3 powody i pies, aby sięgnąć po “The Fix”

Gdybym przeczytał “The Fix” w ubiegłym roku, to wszystko wskazuje na to, że umieściłbym ten komiks na liście najlepszych jakie udało mi się dorwać w 2016. Historia opowiadana przez Nicka Spencera i Steve’a Liebera trafia bowiem w mój gust w stu procentach. Żeby nie być gołosłownym postanowiłem w krótkich – a może jednak trochę przydługich – żołnierskich słowach powiedzieć Wam dlaczego warto sięgnąć po “The Fix”. Powody są trzy. W sumie to cztery, jeżeli policzyć psa, ale w tym komiksie pies to nie jest tylko pies, to instytucja.

Powód numer 1 – Shane Black

Pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy, gdy czytałem “The Fix” to Shane Black, a nawet i Quentin Tarantino. Historia, bohaterowie, humor i dialogi wyglądają tak, jakby wyszły spod ręki scenarzysty “Zabójczej broni”, “Ostatniego skauta” czy ostatnio “Równych gości”. Wzorem opowieści, które z reguły snuje Black, dostajemy w “The Fix” parę wyszczekanych bohaterów, ale wrzuconych w pokręconą historię. Roy i Mac prowadzą podwójne życia. Życia nie tak do końca uczciwych stróżów prawa. I to w sumie jest clue. Dwóch policjantów, którzy dorabiają na boku robiąc to z czym na co dzień mają walczyć. Zresztą ich zachowanie świetnie wpisuje się w zastaną przez czytelnika rzeczywistość. Akcja rozgrywa się w skorumpowanym i przegniłym Los Angeles, które znacie bardzo dobrze z powieści Jamesa Ellroy’a i kina akcji klasy B i C, w którym główny bohater – najczęściej ostatni sprawiedliwy gliniarz – musi stawić czoła całemu światu. Gdyby faktycznie szukać jakiś analogii do innych dzieł kultury, to najbliżej “The Fix” właśnie kinu klasy B. Tylko takiemu naprawdę dobremu, które bawi za sprawą wielu elementów, które się na nie składają. Czy to w relacjach bohaterów czy w sytuacjach, których ci bohaterowie się znajdują.

Powód numer 2 – Humor

Humor to w “The Fix” podstawa. Jeden z fundamentów, na których stoi cała seria. Wyobraźcie sobie, że oglądacie “Policjantów z Miami”, ale zabawniejszych. Luźniejszych w obyciu. To nie jest kolejny klasyczny procedural, kryminał policyjny, w którym banalne klisze bombardują czytelnika z wszystkich stron. Oczywiście klisze się pojawiają, bo sam główny motyw nie jest żadnym wielkim odkryciem, ale jak zwykle napiszę to, co z reguły w takich sytuacjach piszę, liczy się wykonanie. To w “The Fix” jest bardzo dobre. Owszem myśląc o humorze należy wziąć pod uwagę to, że nie każdy ma takie samo poczucie humoru jak ja. Mamy na przykład scenę, w której jeden z bohaterów musi zostać postrzelony. To otwiera drogę do całego dialogu, w którym obaj policjanci zastanawiają się, co z tym fantem zrobić. Gdzie strzelić, aby osiągnąć pożądany efekt nie wyrządzając przy tym wielkiej szkody. Już sam początek komiksu przywodzi na myśl wprowadzenie do filmu, w którym jeden z bohaterów opowiada nam o sobie, o tym jak bywa ciężko, by w tym samym momencie pokazać nam scenę napadu w domu starców w trakcie partyjki w bingo. Jest też dialog z bardzo bezwzględnym przestępcą, w trakcie którego ów przestępca wszedł w rolę mamy dla swojego dziecka. Wiem, że mój opis nie brzmi najatrakcyjniej, ale naprawdę nie chcę zdradzać za wiele, bo po co psuć zabawę.

Powód numer 3 – Spodziewaj się niespodziewanego, które jest naprawdę ładne

Choć podstawą “The Fix” są schematy znane z kina czy literatury to oprócz tego czytelnik musi się przygotować, że czeka go coś nieprzewidzianego. To z kolei wynika z faktu, że główni bohaterowie grają na dwa fronty. Z jednej strony próbują być “czyści” w stosunku do swoich przełożonych, a z drugiej planują numer, który powinien ustawić ich na całe życie. Wiecie jednak jak jest z takimi numerami, bo na pewno na co dzień planujecie wielkie skoki na warzywniak czy kradzież numerów nieważnych już kart kredytowych. Ostatecznie zawsze coś idzie nie tak, jak trzeba i jedyne, co nam zostaje to improwizacja. Spencer czuje się w takiej improwizacji i braku hamulców jak ryba w wodzie. Zdaje sobie sprawę z tego jaki jest nasz świat, ale nie stara się nam sprzedać kolejnej banalnej historyjki o zwycięstwie miłości, gdy wszyscy wkoło śpiewają przy ognisku kumbaja. Zamiast tego stawia na napisane z nerwem dialogi i wartką akcję. Do tego warstwa wizualna serii dopełnia całość głównie dzięki kolorystyce Ryana Hilla. Kreska Steve’a Liebera nie każdemu musi pasować, ale moim zdaniem fantastycznie sprawdza się historii o skorumpowanych gliniarzach z LA, bo z jednej strony jest bardzo komiksowa i przywodzi na myśl kolejna lekką historyjkę o gliniarzach, a z drugiej ma w sobie jakąś pierwotną surowość.

Precel, the dog, czyli pies, czyli Beagle

No i w końcu jest on. Najskuteczniejszy, najbardziej nieustępliwy i nieprzekupny funkcjonariusz policji w LA. Precel. W zasadzie więcej Wam nie napiszę, bo wątek związany z Preclem jest po pierwsze bardzo istotny dla fabuły, a po drugie, gdy w komiksie pojawia się pies, to ten komiks automatycznie zyskuje +10 do zajebistości. Zawsze. Wiedzą o tym najstarsi górale i Stan Lee. Choć on może nie pamiętać, bo jest już stary i niedługo umrze. Niestety. Wszyscy kiedyś umrzemy. Taki los. Precel też, ale jak wiemy wszystkie psy idą do nieba.

Reasumując, jeżeli kochacie filmy Shane’a Blacka, wychowaliście się na buddy movies i szukacie komiksu, przy którym może nie odkryjecie swojego nowego ja, ale za to będziecie się po prostu dobrze bawić, to “The Fix” jest dla Was. Swoją drogą wiedziałem, że należało zostać kryminalistą. Życie uczciwego obywatela jest do luftu, ale przynajmniej mogę się pośmiać.

Na robotę wybrałem się dzięki sklepowi Atom Comics, który dostarczył pierwszy tom “The Fix” pod moje drzwi. Psa nie było w paczce. Tam też możecie nabyć drogą kupna opisywany komiks.

  • Mateusz Kosiński

    Donovan, to jest najlepszy powód aby czytać ten komiks:D no i w bodaj 3 zeszycie na ścianie pokoju w jednym kadrze wisi Papież Polak:D