5 bardzo dobrych historii o Batmanie, których nie przeczytałeś

Są dni walki o lepszą przyszłość dla świnek morskich, dni wspominania pierwszego lądowania na Marsie, dni chorych na kompulsywne otwieranie jajek z niespodzianką, więc nie powinno nikogo dziwić, że jest też Dzień Batman. Ze względu na wyjazd na Blog Forum Gdańsk nie miałem okazji napisać tekstu, który zaraz przeczytacie, ale jak mawia Joker, co się odwlecze, to w końcu umrze w męczarniach. Nie, to chyba nie o to chodziło. Dobrze, zostawmy przysłowia. Przejdźmy do mięsa i to bynajmniej nie mięsa mielonego, a najlepszych kawałków, z których może wyjść bardzo dobre i smaczne danie.

Wstęp numer 2

Na pewno znajdzie się ktoś, kto przeczytał każdy z wymienionych tytułów. Na pewno też znajdzie się ktoś, kto usłyszy o nich pierwszy raz. Koncept był taki, żeby pokazać nie te legendarne już historie, o których wszyscy mówią, o których trzeba pamiętać. Rozmawiając o Batmanie na początku usłyszycie np. o “Killing Joke”, “Śmierci w rodzinie”, “Długim Halloween” i tak dalej, i tak dalej. To jednak nie wszystko, bo oprócz nich jest wiele historii, które nie przychodzą do głowy, kiedy myślimy o najważniejszych dla mitu Batmana opowieściach. To nie jest też tak, że one się nie pojawiają na wszelkich listach z cyklu “top stories”. Jak najbardziej lądują, ale nie są pierwszym wyborem, gdy ktoś pyta, co związanego z Batmanem trzeba przeczytać. To, co znajdziecie poniżej, to wybór w stu procentach subiektywny – aż chce się krzyknąć, no shit Sherlock – ale wolę o tym przypomnieć. Tak dla zasady.

“Gotham by Gaslight/Gotham w świetle lamp gazowych” – Brian Augustyn (scenariusz), Mike Mignola (rysunki)

Steampunk to nie tylko trend w cosplay’u, dzięki któremu ładne, albo i nie, dziewczyny mogły rozbudzać wyobraźnię mężczyzn swoimi rozerotyzowanymi zdjęciami. W wielkim skrócie, to jedna z odmian fantastyki naukowej, w której obecna w opowieściach technika nie opiera się na elektronice, a na mechanice. Stąd tak dużo w steampunkowych światach silników parowych, skomplikowanych mechanizmów i maszyn różnicowych. Batman świetnie pasuje do takiej stylistyki, co udowodnili Augustyn i Mignola. Kiedy DC zdecydowało się wydać “Gaslight” nie sądziło, że ta publikacja da początek serii, która według mnie jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały Mrocznego Rycerza. Choć wydany w 1989 roku komiks nie był jeszcze sygnowany logiem Elseworlds, to właśnie od tej premiery rozpoczęło się wydawanie historii o postaciach DC, które rozgrywają się poza kanonem danej postaci. Ten imprint to okazja do tego, aby artyści popuścili wodze fantazji. I tak w “Gaslight” Bruce Wayne w świetle lamp gazowych walczy z przestępczości w Gotham, wcześniej odwiedzając Europę. Ostatecznie na scenie pojawi się też Kuba Rozpruwacz. Wiktoriański klimat idealnie pasuje do bohatera, który działa nocami i jest uosobieniem lęków przestępców, którzy muszą się z nim mierzyć. Wiem, że nie jest to wybór zaskakujący, wszak “Gotham by Gaslight”, to jedna z najlepszych powieści graficznym z Mrocznym Rycerzem w jego historii, ale lubię o niej przypominać. To świetny pomysł, który został perfekcyjnie zrealizowany.

Batman by Gaslight
Patrzysz na rysunek i wiesz, że stoi za nim Mignola

“Heart of Hush” – Paul Dini (scenariusz), Dustin Nguyen (rysunki)

Według wielu fanów”Batman: Hush”, to jedna z najlepszych historii jakie powstały. Kanoniczny tytuł, który każdy fan Batmana musi przeczytać – choć można się z tym nie zgadzać. Jeżeli macie to już za sobą, to pozostaje pytanie czy przeczytaliście też “Heart of Hush”? Problem z Thomasem “Tommym” Elliotem jest taki, że z początku odmalowany jako naprawdę interesujący przeciwnik Batmana w pewnym momencie został zdegradowany do roli drugoplanowego partnera dla innych superzłoczyńców. Kogoś po kogo przychodzisz, mówisz, co ma zrobić, wcześniej płacąc jak zwykłemu najemnikowi. Paul Dini razem z Dustinem Nguyenem sprawili, że Hush znowu jest interesujący. Znowu jest na pierwszym planie. Co może robić Tommy, kiedy w końcu wraca do Gotham? Może planować subtelną zemstę na Waynie. Nie chodzi tylko o to, aby połamać mu wszystkie kości czy upuścić krwi. Elliot planuje skrzywdzić go poprzez uderzenie w osoby, które są dla Batmana ważne. Przy okazji Dini postanowił rozwinąć wątek relacji Husha z rodzicami. Ten jest niezwykle ważny, bo Hush najlepszych kontaktów z nimi nie miał. Dość powiedzieć, że w “Heart of Hush” dowiadujemy się, iż w dzieciństwie próbował zamordować matkę, której życie uratował ojciec Bruce’a Wayne’a. Może ten komiks nie jest tak ważny dla historii Batmana, jak ważny był jego słynny wspominany na samym początku poprzednik, ale to ciągle bardzo dobra historia. O własnych obsesjach i zemście.

Heart of Hush
Uwielbiam tę okładkę

“To kill a Legend” – Alan Brennert (scenariusz), Dick Giordano (rysunki)

Świętować 500 numerów pisma można na różne sposoby. DC Comics z okazji okrągłej rocznicy “Detective Comics” postanowiło wydać specjalny numer, w którym pojawiło się kilka historii, a jedną z nich jest “To kill a Legend”. Podobnie jak w przypadku “Gotham by Gaslight” tak i tu możemy przeczytać alternatywną wersję przygód Batmana. Z tą różnicą, że tym razem Bruce Wayne dostaje szansę na uratowanie swoich rodziców. W wielkim skrócie chodzi o to, że Phantom Stranger, który potrafi manipulować rzeczywistością składa Batmanowi propozycję, że może zapobiec morderstwu, którego świadkiem zostanie młody Bruce Wayne. Nie chcę zdradzać, jak potoczyła się ta opowieść, ale gwarantuję Wam, że jest interesująca. Głównie ze względu na to, że z jednej strony stara się odpowiedzieć na jedno z kluczowych pytań z cyklu “co by było gdyby”, a z drugiej strony snuje swoją wersję tego, jak rodziła się legenda Batmana. Choć powinienem raczej napisać, jak mogła się rodzić. Jest to komiks ważny jeszcze z innego powodu. W nim pojawia się Barbara Kean. Narzeczona Gordona, która była “prototypem” dla postaci, która później w innej wersji powstała choćby za sprawą Barbary Randall Kesel. Co w tym takiego ciekawego? To, że Brennert i Giordano w ubiegłym roku, kiedy zadebiutował serial “Gotham”, nie otrzymali pieniędzy za odcinki, w których Barbara Kean się pojawia. Uznano bowiem, że nie ma do tego podstaw, bo Barbara z serialu to nie Barbara stworzona przez nich. Problem w tym, że wcześniej DC potrafiło zapłacić twórcom postaci, która była pierwowzorem dla innej pojawiającej się w danym serialu.

“Batman: The Cult” – Jim Starlin (scenariusz), Bernie Wrightson (rysunki)

Koncept wprowadzenia stanu wojennego na terenie Gotham z filmu “Mroczny Rycerz powstaje” pochodzi właśnie z komiksu, do którego scenariusz napisał Jim Starlin. W 1988 roku DC opublikowało cztery numery historii, w której Bruce Wayne mierzy się z Josephem Blackfirem. Diakon stoi na czele kultu, który tworzą bezdomni. Dla mitologii Batmana jest to wróg szczególny, bo gdy wszyscy przywołują Bane’a jako postać, której udało się “złamać” Batmana – dosłownie i w przenośni – to tak naprawdę pierwszym, który mocno zszargał jego psychikę był właśnie Blackfire. Co takiego zrobił? Sporo, zaczynając od prania mózgu, kończąc na absolutnym zaszczuciu Mrocznego Rycerza. Blackfire ma wszystkie cechy nawiedzonego kaznodziei. Jest typem postaci, których nienawidzę, bo wywołują we mnie wyjątkowo mocne, negatywne emocje. “The Cult” było komiksem krytykowanym. Fabuła mocno się rwie, męczy czytelnika, ale ja znajduję ten fakt niezwykle interesującym. Zabiegi jakie zastosował Starlin pozwalają lepiej wczuć się w to, co czuje Bruce Wayne. Pamiętajmy, że mówimy tu o scenariuszu, w którym Batman sprowadzony jest na skraj obłędu. Jego kondycja jest na tyle zła, że zaczyna postępować wbrew swoim koronnym zasadom. Batman Starlina w “The Cult” jest brutalny, przemoc rysowana przez Wrightsona sugestywna, a cały komiks wyjątkowy choć doceniony wiele lat po swojej premierze. To trochę jak eksperyment, który w chwili, gdy był przeprowadzano uznano za średnio udany. Bardzo niesłusznie, dlatego mam nadzieję, że sięgniecie po “The Cult” i przekonacie się, ile jest w stanie znieść psychika Batmana.

Batman: The Cult
Samotność superbohatera

“Batman: Broken City/Rozbite Miasto” – Brian Azzarello (scenariusz), Eduardo Risso (rysunek)

Sytuacja z “Broken City” jest podobna jak z “The Cult”. Do komiksu zaangażowano parę gwiazd i liczono – całkiem słusznie zresztą – że będzie z tego hit. W końcu to oni stoją za sukcesem kapitalnego “100 naboi”. Niestety po premierze uznano, że plan nie wypalił. To znaczy powstał dobry, nawet momentami bardzo dobry, komiks, ale nie na tyle dobry, aby fani się w nim zakochali. Czym w takim razie jest “Broken City”? Przede wszystkim jest kryminałem. Batman prowadzi śledztwo w sprawie śmierci siostry złodzieja, Angela Lupo. Z początku Wayne myśli, że wszystko uda się zakończyć bardzo szybko. Okazuje się jednak, że rozwiązanie sprawy wcale nie będzie takie łatwe. Scenariusz ma swoje wady – na przykład jest trochę niepotrzebnych wypełniaczy oraz główny bohater według Azzarello przypomina zwykłego mięśniaka, który wszystkie problemy rozwiązuje pięściami – ale jako zamknięta historia broni się nawet pomimo nich. Świetnym pomysłem było zaangażowanie Risso, który przedstawił niezwykle realistyczną wersję przygód Mrocznego Rycerza. Jeżeli nie lubiliście “100 naboi” to pewnie i “Broken City” nie skradnie Waszych serc. Fani Risso będą za to w siódmym niebie. Jest tak, jak lubię, czyli jest przemoc, jest gniew i gruchotane kości. Mam słabość do takiego portretowania Batmana. Momenty, w których schodzimy na poziom ulicy to kwintesencja tego po co powstała ta postać. Fanów Nietoperza, którzy uznają wybór tego komiksu jako kontrowersyjny zapraszam do komentarzy, ale ostrzegam, że i tak mnie nie przekonacie. W końcu to ja tu jestem bogiem.

Batman: Broken City
Rysunki Risso robią robotę

Obiecane pięć komiksów za nami. Choć to nie koniec, bo jest jeszcze bonus, który dorzucam ze względu na to, że to najlepsza alternatywa dla serialu “Gotham” jaką znajdziecie.

Bonus: “Gotham Central” –  Ed Brubaker i Greg Rucka (scenariusz),  Michael Lark (rysunki)

Jeżeli serialowe “Gotham” byłoby choć w połowie tak dobre jak seria Brubakera i Rucki, to pewnie byłby to najlepszy serial na podstawie komiksów, jaki można oglądać w telewizji. Problem w tym, że nie jest. Na szczęście zawsze możecie chwycić komiksy. Kocham takie historie, bo w zalewie kolejnej wariacji na temat ratowania świata czy problemów głównych bohaterów zapominamy o tych, których życie zmieniło się najbardziej. Zwykłych ludzi, którzy starają się przeżyć w Gotham City. Pojawienie się Batmana nie wpłynęło tylko na egzystencję przestępców. Stało się przełomowe dla stróżów prawa tego owładniętego przestępczością miasta. Ze względu na to, że i Brubaker, i Rucka pracując wcześniej przy Batmanach lubili skupiać uwagę na stróżach prawa pojawiła się koncepcja, że może warto napisać coś wspólnie.

Gdy po raz pierwszy spotkałem się z Gregiem, opowiedziałem mu o pierwszej historii z Batmanem, jaka przyszła mi do głowy, a która potem zmieniła się w “Batman” #603″. Wtedy miała tytuł “Ostatnia sprawa Slama Bradley’a”. Planowana jako one-shot do “Legends of the Dark Knight”, który miał narysować Michael Lark. Opowiadała o policjancie, który prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa rodziców Wayne’a oraz o tym, jak Batman i jego antagoniści zmienili pracę stróżów prawa w Gotham. Greg podchwycił pomysł i stopniowo dorzucał do swoich komiksów coraz więcej policjantów. Z tego powodu zaczęliśmy rozmowę o tym, czy nie zrobić komiksu policyjnego. Udało się w historii “Officer Down”, gdzie wszystko zagrało. I od jej zakończenia zaczęliśmy konsekwentnie przedstawiać zarządowi DC nasz pomysł na “Gotham Central”. Przekonanie Boba Schrecka i Matta Idelsona zajęło nam sporo czasu. Później musieliśmy jeszcze poczekać, aż Michael będzie dostępny, ale warto było czekać.

Tak powstanie “Gotham Central” wspomina Brubaker. Ma rację, warto było czekać. Choć w “Gotham Central” Batman nie jest najważniejszy, to absolutnie nie jest to wada tego tytułu. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że to jego olbrzymia zaleta, bo para scenarzystów potrafi zapełnić karty komiksów interesującymi postaciami. Dodatkowo udało się wiarygodnie przedstawić walkę z przestępczością od tej drugiej, ludzkiej strony. Faktem jest, że superbohaterowie ostatecznie się pojawiają niosąc pomoc – w pewnym momencie jest ich nawet zbyt wielu – ale to nie jest ważne. Grunt, że realizm koegzystuje tu z fantastyką i naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić. Cieszę się, że Brubaker i Rucka nie dali za wygraną i wiercili dziurę w brzuchu zarządu tak długo aż udało im się zrealizować swój plan.

Gotham Central
Ci wspaniali stróże prawa

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/zrodzeni-poza-komiksem/”]Postacie, które powstały poza komiksami[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/historia-komiksu-3-poczatki-komiksu-w-polsce/”]Historia komiksu #4 – komiks w Polsce[/button]
  • Dżonatan Krejn

    No lista fajna, ale kurczę to “Broken City” nijak mi tu pasuje. Chyba sam nie jesteś do końca przekonany co do tego tytułu, skoro tylko przy tym wpisie zachęcasz do polemiki. Trochę komiksów z Batmanem przeczytałem i dla mnie “Broken City” jest naprawdę jednym z najgorszych. Totalnie nie mój Batman. Chichrający się i z głupimi tekstami typu “you want a piece of me?” Meh. PS. W tekście jest kilka literówek, no i ze dwa razy napisałeś “Batman by Gaslights” miast “Gotham by Gaslights”.

    • Jestem w 110% przekonany. Głównie dlatego, że gdybym nie był, to nie byłoby go na liście. Do polemiki zachęcam tylko z tego powodu, że wiem, jak reagują na ten tytuł fani. Po prostu stoję po drugiej stronie barykady i uważam, że “Broken City” ma swój urok, ale odrzuca sporo osób przez to, że Batman przypomina tam bezmózga w dresie.

      PS. Pisane wieczorami po całym dniu pracy niestety ma swoje wady. Batmana poprawiłem, ale jak możesz wskazać literówki, to będę wdzięczny, bo jestem totalnie ślepy 🙂

  • Nox

    “Gotham w świetle lamp gazowych” to fajny komiks, ale moim zdaniem jeszcze lepsza jest wariacja na temat Batmana i mitów Cthluhu, czyli “Zagłada Gotham”. Swoją drogą, “Gotham w świetle lamp gazowych” też było wydane w Polsce, więc czemu w tym przypadku nie używasz polskiego tytułu?
    Reszta listy ciekawa, w większości są to pozycje, o których do tej pory nic nie wiedziałem.

    • Bo lubię 🙂 Tak mam, że czasami wolę używać angielskiego tytułu. Przyzwyczaiłem się do niego i ot, cała tajemnica.

      • Nox

        To może chociaż w nagłówku dać polski tytuł, jak w przypadku “Robitego miasta”, co by czytelnik wiedział, że można przeczytać w rodzimym języku? 😉

  • Czytałem tylko “Gotham by Gaslight”. Fajnie, kolejne cztery pozycje do przeczytania.

    • Batmanów jest od groma. Może kiedyś podrzucę jeszcze kilka tytułów 🙂

      • No ale nie wszystkie Batmany są takie fajne.

        • To inna sprawa, bo faktycznie nie są. Choć jest sporo historii, o których rzadziej się wspomina, a które warto przeczytać 🙂

          • To wrzuć jeszcze kiedyś jakieś fajne!

          • Zanotowane. Może w ogóle różnych superbohaterów tak potraktuję, czyli dobre historie, o których czasami zapominamy 🙂

          • Piętnaście historii o Forge’u, których nie czytałeś – brzmi dobrze 😀

          • Jak będą dobre – choć nie przypominam sobie dobrej historii z nim w roli głównej 😛

          • Nooooo, to musisz zrobić research! 😀

  • Pingback: 3 blogi, które musisz znać - SHAREWEEK 2017 - Fabryka Decyzji()