Najgorsi przeciwnicy Marvela
Marvel Comics

5 najgorszych superłotrów od Marvela

Na każdego Michaela Jacksona przypada przynajmniej dwudziestu Justinów Bieberów. Droga do sukcesu usłana jest kamieniami, pinezkami oraz pustymi butelkami po napojach alkoholowych. Jeżeli wydaje się Wam, że hełm Magneto jest śmieszny, a Green Goblin to groteskowy uciekinier z imprezy halloweenowej na mocnych dropsach, to musicie wiedzieć, że mało wiecie. Tak jak Jon Snow nic nie wie, tak Wy nie wiecie, że gdzieś tam w zagrzybiałych wilgotnych piwnicach Marvela są przestępcy tak śmieszni, tak nieudani, że aż straszni.

Macie szczęście, że lubię wilgotne miejsca, bo dzięki temu zabiorę Was w otchłań głupoty, w Himalaje komiksowego absurdu. Zaczniemy od przykładu na to, jak wspaniale oba wydawnictwa od siebie ściągały. Jak zapewne wiecie w DC jednym z głównych przeciwników Batmana jest Scarecrow. Jonathan Crane wiele razy zaszedł Mrocznemu Rycerzowi za skórę i we wszystkich rankingach na “najlepszych” wrogów zajmuje wysokie miejsca. Marvel zapragnął mieć swoją wersję i stworzył to:

Ebenezer Laughton
Scarecrow

Ebenezer Laughton zadebiutował w 1964 roku w komiksie “Tales to Astonish #51”. Pracował w cyrku, jednak w pewnym momencie stwierdził, że uczciwe życie jest dla frajerów i lepiej wskoczyć w strój stracha na wróble i dosłownie wypchać się słomą. Jaką niesamowitą umiejętność posiadał Ebenezer? Na przykład potrafił wysłać do walki specjalne tresowane wrony. Z reguły ma przy sobie widelec, który służy mu do walki. Widelec.

On to jednak małe miki przy kolejnym marvelowskim wynalazku, którym jest Stilt-Man. Nie słyszeliście o nim? Nic dziwnego. Patrząc na to, co tak naprawdę ma do zaoferowania jako przeciwnik dla kogokolwiek z grupy superbohaterów możemy dojść do wniosku, że szybko nie zobaczymy go w żadnym z powstających filmów. Wilbur Day był naukowcem, który wykradł plany specjalnego urządzenia hydraulicznego, które pozwoliło mu na skonstruowanie kombinezonu. Nie był to taki zwykły kombinezon. Nie, to był strój, który sprawiał, że Wilbur wyglądał jakby chodził na szczudłach. Day nie był nawet geniuszem zła, to po prostu przeciętny naukowiec na wielkich szczudłach. Pierwszy raz pojawił się w 1965 roku w jednym z odcinków przygód Daredevila. Niestety nie był to jednorazowy wyskok, bo Stilt-Man pojawiał się później jeszcze kilka razy.

 

Stilt-Man
Wilbur Day

Kolejnym gagatkiem jest The Masked Matador. Wahałem się czy umieścić tutaj jego czy może Hatemongera (wyglądał jakby uciekł z zebrania KKK, a jego jedyny występ zwieńczyła śmierć oraz zdziwienie czytelników, gdy okazało się, że to Adolf Hitler WTF?). Wygrał The Masked Matador, bo jak można nie umieścić w tekście o kompletnych klapach gościa, który jest matadorem przestępcą? No przecież to jest tak głupie, że aż fajne. Nie bardzo rozumiem, dlaczego to Daredevil dostawał podobne wynalazki, ale może twórcy nie mieli za bardzo pomysłów na to, kto może z nim walczyć. Matadorem był Manuel Eloganto, który po pierwsze świetnie władał mieczem, a po drugie był bardzo dobrym… matadorem. Bo przecież to jest coś, co mrozi krew w żyłach superbohaterów. Pojawił się rok przed człowiekiem na szczudłach. Aktualnie w komiksach można zobaczyć jego drugie wcielenie, którym jest tajemniczy Juan. W trakcie walki korzystał z czerwonej płachty, którą rozpraszał ciężarówki i niewidomego Matta Murdocka – poważnie.

The Masked Matador
Po prostu super

Leap-Frog, czyli Vincent “Vinnie” Colorito Patilio to kolejny dowód na to, że nim wymyślimy Galactusa to trzeba po drodze wymyślić kilka żab. Daredevil znowu wygrywa. Patrząc na zestaw jego przeciwników nie powinno dziwić to, dlaczego jedyny film o nim był klapą. Co w nim takiego głupiego? Przede wszystkim kostium. Wielka żaba, która dodatkowo wyposażona jest w sprężyny pozwalające na dalekie skoki. Nie ma żadnych supermocy. Nie jest geniuszem zła. To po prostu człowiek w kostiumie żaby. Stan Lee i jego koledzy musieli być w formie, jak na to wpadli.

Leapfrog
Żaba od Marvela

Choć kobiety mają pierwszeństwo, to muszę powiedzieć, że ta pani musiała pojawić się na końcu. Azbestowa Panienka to w rzeczywistości Victoria Murdock, która stworzyła kostium z azbestu. Walczyła m.in. z Człowiekiem Pochodnią, co tłumaczy przydatność kostiumu, a do walki z nim wykorzystywała miotacz płomieni, co z kolei nie tłumaczy niczego. Nie bardzo rozumiem dlaczego ktoś wpadł na pomysł stworzenia bohatera, który nosi kostium z azbestu, a ostatecznie dowiaduje się, że ma raka. Jeżeli mam to traktować jako jakąś naukę o tym, aby nie nosić ze sobą azbestu, to muszę przyznać, że w pełni zrozumiałem przekaz i już wyrzuciłem swoją azbestową pelerynę. Victoria pojawiła się pierwszy raz w 1947 roku w komiksie o Kapitanie Ameryce.

Azbestos Lady
Bez komentarza

Ta piątka nie wyczerpuje tematu. Przez dziesiątki lat, litry gorzały oraz kilogramy ciężkich narkotyków mogliśmy oglądać przeciwników, których na pewno nie zobaczycie w kinie. Warto jednak o nich pamiętać, bo ich istnienie sprawia, że reszta wydaje się po prostu fajna. DC Comics wezmę na warsztat wkrótce. Oni też ostro balowali.

[powerkit_button size=”md” style=”primary” block=”false” title=”5 najgorszych superłotrów z DC” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-najgorszych-superlotrow-dc-comics/” target=”_self” nofollow=”false”]

Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed Instagram Feed
More Stories
Gypsy Rose Lee
Dzień z życia pisarza