Uroczy komiks, którego nie chcesz pokazać swojemu dziecku

Są twórcy, których albo się kocha, albo nienawidzi. Których nie dotyczą stany pośrednie. Takim twórcą jest Skottie Young. Rysownik o bardzo charakterystycznej kresce i scenarzysta o bardzo charakterystycznym poczuciu humoru. Specyficznym, bo Young w swoje opowieści skierowane do starszych czytelników wciąga motywy i rozwiązania znane z historii dla dzieci. Nim jednak uciekniecie z krzykiem pozostawiając za sobą chmurę pyłu pozwólcie, że opowiem Wam o Gertie.

Dawno, dawno temu

Jako dziecko czytając książki wyobrażałem sobie, że jestem częścią światów, które otwierały się przede mną. Gertie, bohaterka serii “I Hate Fairyland”, może nie tyle sobie to wyobrażała, co miała trochę więcej szczęścia ode mnie i ostatecznie stała się częścią takiego wyimaginowanego świata. Rzecz w tym, że ów świat okazał się całkiem prawdziwy. Urocza dziewczynka nie miała wyjścia, jeżeli chciała wrócić do swojej rzeczywistości musiała znaleźć drogę powrotną. Zadanie okazało się skomplikowane. Na tyle, że szybko okazało się, iż utknęła na dobre. Wraz z upływem lat jej frustracja zwiększała się niczym dług publiczny. Ostatecznie pała goryczy została przegięta i urocza Gertie obrała sobie jeden cel. Zabić wszystkich.

Widzicie problem jest w tym, że Gertie tkwi w Krainie Baśni już 37 lat. Wewnętrznie jest już ryczącą czterdziestką, a fizycznie ciągle małą dziewczynką. Powrót do domu jest prawdziwym horrorem, więc Gertie też postanowiła, że urządzi mieszkańcom znienawidzonego miejsca horror. I to taki gore. Z odgryzaniem kończyn, dekapitacjami, wybuchami ciał, fontannami krwi. Prawdziwą orgię przemocy. Jeżeli w tej chwili wyobrażacie sobie jak można kogoś pozbawić życia i przychodzi Wam coś szalonego do głowy, to Gertie to zrobiła. Jeżeli zastanawiacie się, gdzie się podziały gwiazdy, to Gertie je zabiła. Jeżeli jesteście uroczymi grzybkami, którzy przy okazji są stróżami prawa, to uważajcie, bo Gertie Was zabiła. Chyba, że już to zrobiła. Wtedy oznacza, że nie żyjecie i nie powinniście tego czytać.

W tych dwóch akapitach streściłem Wam scenariusz “I Hate Fairyland”. Komiksu drogi, którego nie powinniście pokazywać dzieciom poniżej pewnego wieku. Najlepiej wieku dorosłego. Skottie Young oferuje komiks, który gdyby ktoś chciał zekranizować, to najpewniej wylądowałby na Adult Swim. Obok “Ricka i Morty’ego”. Young mając pełną kontrolę nad serią szaleje i mam wrażenie, że Image Comics po prostu powiedziało mu rób z tym, co chcesz. Tym bardziej, że pod komendę “dostał” znanego z “Invincible” kolorystę Jeana-Francoisa Beaulieu’a, a liternikiem przy serii został Nate Piekos. Skład naprawdę zacny i efekty ich pracy musiały, a przynajmniej powinny, być wyjątkowe.

Moje wewnętrzne dziecko jest mordercą

Czy czytając na przykład “Chatkę Puchatka” wyobrażaliście sobie, co by się stało, jakby ten biedny Prosiaczek w końcu pozwolił uwolnić się swoim demonom. Gdyby chwycił siekierę lub inne przedmioty uważane za niebezpieczne i raz na zawsze zaprowadził krwawe rządy terroru w Stumilowym Lesie? Ja się zastanawiałem. Oczami wyobraźni widziałem, jak głowa Krzysia wisi nad drzwiami domku Prosiaczka. Ponure trofeum. Jak Kubuś umiera wysmarowany miodem i kąsany przez roje pszczół. Jak Tygrys nie może już brykać, bo obcięto mu ogon i kończyny zostawiając tylko smutny pomarańczowo-czarny kadłubek. Jak Królik został oślepionym, pozbawionym języka niewolnikiem, a Kłapouchy. No nie, Kłapouchemu nic się nie stało, bo przyłączył się do Prosiaczka.

Jeżeli się nad tym zastanawialiście, to już wiecie, czy chcecie przeczytać “I Hate Fairyland”. Komiks na pewno mocno polaryzujący, bo tak naprawdę nie mogę go polecić każdemu. Część odpadnie już po tym, jak spojrzą na kadry. Cześć, gdy wczyta się dialogi. Na szczęście są też ci, którzy dadzą mu szanse. Bo widzicie, jak zwykle w takich wypadkach coś więcej jest tam, gdzie wzrok nie zawsze sięga od początku. Tym czymś jest przede wszystkim to, że Young bawi się znanymi z baśni tropami. Bawi to nie do końca dobre słowo, bo on po prostu je wybebesza i traktuje jak poligon doświadczalny. Zabawny jest na przykład fakt, że Gertie nie może przeklinać. Wszystko przez cenzorów, którzy każde jej przekleństwo odpowiednio zmieniają, aby było bardziej… baśniowe. Na płaszczyźnie fabularnej nie jest to może bardzo głęboki komiks, ale ma jedną istotną zaletę. Dobrze się go czyta. To prosta, lekka rozrywka. Pod warunkiem, że nie przeszkadza Wam widok zarzynanych baśniowców.

Ostatnie zdania nie oznaczają jednak, że jest to komiks głupi. Nic z tych rzeczy. Young zręcznie posługuje się słowem. Jego wyobraźnia jest aż za bardzo przerażająca, a Gertie może szybko stać się jedną z Waszych ulubionych bohaterek komiksów. Jeżeli nie ona, to może jej wyjątkowy towarzysz. Larrigon Wentsworth III to połączenie świerszcza z Pinokia i Toma Waitsa. Czy muszę coś więcej dodawać? Może to, że zawsze przy okazji takich komiksów zadaję sobie pytanie, czy on w ogóle jest komuś potrzebny? Nie wiem, ale cieszę się, że powstał.

PS. Moją nienawiść do Krainy Baśni wzbudził sklep Atom Comics i tam możecie znaleźć pierwszy tom serii.

Total
1
Shares
  • rob

    ale ona ma tam jakieś moce czy jak to działa że wszystkich załatwia? na zdrowy rozum powinno być w świecie baśni od groma postaci które z palcem w…. gówniarę powstrzymają ;p

    • Wojtek Zaręba

      Ale, jak to w świecie baśni, akurat mają chwilową zaćmę lub pomroczność jasną i nic nie mogą jej zrobić.

  • Puchata Igła

    Dzięki Ci, o boski, za pokazanie mi tego komiksu! 😀 Po pensji poleci do koszyka 😀