Tego wpisu miało naprawdę nie być. W zasadzie to jeszcze jakiś czas temu zastanawiałem się, czy na LO w ogóle jeszcze jakiś wpis się pojawi. Kilka razy pisałem o tym, że coraz częściej łapię się na tym, że zadaję sobie pytanie po co ja to w ogóle wszystko robię. Odpowiedzi są różne. Zarówno, kiedy to ja sobie odpowiadam, jak i kiedy to Wy odpowiadacie na to pytanie. Minęły dwa lata. W tej chwili to nawet dwa lata i miesiąc. Przez dwadzieścia cztery miesiące blog rozrósł się, ale czy stał się istotny dla polskiej blogosfery? Nie wiem. Wiem, że dla mnie jest ważny nawet mimo to, że mam ochotę rzucić wszystko w cholerę. Ciągle mnie to zaskakuje, bo zamiast czytać, grać, oglądać czy pracować nad silnikiem antygrawitacyjnym siadam i piszę. Dla siebie, dla Was, dla każdego, kto w ogóle interesuje się popkulturą. Choć słyszę to co jakiś czas, to i tak muszę się powtórzyć, mam nadzieję, że coś z tej pisaniny wynosicie.

Jeżeli zadacie mi pytanie skąd myśli o tym, że może czas LO się skończył, formuła się wyczerpała, ja się wyczerpałem, to odpowiedź jest bardzo prosta. Wypalam się, a przynajmniej od kilku miesięcy czuję, że moje myśli krążą w innych miejscach niż to, gdzie krążyć powinny, czyli przy cholernym biurku, aby zmuszać palce do wstukiwania kolejnych słów. Raz mi się to udaje lepiej, raz gorzej. Pcham jednak ten wózek do przodu, a Wy mi w tym pomagacie i mam nadzieję, że to się nie zmieni.

Choć powyższe dwa akapity mogą się wydawać podszyte myślami samobójczymi i chęcią sprzedania swoich organów wewnętrznych, to nie bójcie się. To jeszcze nie czas i nie miejsce. Tak przynajmniej mi się wydaje. Tym samym dochodzę do momentu, w którym chciałbym podzielić się z Wami jeszcze kilkoma rzeczami. Kanał LO na YouTube, który jakiś czas temu ruszył – a rodził się w bólach, od których gorsze są tylko te porodowe – nie jest tylko dlatego, że wideo jest teraz trendy. Powstał dlatego, że to wyzwanie. I to takie, które zajmuje moją głowę. Na tyle, że postawiłem sobie cele do końca tego roku. Zawsze tak robię. Jak zaczynałem z blogiem miałem dokładnie zaplanowane, co i kiedy chcę osiągnąć. Udało się, a nawet wiele moich szacunków okazało się zaniżone w stosunku do końcowego efektu. Z YouTubem też mam konkretne cele. Sprawdzimy na ile uda mi się je zrealizować, ale jak chcecie pomóc to nie krępujcie się, nie gryzę:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://www.youtube.com/c/LekturaobowiazkowaPl14?sub_confirmation=1″]Tu możesz pomóc[/button]

Myślę, że jeden film w tygodniu w zupełności wystarczy. Na razie wiem, że łatwiej mi realizować krótsze filmy, mniej przekrojowe – stąd można spodziewać się więcej topek, ale bez przesady, bo nie samymi listami człowiek żyje – ale im pewniej będę się czuć w montażu, tym częściej będę sięgać po bardziej wymagające tematy. To pewne.

Kolejną rzeczą są formaty, które w tej chwili leżą odłogiem. Alfabet, Historia komiksu, Dźwięki popkultury. Do każdego mam zamiar wrócić, jednak nie będę deklarować terminów. Pamiętam o nich i ci, którzy czekają na kolejne odsłony – może ktoś taki wśród Was jest – mogą być spokojni, ale przy tym spokoju muszą też być cierpliwi.

Jest też newsletter, który raz jest, raz go nie ma. W sumie pisałem, że to nieregularny newsletter popkulturowy. I tego się trzymam. Jego brak wiąże się z dwoma otwierającymi ten krótki tekst akapitami. Póki nie wymyślę, jak sobie z nim poradzić, to będzie zmuszony zostać w stanie zawieszenia – choć z punktu widzenia marketingu robię najgorszą rzecz z możliwych.

W końcu jest też temat, który ostatnio kusi mnie coraz bardziej. Sukces Kasi na Patronite.pl sprawia, że myślę o nim coraz bardziej.

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://patronite.pl/zpopk”]Kasi będzie miło, jak zostaniecie jej patronami, bo Zwierz jest dobry w tym, co robi[/button]

Na razie bardziej myślę niż wprowadzam w życie, bo nie wiem, czy ktoś będzie chciał wesprzeć moją pracę realną gotówką i co ważniejsze, czy ja będę miał co zaoferować patronom oprócz swojej zakazanej gęby. Tak czy inaczej myślę o tym, więc możecie się spodziewać, że i na taki krok się zdecyduję.

I to są najważniejsze rzeczy. Pewnie nie takiego wpisu urodzinowego się spodziewaliście, ale jakoś mi lepiej, jak napisałem o tym, co mnie gniecie, co mnie boli i co mi doskwiera. Żeby atmosfera jednak nie była grobowa powinienem zakończyć pozytywnym akcentem. Dlatego nie bójcie się, nigdzie się nie wybieram. LO było, jest i będzie. Starsze, bardziej dojrzałe, czasami mniej zabawne niż to zwykle bywało. Bo jest jeszcze tyle rzeczy, o których nie wiecie, że chcecie przeczytać czy usłyszeć. Kto Wam o tym napisze, jak nie ja?

PS. Nie krępujcie się, możecie mnie motywować komentarzami.