Kiedy pisałem pierwszy tekst na temat komiksów, które warto kupić dzieciom chciałem wybadać, czy ten temat spotka się z zainteresowaniem. Spotkał się, więc dziwnym zbiegiem okoliczności, którego tutaj nie opiszę, bo jest to zbieg dziwny i do tego okoliczności, uznałem, że pociągniemy temat dalej*.

Tym razem postaram się napisać mniej więcej dla kogo prezentowany – krótko, bo krótko, ale zawsze – komiks jest. Bo raczej nikt nie chce sytuacji, gdy kupuje dziecku komiks, który strach mu mimo wszystko przeczytać. Jednak moja rekomendacja nie była testowana na czytelnikach w każdym wieku, więc może jej zabraknąć tam, gdzie tych testów nie wykonałem lub po prostu nie mam pojęcia, co zrobić. Dobór tytułów wykonałem według jedynego sprawdzonego klucza, czyli:

Mojego widzimisie

To sprawdzona metoda. Polecana już od lat przez azerskich mnichów. Polecam. Skończmy z homeopatią i przejdźmy do propozycji.

Jeff Smith “Gnat #1: Dolina, czyli równonoc wiosenna”

Uważni czytelnicy na pewno zauważą, że znowu zaczynam od “Gnata” Jeffa Smitha. Robię to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że od czegoś trzeba zacząć nawet jak mamy zamiar bardzo szybko skończyć. Skoro o końcu mowa, to się dobrze składa, bo właśnie skończyłem opisywany komiks czytać swojej 4,5-letniej córce. Dzieło Smitha stopniowo obrasta w piórka dzieła kultowego. Zresztą sam umieściłem go na liście najlepszych komiksów wszech czasów. Po lekturze – kolejnej – utwierdziłem się w przekonaniu, że dobrze zrobiłem. “Gnat” nie zmieni życia czytelnika, ale jedną rzecz robi bardzo dobrze. Opowiada historię. Taką, która nas interesuje. Z bohaterami, którzy nas bawią. Choć w wielu miejscach można przeczytać, że to wariacja Smitha na temat “Władcy Pierścieni”, to dla mnie jest to przede wszystkim mądra, zabawna i wciągająca opowieść o tych wszystkich rzeczach, które są banalne, ale potrzebne, czy wręcz niezbędne do życia. I nim krzykniecie, że “Gnat” już był, jak krzyknę, że wiem, ale będę nim katował tak długo aż uwierzycie mi na słowo, że to komiks warty uwagi.

Czy to dobry pomysł czytać go czterolatce? Nie miałem pojęcia, ale uznałem, że sprawdzę. Okazało się, że bardzo dobry, bo historia Chwata Gnata i jego kuzynów pochłonęła ją na tyle, że sama naciskała na kolejne rozdziały. Owszem, pierwszy kontakt ze Szczurostworami nie był prosty, ale późniejsze wydarzenia sprawiły, że sama uznała te istoty przede wszystkim za ciamajdy. Strasznie wyglądające, ale jednak ciamajdy. Jednak nikogo nie chcę namawiać na podobne eksperymenty choć “Gnata” uznaję za komiks absolutnie dla każdego. W prawie każdym wieku.

Tadeusz Baranowski “Podróż smokiem Diplodokiem”

Polski komiks ma kilku niekwestionowanych mistrzów. Jednym z nich jest Tadeusz Baranowski. Świat kreowany przez tego wyjątkowego autora przybliżałem już na łamach bloga i tak naprawdę mógłbym w tym miejscu wpisać, że każdy komiks Baranowskiego warto kupić dziecku. Postawiłem na “Podróż smokiem Diplodokiem”. Nie wiem nawet dlaczego. Opowieść o lordzie Hokusie Pokusie, który razem z tytułowym smokiem Diplodokiem podróżuje przez czas i przestrzeń, to jest, wybaczcie mój język, absolutne kurwa mistrzostwo świata i okolic. Absurdalny humor, nawiązania do popkultury, szalony scenariusz. W zasadzie nim zachwycicie się serialem “Rick i Morty” powinniście sięgnąć po komiksy Baranowskiego. Przynajmniej po ten konkretny.

Jak dla mnie jest to kolejna pozycja z cyklu absolutnie dla każdego. Głównie dlatego, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie i każdego będą bawić inne rzeczy. Najmłodszych urzekną charakterystyczne rysunki, a starszych warstwa intertekstualna komiksu. Sytuacja win – win, jak mawiał Józef Stalin.

Karol „KRL” Kalinowski “Łauma”

Świat polskiego komiksu czekał na “Łaumę” i jak się doczekał, to okazało się, że Kalinowski sieknął jeden z najlepszych polskich komiksów ostatnich lat. Z jednej strony baśń napędzana realizmem magicznym. Z drugiej opowieść o rodzinie i relacjach podszyta grozą. Kalinowski bardzo dobrze wie, jak snuć opowieść, która powinna zainteresować młodszego czytelnika, ale i nie zrazić do siebie czytelnika starszego. Stąd naiwność miesza się z dowcipem dla dorosłego. Nie takim, jak od Bartosza Wierzbięty. Subtelniejsza. Mądrzejsza. Świetnie wykorzystująca polską lokalność. Zresztą tajemnice Suwalszczyzny powinny zainteresować każdego, komu wydaje się, że wie o naszym pięknym kraju prawie wszystko. O czym “Łauma” jest?  W skrócie o małej Dorotce, która będzie musiała zmierzyć się ze śmiertelnie niebezpieczną Łaumą, ale więcej Wam nie zdradzę.

Peyo “Smerfy”

Nim Smerfy pojawiły się w telewizji i wielkich ekranach był komiks. Stworzony przez Pierre’a Culliforda znanego szerzej jako Peyo. Pierre nie stworzył Smerfów z myślą o samodzielnej serii. Postacie, które aktualnie znają prawie wszyscy powstały z myślą o jednym z odcinków komiksu “Johan i Sójka”. To w nim w 1958 roku pojawiły się sympatyczne niebieskie stworki. Jego pomysł spotkał się z tak ciepłym przyjęciem, że w zasadzie nie było innego wyjścia. Trzeba było stworzyć osobną serię komiksów. Pozycje dostępne na polskim rynku skierowane są raczej dla najmłodszych czytelników, ale nie będę kłamać, jeżeli napiszę, że czytając je im nie będziecie się dobrze bawić. Cholera, jak można nie lubić Smerfów?

Camboni Silvio, Filippi Denis-Pierre “Niezwykła podróż”

Na początek zacznę od krótkiego opisu fabuły – nie jest mój, to opis wydawcy, czyli wydawnictwa Kurc:

Wielka Brytania, rok 1927. Noemie i Emilien, kuzyni pochodzący z bogatej rodziny, spędzili prawie całe dzieciństwo w szkole z internatem. Z czasem przywykli do niezależnego życia z dala od szczęku wojny. Genialne dzieci stworzyły sobie własny świat w domku na drzewie, swoistej cichej przystani, gdzie eksperymentują ze wszelkiego rodzaju wynalazkami. Jakież jest ich zaskoczenie, kiedy pewnego dnia wiodący awanturnicze życie rodzice Noemie wracają do rodzinnej rezydencji i wysyłają po dzieci służącego! Miejsce jest urzekające, z czym obydwoje się zgadzają. Znajduje się w nim pełno pomieszczeń wypełnionych wynalazkami ojca Emiliena, lecz ten gdzieś tajemniczo zaginął!

Jak jeszcze Was to nie zaintrygowało, to teraz dodajcie do tego Juliusza Verne’a i steampunk. Ten pierwszy służył za jedną z głównych inspiracji dla autorów. Natomiast to drugie nadało historii ostateczny sznyt. Silvio i Denis-Pierre prezentują ucieczkę przed tragedią do świata wyobraźni. Robią to tak pieczołowicie, że ręce same składają się do oklasków. Intrygująca pozycja, którą docenią nie tylko fani mistrza Verne’a. Wspominałem, że nie tylko intryguje, ale i pięknie wygląda? No to już wspominam.

Pięć pozycji. Tradycyjnie jak to u mnie w przypadku podobnych tekstów. Dla tych, którzy zapytają, gdzie “Tytus, Romek i A’Tomek” odpowiadam, że jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

Sprawdź również:

Jaki komiks kupić młodemu czytelnikowi? Komiksy (nie) tylko dla dzieci

* Tak naprawdę, to po napisaniu wstępu sprawdziłem poprzedni wpis i na końcu obiecałem, że będą kolejne części. Czas rzucić kokainę. Tym bardziej, że później zorientowałem się, że już napisałem też kolejny tekst. Tym samym czas rzucić również LSD.

Total
19
Shares
  • Wojtek Zaręba

    Ja właśnie skompletowałem wszystkie tomy Tymka i Mistrza. Cieszę się jak… dziecko.