Alex Ross – malarz w świecie komiksów

Każde medium potrzebuje swoich gwiazd. Ludzi, którzy będą przyciągać klientów. Wzbudzać emocje. O, to jest świetny wątek. Wzbudzanie emocji. Artyści wzbudzają emocje. Kultura jest od tego, aby poruszać i budzić w nas uczucia, które przez znaczną część dnia pozostają uśpione. Jeżeli jako artysta potrafisz zwrócić na siebie uwagę, a to co stworzysz zostaje z odbiorcą, to wygrałeś. Alex Ross jest takim artystą. Nie musisz czytać komiksów, aby zwrócić uwagę na to, co stworzył Ross. Jego styl jest niepowtarzalny, a jego bohaterowie  zdają się mieć i krew, i kości. Zdają się żyć poza kartkami papieru.

Mi się udało

W chwili, gdy piszę te słowa Alex Ross to marka. Gwiazda wśród rysowników. Fani nie wyobrażają sobie kogoś innego, kto mógłby narysować np. “Marvels”, ale tak naprawdę przed nim było kilku, którzy rysowali w podobnym do Rossa stylu, ale ostatecznie nie przebili się nigdy do głównego nurtu. Sam Ross podaje przykłady Richarda Corbena czy Jona J. Mutha. Ten pierwszy znany jest przede wszystkim czytelnikom pisma “Heavy Metal”. Ten drugi, to twórca świetnych ilustracji książek dla dzieci, a najbardziej znaną komiksową pracą Mutha jest seria “Moonshadow”.

Jon J. Muth
To nie Ross, to Jon J. Muth

Nie przebicie się do mainstreamu nie oznaczało, że wspomniani rysownicy nie mieli szans na zatrudnienie w najważniejszych dla rynku wydawnictwach. Chodzi bardziej o to, że kiedy już się w nich znaleźli, to nie dostawali szans na to, aby zaprezentować swój talent w głównych tytułach tych wydawnictw. Z jednej strony byłeś w centrum, ale z drugiej ciągle trzymano cię na marginesie. Oczywiście zdarzały się wyjątki. Wystarczy przypomnieć sobie pracę Dave’a McKeana, który razem z Grantem Morrisonem stworzył jeden z najlepszych komiksów o Batmanie, czyli “Azyl Arkham”, ale to ciągle były tylko wyjątki, a sam McKean stwierdził, że czuł się ograniczony i z komiksami skończył.

Drzwi były uchylone. Alex Ross uznał, że je otworzy na dobre. Wychowany na twórczości Andrew Loomisa, z którego rysunkami dorastał, pracę rozpoczął w agencji reklamowej, gdzie zajmował się przygotowywaniem storyboardów. Jednocześnie podejmował próby zaistnienia w świecie komiksu. Pierwszym tytułem, przy którym pracował, a który ostatecznie ujrzał światło dzienne, była krótka seria “Terminator: The Burning Earth” tworzona dla nieistniejącego już NOW Comics w 1990 roku. Pierwszym znaczącym tytułem, który pchnął jego karierę dalej było wspomniane powyżej “Marvels”, które znalazło się u mnie na liście komiksów, które musicie przeczytać przed śmiercią. To właśnie wspólna praca z Kurtem Busiekem sprawiła, że czytelnicy zwrócili uwagę na Rossa. Byli w szoku. Zaczęli zadawać pytania, czy to, co widzą zostało namalowane czy może ktoś ich zwyczajnie oszukuje.

Co ciekawe Ross na wspięcie się na sam szczyt nie potrzebował dziesiątków lat. Tak naprawdę większość jego najważniejszych dzieł powstało w przeciągu dekady. Do “Marvels” wystarczy dodać stworzone dla DC Comics razem z Markiem Waidem “Przyjdź Królestwo” czy “Earth-X” i już mamy tytuły, które w ciągu kilku lat nie pozostawiały żadnych wątpliwości, że Alex Ross jest artystą wyjątkowym. Podobnie jak Darwyn Cooke w swoich rysunkach udaje mu się uchwycić klimat klasycznych historii o superbohaterach. Z tym, że te Cooke’a są bardziej kreskówkowe, a te Rossa bliższe malarstwu.

Źródło sukcesu

Ross wzbudza spore emocje. Fani zastanawiają się, czy nie jest to artysta przereklamowany. Być może jest. Na pewno nie jest to artysta idealny. Nie każdemu musi podobać się styl, który prezentuje, a w którym kobiety czasami wyglądają jak mężczyźni – mam ten problem z Wonder Woman. Z drugiej jednak strony jego postacie wydają się bardziej rzeczywiste. Mniej komiksowe. Bliższe nam. Poziom szczegółu, sposób w jaki komponuje kadry sprawia, że czekamy aż Superman wyleci z kart komiksu i stanie obok nas.

Alex Ross
Bruce i jego blizny/Rys. Alex Ross

Dla polskiego odbiorcy jest interesujący, bo nie mieliśmy wielu okazji, aby oglądać rysunki w takiej formie, jaką oferuje oferuje. Z kolei dla odbiorcy amerykańskiego Ross był powrotem do czasów nie tylko Loomisa, ale i Normana Rockwella czy J.C. Leyendeckera. Jednocześnie komiks stał się ostatnim bastionem drukowania osiągnięć malarzy. Kilkadziesiąt lat temu ilustracje do książek czy gazet wykonywane były przede wszystkim przez malarzy. Stąd na przykład charakterystyczny styl reklam z lat 50. XX wieku.

Kiedy pracowałem w branży w latach 90. ciągle rodziła się akceptacja [dla malarstwa w komiksach]. Nie wszyscy byli przekonani, że mamy oglądać coś w tym stylu, nawet pomimo tego, że pojawiało się to od dekad. – Alex Ross

Choć nawet w tym bastionie to tylko nisza, a nie zjawisko powszechne. I tu pojawia się najciekawszy wątek. Mianowicie kiedy światło dzienne ujrzały “Marvels” i “Przyjdź Królestwo” czytelnicy byli wstrząśnięci. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieli. Problem w tym, że Ross nie wymyślił koła na nowo. Doszło do sytuacji, która czasami ma miejsce w muzyce. Ktoś wziął coś, co jest znane od wielu lat i zrobił z tego ponownie użytek. Warto też wspomnieć o tym, że bohaterowie Rossa to dojrzałe postacie. Zwróćcie uwagę na to, że w wielu wypadkach herosi nie starzeją się. Lata walki z przeciwnościami losu nie odcisnęły na nich swego piętna. Tutaj jest inaczej, każdy jest dojrzalszy, bardziej zmęczony, ale i twardszy. Tym samym prawdziwszy.

Alex Ross
A oto i bohater/Fot. Ruby Bradford, CC BY-SA 2.0

Malarstwo nie jest niczym nowym jeżeli chodzi o komiks, a jednak przez czytelników tak było odbierane, jako coś świeżego. W końcu okładki komiksów często były malowane, a nie rysowane. Ross zrobił to o czym myślał jako dziecko, że dobrze by było zobaczyć cały komiks w tym stylu, a nie tylko okładkę. Tym bardziej, że miał poprzedników, którzy w żadnym wypadku nie ustępują mu talentem, jak choćby Bill Sienkiewicz. Artysta polskiego pochodzenia, który jest gwarancją niezapomnianych wrażeń wizualnych.

Na szczęście o udział malarstwa w komiksie nie “walczy” sam. Daniel Acuña choć tworzy swoje obrazy wirtualnie, to czerpie garściami z tradycji malarstwa i wystarczy spojrzeć na jego grafiki, aby zrozumieć o czym piszę. Po co czerpać z malarstwa? Choćby po to, aby czytelnik miał okazję zobaczyć coś innego niż postacie bez stóp Roba Liefelda. Grafiki Rossa, Acuñy czy Sienkiewicza sprawiają, że obcowanie z komiksami staje się jeszcze żywszym doświadczeniem.

Hiperrealizm

Kiedy będąc dzieckiem czytałem komiksy wiedziałem, że to co czytam nie jest prawdą. Jednak gdzieś tam, głęboko pod skórą, czułem, że chciałbym, aby to jednak była prawda. Żeby okazało się, że jest chłopak ugryziony przez pająka o niesamowitych umiejętnościach. Że gdzieś jest multimiliarder, który w wolnych chwilach broni tych, którym dzieje się krzywda. Nie patrzyłem na postacie z komiksów jak na dwuwymiarową pochodną kontaktu tuszu z papierem.

To proste, The Electric Company ze Spider-Manem. To był mój pierwszy kontakt z superbohaterami. Jako dziecko…. Urodziłem się w 1970 roku, więc wszystko co pojawiało się w telewizji to było albo to, albo powtórki starego “Batmana” z Adamem Westem. – Ross o pierwszym wspomnieniu związanym z superbohaterami

Hiperrealizm Rossa również jest odpowiedzią na to dziecięce wyobrażenie. A może nie tyle wyobrażenie, co wręcz potrzebę. Zresztą podejście Rossa do bohaterów przejawia się nie tylko w tym, jak wyglądają. Chciałby, aby i to z czym się borykają było bliższe nam. Oczywiście nie chodzi tu o odarcie Supermana z jego boskich mocy, bardziej o pokazywanie jego ludzkiej strony. Tego o czym niektórzy zabierając się za tego bohatera zwyczajnie zapominają.

Ross chcąc nie chcąc stał się orędownikiem zwiększenia wpływu malarstwa w komiksie. Choć może to za dużo powiedziane, ale faktem jest, że skończona po 13 latach pracy publikacja przygotowana razem z Chrisem Lawrencem, czyli “The Art of Painted Comics” w pewnym sensie stara się pokazać wszystkim, że on nie był pierwszy i że malarstwo ma ważne miejsce w historii komiksu w ogóle.

Batman
Jakiś problem?/Rys. Alex Ross

Nie wiem, czy Alex Ross jest artystą przereklamowanym. To już niech każdy rozstrzyga samodzielnie. Wiem natomiast, że był komiksowi potrzebny. Parafrazując słowa Voltaire’a, gdyby nie było Alexa Rossa, to trzeba by go sobie wymyślić. Tak po prostu. Widzicie też, że czasami nie trzeba wymyślać czegoś nowego. Wystarczy, że mamy wystarczające umiejętności, dzięki którym korzystamy z czegoś, co jest dobrze znane i zrobimy to w odpowiednim momencie. Tylko tyle i aż tyle, aby zapisać się na stałe w historii.

Na koniec ciekawostka. Alex Ross uważa się za komputerowego analfabetę. Jak dostaje maila, to nie odpowiada na niego. Najczęściej odpowiada za to jego żona.

Przeczytaj:

[button color=”black” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/komiksy-dla-dzieci/”]Komiksy dla dzieci, czyli co kupić młodemu czytelnikowi[/button] [button color=”black” size=”normal” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-bardzo-dobrych-komiksow-o-batmanie-ktorych-nie-przeczytales/”]5 bardzo dobrych komiksów o Batmanie, których nie znasz[/button]
  • Kacper Przysiężny

    Jestem zawiedziony brakiem wspomnienia o Lee Bermejo.