Pierwszy sezon serialu “Street Fighter: Assassin’s Fist” utwierdził mnie w przekonaniu, że nie potrzebne są setki milionów dolarów, aby nakręcić dobry serial na podstawie gry komputerowej. Liczy się przede wszystkim pomysł. Najnowsza seria, która zadebiutowała na kanale Machinimy powstała pod okiem dwóch speców od sztuk walki Joey’a Ansaha oraz Christiana Howarda i nominowanej do Oscara Jacqueline Quelli. Spodziewałem się, że może im wyjść coś, co się dobrze ogląda, ale nie przypuszczałem, że przebiją internetową wersję Mortal Kombat.

Hadouken

Ostatnio głośno było o tym, że po kilku latach planów i w końcu pracy nad ekranizacją “Ant-Mana” Edgar Wright zrezygnował ze stanowiska reżysera. Dlaczego? Bo producenci mieli sugestie. Sugestie, które kolidowały z jego wizją. Ansah tego problemu nie miał. Dostał zielone światło od firmy Capcom, miał do dyspozycji trochę grosza i udało mu się stworzyć coś, co z jednej strony jest jego wizją historii początków przyjaźni między Ryu i Kenem a z drugiej strony pozostaje wierny legendarnemu pierwowzorowi. Najważniejsze jest to, że wbrew niechlubnej tradycji przygotowali trzymający się kupy scenariusz, w którym walki owszem są, ale nie są treścią całego serialu.

Shoryuken

Z tego powodu nawet patrząc na festyniarską perukę Kena nie czujemy wstydu, że oglądamy coś, co powstało na podstawie ukochanej gry. Nie. Oglądając scenę, w której Ken testuje “ciemną stronę mocy”, a która bezpośrednio nawiązuje do umiejętności pewnego bardzo złego, ale i bardzo potężnego wojownika, można autentycznie mieć ciarki na plecach i innych częściach ciała, które plecami nie są. Każdy pojedynek w “Street Fighter: Assassin’s Fist” ma sens. Każdy coś wnosi do fabuły, co jest miłą odmianą po wynalazkach znanych np. z poprzedniego kinowego filmu na podstawie Street Fightera. Jakby tego było mało, to te starcia wyglądają naprawdę dobrze i naturalnie. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszyłem, że tutaj Hadouken pojawia się tak po prostu, a nie jako kulminacyjny punkt pod koniec filmu, gdy niedorozwinięty główny bohater został obity przez swojego adwersarza i ostatkiem sił postanowił wydusić z siebie energetyczne pierdnięcie w postaci wspomnianego Hadoukena.

Tatsumaki Senpukyaku

Oczywiście trzeba przymknąć oczy na pewne niedoróbki – w końcu to produkcja internetowa, za którą nie stoją gigantyczne pieniądze – ale nadrabiane jest to klimatem. Twórcy znają serię i w odpowiednich momentach puszczają do widzów oko. Kim do cholery jest Dan? Takie pytanie pada w pewnym momencie i słysząc je po prostu nie sposób się nie uśmiechnąć. Podobnie jak w chwili, gdy kamera podczas jednego z pierwszych poważnych pojedynków między Kenem i Ryu tak kadruje tego drugiego, że całość przypomina moment wyboru Ryu przez gracza. Nawet rusza się jak za czasów Super Street Fighter II Turbo – gimby nie znajo. Jest Here Comes A New Challenger, a w barze Kena potrącił żołnierz dziwnie przypominający pewnego charakterystycznie obciętego wojaka. Nawet producent “Street Fighter 4” załapał się od obsady serialu. Normalnie ekstaza.

Shinku Tatsumaki Senpukyaku

Zawsze irytowało mnie to, że ktoś zabiera się za ekranizację świetnej gry czy książki i gwałci pierwowzór swoimi pomysłami. Takimi, które rodzą się z pijackich libacji przy czystym spirytusie. Zaciemniających umysł niczym najgorsza, najgęstsza mgła. W tym serialu tego nie widzę. Nie ma tu śladu libacji czy dopalania się środkami powszechnie uznanymi za niedozwolone. Jest za to dobry pomysł. W całym morzu zachwytów jakie w tym momencie czytacie można się utopić niczym między piersiami Chun-Li. Chciałbym abyście pamiętali, że to po prostu ryk radości fana bijatyki, w którą gram od kilkunastu (prawie 20 już może?) lat. Tak sobie przy tym marzę, że gdyby im dać więcej pieniędzy, gdyby zostawić wolność, to co by z tego mogło wyjść?

Zostawmy jednak marzenia i zejdźmy na ziemię, na której najważniejszą informacją jest to, że serial prawdopodobnie doczeka się drugiego sezonu. Pewnie będzie większa kasa, a i postaci znanych z serii ma się pojawić więcej. Ja jestem za i jaram się jak małe dziecko podpalone przez kolegę w poprawczaku.

PS. Pierwszy odcinek – a w zasadzie odcinek “0” – odpali się po kliknięciu w zdjęcie tytułowe.

[tw-button color=”red” size=”big” alignment=”center” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/jak-starzeje-sie-gracz/”]Jak starzeje się gracz[/tw-button]