Podróż po najlepszych graficznych historiach trwa dalej. Jeżeli dopiero teraz dołączyliście, to polecam poprzednie części, do których linki znajdą się na samym dole tego wpisu. Bez przedłużania przypomnę jeszcze tylko o tym, jakie komiksy pojawiły się w części trzeciej. Były to:

Czas na kolejną piątkę. Tym razem wracamy do komiksu superbohaterskiego. Pośród masy nijakich scenariuszy można znaleźć takie, które przeczytacie po kilka razy. Szczególnie, gdy zostały uzupełnione kreską jakiegoś magika o wyjątkowych umiejętnościach. Poniżej pięć przykładów na to, że komiksy o superbohaterach mogą posłać kopniaka prosto w splot słoneczny, a następnie poprawić prosto w tyłek, gdy już będziecie leżeć na ziemi.

Spider-Man “Torment” – Todd McFarlane

Komiks moich czasów szczenięcych. Gdzieś w moim domu rodzinnym leży polskie wydanie, które jest tak sfatygowane od wielokrotnego czytania, że teraz bardziej przypomina starożytny rękopis niż komiks z lat 90. XX wieku. “Torment” to popis Todda McFarlane’a, który w tym wypadku pojawia się jako scenarzysta i rysownik – młody i butny był i nie starczyło mu tylko rysowanie. Nie ma ma chyba drugiej opowieści o Spider-Manie, którą czytałem częściej. Jeżeli mnie pamięć nie myli, to właśnie od “Cierpienia” TM-Semic zaczęło wydawanie Mega Marveli, czyli polskich wydań najlepszych historii ukazujących się za oceanem. Historia z komiksu opowiada o Lizardzie, który wpada w szał zabijania, a Spider-Man musi go powstrzymać. Powiecie, że to standard. Tylko na pozór, bo McFarlane zabiera czytelników w podróż do mrocznych zakamarków świata superbohaterów. Voodoo, krew, szaleństwo i pewien bohater, który powstaje z martwych. Kwintesencja stylu Todda, który rok później zabrał się za swoje własne dziecko, czyli Spawna. McFarlane sprawił, że Spider-Man znowu stał się bardzo popularnym bohaterem. Sam twórca przyznał po wielu latach, że w sumie to jego scenariusz jest średni. Może i tak, ale na mnie młodym szczawiku zrobił wielkie wrażenie. No i te rysunki…

Spider-Man Torment
Ta pajęczyna

Daredevil: The Man Without Fear – Frank Miller i John Romita Jr

Kiedy do wspólnego projektu siada tych dwóch panów, to musicie wiedzieć, że efekt będzie zapierać dech w piersi. Miller i Romita Jr wzięli na warsztat historię Matta Murdocka. Dla osób, które chcą poznać Daredevila – szczególnie przed premierą serialu, który produkuje Netflix – to jest to idealne miejsce, aby zacząć czytać komiksy o człowieku, który nie zna strachu. Seria jest rozłożeniem na czynniki psychiki jednego z moich ulubionych bohaterów. Nie wiem dlaczego Daredevil nie jest wymieniany jednym tchem obok tych najpopularniejszych, ale może przynajmniej część z Was dzieło Romity Jr i Millera przekona, że należy mu się miejsce zaraz obok Spider-Mana czy X-Men. Najlepsze w serii jest to, że nie tylko Murdock jest potraktowany z należytą uwagą. Twórcy spisali się na medal przy portretowaniu jego wrogów i sprzymierzeńców. Kingpin w “The Man Without Fear” wystarczy, że pojawia się w pokoju, aby każdy wiedział, iż z tym gościem nie ma żartów – i wcale nie chodzi o jego słuszne rozmiary. Daredevil FTW!, a kto się z tym nie zgadza ten trąba.

Daredevil The Man Without Fear
Postrach Hells Kitchen

Batman: Rok Pierwszy – Frank MillerDavid Mazzucchelli

Ludzie, którzy zastanawiają się dlaczego Frank Miller jest tak często wymieniany wśród topowych twórców komiksów powinni rozpędzić się i uderzyć w pierwszą ścianę, która pojawi się na ich drodze. Spotykałem takich, którzy w stosunku do jego osoby zadawali matkę wszystkich pytań:

Dlaczego?

Nie wiem za bardzo, co im odpowiedzieć, bo zamiast odpowiadać wolę odesłać ich do historii takich jak “Powrót Mrocznego Rycerza” czy właśnie “Rok Pierwszy”. W obu wypadkach dostajemy Batmana w wersji jaka odpowiada mi najbardziej. Brutalnego, zdecydowanego na wszystko faceta, który nim zada ci pytanie zadba o to, aby w twoim moczu pojawiła się krew. Z Brucem Waynem made by Frank Miller się nie dyskutuje. Tytuł komiksu mówi w zasadzie wszystko, bo dzięki niemu obserwujemy młodego Wayne’a, który wraca do Gotham w jednym celu. Ma zamiar walczyć z przestępczością na swoich zasadach. Działalność Batmana zwraca uwagę Jamesa Gordona, który podobnie jak Mroczny Rycerz pojawia się w mieście, aby zacząć służbę. Na tle zepsutego miasta ścierają się dwie postawy. Prawego i mającego swoje problemy Gordona z Batmanem, który tutaj bardziej przypomina zwykłego terrorystę i przestępców, z którymi walczy niż bohatera jakiego wszyscy znają. Jak szukacie komiksu o Batmanie, który ma głębię i skupia się na psychologii bohaterów, to sięgajcie w ciemno po “Rok Pierwszy”. Arcydzieło.

Batman Rok Pierwszy
Fragment okładki

Batman: Powrót Mrocznego Rycerza – Frank Miller

Skoro Miller mógł stworzyć dwa wielkie komiksy niechronologicznie, to i ja postanowiłem najpierw napisać o “Roku Pierwszym”, a dopiero teraz o “Powrocie”. Nim Miller opowiedział nam jak wyglądały początki Batmana postanowił zgłębić psychikę Wayne’a wracającego z emerytury. Jest już stary, zmęczony i wściekły. Wiele się zmieniło, ale nie to, że w Gotham nie jest potrzebny bohater. Dzieło Millera to dystopijna wizja rzeczywistości, w której Batman wraca ten ostatni raz, aby uporządkować wszystkie sprawy, które uporządkować trzeba. Więcej pisałem na temat tego komiksu w osobnym tekście, więc tam odsyłam każdego zainteresowanego.

Powrót Mrocznego Rycerza
On już wie

The Dark Phoenix Saga – Chris ClaremontJohn Byrne

Zapytajcie fana X-Men o to, jakie serie poleca, a daję sobie rękę uciąć, że za każdym razem pojawi się “The Dark Phoenix Saga”. Dzieło Claremonta i Byrne’a to flagowa opowieść ze świata mutantów Marvela. Nie wiem, czy Claremontowi udało się później stworzyć coś równie dobrego – może Ichabod wie, bo to prawdziwy specjalista od X-Men – ale tutaj wspiął się na wyżyny swoich umiejętności. Wspaniale pokierował całą historią tak, że mimo wielu bohaterów, którzy pojawiają się na kartach komiksu każdy potraktowany jest z odpowiednią uwagą. Czytając sagę mamy wrażenie – aż chce się krzyknąć “w końcu!” – że X-Men to prawdziwa drużyna składająca się z przyjaciół. Mimo własnych problemów walczą ramię w ramię nawet, gdy wynik starcia nie zostanie zapisany w rubryce zatytułowanej zwycięstwo. Claremont wygrał swoje miejsce na mojej liście świetnie zarysowaną psychologią bohaterów, a w szczególności wielowymiarowym pojedynkiem między Jean Grey a Xavierem. W “The Dark Phoenix Saga” wszystko się zgadza, to komiks kompletny i must read dla fana mutantów. Może teraz po latach lekko trąci myszką w warstwie graficznej, ale mi to w niczym nie przeszkadza.

The Dark Phoenix Saga
Skan okładki z polskiego wydania

Jak nie wiecie na jakie komiksy o X-Men warto teraz zwrócić uwagę to polecam ten tekst, którego autorem jest wspomniany Ichabod – wszystko zostaje wyjaśnione krok po kroku.

W kolejnej części superbohaterów nie będzie. Trzymajcie mnie za słowo 🙂

Najlepsze komiksy - Cześć 1 Najlepsze komiksy - Cześć 2 Najlepsze komiksy - Cześć 3 Najlepsze komiksy - Cześć 5 Najlepsze komiksy - Cześć 6 Najlepsze komiksy - Cześć 7 Najlepsze komiksy - Cześć 8 Najlepsze komiksy - Cześć 9 Najlepsze komiksy - Cześć 10 Najlepsze komiksy - Cześć 11 Najlepsze komiksy - Cześć 12 Najlepsze komiksy - Cześć 13 Najlepsze komiksy w historii - Część 14