W cieniu Bruce’a Wayne’a

Od wielu tygodni oglądam serial “Arrow”. W tym momencie to najlepsza rzecz dla fana komiksu, jaką może znaleźć w telewizji. Oczywiście do czasu pojawienia się serialu “Gotham”. Głównym bohaterem serialu jest Oliver Queen, czyli mówiąc krótko Green Arrow. Jeden z najpopularniejszych bohaterów DC Comics, który od zawsze cierpi na kompleks Bruce’a Wayne’a. Oglądając serial nie bardzo rozumiem intencje jego twórców, którzy swoim postępowaniem tylko pogłębiają ten kompleks, a przy okazji wprowadzają sporo różnic w stosunku do komiksowego pierwowzoru. Zacznijmy jednak od początku.

Oliver Queen ma z Batmanem bardzo dużo wspólnego. Podobnie jak Mroczny Rycerz, Oliver jest bajecznie bogaty, co bardzo mu pomaga w przypadku jego mroczniejszych pasji. Pierwszy raz na kartach komiksów pojawił się w 1941 roku. Co czyni go jedną z najstarszych postaci na mapie uniwersum DC. Stworzyli go Mort Weisinger i George Papp, którzy nie wzięli pomysłu na Green Arrow z powietrza. Oglądali przygody The Green Archera, które pokazywane były w kinach. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale kiedyś nie było seriali, ale to nie oznacza, że nie powstawały produkcje podzielone na kolejne odsłony, a które można było zobaczyć w kinie. Panowie stwierdzili, że to co widzieli w kinie świetnie nadaje się na bohatera komiksu. Nawiązania do Robin Hooda tylko utwierdziły ich w przekonaniu, że to dobry pomysł. Mieli rację. Green Arrow okazał się strzałem w dziesiątkę.

Przy okazji czy tego chcieli, czy nie ich bohater zaczął upodabniać się do innego słynnego obrońcy uciśnionych, czyli do wspominanego już Batmana. Queen mieszka w Star City, jest bogaty – bardzo bogaty – z początku imprezowicz i bawidamek, a ostatecznie mściciel po przemianie jaka w nim zaszła na wyspie. Jednak strzelać z łuku nauczył wcześniej, już jako dziecko. Wszystko za sprawą swojej fascynacji wspominanym Robin Hoodem. Młody Queen trenował często i sumiennie stając się rewelacyjnym łucznikiem. Niestety ciągle nie miał wiele wspólnego ze swoim idolem. Odziedziczoną fortunę przepuszczał aż do wypadku, w wyniku którego wypadł z łodzi i ledwo uszedł z życiem. Bez jedzenia i schronienia musiał radzić sobie sam. Jak wiecie potrzeba jest matką wynalazku, więc szybko Oliver dostosował się do nowych warunków i stał się sprawnym myśliwym. Oglądając  “Arrow” wiecie, że miasto to Starling City – naprawdę nie wiem po co to zmieniać – a sam Queen trafił na wyspę o trochę innym charakterze niż ta z komiksu. W komiksie wydostał się z niej za sprawą pierwszego spotkania z China White, czyli Chien Na Wei:

China White
China White i Green Arrow

Po powrocie do Star City postanowił wykorzystać swoje nowe umiejętności do czegoś dobrego. Przydomek Green Arrow zyskał dzięki prasie, która ochrzciła go tak z powodu kostiumu. Ten był zielony z bardzo prozaicznego powodu. Pozwalał mu się wtopić w otoczenie podczas polowań na wyspie. Nie zmieniał tego i tak zostało:

Green Arrow
Początki

Oliver miał świadomość, że w Gotham City jest Batman. W przeciwieństwie do tego, co oglądamy w serialu sam wzorował się na swoim koledze po fachu. Twórcy serialu o Batmanie nie wspominają – choć pojawiają się pewne nawiązania, jak logo Wayne Enterprise przewijające się od czasu do czasu na ekranie – ale w komiksie jest ich wiele. Queen stworzył swoją Arrow Cave na wzór Batcave. Jego samochód nazywał się np. Arrow car. Głupota straszna, ale co zrobić. Podobnie jak Wayne ma swojego pomocnika. Jest nim Speedy, czyli Roy Harper. Podobnie jak Queen, Roy jest świetnym łucznikiem. Ostatecznie Roy podąży drogą wytyczoną przez Robina, czyli zacznie działać na własną rękę jako Red Arrow. W serialu Roy Harper choć pomaga głównemu bohaterowi, to nikt nie mówi do niego Speedy. Ten przydomek pojawia się za to w kontekście siostry Queena, której w komiksie nie ma. Różnicą jest również to, że w serialu przeciwnicy Batmana są mu “podbierani” i wymieszani z tymi, których z kart komiksu zna łucznik.

Co takiego fascynującego jest w postaci Green Arrow? Po pierwsze przez te wszystkie lata spędzone w komiksach udało się stworzyć człowieka, który podobnie jak Wayne ma problem ze swoją tożsamością. Queen wychował się w zamożnej rodzinie, lubił się bawić i daleko mu do mruka, jakim jest Batman. Z drugiej strony wszystkie wydarzenia w jego życiu sprawiają, że często nie potrafi powiedzieć na czym mu tak naprawdę zależy. Wayne napędzany był zemstą za śmierć rodziców. Queena napędzała przynajmniej na początku chęć poszukiwania dodatkowych emocji. Uzależniony od adrenaliny często stawał w obliczu śmierci, co tylko go dodatkowo nakręcało. Ten brak odpowiedzialności zmienił się m.in. w momencie, gdy Oliver stracił cały rodzinny majątek. Za sprawą Johna Deleona. Skorumpowany pracownik jego firmy uświadomił Queenowi, że nic nie jest nam dane na wieczność. Kolejnym wstrząsem była przypadkowa śmierć jednego z jego przeciwników. Green Arrow zabił go, bo drgnęła mu ręka. Po tym wydarzeniu zdecydował, że już dłużej nie może być bohaterem. Oczywiście z czasem zmienił zdanie. Przez pewien czas mieszkał w Seattle wraz ze swoją przyszłą żoną, czyli Black Canary. Nim się pobiorą Queen jak przystało na postać z komiksu musi przynajmniej raz zginąć. Tak się stanie w wyniki wybuchu bomby:

Śmierć Green Arrow
To koniec

Na szczęście dla fanów zostanie wskrzeszony.

Orędownik

Musicie wiedzieć, że gdy patrzymy na komiksy w Polsce, to mamy wrażenie, że to po prostu historyjki o nieprawdopodobnych wyczynach różnych postaci w rajtuzach. W pewnym sensie jest to prawda, ale dla Amerykanów to coś więcej. W postaciach takich jak Green Arrow odbijają się ich fobie, duma czy marzenia. Tak jak Superman był na początku swojego istnienia symbolem potężnej Ameryki walczącej z przeciwnościami – naziści, komuniści, wybierajcie – tak i Green Arrow był przykładem przemian jakie zachodziły czy to w społeczeństwie, czy to w poszczególnych jednostkach. Bogaty playboy, który porzuca hulaszczy tryb życia dla czynienia dobra to nic innego jak marzenie i wskazówka dla tych, którzy powinni pracować na innych. Bohater stworzony przez Weisingera i Pappa zmieniał się też za sprawą kolejnych artystów, którzy się nim opiekowali. Najlepszym przykładem na to jest jego postać w wykonaniu scenarzysty Dennisa O’Neila i rysownika Neala Adamsa. W latach 70. XX wieku ta para zajmowała się Queenem i wspólnie postanowili, że zrobią z niego coś więcej niż tylko bohatera. Miał być symbolem zmian jakie zachodziły w społeczeństwie amerykańskim. Chodziło przede wszystkim o to, że stał się działaczem, aktywistą na rzecz liberalnych przemian. To było bezpośrednio związane z tym, że Queen oprócz ratowania mieszkańców swojego miasta w nocy miał zamiar ratować ich również w dzień. Tak zrodziła się koncepcja Olivera Queena burmistrza Star City.

To był wyjątkowy zabieg, który dawał scenarzystom nowe możliwości, a przy okazji świetnie pasował do rozchwianego obrazu Olivera, który nie zawsze potrafił decydować o tym, czego tak naprawdę chce. Zresztą scenarzyści od zawsze musieli balansować w jego przypadku między traumą, a społecznym przesłaniem niesienia pomocy uciśnionym. W latach 80. podjęto próbę zerwania z wizerunkiem superbohatera na rzecz kogoś na wzór “miejskiego łowcy”. Temu wizerunkowi w tym momencie najbliżej bohaterowi serialu. Jednocześnie w raz z tymi zabiegami pojawił się kolejny problem, kim tak naprawdę ma być Oliver Queen. Czy orędownikiem społecznych zmian czuwającym nad mieszkańcami miasta, czy może wyposażonym w supergadżety bohaterem, który pasuje do nowoczesnego portretu superbohatera. O tym, że nie wiadomo było co zrobić niech świadczy fakt, że dopiero Kevin Smith tchnął nowe życie w Green Arrow. I to dosłownie, bo od śmierci w 1995 roku Olie pozostawał martwy do 2000 roku. Przez pięć lat jego rolę pełnił syn Connor Hawke.

Connor Hawke
Connor

Kevin Smith wskrzesił oryginalnego Green Arrow, który szybko wrócił na miejsce jednego z najważniejszych bohaterów uniwersum DC. Kilka lat później na czele zespołu kreatywnego stanął J.T. Krul, który postanowił jeszcze trochę zmienić postać. Jak sam przyznaje chciał, aby Green Arrow miał trochę cech pochodzących od Jamesa Bonda. Aktualnie komiksy o Zielonym Łuczniku sprzedają się całkiem dobrze, a samo DC dba o swojego Robin Hooda. Szczególnie ze względu na serial, który choć nie jest idealny, to i tak przyciąga przed telewizory miliony widzów. O tym, jak ważny jest dla promocji komiksu niech świadczy oficjalny profil bohatera, w którym regularnie pojawiają się informacje na temat serialu. Mam nadzieję, że ludzie, którzy opiekują się Oliverem mają na niego pomysł, bo to zdecydowanie jedna z tych postaci, która zasługuje na pełne emocji życie.

[tw-button color=”red” size=”big” alignment=”center” rel=”follow” openin=”samewindow” url=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/100-najlepszych-komiksow-w-historii-czesc-1/”]Najlepsze komiksy w historii[/tw-button]

 

  • Dżonatan Krejn

    Jakie polecasz komiksy z Łucznikiem? Jeśli można, to tylko takie, które są dostępne w naszych krajowych sklepach internetowych.

    • Sprawdziłem dwa sklepy (Atom i Multiversum). Na pewno możesz sięgnąć po “Green Arrow: Rok Pierwszy” – w sumie to nawet główny wybór biorąc pod uwagę, że to o początkach Szmaragdowego Łucznika. Warty uwagi jest też “Green Arrow: The Longbow Hunters” – to z okresu, gdy przebywał w Seattle, a sam bohater był bardziej bezwzględny. Do tego jeszcze “Archers Quest” (w Atom Comics jest). Po inne musiałbyś już sięgać np. na Comixology (choćby Quiver to fajna historia, bo to już łucznik wskrzeszony przez Kevina Smitha, który sprawił, że Ollie znowu stał się cool 🙂 )

      PS. W przyszłym roku pojawi się Absolute Green Arrow – zbiorcze wydanie ze Smithem i Hesterem na pokładzie 🙂

      • Dżonatan Krejn

        Dzięki za odpowiedź i sprawdzenie asortymentu sklepów. Potwierdziłeś to, co słyszałem już wcześniej – czyli przede wszystkim czytać “Year One”, “Longbow Hunters”. I to właśnie będę brał w pierwszej kolejności. Ciekawi mnie tez co zrobił Jeff Lemire z Łucznikiem z new 52.

        • New 52 nie czytałem – ostatnio korciło mnie, aby kupić, ale się powstrzymałem, choć nie wiem na jak długo 🙂