W serialu “Westworld” jest scena, w której jeden z bohaterów rozmawia z atrakcyjną kobietą. Może rozmowa to złe słowo, bo to przez większość czasu bardziej monolog, w trakcie którego przypatruje się swojej rozmówczyni z mieszanką fascynacji i niepokoju. W pewnym momencie kobieta stwierdza, że pewnie zastanawia się czy jest prawdziwa, czy nie. Uznając jednak, że w ich sytuacji i tak nie ma to żadnego znaczenia. Niestety z naszej perspektywy ma, a przynajmniej wiele wskazuje na to, że ma. Odpowiedź na pytanie dlaczego kryje się w dolinie niesamowitości.

Das Unheimliche

Kiedy ktoś pisze na temat doliny niesamowitości to w tym miejscu powinien się pojawić Masahiro Mori. Japończyk pojawi się w tym tekście, ale nim to nastąpi cofniemy się jeszcze bardziej w przeszłość. Do czasów dwóch psychiatrów, z których jednego na pewno kojarzycie. Ernst Jentsch i Sigmund Freud stworzyli pojęcie “niesamowitości”, czyli po niemiecku das unheimliche. Pod tym cudownie brzmiącym słowem kryje się konkretne uczucie. Według Jentscha i Freuda niesamowitość wywołuje w nas uczucia niepokoju i strachu. Te pojawiają się z powodu tego, że to, co ów strach wywołuje zdaje się jednocześnie i obce, i dobrze znane. Psychiatrzy uznali, że kiedy człowiek natrafia na czynnik o takiej charakterystyce, to strach przez niego wywołany jest ściśle związany z dysonansem poznawczym. Niby coś znamy, ale jednocześnie podświadomie mamy wrażenie, że coś z tym na co patrzymy jest nie tak.

Dolina niesamowitości nawiązuje do wielu dziedzin, wliczając w to filozofię, psychologię i design i myślę, że dlatego wzbudziło takie zainteresowanie. – Mori o reakcji na opisane przez niego zjawisko

Termin przyjął się nie tylko w psychoanalizie, ale i w ramach kultury. Lata mijały. Coraz częściej pojawiał się temat robotów żyjących wśród ludzi. Nie trzeba było daleko szukać, bo już nieme arcydzieło Fritza Langa “Metropolis” traktuje o robocie, który nie wie, że jest robotem w świecie, który nienawidzi jemu podobnych. Kolejni twórcy prezentowali swoje wizje świata ludzi i robotów jak choćby Charlie Booker w jednym z odcinków serialu “Black Mirror”. Zaczęto zadawać sobie pytania, co się stanie, gdy robot zacznie coraz bardziej przypominać człowieka. Jak zareagują ludzie? To drugie pytanie zadał Masahiro Mori, który w 1970 opublikował wyniki swoich obserwacji. Zebrał je w publikacji zatytułowanej “Bukimi No Tani”. Tytuł często tłumaczony jako “Dolina niesamowitości” i do dziś trwają spory, czy to tłumaczenie jest właściwe. Być może bliższy prawdy będzie tytuł “Dolina grozy” choć to i tak nie jest do końca prawidłowe tłumaczenie tytułu pracy Moriego. Tak czy inaczej ten pierwszy się przyjął choć sam Mori wykorzystał to sformułowanie dopiero osiem lat po publikacji eseju. No właśnie. Eseju, bo “Bukimi No Tani” bliżej do tej formy niż do klasycznych badań naukowych.

Jedną z najważniejszych zasad animacji już za czasów Walta Disneya była zasada wyolbrzymiania. Disney uważał, że ruch należy przejaskrawić. Zaprezentować i bohatera, i to jak się rusza w bardziej ekstremalnej formie. Dzięki temu animowane postacie budzą naszą sympatię. Animowane, często wyglądające jak my, ale nie imitujące nas. Więcej o zasadach animacji przeczytasz w dedykowanym im tekście.

Niemniej jednak hipoteza Moriego była prosta. Im bardziej robot swoim wyglądem i zachowaniem przypomina człowieka tym wydaje się sympatyczniejszy. Wszystko idzie świetne, ale do pewnego momentu. Gdy robot za bardzo przypomina człowieka, ale jednocześnie wiemy, że nim nie jest choćby z powodu niewidocznych na pierwszy rzut oka detali, zaczyna wzbudzać niepokój. Coś przestaje się nam w nim podobać. I to coś jest ściśle związane z reakcją opisaną przez Jentscha i Freuda. Swoją drogą w przypadku tej hipotezy przez lata narosło kilka nieścisłości wynikających z tłumaczenia słów Moriego. By opisać reakcję ludzi na roboty użył sformułowania “shinwakan”, które nie ma bezpośredniego tłumaczenia na język angielski, w którym zaczęto posługiwać się przymiotnikiem “sympatyczność”. Rzecz w tym, że bliższe prawdy byłoby na przykład poczucie komfortu. Zostawmy te językowe przepychanki i zajmijmy się sednem sprawy.

Przekroczmy dolinę niesamowitości

Dolina niesamowitości
Wykres, który pojawia się zawsze przy tym temacie

Efekt doliny niesamowitości od 1970 roku powoli wzbudzał coraz większe zainteresowanie naukowców. Panie i panowie w białych kitlach zaczęli zastanawiać się czy obserwacje Moriego można zestawić z “prawdziwymi” badaniami. Czy uda się wyciągnąć identyczne wnioski na podstawie wyników, które byłyby efektem tych badań? Wraz z rozwojem technologii naukowcy coraz częściej odwiedzają dolinę niesamowitości. W 2004 odnoszono się w pracach naukowych 35 razy, a już w 2015 roku pojawiło się ich 510. Wnioski są różne i nie zawsze wskazują na to, że hipoteza Moriego znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Niektóre badania dowodzą na przykład, że temat jest dużo bardziej złożony i nie można wszystkiego sprowadzić do niechęci i niepokoju w stosunku do wyglądu robotów. Wygląd jest tylko jednym z elementów składowych. Oprócz niego liczą się gesty, mimika, głos, a nawet kontekst, w którym odbieramy danego robota. Z kolei niektóre negują istnienie doliny niesamowitości. Tak jak zrobił to zespół Davida Hansona z Hanson Robotics w Plano Texasie.

Robotyka, czy w ogóle nauka, coraz bardziej zbliżają nas do wizji, które mogliśmy oglądać u Langa czy później przeczytać u wizjonerów pokroju Philipa K. Dicka czy Stanisława Lema. Tym samym dochodzimy do pytania, czy możemy przekroczyć dolinę niesamowitości? Według mnie jak najbardziej. Z każdej doliny jest jakieś wyjście. Również z tej. Bo teoria nie zakłada, że to jest problem nie do rozwiązania. Raczej wskazuje na to, że jest pewna granica, po której zaczynamy odczuwać niepokój. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której udaje nam się stworzyć takiego robota, który jest praktycznie nie do odróżnienia od człowieka. Jego gesty, zachowanie, to jak się wysławia. W przytaczanym na początku serialu HBO “Westworld” jednym z kluczowych zagadnień jest dążenie człowieka do stworzenia istoty, która będzie nie do odróżnienia. Ostatecznie posiądzie też samoświadomość i zacznie w stu procentach decydować o swoim losie. To nie będzie proste, bo wiele zależy od tego, jak idealna stanie się na przykład twarz robota. Konkretnie jego mimika i oczy. Badania prowadzone przez Stephanie Lay wskazują, że najgorzej radzimy sobie w sytuacji, gdy uśmiechnięta twarz zestawiona jest z oczami, które tej radości nie wyrażają, bo są np. “puste”. Często kojarzymy takie twarze z ludźmi o skłonnościach psychopatycznych, którzy próbuję ukryć prawdziwe uczucia.

Z jaką reakcją spotkał się esej po publikacji? Można powiedzieć, że z żadną.

W trakcie opisywania doliny niesamowitości często za przykład podawane jest “Final Fantasy: The Spirits Within”. Jednym z celów twórców było stworzenie filmu, w którym wygenerowani przez komputer bohaterowie będą przypominać ludzi tak bardzo, jak to tylko jest możliwe. I faktycznie pierwsze wrażenia były takie, że się udało, ale im dłużej film trwał tym coraz więcej widzów zaczynało zwracać uwagę na to, że to jednak nie jest prawda. Bohaterom brakowało ludzkiej niedoskonałości np. w ruchach. Przykład “Final Fantasy” jest dobry, ale podobnie jak film zestarzał się i aktualnie nie wzbudza już takich emocji. Wynika to choćby z tego, że z biegiem lat coraz częściej obcujemy z robotami, grafika komputerowa poszła kilka kroków do przodu. To, co niektórych szokowało w “Final Fantasy” aktualnie nie robi już takiego wrażenia właśnie przez ciągły kontakt z coraz lepszymi pod względem graficznym grami czy wykorzystywanym na masową skalę CGI w kinie.

Łowca androidów
Jesteś prawdziwa czy nie? Fot. Kadr z filmu “Łowca androidów” w reż. Ridley’a Scotta

Pytanie tylko czy chcemy?

W pewnym sensie to retoryczne pytanie, bo nasze “chcenie” będzie miało znikome znaczenie na potrzebę dalszego rozwoju i przekroczenie kolejnych granic. Jeżeli założymy, że dolina niesamowitości znajduje swoje potwierdzenie w rzeczywistości, to z naszego punktu widzenia najlepiej będzie stworzyć takiego robota, który będzie idealny. Bo coś na pewno jest na rzeczy skoro podobne do ludzi reakcje zaobserwowano u małp czy wróbli. Szczególnie ten drugi przypadek jest drastyczny. Wróble widząc kanarka przejawiają agresję i są gotowe zabić żółtego ptaszka tylko przez to, że jest tak podobny do nich, a jednocześnie inny przez kolor upierzenia.

Wydaje mi się, że największym problemem jaki możemy mieć z przekraczaniem doliny niesamowitości jest fakt, że z jednej strony będziemy wiedzieć, że roboty są wśród nas, ale przez to, że będą idealnie naśladować ludzi nie będziemy w stanie powiedzieć, kto jest kim. Ich wygląd i zachowanie przestanie budzić niepokój, ale sam niepokój nie zniknie. Być może będzie jeszcze większy niż w pierwszym wypadku. Spełniłaby się wizja znana choćby z “Łowcy androidów”. Tak samo fascynująca, co przy okazji przerażająca, bo wielu z nas ma problem z akceptowaniem jakiejkolwiek formy odmienności.

Pisząc o dolinie niesamowitości zastanawiam się czy w ogóle chciałbym abyśmy doprowadzili do momentu, w którym robot stanie się nie do odróżnienia od człowieka. Wizja ta jest pociągająca, ale jednocześnie mnie martwi. Nie wiem, jak będę się czuć, nie wiem, czy będę spokojny. Może w ogóle nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia i będę tańczyć, jak Oscar Isaac w “Ex Machina”. Być może to właśnie te wątpliwości sprawiają, że dolina niesamowitości jest interesująca, a jej przekroczenie fascynujące.