Pixar to instytucja. Studio, które mimo tego, że ma na swoim koncie sporo filmów przeciętnych albo “tylko dobrych” raz na jakiś czas wypuszcza na ekrany małe arcydzieło. Tak było z “Toy Story”, “Gdzie jest Nemo” czy “WALL-E”. Tak jest też w przypadku “W głowie się nie mieści”. Kupili mnie.

Esencja kina inteligentnego

Na pewnej zabawnej – mnie bawi, nic nie poradzę, że kogoś może coś nie śmieszyć – grafice, którą możecie znaleźć w sieci wszystko, co dotychczas stworzyło studio zostało sprowadzone do jednego słowa. Do uczuć. Każdy film Pixara to pytanie o to, co by było gdyby toster miał uczucia, koniczyna miała uczucia, kanapka miała uczucia i wreszcie doszło do tego, że możemy zadać sobie pytanie, co by było, gdyby uczucia miały uczucia. Bo “W głowie się nie mieści” to film o uczuciach, ale uznanie, że tylko o nich byłoby sporym nadużyciem. Jego główna bohaterka Reilly jest dziewczynką, która ma szczęśliwe dzieciństwo, kochających rodziców, znajomych, świetnie gra w hokeja i w ogóle uśmiecha się bez prawie bez przerwy. Wszystko za sprawą sprawnego działania jej centrum dowodzenia, w którym pięć podstawowych emocji stara się każdego dnia “sterować” naszą bohaterką.

  • Radość,
  • Strach,
  • Gniew,
  • Odraza,
  • Smutek.

Ta piątka jest głównym motorem napędowym zdarzeń, które oglądamy. Każdy ma swoje zadanie. No prawie każdy, bo Radość ciągle stara się marginalizować rolę Smutku. To zrozumiałe, wszak dlaczego mała dziewczynka ma być smutna, gdy może mieć tylko radosne wspomnienia. Coś jednak pójdzie nie tak, bo w przyrodzie musi być równowaga, a życie bez odrobiny smutku staje się puste i bezwartościowe.

Scenarzyści studia wzięli się za znany koncept tego, że naszym organizmem sterują malutkie ludziki. Wychowałem się na serialu “Było sobie życie” i jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie obejrzałem w dzieciństwie. Nie dość, że była zabawna, to dodatkowo mądra i w przystępny sposób wyjaśniała coś, co często nauczyciele starają się nam wyłożyć bez wywoływania emocji. “W głowie się nie mieści” robi dokładnie to samo. W niezwykle zabawny sposób mówi o rzeczach elementarnych. Takich jak relacje rodzinne czy dorastanie. Robi to tak, że z jednej strony dziecko oglądające film będzie się dobrze bawić i dostanie okazję do tego, aby kolejny raz zapytać swoich rodziców o to dlaczego ktoś jest smutny, a z drugiej strony rodzice tego dziecka będą pękać ze śmiechu wyobrażając sobie, jak może wyglądać ich centrala dowodzenia – a musicie wiedzieć, że ta jest ściśle związana z charakterem człowieka. Film zwraca uwagę na bardzo ważne dla każdego z nas rzeczy, ale na szczęście nie wpada w moralizatorskie tony zgrabnie manipulując nomen omen emocjami, które udaje im się wywołać u widza.

Wyobraźnia

Pomaga im w tym to, co oglądamy na ekranie. Nie wiem, jak wyglądał proces tworzenia, ale efekt końcowy sprawia, że ręce same składają się do oklasków. To jak pokazano wnętrze umysłu dziecka wskazuje na niewyczerpane pokłady wyobraźni twórców zaangażowanych w powstanie filmu. Koncepcja wysp najważniejszych zachowań, które z kolei składają się na charakter, jak wygląda pamięć długotrwała czy świat wyobraźni to małe dzieła sztuki. Absolutnym majstersztykiem jest pomysł na to, jak wracają do nas piosenki, od których nie możemy się uwolnić i raz na jakiś czas przez cały dzień jedną z nich nucimy. Każdy zna ten stan i teraz dzięki “W głowie się nie mieści” dowiecie się, że to wszystko sabotaż i ktoś robi sobie z nas jaja.

W głowie się nie mieści
Tak to wygląda u każdego z nas/Fot. Pixar/Disney

Czy miejsce, w którym powstają sny. Tu zaprezentowane jako wielkie studio filmowe w mózgu, w którym profesjonalna ekipa każdej nocy przygotowuje wyjątkowe widowisko wcale nie dla jednego widza, ale całej rzeszy zainteresowanych mieszkańców małej Reilly. To właśnie takie rozwiązania sprawiają, że gdy siadam w kinowym fotelu i na nie patrzę to czas płynie kilka razy szybciej. Mimo tej galopującej wyobraźni i efektów jakie udało się osiągnąć na ekranie nie mamy poczucia, że coś w tym filmie się nie spina. Tu wszystko jest na swoim miejscu i jest ze sobą logicznie połączone. Nawet w sytuacji, gdy może się wydawać inaczej. Każdy z nich jest potraktowany z odpowiednią ilością humoru. No właśnie…

…humor

Chciałbym podziękować polskim tłumaczom za to, że przygotowując skrypt powstrzymali się od umieszczania w filmie aluzji, które po pierwsze odnoszą się do aktualnych wydarzeń, a po drugie zrozumieją tylko dorośli. “W głowie się nie mieści” stawia na uniwersalny humor słowny i sytuacyjny, który ma tą przewagę nad wszelkimi wynalazkami pokroju tekstów o Rywinie czy innym mięsnym jeżu, że będzie zabawny i za dziesięć lat. Dodatkowo jest to humor inteligentny. Nie znajdziecie tu tanich żartów z pierdzenia, a zamiast tego otrzymacie zabawne sytuacje, które są świetną puentą dla zachowania każdego z nas.

Pixar to faktycznie emocje i wcale się z tym nie kryją, że właśnie na taki przekaz w swoich filmach stawiają. Nie widzę w tym nic złego, choć czasami odnoszę wrażenie, że twórcy tacy jak oni czy na przykład z podwórka gier David Cage muszą tłumaczyć się z tego, dlaczego ten element jest dla nich ważny. Kino powinno bawić. W końcu to rozrywka, ale jednocześnie nie powinniśmy zapominać, że jak istnieje możliwość, to powinno oprócz zabawy oferować również naukę. Przypomnijcie sobie klasyczne animacje Disneya i to o czym są – oczywiście pomińmy szczegół, że w 90% z nich rodzice głównych bohaterów wybierają się na herbatkę do Abrahama. Wzruszają, bawią, ale i uczą. W nienachalny sposób, a to jest wielka sztuka.

W głowie się nie mieści
Przyjaciółki/Fot. Pixar/Disney

Mówiąc krótko seans “W głowie się nie mieści” był jednym z najlepszych na jakich byłem ostatnio. Bawiłem się wybornie i w ogóle nie dziwią mnie entuzjastyczne reakcje osób, które film już widziały. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, komu ta produkcja się po prostu nie podoba, ale przyjmuję, że jest to przedstawiciel tej grupy wariatów, którzy czerpią dziką satysfakcję z czepiania się wszystkiego i propagowania swojego smutnego stylu życia. Ja im dziękuję i wybieram radość, z odrobiną smutku, bo trochę łez jeszcze nikogo nie zabiło. A mi się oczy nimi zrosiły i było to niezwykle oczyszczające. Dzięki Pixar.

Sprawdź:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/grzechy-akademii-czyli-swietne-filmy-ktore-nie-dostaly-oscara/”]Świetne filmy bez Oscara[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”http://lekturaobowiazkowa.pl/na-ekranie/kino-nowej-przygody/”]Co to jest kino nowej przygody[/tw-button]