Historia komiksu #4: Jak to było z czarnoskórymi superbohaterami

Od ponad 80 lat superbohaterowie rozpalają wyobraźnię fanów na całym świecie bez względu na wiek. Osiem dekad historii pełnej wzlotów i upadków. Osiem dekad przygód ikonicznych bohaterów. Jednak w tym całym lukrze, który zdajemy się zjadać wraz z kolejnymi premierami kinowymi są rzeczy niewygodne. Rzeczy, które wielu z nas – bardzo często samych fanów wierzących w to, że posiadają monopol na prawdę – stara się zamiatać pod drzwi z napisem poprawność polityczna. Mimo, że tak naprawdę nijak nie można ich tam wrzucić. Bo w trakcie tych 80 lat historii ponad połowa tego czasu to spychanie czarnych superbohaterów, czy po prostu postaci innego koloru skóry niż biały, na margines. Nie z powodu niedopatrzenia czy lenistwa. Było to działanie rozmyślne, bo nie pasowali do opowieści dla białych nastolatków. Na szczęście ktoś w pewnym momencie powiedział dość.

Na wycieczkę do Wakandy

Czarna pantera
Silny, bogaty, genialny/Fot. Marvel Comics

Zacznijmy od tego, że dopiero w 2016 roku w filmie Marvela na ekranie mogliśmy obejrzeć trzech czarnoskórych bohaterów –  War Machine (Don Cheadle), Falcon (Anthony Mackie) i Black Panther (Chadwick Boseman). Wspominam o tym, bo tak jak czarni superbohaterowie musieli walczyć o uwagę na kartach komiksów, tak nadal muszą to robić kilkadziesiąt lat później w kinie. Pojawienie się w “Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” tego ostatniego herosa jest o tyle istotne, że to właśnie Black Panther stał się dla Marvela punktem wyjścia dla zmiany, która w latach 60. XX wieku zaczęła zachodzić w komiksach.

Zobaczyć czarnego superbohatera było fantastyczne! Wiedziałem, że musi być ktoś czarny, Azjata, Latynos, herosi z wszystkich ras. – Darryl McDaniels, czyli D.M.C o tym, jak zareagował na czarnych superbohaterów, gdy był dzieckiem

Jednak zaprezentowanie T’Challi nie nastąpiło w jego własnym komiksie. Na to było za wcześnie. Czytelnicy pierwszy raz mogli go zobaczyć po sięgnięciu po 52. numer “Fantastycznej Czwórki”. Stan Lee i Jack Kirby wysłali popularnych superbohaterów do odległej Wakandy, w której na początku starli się, a później sprzymierzyli z tym wspaniałym wojownikiem. Co się stało, że po latach, gdy praktycznie wszystkie istotne postacie były białe nagle zaczęli pojawiać się czarni superbohaterowie? Po pierwsze stopniowo społeczność Afroamerykanów coraz głośniej wyrażała swoje niezadowolenie ze sposobu w jaki są portretowani nie tylko przez media, ale i kulturę. Cytowany powyżej McDaniels na debiut T’Challi i innych, których przygody miał okazję czytać w dzieciństwie zareagował tak żywo nie tylko dlatego, że miał się z kim identyfikować. Jego reakcja była głównie związana z tym, że pojawienie się Black Panthera, czy później Falcona, było jasnym sygnałem, że czarny też może być dobry. Też może być herosem. Takie podejście zrywało z łatką alfonsa czy gangstera.

Ciekawostka – Black Panther dzielił nazwę z Black Panther Party for Self-Defense (powstała po bohaterze), czyli radykalnej amerykańskiej organizacji politycznej utworzonej w celu ochrony czarnej mniejszości w USA. I owa zbieżność nazw sprawiła, że Black Panther przez jakiś czas Black Pantherem nie był. Marvel nazwę zmieniał tak, aby nie być kojarzonym z wspomnianą organizacją.

Po drugie filozofia Marvela zakładała, że komiksy będą odzwierciedleniem tego, co dzieje się w realnym świecie. Dostrzeżenie i przeniesienie na karty komiksów rasowej różnorodności USA było nieuchronne i ktoś musiał wykonać pierwszy krok. Zresztą ową decyzję można przenieść też na grunt czysto biznesowy. Latynos czy chłopak z Harlemu też kupuje komiksy. Kupi ich więcej, gdy będzie miał poczucie, że ma herosów, z którymi może się utożsamiać. Debiut T’Challi sprawił, że scenarzyści coraz śmielej spoglądali na inne możliwości. Kamyczkiem do ogródka wszystkich pieniaczy, którym przeszkadza, że jakiś bohater “zmienił” kolor skóry niech będzie fakt, że w 1967 roku w serialu “Batman” Catwoman wcale nie była tylko biała. W słynną złodziejkę wciela się tam bowiem Eartha Kitt. W tym miejscu musimy się jednak zatrzymać, bo sam fakt pojawienia się herosów takich jak Falcon czy Luke Cage było przełomem, ale nie wszystko z tym związane przynosi wydawnictwom chlubę.

Black Panther Party
Założyciele Black Panther Party/Fot. Wikipedia (dozwolony użytek)

Zwykły mięśniak

Kiedy w 1972 roku na scenę wkroczył Luke Cage wiadome stało się to, że nie będzie ostatni. Wcześniej DC Comics zaprezentowało czytelnikom Johna Stewarta jako członka Korpusu Zielonych Latarnii, więc Marvel musiał odpowiedzieć czymś konkretnym. Odpowiedź okazała się strzałem w dziesiątkę. Cage przez lata zapracował na miano jednego z najbardziej rozpoznawalnych czarnych superbohaterów, ale jego wczesne przygody mają drugie dno. Kiedy spojrzeć na niego z dystansu, to z jednej strony świetnie, że Cage się pojawił, ale jednocześnie nie można udawać, że jego postać nie jest zbudowana na stereotypach. W końcu bliżej mu do zwykłego ulicznego osiłka niż herosa, którego można stawiać za wzór. Przynajmniej na początku.

Zawsze miałem Luke’a Cage’a za potężnego i niezwyciężonego herosa. Kiedy spojrzałem na niego jako dorosły stało się dla mnie jasne, że on był potężny w najwęższym tego słowa znaczeniu. To zwykły uliczny gangster. Jego moce nie są efektem nadprzyrodzonej interwencji, a więziennego eksperymentu. Jest bohaterem do wynajęcia. Jego głównym terytorium jest Harlem – Harlem, który zaprezentowano głównie jako powiązanie z rozkładem miejskiej tkanki i dysfunkcjami. Nie potrafi zapłacić czynszu. Unika wierzycieli. – profesor Jonathan Gayles autor “White Scripts & Black Supermen: Black Masculinities in Comic Books”

Gayles zwraca uwagę na bardzo ważną kwestię. Choć herosi faktycznie się pojawili, to nadal w ich konstruowaniu operowano stereotypami. Z drugiej strony Cage jest świetnym przykładem nawiązania w prostej linii do kina nurtu blaxploitation. W odpowiedzi na słowa Gaylesa pojawiają się głosy, że to nie tyle stereotypowe ujęcie tematu, co przykład postaci zrodzonej jako efekt rasistowskiej polityki białych. Tym samym punktując jego narodziny nie jako coś kojarzonego negatywnie, a wręcz przeciwnie.

Zresztą wspomniane blaxploitation inspirowało powstanie wielu innych postaci. Zaraz po pojawieniu się Cage’a na scenę wkroczyli Blade i Brother Voodoo w 1973 roku. Dwa lata później pojawił się Black Goliath i dwie istotne bohaterki, czyli Misty Knight i Storm. Ta pierwsza sformowała pierwszą “mieszaną” parę w komiksach występując ramię w ramię z Iron Fistem. Ta druga stała się jedną z najpopularniejszych czarnych bohaterek. Pomogło jej w tym nie tylko to, że była członkiem szalenie popularnych X-Men, ale fakt, że to ciekawie napisana postać. Z charakterem i charyzmą. DC Comics zaprezentowało z kolei Black Mantę, który choć nie był bohaterem, to stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych czarnych złoczyńców – konkretnie jako nemezis Aquamana. Stopniowo szeregi czarnoskórych bohaterów powiększały się. Z lepszym lub gorszym skutkiem, ale nie można już było powiedzieć, że ich nie ma. I to było dobre. Wraz ze zmianami na gruncie społecznym scenarzyści chętnie oferowali coś, co nie było tylko zlepkiem stereotypów. Próbowali pójść dalej.

Black Manta
No nie lubi się z Aquamanem/Fot. DC Comics

Krok dalej

Potencjał postaci takich jak Blade został dostrzeżony, a filmy ze Snipesem dokonały dwóch ważnych rzeczy:

  • Udowodniły, że mając czarnoskórego bohatera jako główną postać jesteśmy w stanie stworzyć film, który odniesie finansowy sukces,
  • Utorowały drogę dla kolejnych ekranizacji komiksów. Ich sukces zasiał w wielkich studiach myśl, że to się może im opłacać.

Nawet realizacyjnie kiepskie “Suicide Squad” z tego roku postanowiło postawić na dwie czarne postacie. Deadshot grany przez Willa Smitha mimo wszystkich wad filmu ciągnie go na wyższy poziom. Podobnie jak występ Violi Davis jako Amandy Waller. Kolejnej ikonicznej już bohaterki, która uważana jest za jedną z najbardziej bezwzględnych w świecie DC.

W trakcie mojego dzieciństwa kolorowi bohaterowie w świecie Marvela symbolizowali siłę i odwagę. Pokazywali, że ludzie o innym kolorze skóry mogą być silnymi jednostkami, wzorami, równymi dla białych reprezentantów. – Percy MF Grimm Carey

Na czarnym bohaterze zbudował swój indywidualny sukces Todd McFarlane, który po opuszczenia szeregów Marvela i założeniu Image Comics zaprezentował światu Spawna. Udowodnił, że kolor skóry nie ma znaczenia, bo wszystko i tak sprowadza się do jakości.

Biały czytelnik często zapomina o tym, jak duży wpływ może mieć to, kto pojawia się w komiksie czy na ekranie. Byliśmy w tej komfortowej sytuacji, że przez wiele lat komiksy były tworzone dla białego człowieka przez białego człowieka. Ślepi na rasizm, nierówności i celowe pomijanie mniejszości. Nadal można spotkać głosy oburzenia na decyzję o tym, że Spider-Man nie jest biały, a ktoś inny jest gejem. Rzecz w tym, że rozwiązaniem nie jest tworzenie nowych herosów dla czarnych czy zielonych. To jest tylko jedna z dróg, dla której komplementarną ścieżką jest próbowanie czegoś nowego z już istniejącymi bohaterami. Świetnym przykładem – kilkukrotnie już przytaczanym przeze mnie na łamach bloga – jest Ms. Marvel. Kamala Khan z jednej strony jest świetnie napisaną postacią, a z drugiej pokazuje, że nowe podejście potrafi dorzucić swoją cegiełkę do mitu postaci.

Amanda Waller
Akurat Amanda Waller się Warner Bros. udała/Fot. Warner Bros.

Nie można udawać, że świat jest jednowymiarowy, a tym bardziej jednokolorowy. Takie myślenie jest zakłamywaniem rzeczywistości. Lepiej cieszyć się tym, że jest w twórcach odwaga, aby pójść tam, gdzie jeszcze nikt się nie zapuszczał, aby próbować. Empirycznie doświadczać czegoś, co jeszcze kilkanaście lat temu dla wielu nastolatków na świecie wydawało się nieosiągalne. To jest najpiękniejszy aspekt tworzenia. Zdanie sobie sprawy z tego, że nie ma barier. A te które są najpewniej powstały, bo sami na to pozwoliliśmy.

PS. To wyjątkowa odsłona “Historii komiksu”. Wyłamująca się z chronologii, ale uznałem, że przy okazji premiery netfliksowego “Luke’a Cage’a” warto poruszyć ten temat.

PS 2. Ze względu na to, że pojawiła się sugestia od Juliana z Bród Kosmosu (pozdrawiam), że z tekstu wynika, iż D.M.C. miał okazję czytać debiut BP w momencie premiery komiksu zmodyfikowałem ten fragment “[…] McDaniels na debiut T’Challi i innych, których przygody miał okazję czytać w dzieciństwie zareagował […]”.

  • I ani jednej grafiki ze Storm, wstyd 🙁

  • Czesław Wapno

    Spawn to chyba jednak przez większość czasu wymykał się kategoriom rasowym – nie miał skóry.

  • Przemek Bogusz

    “Ciekawostka – Black Panther dzielił nazwę z Black Panther Party for Self-Defense, czyli radykalnej amerykańskiej organizacji politycznej utworzonej w celu ochrony czarnej mniejszości w USA. Jak widać wybór pseudonimu dla tego bohatera nie był specjalnie trudny.”

    Black Panther powstał parę miesięcy przed organizacją Black Panther Party, a jego imie było parę razy zmieniane by się z nimi nie kojarzył.

  • Joanna Stepniewska

    Zastanawiam się na pewną kwestią. Spójrzmy na bohaterów czarnych w kontekście zakodowanych wyobrażeń społecznych na temat takich postaci zapoczątkowanych od czasów kolonialnych- czyli czarny dziki, czarny niecywilizowany. Jeśli już czarna postać nie pochodzi bezpośrednio z “dzikiego” plemienia afrykańskiego (Black Panter, Storm) to jednak zawsze jest dzikszy od innych przedstawicieli kultury zachodniej- jakby nie patrzeć burdel, ulica, gangi są miejscami powrotu do dzikości, prymitywizmu, agresji, a więc kolejny raz powielony zostaje motyw czarnego dzikusa. Teraz pytanie, bo sama nie umiem sobie przypomnieć bohatera czarnego, który pochodziłby np. z bogatego domu, nie wychował się na ulicy czy po prostu nie pochodził z tej strefy pogranicza człowieczeństwa. Czy ktoś takiego kojarzy? Np. czarna wersja spider-mana- mądrego, nie pochodzącego z ulicy, doskonale pasujący pod każdym względem do popularyzowanej wersji zachodniego świata.

    • Wbrew temu, co piszesz Black Panther nie jest przedstawicielem dzikiego plemienia afrykańskiego. Jest przykładem herosa, który nie wychował się na ulicy. Jest genialny, jest bogaty, jest arystokratą, a Wakanda pod względem rozwoju technologicznego wyprzedza wiele innych krajów komiksowego uniwersum Marvela i jeżeli jest tam jakaś dzikość, to przejawia się przede wszystkim w temacie obrony terytorium i tradycji. Podobnie Cyborg, czyli Victor Stone. Jego rodzice to naukowcy. John Stewart (Green Lantern) jest architektem, a Sam Wilson (Falcon) jest synem polityka, którego dzieciństwo było jak najbardziej normalne. Przykładów czarnoskórych bohaterów nie związanych ze stereotypami etc. jest właśnie więcej niż podejścia stereotypowego. Po to, aby ze stereotypami walczyć, anie je powielać 🙂

      • Joanna Stepniewska

        Wiem, że wprowadzanie czarnoskórej postaci miało, mówiąc kolokwialnie, “wyrównać szanse”. Jeśli chodzi o Cyborga to tutaj też można się spierać na ile odebrano mu człowieczeństwo- czyli znowu człowiek-nie człowiek, ale faktycznie wtedy zmienia się dyskurs z czarnego-dzikiego na czarnego- nieczłowieka. Inni faktycznie są do zastanowienia. Prowadziłam po prostu dzisiaj zajęcia z postkolonializmu i zaczęłam się zastanawiać nad zakodowanym w społeczności wizerunku czarnego, który w świecie białego zachodniego człowieka walczy z tkwiącymi w sobie sprzecznościami natura-kultura. Ale z podanymi przez Pana przykładami mogę już coś analizować (przyznaję się bez bicia, że nie znam wszystkich postaci Marvela). Dzięki wielkie! 😀