Historia komiksu #2: Narodziny komiksu

Sporo piszę o komiksach, a skoro tak, to warto przyjrzeć się historii tego zjawiska. Jak się rozwijało, co sprawiało, że komiksy przeszły drogę od malowideł na skałach do popkulturowego fenomenu. Ja się czegoś dowiem pisząc, a wy się czegoś dowiecie czytając kolejne teksty z cyklu – oczywiście dobrze się przy tym bawiąc. Przynajmniej mam taką nadzieję.

W pierwszej części starałem się w krótkich żołnierskich słowach wyjaśnić, co to w zasadzie jest komiks i jak jest klasyfikowany. W tej w końcu zanurzymy się w jego historię. Skoro tak, to musimy cofnąć się setki lat wstecz. Do czasów Starożytnego Rzymu…

Jaskinie czy kolumna?

Kolumna Trajana
Juan Francisco Adame Lorite/ Creative Commons Attribution 3.0 Unported

Zapytajcie kogoś o to, co można uznać za pierwsze komiksy, a najpewniej otrzymacie odpowiedź, że są to malunki na skałach, które nasi wiodący proste życia przodkowie zostawili w licznych jaskiniach. Rzecz w tym, że choć nie jest to nic złego, to ja jednak skłaniam się do tego, aby za pierwszy przykład komiksu uznać to, co można obejrzeć na kolumnie Trajana – wzniesionej w 113 r. n.e.. Kolumna według takich badaczy jak Krzysztof Teodor Toeplitz przedstawia sposób wykorzystania sekwencji, czyli w sumie komiks. Z tą różnicą, że nie została użyta po to, aby przedstawić jakąś konkretną narrację. Ta zaczyna się pojawiać w średniowieczu. Malowidła czy sceny prezentowane na pięknych gobelinach to najbliżsi współczesnym komiksom przodkowie. Jednym z przykładów jest Tkanina z Bayeux – którą widzieliście na lekcjach historii, gdy mowa była o bitwie pod Hastings, bo na pewno na zdjęciach pojawiły się ujęcia z tego wybitnego dzieła. Tkanina to ręcznie haftowane płótno przedstawiające podbój Anglii przez Wilhelma I Zdobywcę oraz życie normalnego mieszkańca Normandii. Zresztą spory wpływ na rozwój obrazu jako formy przekazania jakiejś historii miał Kościół. Papież Grzegorz Wielki nie był idiotą i wiedział, że ciemny lud nie bardzo potrafi czytać i pisać. Co w takim razie zrobić, aby poznali Słowo Boże? Grzegorz myślał, myślał i w końcu wymyślił. Skoro nie czytają, to może niech przynajmniej oglądają. W ten sposób kazał przerobić ściany kościołów na Pismo Święte prezentowane za pomocą rysunków. Cytując reklamę, było to posunięcie genialnie proste, po prostu genialne.

Lud z biegiem lat przestawał być ciemny – to znaczy nadal był, skoro nie miał McDonaldów i zmywarek automatycznych – i coraz częściej potrafił czytać. Jak potrafią czytać, to czemu do rysunków nie dorzucić tekstu? Gdybyście się zastanawiali, kiedy pojawiły się dymki, to już we Włoszech w czasach renesansu niejaki Giotto korzystał z il fumetto – dymka. Możecie go zobaczyć, jak pojedziecie do Florencji. Tam w Galerii Ufizzi waszym oczom objawi się anioł, który wypowiada słowa zwiastowania właśnie zapisane w dymku. Później krewni komiksu pojawiali się w wielu innych krajach Europy:

  • W Rosji były łubki
  • Niemcy miały tzw. bilderbogen
  • Anglosasi korzystali z książek, w których rysunki uzupełniano krótkim tekstem

Człowiekiem, który uważany jest za ojca nowożytnej sztuki sekwencyjnej jest William Hogarth. Tworzył rysunki satyryczne, które podzielono na sekwencje. Te zestawione razem tworzyły spójną historię. Satyra to w tym wypadku słowo klucz. Pierwsze komiksy miały głównie charakter satyryczny. Ostatecznie zarówno komiks – nazwijmy go klasycznym – jak i rysunki satyryczne zaczęły rozwijać się równolegle.

Cartoons

Kluczowym dla komiksu stał się rok 1845. Wtedy właśnie pojawiały się rysunki satyryczne, które można było czytać w wydawanych gazetach, a one same zyskały charakterystyczną nazwę. Cartoons. Nazwa nie jest oczywiście przypadkowa i związana jest z grafikami Johna Leecha. Pan Leech publikował na łamach magazynu “Punch”. Te wydawane na początku były parodią wstępnych szkiców  historycznego fresku w nowej siedzibie brytyjskiego Parlamentu. Te z kolei nosiły nazwę preparatory cartoon. Ot cała tajemnica. Publikacje Leecha były sygnałem, że komiks może stać się samodzielną zjawiskiem artystycznym. Tak się stało na przełomie XIX i XX wieku. Europa jak i USA rozwijały się w pewnym oderwaniu od siebie. Na Starym Kontynencie brylował Rodolphe Töpffer. Szwajcarski artysta tworzył historyjki, które bardzo szybko stały się niezwykle popularne i z czasem zaczęto przedrukowywać je nie tylko w Europie, ale i w USA. Z kolei w Niemczech swoją wizję krótkich form zaprezentował Wilhelm Busch. Jego “Max i Moritz” był bodaj pierwszym komiksem, w którym całość zamknięto w ramki, co przecież później stanie się standardem.

Max i Moritz
Kreska była prosta, co było czymś nowym w historyjkach obrazkowych

Tak było w Europie. Natomiast w Stanach Zjednoczonych ważnym okresem były lata 1894–1895. Wtedy ukazywał się „Hogan’s Alley”. Był to ilustrowany dodatek do magazynu “Truth”. Jego autorem był Richard Felton Outcault, a za przełomowe uznawane jego dzieło jest z tego powodu, że najbardziej z dotychczasowych przypominało współczesne komiksy. Była grafika prezentująca wydarzenia, a dialogi umieszczono w charakterystycznych dymkach – to ważne, bo wcześniej dodatkowo prezentowano teksty poza kadrami grafik. Być może część z Was już wie, kto był bohaterem wspominanego komiksu.

Yellow Kid
Richard Felton Outcault

Chodziło o “Żółtego dzieciaka”, który bardzo szybko zyskiwał coraz większe grono fanów. Jego pojawienie się było też pierwszym sygnałem dla wydawców, że komiksy mogą być czymś więcej niż śmiesznym dodatkiem na końcu gazety. Potencjał w dziele Outcaulta wyczuł sam Joseph Pulitzer, który pod koniec XIX wieku zajmował się wydawaniem “New York World”. Zaproponował ojcu dzieciaka zajęcie się dodatkiem do tej gazety i jak się szybko okazało Pulitzer kolejny raz w swojej karierze miał rację. Komiksy umieszczane w dodatku w znacznym stopniu podniosły sprzedaż gazety. To był jasny sygnał, że przyszłość może mieć kształt dymka. Wiedział o tym też największy konkurent Pulitzera. William Randolph Hearst postanowił, że skoro “Żółty dzieciak” napędza sprzedaż gazety jego przeciwnika, to spróbuje przekonać twórcę komiksu do tego, aby zostawił swojego dotychczasowego pracodawcę. Jak zwykle w takich historiach liczyła się kasa. Ta przekonała Outcaulta do tego, aby zaczął pracować dla Hearsta. Jednocześnie nowy szef miał pewien pomysł, który chciał wprowadzić. Chodziło o uczynienie przygód Dzieciaka wulgarniejszymi. Jak zapewne już się domyślacie Hearst okazał się jeszcze większym zwycięzcą niż Pulitzer. Nowa forma komiksu sprawiła, że trafiał do szerszego grona odbiorców. Sprzedaż gazety poszybowała do góry, a my możemy uznać, że komiks stał się samodzielnym bytem.

Co było dalej?

Opowiem w kolejnych częściach. Wtedy skupimy się na legendach komiksu amerykańskiego, europejskiego i polskiego. Ten ostatni nie rozwijał się z początku tak dynamicznie jak w innych krajach, ale to nie znaczy, że nie mamy na tym polu sukcesów.

Swoją drogą polecam przeczytać coś więcej na temat walki Hearsta z Pulitzerem, to naprawdę pasjonująca opowieść o rywalizacji dwóch legend przemysłu wydawniczego. Nie traktujcie też moich wpisów jako czegoś, co może służyć za podstawę pracy naukowej. Piszę je, bo sam przy okazji edukuję się w tej materii i daleko mi do prawdziwych specjalistów.

Pozostałe części Historii Komiksu:

[tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/historia-komiksu-czym-jest-komiks/”]Czym jest komiks[/tw-button] [tw-button size=”large” background=”” color=”red” target=”_self” link=”https://lekturaobowiazkowa.pl/komiksy/historia-komiksu-3-poczatki-komiksu-w-polsce/”]Narodziny komiksu w Polsce[/tw-button]
  • Bardzo fajny tekst. Z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek cyklu.

    • Może tym razem nie zabiorę się za niego po 5 miesiącach 🙂

      • I gdzie kolejna część? 😉

        • Właśnie się zorientowałem, że minęło już ponad 5 miesięcy 🙂 W takim razie czas się za nią zabrać. Jak się uda, to będzie w ciągu kolejny siedmiu dni 🙂

  • Świetnie napisane, liczę na dalszą część 😀