Najlepsze komiksy 2016 roku

Mój rok 2016 stał pod znakiem komiksów. Przeczytałem ich zdecydowanie więcej niż książek. Powody były dwa. Pierwszy to fakt, że czyta się je szybciej. Drugi wynika z pierwszego, szybciej oznacza w moim wypadku więcej. To plus notoryczny brak czasu spowodował, że w zasadzie automatycznie sięgałem po kolejne komiksy. Książki leżały odłogiem. Coś za coś. Jednak ja nie o tym.

Rany boskie. Ależ ja czasami pierdolę od rzeczy. Dobra sytuacja wygląda tak. Rok się skończył. Blog istnieje prawie trzy lata, a ja dotychczas jak robiłem jakieś podsumowanie to sprowadzało się ono głównie do filmów. Czas to zmienić. CZAS COŚ Z TYM ZROBIĆ.

Skoro Fez giba się jak powalony, to przed Wami pierwsza w historii bloga lista najlepszych komiksów roku minionego. Lista uniwersalna, bo przecież można z niej korzystać bez przerwy gdybyście wszystkich nie przeczytali. Jak nie w tym roku, to w następnym i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym, i następnym…

Nim przejdziemy do samej listy kilka słów wyjaśnienia na początek. Takie słowo od prowadzącego przed potokiem słów od prowadzącego, które doprowadzą Was do celu, czyli końca tej cholernej listy.

  • Lista jest subiektywna – NO FUCKING WAY! A jednak. Pewnego dnia napiszę coś o obiektywnym i subiektywnym podejściu do różnych rzeczy, ale to jest po prostu moja lista. Nie lista Tomka, pani Hani, Rysia z gimnazjum. Moja. Dlatego można się z nią nie zgadzać. Nawet trzeba się z nią nie zgadzać. Jak się nie zgadzasz, to napisz mi o tym w komentarzu. Jak się z nią zgadzasz, to też super. Też o tym napisz, od tego są komentarze. Piszmy sobie komentarze albo i nie.
  • Kolejność komiksów jest przypadkowa – nie bawię się w wartościowanie, który jest lepszy, który gorszy. Po prostu to zestaw najlepszych komiksów, jakie udało mi się przeczytać w 2016 roku i tyle.
  • Nie przeczytałem wszystkich komiksów na świecie – trochę mi z tego powodu smutno. Wam pewnie mniej, ale trudno. Nie udało się. Nie robię postanowień na 2017. I tak nie przeczytam tylu komiksów, ile bym chciał przeczytać.
  • Część komiksów to nie są komiksy z 2016 roku – chodzi tu przede wszystkim o te, które doczekały się w końcu polskiego wydania. Nie wszystkie są też dostępne po polsku.

Wstęp mamy za sobą, więc jedziemy z tym fajerwerkiem. Jak mówią słowa piosenki, będzie się działo, będzie zabawa*.

“Codzienna walka”
Autor: Manu Larcenet
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe

Tytuł świetnie podsumowuje to z czym boryka się każdy z nas. Życie to codzienna walka. O przetrwanie, o szczęście, o akceptację, o spokój. W komiksie Larceneta ta codzienna walka to zmagania głównego bohatera z samym sobą. Siłą komiksu jest to, że sprawnie łączy w sobie problemy wewnętrzne postaci z problemami skali makro. W tym wypadku problemami całego kraju, który ostatnio dorobił się kilku nowych blizn. Tym krajem jest oczywiście Francja, ale nie oznacza to, że w komiksie Larceneta nie ma nic uniwersalnego. Jest. Tylko trzeba uważnie czytać i od czasu do czasu pomyśleć. Fabuła bardzo dobrze koresponduje z rysunkami, które rozładowują napięcie wypełniające karty komiksu.

“The Vision”
Autorzy: Tom King (scenariusz), Gabriel Hernandez Walta, Michael Walsh (rysunki)
Wydawca: Marvel Comics

Przed zabraniem się za serię tworzoną przez Toma Kinga trochę o niej słyszałem. Zadebiutowała w roku 2015 i już wtedy pojawiała się w podsumowaniach najlepszych komiksów. Po przeczytaniu tego, co stworzył King również w tym roku jestem przekonany, że jak seria będzie kontynuowana i utrzyma swój poziom, to bez problemu pojawi się wśród najlepszych komiksów 2017. Wszystko przez to, że gdy czytelnicy oczekiwali kolejnej standardowej historii o superbohaterach King zafundował im złożony portret psychologiczny głównych bohaterów. To mroczna, nostalgiczna opowieść o rodzinnym dramacie. Co z tego, że rodzinę tworzą androidy. Równie dobrze mogą to być Indianie lub Eskimosi. Każda mniejszość, która na co dzień musi borykać się ze swoją odmiennością. Z jednej strony walcząc z naporem świata zewnętrznego, a z drugiej z tym, co rozsadzą ją od wewnątrz. Kingowi udało się w zasadzie wszystko. Od świetnego zbudowania bohaterów przez narrację, która prowadzi czytelnika w taki sposób, że naprawdę nie można narzekać na nudę. Strona graficzna uzupełnia całość nadając mu groteskowy, niepokojący klimat. Nie dajcie się zwieść, “The Vision” to nie jest historia o superbohaterstwie, to jest historia o Was. O mnie i o człowieczeństwie. Serię możecie kupić w sklepie Atom Comics, a jak macie subskrypcję w Marvel Unlimited, to tam też jej szukajcie.

“Mooncop”
Autor: Tom Gauld
Wydawca: Wydawnictwo Komiksowe

Czasami najlepsze metafory są tuż przed naszym nosem. Weźmy taki Księżyc. Wisi tam na niebie. Samotny. Przecież to w zasadzie esencja pustki, odrzucenia i wspomnianej samotności. O tym wszystkim jest “Mooncop” Gaulda. Minimalistyczny, przejmujący, ale okraszony brytyjskim humorem – co automatycznie może spowodować, że większość z Was nie będzie chciało po niego sięgnąć. To plus styl komiksu. Minimalizm w końcu też nie musi być tym czego oczekujecie. Jednak, jeżeli kochacie opowieści, które są przygnębiające, to “Mooncop” jest zdecydowanie dla Was.  Macie bowiem w nim policjanta, którego rewirem jest Księżyc. Tak, ten jakże gęsto zaludniony Księżyc. Resztę możecie sobie dopowiedzieć.

“Paper Girls”
Autorzy: Brian K. Vaughan (scenariusz), Cliff Chiang
Wydawca: Image Comics

O “Paper Girls” jest ostatnio naprawdę głośno. Oczywiście pierwszym skojarzeniem, jakie jest podawane jest tym, które prowadzi nas do serialu “Stranger Things”. Nie jest to złe skojarzenie. W końcu w obu tytułach można znaleźć punkty styku. Rzecz w tym, że wiele podobnych punktów styku można znaleźć nie tylko ze “Stranger Things”. Tym bardziej, że komiks Vaughana i Chianga zadebiutował jeszcze przed sukcesem serialu braci Duffer. Akcja rozgrywa się w latach 80. XX wieku. Scenariusz bez skrupułów wykorzystuje ten fakt serwując, co jakiś czas odniesienia do historii starożytnej, którą dla wielu odbiorców będzie wspominany okres. W skrócie fabuła przedstawia się tak, że grupa dziewczyn – oczywiście przemieszczających się na rowerach – wpada w sam środek wydarzeń, które w największym skrócie można opisać jako niebywałe. Znajdziecie tu podróże w czasie, tajemnice, morderstwa, tajne stowarzyszenia. To wszystko to tylko pierwsza warstwa, bo głębiej kryje się przede wszystkim rozwój bohaterów, a to z reguły się udaje Vaughanowi jako mało któremu scenarzyście. Tym razem prezentująca nam lęki i marzenia towarzyszące wchodzeniu w wiek nastoletni. Bardzo dobra rozrywkowa seria. Komiks możecie zamówić na przykład poprzez sklep Atom Comics.

“Przez las”
Autor: Emily Carroll
Wydawca: Entliczek

Starzy bywalcy bloga powinni wiedzieć, jak duży sentyment czuję do klasycznych baśni. Takich opowiadanych na przykład przez braci Grimm. Baśnie są nam potrzebne. Bez względu na to, czy mamy XIX czy XXII wiek. Potrzebne są nam też opowieści grozy, bo w końcu każdy lubi się od czasu do czasu bać. Odczuwać strach w przytulnych okolicznościach przyrody. Taki strach oferuje komiks Emily Carroll, która zebrała pięć opowiadań grozy. Każda nawiązuje przede wszystkim do tradycji opowiadań z XIX wieku – pan Poe się kłania – oraz wspomnianych już braci. W zasadzie każdy element tego komiksu sprawia, że nie mogłem go nie umieścić w tym krótkim przeglądzie. Niepokojąca kreska, odpowiednio dobrana kolorystyka i wreszcie stopniowo budowane napięcie.

“Dark Night: A True Batman Story”
Autorzy: Paul Dini (scenariusz), Eduardo Risso (rysunki)
Wydawca: DC Comics

Przeczytałem kiedyś teorię, że w komiksach Batman nie istnieje. Wszystko, co dotychczas przeczytaliśmy rozgrywało się w głowie Bruce’a Wayne’a. Dziedzic fortuny popadł w obłęd po tym, jak był świadkiem zamordowania swoich rodziców. Wiem, że pewnie niektórzy mogą być zaskoczeni, ale Batman naprawdę nie istnieje. Kiedy idziecie ciemną alejką i ktoś Was napadnie Mroczny Rycerz nie pojawi się znienacka, aby Wam pomóc. Wie o tym Paul Dini – jeden z twórców rewelacyjnego serialu animowanego “Batman: The Animated Series” – który na kartach opisywanego komiksu rozprawia się z własnymi wspomnieniami. Dwie dekady temu został napadnięty i brutalnie pobity. Te przykre wydarzenia odcisnęły na nim piętno. Nie chodziło tylko o urazy fizyczne, choć Dini był o włos od śmierci, ale przede wszystkim o te psychiczne, których nie widać na pierwszy rzut oka. Opowieść snuta przez Diniego to nie jest historia o Batmanie jakiej byście się spodziewali. To po części autobiograficzna opowieść o walce prowadzącej do powrotu na właściwe tory. Batman jest tu wsparciem dla bohatera, który mierzy się z jego największymi wrogami. To coś więcej niż komiks, to rodzaj terapii i dowód na to, że czasami sprzymierzeńcem w prawdziwym życiu może być coś zupełnie nierzeczywistego. Komiks możecie kupić w sklepie Atom Comics – choć może to być trudne, bo w chwili pisania nie ma egzemplarzy na sprzedaż.

“Będziesz smażyć się w piekle”
Autor: Krzysztof Owedyk
Wydawca: Kultura Gniewu

Lubię komiksy o walce. Takie, które potrafią dać mi w mordę. Metaforycznie. Takim komiksem na pewno jest najnowsze dzieło Krzysztofa Owedyka. “Będziesz smażyć się w piekle” to przede wszystkim świetny komentarz do tego, co przeżywa wielu z nas. Do konfrontacji – brutalnej – między oczekiwaniami i rzeczywistością. Bolesne zderzenie z tym drugim zalicza główny bohater komiksu. Młody muzyk, która trafia do swojej ukochanej kapeli metalowej. Liczy, że od teraz będąc częścią czegoś ważnego będzie mu się żyło lepiej. Zapewni rodzinie byt na jaki zasługuje. Będzie szczęśliwy, bo spełnił marzenia. Wszyscy wiemy, że spełnianie marzeń jest super. Problem pojawia się w momencie, gdy nasze oczekiwania kompletnie rozmijają się z tym, co dzieje się wokół nas. Chorobliwa ambicja, przyjaźń wystawiana na kolejne próby. Życie jako test charakteru człowieka. Nie wiem, czy to polski komiks roku, ale na pewno jest to bardzo mocny kandydat do tego miana.

“The Sheriff of Babylon”
Autorzy: Tom King (scenariusz), Mitch Gerads (rysunki)
Wydawca: DC Comics/Vertigo

Tom King powoli wyrasta na jednego z moich ulubionych scenarzystów. Najpierw świetne “The Vision”, a teraz “The Sheriff of Babylon”. Tym razem oferuje nam kryminał rozgrywający się w ogarniętym wojną Iraku. I tak, jak w komiksie dla Marvela obserwujemy dramaty rodziny, tak tutaj skupiamy się na ludzkiej moralności. To kapitalne war fiction, które przez niektórych amerykańskich weteranów wojny w Iraku zostało uznane za najlepszy obraz tego, czym był ten konflikt. Bo tak naprawdę, kiedy czytacie lub słuchacie o wojnie najczęściej dostajecie tylko wierzchnią warstwę tego o co w tym wszystkim chodzi. Najwięcej dzieje się tam, gdzie nie sięga wzrok zwykłego obywatela. King – były agent CIA – świetnie to rozumie i w “The Sheriff of Babylon” serwuje nam kolejne warstwy cebuli, którą jest współczesna polityka. Nie ta na skalę regionalną, ta na skalę globalną. Bo choćbyście zaprzeczali to podwójna moralność towarzyszy nam zawsze.

Pracowałem nad sprawą Iraku zarówno w kraju, jak i zagranicą, i w samym Bagdadzie. Nie mam jednej opinii na ten temat. Nie sądzę “Och, to było dobrze” albo “Och, to było złe”. Wiem, że Saddam był strasznym człowiekiem i lepiej, że go tam nie ma. Wiem też, że to, co nastąpiło później było gorsze niż to, co działo się wcześniej. Jednak to wszystko nie łączy się w przekonującą całość. Wiedziałem, że chcę napisać to tym, jak można mieć w głowie dwie przeciwstawne opinie w tym samym momencie. To jest to o czym głównie jest “Szeryf”: idea inwazji nie jest dobra lub zła, jest rzeczą, którą musi przejść całe pokolenie. – Tom King chciałbym napisać, że specjalnie dla Lektury Obowiązkowej, ale niestety dla Vulture.com

“Morze po kolana”
Autorzy: Marcin Kołodziejczyk (scenariusz), Marcin Podolec (rysunki)
Wydawca: Wielka Litera

Komiks, który przy okazji jest reportażem. Reportaż, który zupełnie przy okazji jest też komiksem. W końcu mamy tu do czynienia z komiksową wersją reportaży zrealizowanych przez Marcina Kołodziejczyka, które można było znaleźć w tomach “B. Opowieści z planety prowincja” i “Bardzo martwy sezon”. Jako stary fan realizmu magicznego nie mogłem przejść obok tego tytułu obojętnie, bo tym są właśnie te historie. Czymś z pogranicza bajki i rzeczywistości. To przejmujący, ale bardzo celny obraz polskiej prowincji. Tej, której nie jest nam dane oglądać z okien kupionego na kredyt M. Zostawieni sami sobie. Bez szans na lepszy los. Rzuceni w kąt jak niechciane zabawki. Życie, które przemija obok nas. Po cichu. Smutne i straszne. Daje do myślenia.

“Future Quest”
Autorzy:  Jeff Parker (scenariusz), Evan “Doc” Shaner, Steve Rude (rysunki)
Wydawca: DC Comics

Kreskówki z wytwórni Hanna-Barbera to kawał mojego dzieciństwa. Z tego powodu, gdy okazało się, że DC Comics sięga po moich starych znajomych nie mogłem tego tak po prostu zostawić. Bohaterem “Future Quest” jest Johnny Quest, który razem z Hadjim trafia w samo centrum wydarzeń, których skala przytłacza. Parker miał nie lada orzech do zgryzienia. Zebrać już trochę zapomnianych bohaterów i umieścić ich w komiksie, który miał zwiastować zupełnie nową falę opowieści w obrazkach. Zadanie tym trudniejsze, że wszystko musiało wyglądać naturalnie. O ile to w ogóle możliwe w przypadku historii, w której obok Johnny’ego Questa pojawiają się Space Ghost i Birdman. Ostatecznie udało się. Parker dowiózł coś, co bawi, ale jednocześnie nie straszy jednowymiarowymi postaciami. To gra na sentymentach pokolenia. Na szczęście cała operacja została przeprowadzona z rozwagą. Przez co satysfakcję z “Future Quest” będą mieli nie tylko starzy czytelnicy, ale i ci młodsi, którzy nie wychowali się na przygodach wspomnianych bohaterów. Komiks możecie kupić w sklepie Atom Comics.

To by było na tyle. To moja dziesiątka najlepszych komiksów 2016. Przynajmniej tych, które przeczytałem, bo wiem, że na pewno umknęła mi masa tytułów, które powinny się znaleźć powyżej. Jakoś muszę z tym żyć.

* Wolałbym, abyście nie pytali, dlaczego akurat ta piosenka przyszła mi do głowy. Nie wiem tego. Przeraża mnie to.

 

  • Oprócz Thorgala od kilku lat zadnych innych nie czyta. Zainteresowały mnie jednak niektóre pozycje, np Przez las czy Batman 🙂 poszukam, poczytam. Dzięki

  • Wojciech Zaręba

    Szkoda, że nie dodałeś Kościska. Karol Kalinowski napisał świetną i bardzo uniwersalną historię. Brakuje mi też Azymutu za jego surrealizm i niesamowite rysunki.

    • Słyszałem dużo dobrego, ale niestety nie mailem okazji sprawdzić. Podobnie “Azymut” mnie ominął choć widziałem niektóre plansze 🙂