Krótka historia o tym, jak Kaczor Donald zawstydził chemików i pewnego wynalazcę z Danii

W jednym z wcześniejszych tekstów ustaliłem, że Carl Barks wielkim twórcą był. Koniec, kropka. Jeżeli ktoś po tekście mu poświęconym ciągle ma jakieś wątpliwości, to usiądźcie wygodnie i “posłuchajcie” kolejnej opowieści. Oglądając pierwszy odcinek nowej odsłony “Kaczych Opowieści” przypomniałem sobie o kilku ciekawostkach związanych z Barksem i jego twórczoścą. Mianowicie był to autor obdarzony z jednej strony wielką wyobraźnią, a z drugiej często okazywało się, że jego na pozór szalone pomysły znajdują zastosowanie w rzeczywistości. Nie wierzycie? No to słuchajcie.

Nieświadomy chemik

W jednym z wydawanych w Polsce przez Egmont numerów “Kaczora Donalda” pojawia się historia z 1944 roku. Komiks zatytułowany “Szalony chemik” to prosta opowieść o tym, jak to Donald w wyniku uderzenia w głowę zmienia się w delikatnie mówiąc nawiedzonego chemika. Okazuje się bowiem, że wspominane uderzenie wywołuje u niego nadczynność mózgu. Ta z kolei sprawia, że Donald zabiera się za tworzenie substancji, o której nie słyszał świat. Zarówno nasz, jak i ten znany kaczorom. Objawia mu się schemat na Kaczynamit, bardzo łatwopalną i tym samym wysoce niebezpieczną substancję, która ostatecznie zostaje wykorzystana przez niego jako paliwo do rakiety, którą rusza na Księżyc. Co było później możecie się domyślić, ale dla nas najbardziej interesująca jest część o wspomnianym Kaczynamicie. Barks tworząc komiks uznał, że skoro opowieść jest o chemiku, to powinien pojawić się wzór chemiczny. No i pojawił się. Przede wszystkim taki opis:

Jeśli połączymy CH2 i NH4, i podgrzejemy atomy w mgle osmotycznej, otrzymamy pstry azot.

Interesujące, prawda? Barks nie miał wiedzy na temat chemii, a na pewno nie wiedział, jak wchodzą ze sobą w reakcję wspomniane przez niego związki. Powoli dochodzimy do zwrotu akcji, którego Barks się nie spodziewał. Zresztą nie tylko Barks, bo chemicy również. Wspomniany zwrot akcji nastąpił kilkanaście lat po publikacji komiksu. Barks otrzymał list od profesora Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego, w którym ów profesor stwierdził, że wzór Barksa lub jak wolicie Donalda, jest poprawny. No może nie tak dosłownie, ale faktycznie CH2 i NH4 w odpowiednich warunkach wchodzą ze sobą w reakcje. Później potwierdzono, że w wyniku tej reakcji powstaje związek, który nie był znany nauce w latach 40. XX wieku.

Szalony chemik
Niestety polską wersję komiksu mam gdzieś na strychu u rodziców

Było to o tyle zaskakujące, że gdy Barks wymyślał wzór, chemicy uznawali istnienie karbenów – cząstek z dwuwartościowym węglem – jako byt teoretyczny. Coś, co pozwala na wyjaśnienie innych reakcji. Dlaczego nie potwierdzili ich istnienia wcześniej? Głównie z powodu ich trwałości. Pierwsze potwierdzenie, że karbeny to nie tylko teoria, ale coś więcej, pojawiło się w 1954 roku. Wtedy William von Eggers Doering potwierdził istnienie dichlorokarbenu CCl2. Natomiast metylen o wzorze – uwaga – CH2 odkryto dopiero w 1960 roku. Tym samym ostatecznie potwierdzono, że wzór Barksa nie tylko jest prawidłowy, ale i w efekcie opisanej przez niego reakcji powstaje coś czego nauka wcześniej nie potrafiła uzyskać.

Jedną z reakcji z użyciem karbenów jest synteza Reimera-Tiemanna. W jej trakcie przyłączany do pierścienia aromatycznego dichlorokarben, hydrolizuje potem do grupy aldehydowej. W przeszłości w ten sposób syntezowano wanilinę z gwajakolu, znanego jako lek wykrztuśny.

Po przeczytaniu powyższego może się wydawać, że Barks miał szczęście. W wypadku reakcji chemicznej faktycznie można mówić o zbiegu okoliczności. Rzecz w tym, że nie był to pierwszy raz, w którym pomysł na potrzeby komiksów okazał się mieć później zastosowanie w rzeczywistości. Pewien Duńczyk miał zresztą z tym spory problem.

Jak wydobyć statek?

Myśleliście kiedyś o tym, jak wydobyć statek? Taki zatopiony? Co może być naprawdę szybkim sposobem wydobycia zatopionej jednostki? Myślał o tym niejaki Karl Kroyer. Wynalazca z Danii. Myślał, myślał i w końcu wymyślił. Pomysł Kroyera zakładał, że do ładowni statku wtłaczamy przy pomocy wody pod ciśnieniem puste kulki. Kroyer założył, że wiele kulek będzie miało wystarczającą wyporność, aby podnieść statek z dna. Założył słusznie, bo jego metoda została z powodzeniem wykorzystana. Na przykład wydobyto w ten sposób statek Al Kuwait. Statek miał na pozór bezpieczny ładunek w postaci owiec. Problem w tym, że martwe owce w ciepłych wodach mogły sprawić sporo problemów. Trzeba było szybko wydobyć statek na powierzchnię. Tak w dniu 31 grudnia 1964 roku w jego ładowni znalazło się 27 milionów styropianowych kulek, które ostatecznie podniosły statek. Kulki przyleciały do Kuwejtu z Berlina i ich łączna waga to 65 ton. Operacja okazała się sukcesem, a najbardziej cieszyła się z tego firma ubezpieczeniowa. Podobno koszty wydobycia zamknęły się w 345 tysiącach dolarów. Sporo, ale ciągle dużo mniej niż dwa miliony, na które ubezpieczona była jednostka.

Podnoszenie statków
Tak wyglądało to w komiksie
Kroyer
Tak wyglądał jeden z rysunków z patentu Kroyera

Metoda Kroyera została bez problemu opatentowana w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Duńczyk myślał, że wszędzie pójdzie mu równie łatwo. Tym razem się pomylił, bo gdy spróbował opatentować swój pomysł w Holandii urząd patentowy odmówił. I właśnie teraz, cali na biało, wchodzą Carl Barks i Kaczor Donald. W komiksie z 1949 roku Donald podnosi z dna morza jacht. Dokonuje tego poprzez wtłoczenie do ładowni setek piłeczek pingpongowych. Oczywiście urząd z Holandii odmawiając Kroyerowi nie odnosił się do komiksu Barksa, ale do końca nie jesteśmy tego pewni. Wspomniano tylko, że opis metody Kroyera nie jest pierwszym opisem na takie podnoszenie statków z dna morza. Być może ktoś dotarł do metody opisanej przez Barksa. Ta zresztą została sprawdzona przez popularnych Pogromców Mitów, którzy postanowili w 2004 roku wykorzystać piłeczki tak jak to zrobił Donald w 1949. Udało się, a ich zatopiony jacht podniosło “zaledwie” 27 tysięcy piłeczek.

All hail Carl Barks!

Mogłoby się wydawać, że chemicy ostatecznie nie będą traktować Barksa i Donalda jako “odkrywców” karbenów. Na szczęście tak się nie stało. To znaczy może nie do końca uznali ich za odkrywców, ale docenili ich wkład. W 1963 pojawiła się praca “Spin States of Carbenes”, w której autorzy wspomnieli o opisanej wiele lat wcześniej metodzie. Przy opisie widniał jak najbardziej poważny przypis, który odsyłał czytelników do pracy autorstwa D. Ducka z 1944 roku. Subtelny żart, ale i wyjątkowy hołd dla wyobraźni Carla Barksa. Tym samym prawda kolejny raz okazuje się jeszcze ciekawsza od fikcji.

Fot. tytułowa – rysunek Carla Barksa dla Walt Disney Company

Sprawdź też:

Dzielny Agent Kaczor, czyli prawie jak Batman
Total
27
Shares
  • Rob Krol

    kaczor donald lauerta nobla tak być powinno 😉