Kiedy pisałem zestawienie najlepszych filmów 2015 z ciekawości sprawdzałem jaka jest zbieżność ocen widzów z ocenami recenzentów. Na szczęście często opinie się pokrywały, ale zdarzało się, że różnice były większe. Najlepszym przykładem jest przypadek produkcji „Coś za mną chodzi”. Film oceniony został niezwykle wysoko przez recenzentów, ale już widzowie nie byli tak przychylni. Zacząłem wymieniać powody, dla których pojawiają się takie różnice. Jednym z nich jest to, że recenzenci patrzą na filmy trochę inaczej. Wiedzą, jakie sztuczki stosują twórcy chcący ukryć niedoskonałości swojego dzieła. Widzą je i to wpływa na ocenę. Wy widzicie „tylko” Arkę Przymierza, a recenzent widzi macguffina. Wy widzicie dramatyczną sytuację, w której bohater został pojmany przez przeciwnika, który teraz planuje na ile sposobów go zamorduje, a recenzent widzi klasyczną śmiertelną pułapkę. O dwóch wymienionych pewnie kiedyś napiszę. Dzisiaj skupię się na innym zabiegu, który stosowany jest notorycznie nie tylko przez filmowców, ale i pisarzy. Chodzi o deus ex machinę.

Czy jest na sali bóg?

Pojęcie jest Wam prawdopodobnie znane, ale żeby nie było niedomówień wyjaśnię o co chodzi. Deus ex machina to inaczej „bóg z maszyny”. I jest to niezwykle trafne określenie na to, co ten bóg potrafi.

Wprowadzone do dramatu antycznego przez Eurypidesa. Zsyłał on w swoich przedstawieniach boga z maszyny, który gwałtownie rozwiązywał akcję, aby sztuka nie trwała zbyt długo. Maszyną nazywano specjalne urządzenia mechaniczne, dzięki którym bóg mógł pojawić się na scenie w boskich okolicznościach (był spuszczany z góry na linach). Potocznie stwierdzenie to oznacza wszystkie nagłe zmiany sytuacji, niedające się logicznie wyjaśnić w kategoriach rozwoju wydarzeń. – Wikipedia

Wyobraźcie sobie sytuację, w której piszecie książkę. Budujecie napięcie. Jeden z bohaterów ma coraz większe problemy. Właśnie wpadł w ręce potężnego hipnotyzera. Zostaje przyparty do muru. Atmosfera gęstnieje. Logika podpowiada wręcz, że znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Wiemy bowiem, że hipnotyzer jest potężny, a nasz bohater nie wspomniał nawet słowem o tym, czy wie o jego umiejętnościach i co najważniejsze, czy potrafi się przed nimi obronić. Jest źle, ale nagle okazuje się, że to bohater wygrywa. Moc hipnotyzera nie działa, bo wymyśliliście, że on przecież jak był młody to trenował techniki obrony przed hipnozą. W czym problem? W tym, że nawet słowem nie wspomnieliście czytelnikowi, że coś takiego miało miejsce. Wyjęliście to rozwiązanie z pudełka. Rozwikłaliście beznadziejną sytuację w sposób, który wzbudza wątpliwości. Nie chodzi tylko o takie zwroty akcji, ale i postacie, które wcześniej nie miały żadnego znaczenia dla fabuły, a teraz nagle zmieniają drastycznie jej bieg. Przedmioty, które zaczynają działać inaczej niż pierwotnie nam wyjaśniono, uzyskują nowe właściwości oraz zbiegi okoliczności, które przekraczają granicę absurdu.

Deus ex machina kusi twórcę, bo daje mu klucz do drzwi, które normalnie powinny pozostać zamknięte. Jako zabieg krytykowana jest już od czasów starożytnych i swoje wątpliwości na jej temat wyrażał m.in. Platon i Arystoteles. Co stosowanie deus ex machina mówi nam o twórcy?

Deus ex machina we Władcy Pierścieni
Orły rozwiążą każdy problem/Fot. Warner Bros.

Dziurki, dziury i dziurzyska

Mówi nam sporo, ale nie ma w tym wypadku powodów do zadowolenia. Przede wszystkim nadużywanie tego zabiegu powinno zwrócić naszą uwagę na to, że mamy do czynienia z dziurami w scenariuszu. Logicznymi lukami, który nie da się wyjaśnić, a które powstały często przez niekonsekwencję w prowadzeniu narracji. Mówiąc krótko i po ludzku:

Im częściej korzystamy z deus ex machiny, tym bardziej gówniany jest scenariusz lub książka.

Żeby dowalić jeszcze bardziej scenarzystom i pisarzom – teraz będę ich bił poniżej pasa i gryzł po kostkach – mówi nam też, że:

  • Autor ma spory problem z budowaniem wiarygodnych postaci czy nawet logicznych sytuacji ergo nie powinien się chyba w to bawić,
  • Nie potrafi przygotować podstaw do logicznego zakończenia czy w ogóle jakichkolwiek wydarzeń, które nie sprawią, że zareagujemy tak:
  • Sam dał się zapędzić w kozi róg i wystawia się na strzał, a to moi drodzy ostatecznie wygląda mniej więcej tak:

Z tą różnicą, że cios nie przychodzi od Rocky’ego, a od samego autora, który po fakcie słyszy głośne K.O.! Może się pozbierać, ale niestety nie obejdzie się bez ofiar, bo deus ex machina kusi jak mroczna strona mocy i tak jak ona ma swoje konsekwencje. Ernest Hemingway mówił o tym wprost:

To oszustwo! – Ernest Hemingway, nie wiem kiedy, ale tak powiedział

Oszustwo, bo narusza podstawowe zasady prowadzanie narracji i często jest drogą na skróty. Pojawia się często wtedy, gdy zamiast zbudować świat, zasady, bohaterów na początku pracujemy nad nimi na bieżąco. Może wynikać ze złej organizacji pracy i namnożenia wątków tak bardzo, że wszystko wymknęło się spod kontroli, cięć w trakcie montażu, zmian w scenariuszu itd., itd. Szczególnie podatne na jej pojawienie są filmy. Czasami z powodu tego, że czas nie pozwala nam na wyjaśnienie wszystkich wątków. Czasami, bo nie było lepszego pomysłu, a czasami i dlatego, że przecież jak nasz bohater nagle wyciągnie sobie z tyłka miecz świetlny, o którym nigdy nie wiedzieliśmy, to będzie świetna scena. No bo miecz świetlny w tyłku i w ogóle szatkowanie wrogów na kawałki.

Jak widzicie deus ex machina to nie jest powód do dumy, ale nie oznacza jeszcze, że nie korzystają z niego najwięksi i zastosowanie bohatera tego tekstu sprawia, że dzieło będzie słabe. Nic z tych rzeczy. Bo jak mawia moja mama, wszystko jest dla ludzi. Tylko z umiarem. Dlatego teraz sięgniemy po przykłady.

W tym miejscu pojawią się spoilery. Czytasz na własną odpowiedzialność!

Przykłady

W historii literatury zdarzało się, że pisarze zostali zmuszeni do sięgnięcia po ten zabieg, aby rozwiązać problem, przed którym postawili go fani. Wystarczy wspomnieć Arthura Conana Doyle’a, który uśmiercił Holmesa, a później musiał kombinować, jak przywrócić go do życia. Pisarz oczywiście wymyślił dlaczego słynny detektyw wrócił, ale umówmy się, że było to tłumaczenie mocno naciągane. Podobnie było z Henrykiem Sienkiewiczem, który pisząc „Trylogię” postanowił Zagłobę zostawić w lochu i to w sytuacji, z której Zagłoba nie mógł wyjść cało. Niestety, a może stety, zmiany wymusili na nim fani postaci, więc nagle Zagłoba wraca. Tak po prostu.

Chcecie więcej? Proszę bardzo.

Żywot Briana
„Żywot Briana” to akurat przykład, gdy zastosowano DEM z pełną premedytacją/Fot. HandMade Films

Wielkie Orły – jest moment we „Władcy Pierścieni”, kiedy widmo zagłady w zasadzie dyszy w twarz bohaterom powieści. Nagle pojawiają się wielkie orły, które wcześniej nie miały ŻADNEGO znaczenia dla fabuły, ale pojawiają się i ratują naszych herosów.

Drwal – znacie zapewne bajkę o Czerwonym Kapturku. W oryginale wilk jest szczęśliwym futrzakiem, bo udaje mu się zjeść Kapturka. Niestety uznano, że to zbyt brutalne i tak pojawił się Drwal. Pojawia się oczywiście nagle, akurat rąbał drzewo blisko domku babci.

Anthony Horowitz – wszystkie jego książki to zbieranina przykładów. Naprawdę, wszystkie.

Poe – świeżutki przykład z „Przebudzenia Mocy”. Poe pojawia się nagle. Wyjaśnia, że przetrwał, ale przy okazji zapomina powiedzieć, jak udało mu się opuścić Jakku bez wzbudzania zainteresowania ze strony Pierwszego Porządku. Film jest zresztą bogaty w podobne niedomówienia i dziury.

Mordercze bakterie – to jest mój ukochany przykład. W „Wojnie światów”, kiedy dochodzimy do kulminacyjnego momentu i wiemy, że ludzkość ma przekichane okazuje się, że kosmici mają katar. Wykańcza ich jakaś ziemska bakteria. Tak po prostu.

Nawet mój ukochany Golding sięgnął po ten zabieg. Przecież ratunek dla chłopców przychodzi przypadkiem. Ot, tak.

Jak widzicie nie ma znaczenia, czy mówimy o baśniach, filmach czy książkach. Autorach bardzo znanych czy tych trochę gorszych. Deus ex machina towarzyszy nam od setek lat i pewnie nic się w tym temacie nie zmieni. Mam jednak nadzieję, że teraz jak będziecie patrzeć na jakieś dzieło, to zapali się Wam czerwona lampka ostrzegawcza, gdy wydarzenia na ekranie przybiorą dziwny obrót i logika przestanie działać. Bo granica między dobrym zwrotem akcji, a deus ex machiną jest tak cienka, że momentami prawie niewidoczna, ale jest i o tym trzeba pamiętać.

Sprawdź:

Najlepszy Bond nie istnieje

10 filmów, na które warto czekać do 2016