Magia pozostałych światów, czyli witajcie w Elseworlds

Czekał. Czekał, ciągle czekał. Jeszcze trochę czekał. Później już prawie miał się pojawić, ale ostatecznie jeszcze trochę czekał. Dość nietypowo – choć jak na mnie to chyba całkiem normalnie – rozpoczynam tekst na temat Elseworlds. Nie chcę jednak w nim odkrywać koła na nowo. Bardziej przybliżyć “świeżym” fanom komiksu ideę Elseworlds – w szczególności tym, którzy dopiero zaczynają “zabawę w komiksy”. A jest to jedna z najciekawszych rzeczy, które przytrafiły się komiksowi superbohaterskiemu. Tak, piszę to z pełną odpowiedzialnością. Przemawia przeze mnie uczucie, którym darzę historię z Elseworlds, dlatego wybaczcie mi brak obiektywizmu – jak nie wybaczycie, to trudno, może w końcu ktoś zrozumie, że obiektywizm nie istnieje. Dość jednak rozczulania się nad moimi uczuciami. Weźmy się za mięcho, czyli tradycyjnie zacznijmy od początku.

Wyobraź to sobie, sobie

Nie można okiełznać aktu tworzenia. To znaczy można, ale pod warunkiem, że mówimy o produkcji hurtowej, w której artysta ma tyle do gadania, co Thanos w starciu ze Squirrel Girl. “Problem” z komiksami pojawił się kilkadziesiąt lat temu i trwał bardzo długo. Wydawnictwo DC Comics – bo to ono będzie głównym bohaterem tego tekstu – a w zasadzie jego ówczesne władze, zauważyło, że potrzebny jest podział między historiami, które są tzw. głównym rdzeniem, są kanoniczne, a tymi, które owszem istnieją, ale nie są częścią “oficjalnej” historii danej postaci czy całego świata – choć niektóre koncepcje dotyczące postaci i pomysły pojawiające się w ramach Elseworlds później przeszczepiano do pozostałych historii. Wszelkiej maści eksperymenty, efekt chwili szaleństwa autora, czy świetne komiksy, które mogłyby być kanoniczne, ale jakoś się złożyło, że nie są, bo wypadają poza oficjalną oś czasu świata opisywanego w głównych tytułach. Lampka informująca o tym, że coś jest na rzeczy – na razie żółtego koloru – pojawiła się już w 1942 roku. Kiedy Europa ciągle spływała krwią, Amerykanie mogli kupić historię, która według DC Comics jest pierwszym przykładem koncepcji Elseworld. Z tym, że “Superman, Cartoon Hero!” to jeszcze nie Elseworlds, a tak zwane “Imaginary story”. Założenie było proste. Chodziło o oznaczenie tych komiksów, które choć wydane nie są częścią wspominanej oficjalnej osi czasu. Fan wiedział, że ma do czynienia z historią, której reperkusje nie będą związane z głównymi wątkiem lub wątkami. Ot, taka odskocznia od problemów pierwszego świata.

W 1942 roku zaczęły pojawiać się animowane shorty z Supermanem, więc z odpowiednią dozą humoru DC wymyśliło opowieść o tym, co by było, gdyby Lois Lane zdecydowała się zobaczyć… Superman, Cartoon Hero! – taki tekst – tłumaczenie własne – można przeczytać w tym komiksie

W skrócie chodziło o to, że Lois odkryła tożsamość Supermana po tym, jak zobaczyła krótką animację “Mad Scientist”, która wyszła spod ręki Maxa Fleischera – pisałem o jego synu, świetnym, acz niedocenionym reżyserze. Jednak w tym miejscu trzeba zaznaczyć, że komiksy z “naklejką” IS często prezentowały alternatywną wersję znanej historii. Wersję, która mogła, ale ostatecznie się nie wydarzyła. Stąd np. dowiedzieć się mogliśmy, co by było, gdyby Supermana wychowały małpy. Przecież każdy się nad tym zastanawia. Ja na przykład sobie wyobrażam i jak później się okaże na przykład Mark Millar też sobie to wyobrażał – no, może nie małpy, a komunistów, ale wiecie o co mi chodzi. “Imaginary Stories” dały szansę na to, aby spojrzeć na bohatera trochę inaczej. W nowy sposób, który był niczym oddech świeżego powietrza. Był też inspiracją dla kolejnych twórców, a w niektórych wypadkach również kopalnią pomysłów, które można włączyć do pozostałych komiksów. Oczywiście nie każdy wydawca decydował się korzystać z tej marki. Z kolei ci, którzy się decydowali wcale nie celowali w starszego odbiorcę, a wręcz przeciwnie – jak choćby Mort Weisinger, który często wykorzystywał IS na potrzeby opowieści dla młodszego czytelnika.

Superman
Lecę po Was i mam brodę/Fot. DC Comics

I tak to sobie zgrabnie funkcjonowało aż do lat 80. XX wieku. W 1986 roku pojawiła się ostatnia historia opatrzona marką Imaginary Stories, a odpowiadał za nią nie byle kto, bo sam Alan Moore. Moore był jeszcze przed wydaniem przełomowego “Zabójczego Żartu”, ale na rynku dostępne były inne klasyczne w tej chwili komiksy, jak “V for Vendetta” czy “Swamp Thing”, a on sam w tym roku wyda też “Strażników”. Ostatnia opowieść w ramach IS zatytułowana była “Superman: Whatever Happened to the Man of Tomorrow?” i skupiała się na tym, co się działo po tym, jak Superman zdecydował się opuścić Ziemię. Sam komiks to hołd dla wizerunku Supermana, który znali czytelnicy od kilkudziesięciu lat. Jest zamknięciem pewnego rozdziału i jednocześnie nowym otwarciem dla przyszłych komiksów. W tym samym roku John Byrne zaprezentował “nowego” Supermana w ramach serii “The Man of Steel”. Kiedy niektórzy myśleli, że to już koniec pojawiło się coś, co fani przyjęli z otwartymi rękami. Pojawiły się możliwości.

A gdyby Batman był pandą?

Komiks Gotham by Gaslight
Gotham by Gaslight

W 1989 roku władze DC Comics zarejestrowały znak “Elseworlds”. W tym samym roku pojawił się jeden z najbardziej znanych tytułów w ramach tego konceptu, czyli “Gotham by Gaslight”  – trochę szerzej pisałem o nim przy okazji historii o Batmanie, które warto poznać. Choć komiks nie nosi na sobie znanego znaczka, to jest oficjalnie uważany za pierwszy w ramach Elseworlds – zresztą logo pojawiło się już na jego kolejnych wydaniach. Natomiast pierwszą historią, która ten znaczek otrzymała były inne przygody związane z Batmanem, czyli “Batman: Holy Terror” – zrealizowany przez scenarzystę Alana Brennerta i zilustrowaną przez Norma Breyfogle’a. Jedna z lepszych opowieści, która traktuje o Batmanie rewolucjoniście po tym, jak jego rodzice są ofiarami, ale nie przestępcy, a systemu. Od tej pory od czasu do czasu w ramach DC pojawiały się kolejne komiksy, które rozwijały oryginalną koncepcję IS i dawały szansę na naprawdę szalone eksperymenty z bohaterami. Jak choćby w komiksie “Batman and Dracula: Red Rain”, w którym Batman jest nietoperzem – i wampirem – albo gdy Hal Jordan i Guy Gardner zostają nazistami, a na czele ruchu oporu staje John Stewart.

Komiksy ukazywały się do 2004 roku. Kilka lat później Elseworlds miały wrócić na łamy DC jako wydania ekskluzywne, ale ostatecznie z planów zostało niewiele i w ramach całej planowanej serii premium na półki trafił jeden tytuł. Co się stało z Elseworlds? Stały się częścią całego multiversum DC, czyli innymi wersjami świata, który jest tym uważanym za główny. Nie chodzi o to, że nic nowego i świeżego już nie powstanie. Bardziej o to, że DC znalazło dla tych historii trochę inne miejsce. No dobrze, ale w sumie teraz powinniście zapytać po co to wszystko? Jaki jest sens. Według mnie taki, że czytelnik nie przepada za nudą, twórca zresztą też. Czasami należy pozbawić się balastu w postaci całej historii bohatera, aby spojrzeć na niego z zupełnie nowej strony. Nie każda próba musi być sukcesem, ale w ramach Elseworlds pojawiło się kilka prawdziwych pereł, które pozwoliły nam na wzięcie głębszego oddechu i uznanie, że wreszcie powiedziano coś nowego na temat tych zmęczonych kobiet i mężczyzn w trykotach. Elseworlds są terapią szokową, która później pozwala nam na radosny powrót do dobrze znanej rzeczywistości.

A jakie komiksy w ramach Elseworlds są najlepsze?

Skoro przybliżyłem ideę i historię tej wyjątkowej inicjatywy to teraz wypada uzupełnić tekst o kilka przykładów komiksów, które należy przeczytać. Zdecydowałem, że wybiorę pięć komiksów. Pięć tytułów, które po prostu trzeba przeczytać i które są wspominanym powiewem świeżego powietrza. Nie oczekujcie tu jednak wielkich zaskoczeń. Tak, jak pisałem celuję do tych osób, które nie mogą o sobie powiedzieć, że wiedzą o komiksach wszystko. No, prawie wszystko.

“Superman: Czerwony Syn” – Mark Millar, Dave Johnson

Pisałem niedawno na temat tego komiksu, więc każdego zainteresowanego odsyłam do obszernego tekstu na temat “Czerwonego Syna”. Jeżeli myśleliście o tym, co by było, gdyby Superman był komunistą, to Mark Millar udziela na to pytanie odpowiedzi.

Kingdom Come
Kingdom Come/Fot. DC Comics, Alex Ross

“Kingdom Come” – Mark Waid, Alex Ross

Oto historia, która prezentuje nam mroczną wersję świata zaludnionego przez superbohaterów. Supermana nie ma – to znaczy jest, ale nikt go od dawna nie widział – Batman ma do pomocy armię robotów, a Wonder Woman nie przypomina już tej nieustraszonej królowej amazonek, którą kiedyś była. Starzy superbohaterowie opuścili ludzi, a nowi wcale nie palą się do tego, aby ludzkości pomagać, a samie nie różnią się zbytnio od tych, z którymi walczą. Waid i Ross dokonują w tym komiksie rozliczenia bohaterów z boskością, ale jednocześnie zapraszają nas do rozważań na temat znaczenia mitu superbohatera w kulturze amerykańskiej. “Przyjdź królestwo” ma swój ciężar. To opowieść o wręcz biblijnym charakterze zilustrowana jedynymi w swoim rodzaju obrazami Alexa Rossa. Każdy kadr ma znaczenie i każdy chłonie się wszystkimi dostępnymi zmysłami. To komiksowa epopeja i rozważania o naturze superbohatera.

“JLA: The Nail” – Alan Davis, Mark Farmer

W tym miejscu, jest szansa, że ktoś będzie jednak zaskoczony wyborem. Już śpieszę z wyjaśnieniami. Davis i Farmer postawili na podobny zabieg do tego, na który zdecydował się Mark Millar. U nich Kentowie nigdy nie znaleźli Kal-Ela, bo w trakcie jazdy samochodem złapali gumę. Dlatego wiele lat po tym wydarzeniu w skład Justice League wchodzili:

  • Batman,
  • Wonder Woman,
  • Aquaman,
  • Flash (Barry Allen),
  • Hawkwoman (Shayera Thal),
  • Atom (Ray Palmer),
  • Martian Manhunter,
  • Green Lantern (Hal Jordan).

Gdzie był Superman? Na farmie. Pracował u swoich przybranych rodziców, którzy byli amiszami. Opowieść Davisa jest fascynująca i naprawdę nie chcę zdradzać więcej niż to potrzebne. Sięgnijcie, a przekonacie się, jak to wszystko się skończy. Dodam tylko, że inspiracją dla komiksu był wiersz/przysłowie, którego jednak nie podejmę się tłumaczyć, więc bazujcie na znajomości angielskiego:

For want of a nail the shoe was lost; for want of a shoe the horse was lost; for want of a horse the knight was lost; for want of a knight the battle was lost; So it was a kingdom was lost – all for want of a nail.

“JSA: The Liberty File” –  Dan Jolley, Tony Harris i Ray Snyder

Doom that came to Gotham
Gdzie jest Cthulhu?

Bohaterowie znani z Justice Society of America w roli szpiegów w trakcie II wojny światowej. Ja byłem kupiony już po pierwszym zdaniu. Bat (Batman), the Clock (Hourman) i the Owl (Dr. Mid-Nite) muszą działać w celu powstrzymania nazistowskiego Supermana. Najciekawsze w komiksie jest właśnie to, że bohaterowie prezentowani są przede wszystkim jako agenci, a nie jako superbohaterowie. Nie bójcie się jednak, bo jest tam sporo miejsca na pojedynki ze złoczyńcami. Choć pewne zmiany mogą Was zaskoczyć.

“Batman: The Doom That Came to Gotham” – Mike Mignola

Batman + H.P. Lovecraft. Lepiej być nie może. To znaczy może, gdy za historię zabiera się Mike Mignola. Pewnie wielu z Was spodziewało się zobaczyć w tym miejscu “Gotham by Gaslight”. Ja uznałem, że “The Doom That Came to Gotham” jest na tyle ciekawe i udane, że może wskoczyć na miejsce Gaslight. Historia w skrócie prezentuje się tak, że Ra’s al Ghul chce sprowadzić na Ziemię jednego z Przedwiecznych. Batman razem z Abem Sapienem muszą go powstrzymać, a po drodze spotkają gotyckie wersje m.in. Killer Croca i Green Arrowa. Nie jest to może najlepsza opowieść o Batmanie, którą przeczytacie, ale na pewno jest interesująca. Choć tak naprawdę polecam ją dlatego, że sporo w niej Lovecrafta, a tego jak wiecie kocham każdą swoją komórką ciała.

Na koniec dodam, że z rozmysłem nie umieściłem tutaj “Powrotu Mrocznego Rycerza” – chciałem zrobić miejsce dla innych tytułów. Choć komiks jest oczywiście świetny i warto go mieć.

To tyle. Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłem ideę Elseworlds. Komentarze są Wasze. Jak zwykle.

Przeczytaj:

[button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/5-bardzo-dobrych-komiksow-o-batmanie-ktorych-nie-przeczytales/”]5 bardzo dobrych historii o Batmanie, których nie przeczytałeś[/button] [button color=”red” size=”big” alignment=”none” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/superman-jest-nudny/”]Superman jest nudny? Mówisz tak, bo go nie znasz[/button]
  • Śledź

    To ja dorzucę jeszcze coś od marvela, bo przecież nie tylko dc bawiło się w alternatywne rzeczywistości. A mianowicie 1602 – kocham ten komiks i sam pomysł przedstawienia superbohaterów w wersji elżbietańskiej. Poza tym nie będę się już nawet odzywać na temat tego, jak popularne wśród fanfików są różne AU – to już zupełnie inna historia…

    • I temat na zupełnie inny tekst 🙂

    • Nox

      Zgadzam się – 1602 świetnie wykorzystuje zarówno postaci, jak i epokę oraz miejsce akcji. Noi jest wspaniale narysowane.

  • Niedawno na konwencie byłam na panelu o różnych uniwersach w DC i widzę, że polecali podobne tytuły jeśli chodzi o historie alternatywne – szczególnie Superman-komunista brzmi intrygująco 😀

    • “Czerwonego Syna” polecam zawsze, w ciemno w zasadzie, bo można go przeczytać bez znajomości uniwersum, czy nawet postaci, które tam są. To jest obiektywnie ciekawa historia 🙂

  • A jak się zapatrujesz na ostatnie zmiany wg których każdy Elseworld to kanon po prostu jakiejś tam sobie Ziemi z numerkiem? Bo mnie się to podoba dosyć średnio. Wiem, że zmiana kosmetyczna, ale jakoś tak zabiera mi to troszkę magii tego że czytam coś jednorazowego, jakąś zamkniętą całość i coś od początku do końca stanowiącego wariację na temat. Nie podoba mi się też to mnożenie Ziemi w nieskończoność, zdecydowanie bardziej ma to dla mnie ręce i nogi gdy jest ich tylko kilka a każda ma jakieś wyraźne startowe zasady (jak Earth 1 czy Earth 2).

    • To znaczy mnie to mówiąc szczerze ani ziębi, ani grzeje. Choć wolałem, jak było po staremu – czyli mimo wszystko bliżej mi do Twojego zdania. Po prostu komiks jako wariacja na jakiś temat, zamknięta całość bez wciągania do kanonu i tej całej gimnastyki, co tam jest, czego nie ma, co jest w całości, a co tylko w części. Łatwiej mi było w takiej rzeczywistości operować. Teraz mam jeszcze bardziej wywalone na całe multiversum 🙂 Zresztą chyba zawsze miałem.

  • Nox

    Komiks towarzyszący grze “Injustice” też jest dość ciekawy. Pokazuje konsekwencje załamania Supermana po stracie ukochanej i powstanie dystopijnego świata rządzonego przez niego twardą ręką. W tej rzeczywistości oczywiście część bohaterów (i złoczyńców) zawiera sojusz w celu obalenia tyrana.

    I dodam jeszcze do tego zestawienia ruchome obrazki: “Liga Sprawiedliwości. Bogowie i potwory”, czyli co by było, gdyby Supermanem, Batmanem i Wonder Woman zostały zbliżone, ale jednak nieco inne postaci, niż w klasycznej wersji. Bardzo fajna wariacja na temat Ligi i ich sposobów działania, mnóstwo smaczków. Powolę sobie podlinkować do dłuższego tekstu mojego autrostwa http://www.film.gildia.pl/filmy/justice-league-gods-and-monsters/dvd/recenzja