodego widza. Zamiast tego uderza w poważne tony serwując momenty jak z produkcji Studia Ghibli – kto zobaczy choćby pewną starą ciotkę ten zrozumie o czym piszę.

Po drugiej stronie muru
Bójcie się

Osiąga to poprzez sprytne wykorzystanie prostego rysunku bohaterów – mających w sobie coś nierealnego – w zestawieniu z bogatymi w szczegóły i jakby nie pasującymi do całości tłami. Ten zabieg ma też drugie dno. Oprócz tego, że wzbudza w nas poczucie niepokoju i pewnej konsternacji, to z drugiej strony zmusza do zadania sobie pytania, czy bohaterowie pasują do świata, w którym się znaleźli. Całość dopełnia muzyka, która ma swój urok głównie przez to, że garściami czerpie z rytmów południa USA. Jednak najważniejszy jest egzystencjalizm, który stanowi rdzeń całej opowieści i on tak naprawdę zmusi starszego odbiorcę do tego, aby przebrnąć przez całość. Choć można wysnuć powiązanie z wspominaną już “Porą na przygodę”, to ten serial jest diametralnie inny. Żeby tą inność wyjaśnić posłużę się cytatem:

Jest inny od “Pory na przygodę”, która jest jak postapokaliptyczna przyszłość wymyślona przez Pedro Almodóvara po magicznych grzybach. “Po drugiej stronie muru” wygląda jak milion okładek albumów Arcade Fire, w które tchnięto życie. Ma w sobie mrok, ale i pewną łagodność, z odpowiednią ilością niepokoju pełzającego na brzegach. – Brian Moylan

To świetne podsumowanie tego serialu, który nie tyle prowadzi nas przez banalną opowieść o braciach, co stara się zmusić do rozważań na temat życia i śmierci. I choć to też brzmi banalnie, to sposób w jaki McHale serwuje nam pewne pytania, które i tak sobie zadajemy, sprawia, że “Po drugiej stronie muru” jest wyjątkowym klejnotem w świecie seriali animowanych. Pociągającym, ale mającym w sobie skazę, którą możecie dostrzec przy bliższych oględzinach.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/dlaczego-musisz-obejrzec-serial-american-crime-story-sprawa-o-j-simpsona/”]5 powodów, dla których musisz obejrzeć “American Crime Story”[/button] [button color=”red” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/kiedy-przestac-ogladac-serial/”]Kiedy przestać oglądać serial?[/button]