Pisałem już na ten temat w krótkiej notce na Facebooku i myślałem, że dam sobie spokój. Że wrócę do tekstów, które skupią się na rzeczach, o których część z Was nie chce czytać, część czyta kompulsywnie, część nie wie, że chciało to przeczytać, a część ma mnie głęboko w dupie. Niestety, kiedy kolejny raz widzę, że ktoś używa terminu “poprawność polityczna” w każdym możliwym kontekście, który ma wytłumaczyć np. fakt otrzymania przez “Spotlight” Oscara za najlepszy film, to coś we mnie pęka. A tak naprawdę…

W poniższej wypowiedzi mogą pojawić się słowa powszechnie uznawane za niecenzuralne. Tak tylko ostrzegam.

Tak zwyczajnie, po ludzku, wkurwiam się. Krew mnie zalewa, ściska mnie mocno w klatce piersiowej z powodu ludzkiej głupoty, ignorancji i kilku innych rzeczy, których nie chce mi się wymieniać, bo bardzo często komentarze na temat poprawności politycznej w kontekście tematu zmiany czegoś w popkulturze, co jest związane np. z mniejszościami, umieszczają osoby, które starają się, aby uznać je za intelektualne ameby. Rozumiem z czego to wynika, wszak tak jest po prostu łatwiej napisać, bo dwa słowa od razu mają kontekst, wszyscy wiedzą o co chodzi, mogą zacząć przytakiwać albo się z tym nie zgadzać. Rzecz w tym, że w wielu wypadkach poprawność polityczna nie jest tym, czym autorzy chcą, aby była.

Przeszła mniej więcej taką samą drogę, co “krytyka”. W sensie konotacji. Krytyka pierwotnie oznaczała dyskusję, nie wiązała się tylko z tym, że ktoś nas krytykuje, czyli np. wytyka nam błędy, narzeka, bo jest chujem – to słowo kilka razy się tutaj pojawi, bo to słowo klucz. Chodziło o analizę zarówno dobrych, jak i złych stron zagadnienia. Niestety aktualnie, jak ktoś krytykuje, to zwykle się czepia ergo jest wspomnianym chujem. Poprawność polityczna też oznacza coś zupełnie innego. Bez względu na to, czy mówimy o filmie, komiksach, książkach czy wreszcie polityce.

To czym jest poprawność polityczna?

Wbrew powszechnemu mniemaniu i forsowanej retoryce wcale nie chodzi o wciskanie na siłę do filmu czarnoskórych bohaterów albo przemianie popularnych postaci komiksowych w homoseksualistów. Zacznijmy od definicji. Kilku, aby była jasność.

Sposób używania języka w dyskursie publicznym, którego deklarowanym celem jest zachowanie szacunku oraz tolerancji wobec przeciwnika w dyskusji. – Wikipedia

Definicja kolejna, tym razem pochodzącą ze Słownika Języka Polskiego:

Unikanie wypowiedzi lub działań, które mogłyby urazić jakąś mniejszość, np. etniczną, religijną lub seksualną.

I taką, która może nie jest definicją, ale podoba mi się, bo podsumowuje to, czym ta poprawność polityczna tak naprawdę jest. Autorem owej jest Neil Gaiman:

Zacząłem wyobrażać sobie świat, w którym “traktować innych ludzi z szacunkiem” zastępuję “poprawność polityczną” i to był powód do radości.

Mówiąc krótko, po pierwsze poprawność polityczna odnosi się przede wszystkim do języka i dyskusji, a po drugie oznacza mniej więcej tyle, co napisałem na początku, nie bądź chujem. Po prostu. Abyśmy nie mówili o homoseksualistach per pedał, aby Chris Rock nie usłyszał, że gdy pojawia się na scenie, to jest asfaltem i czarnuchem. Tak samo, jak ja bym nie chciał usłyszeć, że jestem pieprzonym białasem. Poprawność polityczna nie jest cenzurą, próbą wymuszenia na nas czegoś, czy ingerowaniem w wolność. Jest sposobem na to, aby zwracać się do innych z szacunkiem, zdawać sobie sprawę z tego, że świat nie jest tylko biały lub czarny. Bo pamiętajmy, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka i mówienie, że ja mogę, bo jest wolność słowa etc. nie usprawiedliwia tego, że ktoś zostaje przez nas obrażony. Na to zresztą są paragrafy, ale przecież prawo zawsze stoi po stronie Kaliego, a przynajmniej według niego powinno.

Iceman
Wielu fanów Icemana po tym dialogu poczuło ból w pewnej części ciała/Fot. Marvel Comics

Tym samym nigdzie nie jest powiedziane, że to słynne upychanie gejów i murzynów do filmu jest związane z poprawnością polityczną. Nie, a nawet gdyby było, to Sara Pichelli i Brian Michael Bendis, którzy Spider-Manem uczynił Milesa Moralesa nie zrobili dlatego, bo pomyśleli hej, jest zbyt mało czarnoskórych superbohaterów sprawmy, aby Spider-Man był murzynem, bo tak będzie politycznie poprawnie. Zrobili tak, bo czemu kostiumu nie miał przywdziać Miles. Co takiego stoi na przeszkodzie? Nie ważne, jak bardzo “wojownicy o jedyny słuszny świat” będą zaklinać rzeczywistość, ale muszą pogodzić się z tym, że odbiorcami komiksów nie są tylko heteroseksualni biali gimbazjaliści z Polski i USA. Zresztą pojawienie się bohatera homoseksualnego nie oznacza poprawności politycznej, a jest przejawem czegoś zupełnie innego. Konkretnie potrzeby reprezentacji. Taka potrzeba istnieje właśnie w nawiązaniu do tego, co napisałem o świecie i odmiennościach – i boli mnie, że muszę dodawać takie oczywistości. Komiks, film, literatura, gry i tak dalej, to sztuka, akt twórczy, a w zasadzie efekt aktu tworzenia, który można modyfikować zależnie od swoich potrzeb. Szczególnie, gdy mówimy o postaciach, które są postaciami wymyślonymi – co ciekawe to tych bardzo często broni się we wszelkich dyskusjach korzystając z argumentu, że tak przecież było od zawsze. To niezwykle interesujące i zmusza mnie do myślenia. Intensywnego, ale ciągle nie potrafię pojąć o co chodzi obrońcom i to nawet w momentach, gdy sam twórca postaci mówi, że nie ma nic przeciwko temu, aby jego bohater w nowej ekranizacji został różowym kucykiem.

Czarny Adolf Hitler

Jeżeli słyszę, że Thor nie może być kobietą, bo zawsze był przystojnym, białym blondynem, to szukam w tym zdaniu racjonalnych argumentów. Bo stwierdzenie o tym, że zawsze tak było nie jest argumentem. Ja mógłbym tak powiedzieć o sobie, zawsze tak było, że byłem biały. Choć nie miałbym nic przeciwko temu, aby zagrał mnie np. Denzel Washington. Jest pewne niebezpieczeństwo w tym, że twórca może popaść w coś, co nazwać mogę “pułapką poprawności politycznej”. Na przykład, gdy w filmie traktującym o niewolnictwie bohaterowie starają się ograniczać w sferze języka i mówią tak, aby nikogo nie urazić. To jest błąd, który dodatkowo fałszuje historię i zamiast pomagać mniejszości tylko jej szkodzi. Jednak znowu, wszystko zależy od kontekstu, od tego, co się stanie, gdy podejmiemy konkretne decyzje na przykład w kwestii doboru obsady. Jakie są nasze motywacje i co chcemy osiągnąć.

Każda epoka zrodziła swe własne sprzeczności, ale koniec XX wieku jest szczególnie żałosny. Straciliśmy naszą odwagę, naszą skłonność do ryzyka, nasze serce. Słuchaj, wierz mi, kiedy to mówimy i mówimy szczerze, spodoba się to kobietom, spodoba się czarnym, brązowym, żółtym, zielonym, czerwonym i purpurowym i spodoba się homoseksualistom i lesbijkom, i wszystkim pomiędzy. Nie wciskajmy sobie gówna, jesteśmy różni, ale jesteśmy jednością. Niesiemy sobie nawzajem śmierć i śmierć niesie to nam. – Charles Bukowski

Cytat z Bukowskiego wyrywam z kontekstu, bo cały list, z którego pochodzi, traktuje o jego podejściu do opisywanego tutaj tematu. Bukowski uważał bowiem, że w latach 90. pisarzowi jest zdecydowanie trudniej niż na przykład w latach 50. Jak wymyśliłeś sobie, że czarnoskóry bohater będzie złodziejem, to musisz się liczyć z tym, że nie wszystkim się to spodoba, bo przecież czarni zawsze kradną, więc może bezpieczniej będzie zrobić gwałcicielem białego mężczyznę. Tu nikt nie powie nawet słowa? Bukowski ma rację w kontekście przesady i chowania się za walką ze stereotypami przy każdej okazji. Ten problem świetnie ostatnio zilustrował serial “Master of None”, w którym Aziz Ansari celnie punktuje jak łatwo jest wpaść w pułapkę, ale jednocześnie jak sami zainteresowani nie pomagają swojej sytuacji. Posługuje się przy tym przykładem sposobu mówienia po angielsku przez hinduskich aktorów. Nie będę Wam jednak zdradzać o co chodzi, a zamiast tego polecę serial, który w ubiegłym roku znalazł się w moim prywatnym top 3 najlepszych produkcji. Znowu jest to przykład tego, jak autor, reprezentant mniejszości wymierza celne ciosy każdemu. Również sobie.

Master of None
W “Master of None” dostaje się każdemu, ale ty i tak powiesz, że to przejaw poprawności politycznej/Fot. Netflix

List Bukowskiego przytaczam też dlatego, że zwolennicy teorii o krępującej wszystkich poprawności politycznej uznają, że przecież Bukowski jasno pisze, że poprawność polityczna ma złe strony. Owszem, może być zła. Jednak nie sama idea, a to, że:

  • Nie rozumiemy, co się za nią kryje,
  • Wpadamy w skrajność,
  • Znika gdzieś szczerość przekazu.

Pisarz znany z ostrego języka był jednak sprawiedliwy i w jego twórczości każdy dostawał to na co zasługiwał. Bez względu na to, czy był biały, czarny czy fioletowy. Problemem jest też to, że my jesteśmy zwyczajnie za głupi na pewne kreacje, które są naszym dziełem. Ciasne umysły wpadają we wspomniane skrajności z jednej i drugiej strony. Zamiast dyskutować strony “sporu” okopują się na swoich pozycjach i ostrzeliwują z dogodnych miejsc tak, aby drugą zabolało. Z tego powodu, gdy słyszmy, że na 88. gali rozdania Oscarów dziwnym trafem nominacji nie dostał Afroamerykanin, to nie krzyczmy od razu o poprawności politycznej i wpychaniu na siłę murzynów tylko zadajmy sobie pytanie, dlaczego świetne filmy takie jak “Creed” czy “Straight Outta Compton” przegrywają z produkcją taką jak “Marsjanin”. Zastanówmy się. Znajdźmy racjonalne argumenty. Takie, które faktycznie tymi argumentami są zamiast od razu uciekać do doszukiwania się spisku poprawności politycznej.

Moje pisanie pewnie nic nie zmieni. Nie zmieni myślenia, nie zmieni rozumienia terminu jakim jest “poprawność polityczna”. Nawet nie wiem, czy coś specjalnego do dyskusji wnosi, bo przede mną napisał o tym prawie każdy bloger popkulturalny jakiego kojarzę, ale musiałem, bo cytując klasyka czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Nadal będą tacy, którzy uznają, że Idris Elba nie może być Bondem czy Rolandem z “Mrocznej Wieży”, bo oni przecież byli biali. Będą też tacy, którzy będą wypisywać, że świadomość tego, że jakaś postać jest kobietą – choć pierwotnie była mężczyzną – sprawia, że dostają raka. Wiem to, a mimo to piszę, jak idiota kolejny w sieci tekst o tym, czym jest ta mityczna poprawność polityczna. Bo gdzieś w głębi swojego marnego jestestwa liczę na to, że ktoś zrozumie, ktoś uzna, że nie warto być chujem. I nawet jak to będzie jedna osoba, to uznam, że ten tekst miał sens.

Mądrzej ode mnie dawno temu na ten temat pisali m.in. Zwierz i Ichabod. Ich czytajcie. Ja tu tylko sprzątam.