Kot w sosie noir

Pomysł na antropomorficzne zwierzęta nie jest w historii komiksu niczym nowym. Wystarczy sobie przypomnieć przygody pewnego królika samuraja, którego ojcem jest Stan Sakai czy sięgając na nasze podwórko proces uczłowieczania pewnej bardzo sympatycznej małpy. Scenarzysta Juan Diaz Canales i rysownik Juanjo Guarnido czternaście lat temu opublikowali pierwszy tom komiksu, który z miejsca stał się jednym z moich ulubionych. Komiksu, w którym główną rolę grają zwierzęta, a w szczególności jeden bardzo chandlerowski kot.

My name is Blacksad, John Blacksad

Blacksad
Grunt, to dobra stylówa

Teoretycznie Canales i Guarindo mogli stworzyć kolejny komiks, którego bohaterem jest prywatny detektyw bez udziału zwierząt. Mogli, ale to byłoby nudne, dlatego postanowili, że to właśnie zwierzęta staną się mieszkańcami USA z lat. 50 XX wieku. Ich wybór był w pełni przemyślanym ruchem, który z miejsca kojarzy się na przykład z “Folwarkiem Zwierzęcym” Orwella i to w tym najlepszym możliwym sensie. Głównym bohaterem serii jest John Blacksad. Prywatny detektyw, którego możecie wynająć nie tylko do tego, aby zdobył dla Was jakieś informacje. Blacksad jak przystało na bohaterów klasycznych kryminałów jest twardy, męski, chodzi w prochowcu, jara jak parowóz, jest mistrzem ciętej riposty a przy okazji jest po prostu smutny. Z tego powodu blisko mu do takich ikon jak Philip Marlowe czy Sam Spade. Miał trudne dzieciństwo, młodość też nie była usłana różami – na przykład bardzo szybko wyleciał ze studiów. Później wybuchła II wojna światowa, w której brał udział, co ostatecznie ukształtowało Johna. Wszystkie życiowe zakręty doprowadziły do tego, że został człowiekiem do wynajęcia. Ściąga haracze, służy za prywatnego ochroniarza i rozwiązuje zagadki kryminalne. Współpracuje z policją tylko, gdy musi i to głównie przez znajomość z komisarzem Smirnovem, postawnym owczarkiem niemieckim, którego z Blacksadem łączy szorstka męska przyjaźń. Drugim jego sprzymierzeńcem jest łasica imieniem Weekly – nie będę zdradzać skąd się wzięła jego ksywka, ale jej pochodzenie jest zabawne – który pracuje dla jednego z miejscowych szmatławców i od czasu do czasu pomaga Blacksadowi. Na tej trójce kończy się galeria głównych bohaterów, bo prawdziwą siłą Blacksada jest cały panteon postaci drugoplanowych.

Blacksad tom 2
Kadr z drugiego tomu

Jak wspomniałem powyżej akcja komiksu rozgrywa się w latach 50. Z tego powodu twórcy postanowili garściami czerpać z historii USA nawiązując w kolejnych zeszytach do wydarzeń, które bardzo dobrze znamy. Segregacja rasowa, Holokaust czy kwestie Zimnej Wojny i polowania na komunistów to tematy przewijające się w kolejnych tomach. W najnowszym, zatytułowanym “Amarillo”, sporo problemów Blacksadowi sprawią bitnicy i tak, na kartach pojawia się zwierzęca wersja Allena Ginsberga, która w komiksie ma na imię Greenberg i jest bizonem. Podobnych zwierzęcych wcieleń jest więcej. Adolf Hitler jako Kot – co budzi właściwe skojarzenia z legendarnym “Maus” Arta Spiegelmana – senator McCarthy jako kogut o imieniu Gallo czy sowa Otto Liebber, naukowiec pracujący dla rządu USA nad bronią masowej zagłady, to tylko część z nich. Odkrywanie kolejnych jest tym ciekawsze, że Canales i Guarnido często posługują się stereotypami na temat zwierząt. Sowa jest synonimem mądrości – choć w rzeczywistości to dość głupie ptaki – lisy są przebiegłe a owczarek niemiecki jest idealnym stróżem.

Ludzka strona zwierząt, zwierzęca strona ludzi

Plansza z trzeciego tomu Blacksada
Niezbyt przyjemny widok

Autentyczne miejsca i historie sprawiają, że komiks pomimo wyglądu bohaterów jest bardzo naturalistyczny. Pomagają w tym rysunki Guarnido. Współpracownik m.in. wydawnictwa Marvel i Disneya z niezwykłą dbałością o szczegóły tworzy kolejne plany, na których pojawiają się postacie. Jego styl przypomina klasyczne animacje Disneya, ale niech Was to nie zwiedzie. Blacksad to komiks skierowany do dojrzałego odbiorcy i pod żadnym pozorem nie pokazujcie go swoim dzieciom. Przemoc, seks, czasem niezbyt wyszukane słownictwo, a wszystko oblane klimatem noir sprawia, że daleko mu do historyjek dla dzieci.

Pierwszy raz sięgając po Blacksada byłem zaskoczony, że nie odczuwam nawet lekkiego dysonansu z powodu tego, że widzę postać nagiej kotki o bardzo ponętnych ludzkich kształtach. Przypomniała mi się lektura “Wyspy doktora Moreau” H. G. Wellsa, gdzie jej władca prowadzi wątpliwe etycznie eksperymenty genetyczne na zwierzętach. Świat Blacksada mógłby być odpowiedzią na to, co by się stało, gdyby to Moreau był bogiem. Być może brak tego dysonansu jest spowodowany tym, że pomimo posługiwania się wspominanymi stereotypami Canales wyposażył swoje dzieci w zestawy ludzkich cech. Nienawiść, zazdrość, pożądanie, chęć zemsty czy chciwość to tylko kilka cech, wokół których krąży scenarzysta. Zaryzykuję stwierdzenie, że zestawienie ich z wizerunkiem konkretnego zwierzęcia sprawia, że są one jeszcze lepiej wyeksponowane. Morderca o twarzy węża od razu sprawia, że czujemy do niego większy wstręt. Podobnie jak do kapusia sportretowanego jako kanałowy szczur. Nie wyobrażamy sobie szczura w pięknym garniturze. Dostojnego tygrysa bengalskiego tak, ale nie szczura. Odpowiednie dopasowanie poszczególnych stworzeń do ich roli szybko okazuje się strzałem w dziesiątkę. W jednym z wywiadów Guarnido mówił na temat swojego stylu w taki sposób:

Gdy mówisz dorosłemu, że słabo rysuje, to raczej nie zareaguje pozytywnie. Gdy znajdujesz rysunki wykonane przez dzieci to reakcja jest zawsze pozytywna. Rzeczy dla dzieci z reguły wywołują pozytywne emocje. Ostatecznie jednak głównym celem jest poprawienie umiejętności w konkretnych obszarach, które są przeznaczone dla starszych czy po prostu dla młodzieży. Ja jestem zainteresowany z jednej strony rysunkiem dla dzieci w kreskówkowym stylu połączonym z dynamiką, przesadą i karykaturą, tak żywą i ekspresywną jak to tylko możliwe. W rysunkach Blacksada środek ciężkości jest ustawiony w różnych miejscach. Skupiam się bardziej na stronie związanej z narracją i kompozycją.

Blacksad - Guarnido
Blacksad wie, jak zmusić do współpracy

Widać to na kolejnych kartach, gdy poszczególne kadry są ułożone w przemyślany sposób. Co ciekawe artysta wiele razy przyznawał, że nie chciał rysować kryminału. Na szczęście bardzo lubił zwierzęta – bardzo go interesują i wiele jego sugestii dotyczących obsady jest brane pod uwagę – i spodobało mu się połączenie kryminału i nietypowych jak na ten gatunek postaci. Pewnie już zauważyliście, że rysunki Guarnido mają filmowy charakter. Kiedy jeden z bohaterów wchodzi do baru, do którego nie powinien wchodzić, wszyscy na niego patrzą, a my patrząc na rysunek czekamy aż ktoś się w końcu poruszy i da mu w ryja. To efekt doświadczenia Guarnido, który pracuje przy filmach animowanych i tworzy do nich storyboardy. Dzięki temu zręcznie wplata elementy charakterystyczne dla filmu i narracji znanej z celuloidowej taśmy do swoich rysunków. Ich pracę komplementowała jedna z komiksowych legend, Jim Steranko:

Oni osiągnęli punkt, w którym to nie są zwierzęta zachowujące się jak ludzie, ale ludzie przypominający zwierzęta. Ci ludzie mają głowy zwierząt tylko w związku ze swoim wyglądem, to co naprawdę pokazują to nie ich fizyczne cechy takie jak uszy, wąsy czy nosy, ale zbiorowa nieświadomość [jak u Junga – przyp. Marcin], którą możemy obserwować w baśniach i opowieściach charakterystycznych dla kultury zachodu.

No właśnie. Pojawia się stwierdzenie o kulturze zachodu i pojawia się pytanie, dlaczego w takim razie Diaz Canales akcję komiksu umieścił w USA, a nie w Europie, z którą przynajmniej w teorii jest bardziej związany? Scenarzysta tłumaczy to w bardzo prosty sposób:

Dorastaliśmy w niej! Prawda? Nawet pomimo tego, że jesteśmy Europejczykami jesteśmy dziećmi inwazji amerykańskiej kultury.

W zupełności go rozumiem, bo sam jestem takim dzieckiem. Nasza fascynacja superbohaterami, kinem prosto z Hollywood, koszykówką czy hamburgerami wyrasta z tego samego miejsca, z którego wyrosła fascynacja Diaza Canalesa. Zostaliśmy kulturalne zamerykanizowani. Pytanie, czy to nam tak naprawdę przeszkadza. Z tego powodu nie można się również dziwić czasom, w których rozgrywa się akcja komiksów. W końcu lata 50. XX wieku to złota era kryminałów. Kiedy indziej mężczyźni wyglądali tak dobrze w garniturach i prochowcach? Prawdopodobnie nigdy, więc to był naturalny wybór. Wspominane kilka razy stereotypy dotyczące zwierząt też nie są dziełem przypadku. Każda postać jest dokładnie przemyślana, a zwierzę dobrane odpowiednio pod nią. Nim jakaś powstanie Diaz Canales i Guarnido starają się mieć sto procent pewności, że do Orsona Wellsa naprawdę pasuje hipopotam – choć w wypadku Wellsa wybór wydaje się prosty. Czasem decyduje po prostu archetyp danego zwierzęcia z bajki, a czasem to jak kulturowo lub historycznie kojarzone jest stworzenie przez czytelników. Na przykład z miejsca było wiadomo, że świetnym komunistą będzie niedźwiedź brunatny, choć z drugiej strony niedźwiedź polarny, który pojawia się w jednej z historii jest pedofilem, czego pewnie wielu z Was się nie spodziewa.

Blacksad tom 1
Wspomniałem o kolorach?

Widziałem kota cień

Ich doświadczenie zawodowe ma niebagatelne znaczenie, bo dzięki temu, że jeden i drugi związany jest z przemysłem filmowym świetnie radzą sobie w trakcie pracy nawet na odległość. Każdy rysunek, decyzja fabularna jest dokładnie omawiany i poddawany ocenie. Praca nad albumami przypomina bardziej tworzenie filmu animowanego niż tradycyjnego komiksu. W tym momencie powinno pojawić się pytanie, dlaczego kryminał noir jakim przede wszystkim jest Blacksad nie jest czarno-biały? Tak miało być na samym początku. Diaz Canales pisząc skrypt pierwszej historii, “Pośród Cieni”, chciał, aby rysunki nie były kolorowe. Propozycja nie spotkała się z przychylnością ze strony Guarnido, który punktował ją argumentami, że po pierwsze kolory dadzą bardziej realistyczny efekt , a po drugie ciężko będzie się przebić z komiksem czarno-białym. Szczególnie, że większość powieści graficznych jest kolorowa. Panowie doszli do porozumienia stawiając na kolor, ale przeglądając rysunki zwrócicie uwagę na nasycenie barw. Guarnido korzysta ze stonowanej palety barw, która daje mroczniejszy efekt. Ważna jest też kwestia doboru koloru do sytuacji. Na przykład retrospekcje są w sepii, ale gdy bohater wspomina coś, co było przyjemne, to wtedy kolory są bardziej urozmaicone, cieplejsze, aby nadać całej scenie odpowiednie emocje.

Cała zabawa przy czytaniu Blacksada sprowadza się do odnajdywania podobnych smaczków. Przyjemność jest większa, gdy ktoś kocha czarno-białe kryminały, bo w takim duchu utrzymane są kolejne zeszyty. W tym roku pojawił się piąty tom i z tej okazji zachęcam do zwrócenia uwagi na kociego detektywa o ciętym języku. Nie zawiedziecie się, a nawet gdyby, to wiecie gdzie mnie znaleźć.