Chcesz zacząć oglądać anime. Przyszedłeś tu z tą myślą, bo chcesz, ale nie wiesz, jak zacząć. Normalnie napisałbym, że masz problem, ale od jakiegoś czasu staram się takie problemy rozwiązywać. Jestem jak Winston Wolf. Nie wiesz co czytać, oglądać, wstrzykiwać sobie czy nawet wciągać  z popkultury, przychodzisz do mnie. Jak tego nie wiedziałeś, to teraz już wiesz. Dzwoń, pisz, wysyłaj znaki dymne. Skończmy jednak z tą autoreklamą i przejdźmy na zaplecze masarni.

A więc chcesz zacząć oglądać anime?

To świetnie się składa, bo złożyłem zestaw filmów i seriali z myślą o początkujących. Takie pozycje, które absolutnie każdy może spokojnie obejrzeć. Nie chcę używać sformułowania “neutralne”, bo one na pewno neutralne nie są, ale na pewno są to pozycje, od których można zacząć przygodę z japońską animacją, bo zwyczajnie mamy tu do czynienia z klasykami. Będą rzeczy nowsze, będą rzeczy starsze. Jednak nim pojawi się ktoś z komentarzem, że w ogóle lista powinna wyglądać inaczej lub brakuje tego czy tamtego informuję, że:

  • To jest subiektywny wybór. Może się to okazać szokiem dla niektórych, ale to oznacza, że kieruję się swoim gustem, a nie jakąś uważaną za ogólnie pożądaną normą. Można się ze mną nie zgadzać, ale przecież o to w potencjalnych dyskusjach często chodzi.
  • Pozycji na pewno może być więcej. Zawsze może być więcej. 20, 30, 40 itd., ale pytanie po co? Po co zalewać czytelnika pierdyliardem tytułów skoro i tak ostatecznie okaże się, że nadal będzie zagubiony. Trzeba go odgubić*, i ja w tym odgubieniu mam mu pomóc, ale nie ma problemu, aby dopisywać kolejne tytuły – najlepiej z argumentacją dlaczego – w komentarzach.

Skoro rzeczy oczywiste mamy omówione to wypada jeszcze zwrócić uwagę na to, że seriale anime, które wybrałem to przedstawiciele różnych gatunków znowu z myślą o różnorodnych preferencjach potencjalnego widza. Filmy pojawią się w osobnym tekście, bo część o serialach tak się rozrosła, że uznałem, iż będzie lepiej, jak podzielę całość na dwie odsłony. Tak, aby nie mieszać seriali z filmami. Nim jednak przejdziemy dalej wypada odpowiedzieć na jeszcze jedno pytanie.

Dlaczego w ogóle warto oglądać anime?

Pytanie wydaje się zasadne głównie dlatego, że potencjalny widz może zapytać po co oglądać anime skoro jest tyle innych animacji. Czyż Amerykanie nie kręcą fantastycznych filmów dla całej rodziny? Czy nie mają tam produkcji dla dorosłych? Czy w Europie nie jest tak samo? Mają, ale w przypadku japońskiej animacji jest kilka elementów, które sprawiają, że są wyjątkowe. I tak:

  • Wyobraźnia – Animacje z Japonii wyglądają jak efekt pracy ludzi, którzy nie mają skrupułów przed wprowadzeniem w życie nawet najbardziej szalonych pomysłów. Jeżeli ktoś szuka serialu, w którym śmiertelnie chora dziewczynka zostaje uratowana przez tajemniczy kapelusz w kształcie pingwina, to proszę bardzo, jest taki serial. A ten przykład to akurat małe miki. Bywa dużo, dużo lepiej.
  • Dobro nie musi wygrać – Animacje Disneya eksplorują temat miłości i bardzo dobrze. Wiele z nich kończy się dobrze, ale w japońskich animacjach – ale i w tych Pixara, aby oddać mistrzom z zachodu, co ich – nie wszystko musi się skończyć dobrze. Podobnie jak w przypadku baśni starają się pokazać, że świat nie jest czarny lub biały. Że są sytuacje, gdy miłość, przyjaźń i braterstwo wcale nie triumfują. Jeżeli ktoś myśli, że George R. R. Martin zabijając wielu swoich bohaterów robi coś wyjątkowo, to znaczy, że bardzo mało wie.
  • Mają warstwy – Rzeczy wyjątkowe mają warstwy. To, co na powierzchni to dopiero początek podróży. Więcej kryje się pod powierzchnią. Sztuką jest wszystko odkrywać, co sprawia, że jeszcze bardziej doceniamy efekt pracy twórców.
  • Emocje – Japońskie animacje prezentują pełne spektrum emocji. Nie oszczędzają swoich bohaterów i widzów. Nie dość, że je prezentują, to również je wywołują. Kto nie płakał w trakcie “Grobowca świetlików” ten ma serce z kamienia.
  • Piękno – to akurat kwestia mocno subiektywna, ale animacje prosto z Kraju Kwitnącej Wiśni uważam za niezwykle gustowne, piękne i pod wieloma względami artystycznymi, niepowtarzalne.
  • Tematyka – Japończycy poruszają w swoich filmach i serialach tematy różne. Od przyjaźni, przez dysfunkcyjne rodziny przez filozoficzne rozprawki na temat sensu naszego istnienia. Nie ma tematów tabu.

Powyższe raczej nie zamyka kwestii odpowiedzi na pytanie dlaczego warto oglądać anime, ale zawsze można punkty uzupełnić. Te, które wymieniłem, przyszły mi do głowy jako pierwsze, gdy sam starałem się na to pytanie odpowiedzieć. No, i teraz w końcu możemy przejść do mięcha.

Seriale anime, które nie wiesz, że chciałeś obejrzeć, a ja ci mówię, że powinienieś

Seriali anime, od których warto zacząć jest całe mnóstwo. Ja wybrałem takie, które są przedstawicielami wielu gatunków, tak aby każdy albo prawie każdy znalazł coś dla siebie. Oczywiście nie są to wszystkie możliwe gatunki, bo tych w anime jest więcej niż ja mam włosów na głowie, ale na dobry początek powinno wystarczyć.

Cowboy Bebop
Tego pana będziecie lubić, nawet bardzo

Tytuł: Cowboy Bebop

Twórca: Shinichirō Watanabe, 1998

Jeżeli tworzyłbym listę najlepszych anime w historii wszechświata i światów ościennych, to Cowboy Bebop na pewno by się na niej pojawił. W sumie to żelazny klasyk i często obiekt sporów fanów o to, czy przypadkiem nie jest to najlepsze anime – a przynajmniej serial – jakie powstało w historii medium. Ja się spierać nie będę, ale jednego temu serialowi nie można odmówić, jakości. Naprawdę ciężko znaleźć osobę, która nie ogląda anime, a która po obejrzeniu przygód grupy łowców nagród nie stwierdzi, że to po prostu jest dobre. A jest. Tytuł każdego odcinka – a tych jest 26 – to tytuł utworu muzycznego. Wśród nich pojawiają się choćby utwory The Rolling Stones czy Queen, a wspominam o tym, dlatego, że to tylko jedno z nawiązań do kultury popularnej. Serial jest prawdziwym paczworkiem pozszywanym z nawiązań do westernów, wspomnianej muzyki – która odgrywa w serii bardzo ważną rolę – filmów przygodowych, akcji, kina noir, gansterskiego i science-fiction, jest tego multum. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby nie mogło się udać, ale ostatecznie okazuje się, że się udaje. Nieśpieszne rozwijanie postaci, które są przy okazji bardzo dobrze rozpisane, a do tego ciekawy scenariusz. Serial może konkurować z najlepszymi produkcjami aktorskimi.

Samurai Champaloo
Ktoś ma ochotę na hip-hop?

Tytuł: Samurai Champloo

Twórca: Shinichirō Watanabe, 2004-2005

Jeszcze raz Watanabe, ale tym razem nie z westernem, a kinem drogi. Oto spotykają się trzy osoby, które przy okazji różnią się charakterami na tyle, że jest do dobra baza do tego, aby na ekranie działo się naprawdę sporo. Mamy spokojnego Jina, nerwowego Mugena i dziewczynę zagadkę, czyli Fuu. Cała trójka chcąc nie chcąc rusza w podróż po Japonii, ale po co Wam nie zdradzę. Kolejny raz Watanabe oferuje miks gatunków, ale tak jak przy Bebopie sięgał np. po jazz, tak tutaj sięga po hip-hop – swoją drogą wolne tłumaczenie tytułu na polski oznacza scratchującego samuraja. Oba jego seriale mocno się ze sobą łączą pod względem konstrukcji. Są epizodyczne, bazują na rozwoju postaci i relacjach między nimi. Wreszcie znowu dostajemy świetnie dobraną muzykę, która kolejny raz odgrywa kluczową rolę w narracji. W zasadzie jak ktoś sięga po Bebopa, to z miejsca może sięgnąć i po to.

Berserk
Bohaterowie

Tytuł: Berserk

Twórca: Naohito Takahashi na podstawie mangi Kentaro Miury, 1997-1998

Dla jednych bezsensowna młócka. Dla innych świetny serial w klimacie dark fantasy, w którym trup się ściele gęsto, krew tryska hektolitrami, a atmosfera jest tak gęsta, że można powiesić motykę. Opowieść o demonach, najemnikach i pewnej trudnej znajomości. Znowu są tu dobrze zarysowane postacie, a przemoc to tylko fasada, bo choć jest to zdecydowanie pozycja tylko dla dorosłych, to nie o odcinanie członków w niej chodzi. No może nie przede wszystkim o to. Choć serial już trochę trąci myszką, to w ostatecznym rozrachunku dobrze się zestarzał i nadal można go oglądać bez palpitacji serca i krwawiących oczu. Niektórych może zachęcić to, że świat stworzony przez Miurę mocno inspirowany jest średniowieczną Europą – zupełnie jak u Sapkowskiego, z którego twórczością można znaleźć jeszcze więcej cech wspólnych.

Attack on Titan
Mięsko!

Tytuł: Atak tytanów

Twórca:  Tetsurō Araki na podstawie mangi Hajime Isayamy, 2013

Dark fantasy, jak “Berserk”, ale w świeższym wydaniu, gdyby osoby, które zobaczą przygody Gutsa stwierdziły, że wolą coś z inną kreską. Akcja rozgrywa się w alternatywnym świecie, który podobnie jak to miało miejsce u Miury pod względem rozwoju przypomina średniowiecze. Jednak w przeciwieństwie do “Berserka” tutaj główny motyw jest postapokaliptyczny, bo ludzkość jest na granicy wyginięcia. Wszystko za sprawą gigantycznych istot, które żywią się mięsem, a z którymi garstce ludzi przychodzi się mierzyć. To ludzie są to zwierzyną i to oni żyją w ciągłym strachu, że kolejny dzień będzie ich ostatnim. Ci, którzy przeżyli zamknęli się w obrębie wielkich murów licząc, że w końcu uda się znaleźć sposób na swoje największe przekleństwo. Jeżeli nie boicie się religijnych odniesień – które potęguje soundtrack – to bierzcie i jedźcie z tego wszyscy. Serial jest brutalny, ale sprawnie wykorzystuje motyw walki, którą tak naprawdę toczy każdy z nas.

Mushishi
Jest pięknie

Tytuł: Mushishi

Twórca: Hiroshi Nagahama na podstawie mangi Yukiego Urushibary, 2005-2006

Realizm magiczny, czyli coś dla fanów powieści na przykład powieści Gabriela Garcíi Márqueza czy Andrzeja Stasiuka. Tylko w wydaniu japońskim. Wszystko kręci się tutaj wokół istot, które mogą żyć wszędzie, ale tak naprawdę jedynym, co łączy je z innymi żywymi istotami jest fakt, że żyją. Mogą pomagać, ale mogą i szkodzić. Niektórzy uważają je za demony, inni za zbawienie. Tych pierwszych bronią ci, którzy potrafią Mushi zobaczyć i właśnie kimś takim jest główny bohater anime. To serial mocno zasadzony w motywach znanych z mitologii, który jest tytułem zadającym pytania o porządek świata. Przyjemny miks filozofii, komedii, akcji i dobrze poprowadzonej fabuły.

The Great Teacher Onizuka
Tak wygląda nauczyciel, którego nie będziecie mieć

Tytuł: Great Teacher Onizuka

Twórcy: Naoyasu Hanyu i Noriyuki Abe na podstawie mangi Tōru Fujisawy, 1999-2000

Zmieniamy nieco klimat. To propozycja lżejsza, komediowa, której akcja rozgrywa się w szkole, do której trafia tytułowy Onizuka. Młody nauczyciel, który chce zrobić wszystko, aby nie stać się kolejną “ofiarą” swojej nowej klasy. W tym celu chce być innym nauczycielem niż wszyscy. Stara się pomagać, pokazać uczniom, że szkoła nie musi być przykrym obowiązkiem, a miejscem, do którego warto przychodzić po coś więcej niż tylko z pozoru niepotrzebną wiedzę. Jeżeli myślicie jednak, że Onizuka jest takim zwykłym belfrem, to się grubo mylicie. Sam został nauczycielem głównie dla tego, że dziewczyna, z którą się umówił uciekła do swojego kochanka, który też był nauczycielem. Grunt, to mieć właściwą motywację do pracy i Onizuka ją ma. Wspominałem, że był szefem gangu motocyklowego? Nie, to był. Może żarty nie są zbyt wyszukane, ale nie można odmówić serialowi poczucia humoru i dobrego balansowania na granicy komedii, romansu i dramatu. Aha i największą siłą serialu jest to, że każdy odcinek stara się nas czegoś nauczyć. W końcu to serial o najlepszym nauczycielu w historii.

Detroit Metal City
Nergal, to ty?

Tytuł: Detroit Metal City

Twórca: Hiroshi Nagahama na podstawie mangi Kiminoriego Wakasugiego, 2008

Znowu komedia, ale tym razem muzyczna. W końcu tytuł nawiązujący do jednego z przebojów KISS zobowiązuje. Wyobraźcie sobie, że marzycie o karierze w branży muzycznej. Gracie spokojne numery, chcecie być jak Ed Sheeran – no może oprócz rudych włosów, bo jak wiadomo rudzi nie mają duszy, a kto chciałby nie mieć duszy – ale ostatecznie jesteście jak Nergal. Skąd ta rozbieżność? Bo w życiu nie wszystko poszło tak, jakbyście tego chcieli i faktycznie robicie karierę, ale nie jako grajek w swetrze, a frontman death metalowej kapeli. O tym jest Detroit Metal City, które przez niektórych uważane jest za jedną z najzabawniejszych rzeczy, jakie obejrzycie w swoim życiu.

Lovely Complex
Nie widać na grafice, ale tu ważny jest wzrost

Tytuł: Lovely Complex

Twórca: Konosuke Uda na podstawie mangi Aya Nakahary

Żeby nie było, że u mnie tylko krew i przemoc prezentuję coś z gatunku shōjo, czyli mang, ale i anime, skierowanych do dziewcząt. Tutaj podstawą jest romans i wszelkie romantyczne relacje między bohaterami. Jest też sporo komedii, bo przecież związki między ludźmi to jedna wielka karuzela uśmiechu. W “Lovely Complex” tymi ludźmi są Otani i Risa. On jest zdecydowanie za niski dla niej, a wzrost to tylko jeden z problemów, które będziecie mogli obejrzeć na ekranie. Choć tytuł spodoba się przede wszystkim płci pięknej – wyciska łzy zarówno ze śmiechu jak i z powodu smutku – to facet powinien się na nim bawić równie dobrze. Szczególnie, gdy dwójka bohaterów się kłóci. Wtedy dzieję się rzeczy wyjątkowe.

Golden Time
Same problemy

Tytuł: Golden Time

Twórca: Chiaki Kon na podstawie powieści i mangi Yuyuko Takemiya

Druga komedia romantyczna, która nadaje się na początek. Jej bohater Banri Tada, to nowo przyjęty student prywatnej szkoły prawniczej w Tokio. Już pierwszego dnia gubi się, co ma swoje pozytywne konsekwencje, bo trafia na innego mistrza orientacji w terenie, czyli Mitsuo Yanagisawe, który zostaje jego przyjacielem. Później pojawia się ona i już możecie się domyślić o co chodzi i do czego jej pojawienie może doprowadzić.

Monster
O co w tym wszystkim chodzi?

Tytuł: Monster

Twórca: Masayuki Kojima na podstawie mangi Naokiego Urasawy, 2004-2005

 

Zostawmy miłostki i na koniec zafundujmy sobie coś naprawdę mocnego. “Monster” spodoba się każdemu, kto kocha thrillery. Głównym bohaterem jest genialny chirurg, który ma wszystko. Świetną pracę, piękną narzeczoną, posłuch wśród współpracowników. Bajka. Wszystko zmienia się, gdy do szpitala, w którym pracuje trafia chłopiec z postrzałem głowy. Jedna decyzja, którą podejmie w trakcie operacji sprawi, że jego idealne życie wywróci się do góry nogami. “Monster” to trzymający w napięciu kryminał, który sprawi, że będziecie go oglądać na skraju foteli. Jest śledztwo, jest tajemnica, są morderstwa, a jak są wszystkie te elementy to już wiecie, co będziecie nałogowo oglądać, aby w końcu dowiedzieć się jak się wszystko skończy.

Psycho-pass
Kto dzisiaj chce zabić?

Tytuł: Psycho-Pass

Twórcy: Naoyoshi Shiotani i Katsuyuki Motohiro, 2012

Skoro był kryminał, to jeszcze może coś związanego z cyberpunkiem. W “Psycho-Pass” akcja rozgrywa się w samowystarczalnej Japonii. Kraj jest odcięty od innych, bo zwyczajnie ich nie potrzebuje, a wszystko za sprawą tego, iż pieczę nad rozwojem pełni Sybill. Czym jest Sybill? Systemem komputerowym, który potrafi powiedzieć wszystko o człowieku. Jakie są jego wady, jakie zalety, gdzie sprawdzi się najlepiej i w końcu czy popełni przestępstwo. Skojarzenia z “Raportem mniejszości” są jak najbardziej na miejscu, bo bohaterką jest agentka służąca w specjalnej jednostce prewencji. Eliminuje osoby, które system uzna za niebezpieczne Skąd to wie? Monitoruje stan psychiczny obywateli i jeżeli wykryje, że jednostka jest na skraju popełnienia przestępstwa do akcji wkracza wspomniana jednostka. Dystopijna wizja świata, pytania o sprawiedliwość i granice oddania się kontroli nie tylko technologii, ale władzy w ogóle.

To tyle jeżeli chodzi o seriale. Filmy pojawią się w osobnym materiale. Listę pomógł mi stworzyć Kuba, który “zawiaduje” Magazynem Miłośników Komiksu. Wpadnijcie tam od czasu do czasu.

*Wiem, że nie ma takiego słowa.