Przynajmniej raz w roku pojawia się serial, który jest sporym zaskoczeniem. Często jest to zaskoczenie negatywne, bo efekty nie odpowiadają temu na co liczyliśmy. Na szczęście zdarzają się też zaskoczenia jak najbardziej pozytywne. Takie, gdy wiedzieliśmy, że może być dobrze, ale nie wiedzieliśmy jak bardzo. Takim zaskoczeniem – przynajmniej dla mnie – jest “Długa noc”. Przed premierą zapowiadała się na niezły kryminał. Po prostu. Efekt końcowy jest zaskakujący.

Dobra telewizja

“Długa noc” to wbrew sloganowi HBO po prostu “dobra telewizja”. Ma wszystko, co mieć powinien, gdy myślę o zapadającym w pamięć tytule:

  • Interesujących bohaterów,
  • Dobre aktorstwo,
  • Moralne rozterki,
  • Dobre zdjęcia i muzykę,
  • Scenariusz z odpowiednią liczbą twistów i mylenia tropów.

I kilka innych elementów, o których na pewno zapomniałem. Wspominam o tym wszystkim już na początku, bo “Długa noc” jest dobra, ale nie jest wspaniała. To nie jest serial, który jest dziełem wybitnym. Jest bardzo dobry, ma momenty trzymające za te części ciała, za których trzymanie bywa bolesne, ale ma też swoje wady. W tym jedną całkiem sporą.

Bo o czym “Długa noc” jest? Na pierwszy rzut oka o konsekwencjach, nieprzewidzianych, uniesień nocy poprzedniej. Główny bohater spotyka kobietę. Piją, biorą narkotyki, lądują w łóżku. Szalona noc dla człowieka, który nie grzeszy pewnością siebie. Staje się jeszcze bardziej szalona, gdy okazuje się, że dziewczyna ginie, a on zostaje głównym podejrzanym. Od tego momentu zaczynamy obserwację walki dwóch obozów. Tych, którzy już naszego bohatera skazali i tych, którzy go bronią, różnymi metodami i z różnych pobudek.

Widzieliśmy to wiele razy. Raz opowiadane lepiej, raz gorzej. “Długa noc” jest zdecydowanie w tej pierwszej grupie i wszystkie elementy, które wymieniłem powyżej są na wysokim poziomie. John Turturro jako Jack Stone, prawnik w stylu Saula Goodmana z męczącą go egzemą, jest fantastyczny. Jego walka z chorobą ma w sobie coś metaforycznego, gdy spojrzy się na to, jak podchodzi do spraw i czym się zajmuje. Główny bohater też jest jak najbardziej trafionym wyborem – i to tak naprawdę przed Rizem Ahmedem stało największe aktorskie wyzwanie – podobnie jak prowadzący jego sprawę detektyw Box (Bill Camp) czy były bokserski mistrz, a aktualnie notoryczny przestępca, grany przez Michaela K. Williamsa.

Znajduje się w sytuacji, w której nigdy nie był, patrzenie na to z jego perspektywy, komu ufać, a komu nie, wszystkie te rzeczy robi ktoś, kto nigdy nie był w podobnej sytuacji. – Steven Zaillian

Muzyka jest świetnie dobrana – szczególnie w scenach związanych z Jackiem Stonem – montaż sugestywny. Sceny momentami oniryczne dla podkreślenia jak abstrakcyjna jest cała sytuacja z punktu widzenia głównego bohatera. Naprawdę wszyscy się postarali i brnęli od pierwszego odcinka do upragnionego finału.

Metamorfoza

“Długa noc” zaskakuje przede wszystkim tym, że zapowiadając się jako kolejny serial o morderstwie i walce o niewinność oferuje nam naprawdę rozbudowany portret bohatera, który zmienia się na naszych oczach. To przemiana Nasira jest tutaj głównym clue serialu. Na pozór spokojny i pomocny chłopak z porządnej pakistańskiej rodziny musi zmierzyć się z sytuacją ekstremalną. Ląduje w więzieniu, w którym chce przetrwać i gdzieś po drodze zostaje obdarty z niewinności. Widz zadaje sobie pytanie, czy to sytuacja i środowisko, czy może w Nasirze kryje się coś o czym nie wiemy. Oczywiście twórcy wiedzą, że będziemy sobie takie pytania zadawać i tak też prowadzą narrację. Dając nam szansę na to, abyśmy wiedzieli wielu potencjalnych kandydatów do odsiadki zamiast Nasira.

Najważniejsze nie jest to, kto zabił czy samo morderstwo, ale to co dzieje się po nim wokół Nasira. Wszystkie następstwa wydarzeń. Skupia się na psychologii bohaterów, na kwestiach moralności, przebaczeniu czy niezłomności w poszukiwaniu prawdy. Jest też kolejnym kamyczkiem do ogródka o nazwie “system”. W tym wypadku skupiając się na systemie wymiaru sprawiedliwości i tym, jak wiele zależy od ludzi, którzy niestety popełniają błędy. Nie możemy jednak zapominać, że najwięcej wątpliwości będą mieli Amerykanie, bo to o ich systemie jest mowa.

I to wszystko gra. Trzyma w napięciu od pierwszego – chyba najlepszego – odcinka. Chcemy poznać finał tej historii, ale jednocześnie ktoś tam z tyłu głowy szepcze, że coś jest nie tak. Że coś nie działa tak, jak powinno.

Długa noc
Walka z egzemą ma tu znaczenie metaforyczne/Fot. HBO

Chcieć to nie wszystko

Nie jest, bo “Długa noc” stara się być czymś więcej niż jest. Ostatecznie jest po prostu serialem kryminalnym o morderstwie i jego piętnie pozostawionym na ludziach z nim związanym. Choć pokazuje nam przemianę, to nie jest to tak rozwinięte i przedstawione jak na przykład portret psychologiczny bohatera serialu “River”. Też produkcji kryminalnej, ale z lepiej zarysowanymi problemami bohatera i dobrze poprowadzonym tematem. W tym wypadku radzeniem sobie ze stratą.

Jest tu też dużo nielogiczności i ładnie przypudrowanych dziur. Wystarczy wspomnieć to, jak prowadzone jest śledztwo. Na pierwszy rzut oka wszystko jest ok, ale jeżeli zaczniecie sami zadawać pytania, to na miejscu policjantów zapytalibyście o pewne kwestie, które aż się o to proszą. Nie chcę zdradzać za wiele, ale jedna bardzo ważna dla fabuły rzecz zostaje odkryta w szóstym odcinku wcale nie przez śledczych, a przez prawników Nasira. I musicie mi wierzyć na słowo, że owa rzecz, to jest coś, co sprawdziłoby większość z Was już na początku, gdybyście byli na miejscu detektywów.

Takich przykładów jest więcej, ale ich znalezienie zostawiam Wam. To, co mnie najbardziej boli to fakt, że serial nie próbuje “spojrzeć na świat” ze swojej perspektywy. Unikatowej dla siebie. Tak jak robił to na przykład pierwszy sezon “True Detective”. Niby tam też temat był już ograny na milion sposób, ale jednak przepuszczenie tego wszystkiego przez filozoficzno-literackie sitko sprawiło, że prezentowano nam świat w rzadko spotykany sposób. Tak jak wcześniej zrobił to Fincher, gdy kręcił “Siedem”. Tu tego brakuje. Jest brud, są moralne dwuznaczności, zwątpienie i przemoc, ale nie ma jeszcze jednego kroku. Czegoś, co sprawi, że będziemy mogli powiedzieć, że ta zupa została przyprawiona w sposób, który ciężko opisać. Ta nam smakuje, bo jest ugotowana zgodnie z przepisem, ale brakuje tam “szlifu szaleństwa”.

Długa noc
Winny czy nie?/Fot. HBO

O krok od wielkości

Tej unikatowości brakuje, ale gdyby ona się pojawiła to “Długa noc” byłaby serialem wybitnym. Tak jest tylko dobrym. Trzymającym w napięciu, mającym swoje problemy, ale jednocześnie nie mającym własnej niepowtarzalnej tożsamości. Richard Price i Steven Zaillian wykonali kawał porządnej roboty adaptując “Criminal Justice” Petera Moffata na potrzeby amerykańskie telewizji, ale przy okazji zabrakło kropki nad i. Nie zrozumcie mnie źle, to zdecydowanie pozycja warta tego, aby ją zobaczyć. Odnoszę po prostu wrażenie, że miała aspiracje, którym nie udało się jej sprostać.

Przeczytaj:

[button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/nowe-seriale-2016-2017/”]10 nowych seriali, który warto dać szansę[/button] [button color=”white” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/rick-i-morty-serial-animowany-na-jaki-czekales/”]Dzień, w którym odkryłem Ricka i Morty’ego[/button]